Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Co by nie mówić, przed rozpoczęciem meczu faworyt tego starcia był wszystkim doskonale znany i była to drużyna Otamanów. Obecny lider Ekstraklasy idzie na razie przez ligę jak burza, a oprócz jednego remisu wygrywa oni spotkanie za spotkaniem. Contra natomiast dalej szuka swojej formy, okupując dolną część tabeli. I niestety dla postronnego widza, ten mecz był pod całkowitą kontrolą gospodarzy. O ile w pierwszej połowie raptem trzy gole autorstwa Vitalii Yakovenko jeszcze dawały jakieś szanse gościom, o tyle w drugiej, gdy dołożyli oni kolejne cztery trafienia, rezultat meczu był przesądzony. Co by nie mówić, goście dali z siebie wszystko. Strzelili nawet jednego gola, którego autorem był Mateusz Tumulec, ale na rozpędzoną drużynę Otamanów to nie wystarczyło. Faworyci są bowiem obecnie w tak wysokiej dyspozycji, że eliminują każdego kolejnego rywala, dlatego z niecierpliwością czekamy na ich następne starcia. Jeśli chodzi o przegranych, naprawdę z całego serca życzymy im pierwszych punktów jak najszybciej, gdyż nawet w tym meczu gra nie była wcale taka zła. Mieli oni kilka składnych akcji oraz groźnych strzałów na bramkę, lecz niestety po drugiej stronie była drużyna, będąca obecnie w swoim prime timie, na którą trzeba zagrać perfekcyjne zawody, by myśleć o zdobyczy punktowej. Jeżeli Contra co mecz będzie zbierać swój najlepszy skład, to jesteśmy pewni, że te pierwsze punkty wreszcie nadejdą!
Spotkanie pomiędzy drugą a trzecią ekipą Ekstraklasy to szlagier, na jaki od rana czekało wielu kibiców zgromadzonych na arenie AWFu. Wieloletni mistrz i tryumfator naszych rozgrywek, podejmował Ogień Bielany, drużynę która z przytupem wkroczyła na mapę piłkarskiej Warszawy. Początek spotkania zdecydowanie dla gości, którzy ku zaskoczeniu wszystkich, szybko objęli wysokie prowadzenie. Osłabieni gracze Tura nie mieli argumentów, by się przeciwstawić. W brance gospodarzy rozpoczął Paweł Sobolewski, który dwoił się i troił, by zatrzymać zmasowane ataki drużyny przeciwnej. Niestety dla niego na nic się to zdało. Wszystko dzięki kapitalnej dyspozycji Ognia Bielany. Młodzi zawodnicy gości szybko zbudowali sobie bezpieczną przewagę i nieprzerwanie kontynuowali ataki na bramkę Tura. Gospodarze przebudzili się dopiero przy wyniku 0:7, jednak przewaga jaką wypracował sobie Ogień, była na tyle duża, że utrata 3 bramek nie powodowała nerwowych ruchów w zespole gości. Ostatecznie na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:10. Po zmianie stron ekipy urządziły sobie prawdziwy festiwal strzelecki. Ponownie przewagę w tej odsłonie mieli goście, jednak w drużynie Tura z dobrej strony pokazali się Kamil Majorek oraz Bartosz Salamon. Gdyby nie ich dwójkowe akcje, bilans zdobytych bramek w drużynie Tura byłby mizerny. W obozie Ognia Bielany wszyscy zawodnicy prezentowali się znakomicie, jednak na pochwalę zasługują Karol Gozdalik i Mateusz Michalski, którzy we dwójkę rozbijali obronę oponentów. Spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 6:15. Jesteśmy przekonani, że kolejna utrata punktów przez TUR Ochota podziała na nich mobilizująco i już za tydzień chłopaki zagrają z chłodną głową, a przede wszystkim w pełnym składzie do arcyciekawego spotkania z Gladiatorami. Jeżeli chodzi natomiast o Ogień Bielany, był to jasny sygnał, że celują w tym roku w podium i grę o najwyższe cele.
Patrząc na potencjał sportowy obu ekip, nikt nie przypuszczałby, że ten mecz może mieć tyle dramaturgii. Jednak pierwsze minuty mogły wprowadzić w osłupienie i postawić pytanie, kto tutaj jest aktualnym vice mistrzem Ligi Fanów. Goście w niedzielę mieli w swoich szeregach Adama Matejaka i to ten zawodnik w pierwszej odsłonie zdecydowanie zrobił różnicę na boisku. Alpan grał niemal perfekcyjnie w obronie, nie dając dojść do klarownych sytuacji swoim rywalom. Tacy gracze jak Karol Bienias czy Krystian Nowakowski nie mieli miejsca, by się rozpędzić a strzały jakie oddawali albo bronił Piotr Koza albo lądowały daleko od bramki przeciwnika. Za to kontry gości były zabójcze i wynik do przerwy mógł nie tylko zaskoczyć, ale nikt kto zna realia ligi, nie uwierzyłby w taki scenariusz. Po 25 minutach było 0:5! Przez całą pierwszą połowę EXC nie zdobyło żadnej bramki! Przerwa podziałała mobilizująco na gospodarzy. Na drugą połowę wyszli niczym lwy, rzucające się na swoją ofiarę i błyskawicznie odrobili niemal całą stratę. Mozolnie budowane ataki i tempo jakie narzucili, było niesamowite. Gdy wydawało się, że po heroicznej pogoni mają to, czego chcieli, czyli prowadzenie, po raz kolejny obudził się Alpan. Ponownie zaczął dobrze bronić a piłka jak zaczarowana przelatywała obok bramki Piotra Kozy. Goście po kontrze wyrównują stan meczu na 7:7. Do końca pozostają trzy minuty. W piłce szóstkowej to szmat czasu, ale gdy nie idzie, wydaje się że remis będzie sprawiedliwy. Wówczas Janek Grzybowski bierze piłkę, drybluje, aż wreszcie precyzyjnym strzałem na osiem sekund przed końcowym gwizdkiem strzela bramkę na wagę trzech punktów. Kto nie widział tego meczu na żywo, to polecamy aby obejrzeć go na VEO. W naszej ocenie lepszy niż nie jedno spotkanie w naszej rodzimej Ekstraklasie.
Ten, kto postanowił na żywo obejrzeć ten mecz, na pewno wyszedł usatysfakcjonowany z Areny AWF. Obie ekipy stworzyły bowiem kapitalne widowisko. Początek to gapiostwo gospodarzy, którzy zostawili niemal całą wolną przestrzeń w środku pola, a Bartek Gwóźdź nie miał litości i z dystansu strzelił pierwszego gola. Zanim gracze Browarka się rozkręcili, było już 0:3 a przecież z takim rywalem odrabiać straty jest piekielnie trudno. Jednak gospodarze nie zamierzali odpuszczać i jeszcze w pierwszej połowie złapali kontakt, dający nadzieję na dobry wynik. W defensywie skutecznie prezentował się Jakub Staros, a z przodu na wyróżnienie zasługiwali Mariusz Chmielewski i Szymon Dąbrowski. Ofensywę dobrze również wspierał Moatasem Aziz. To jednak wystarczyło tylko na wynik 2:4 po 25 minutach rywalizacji. Po zmianie stron Gladiatorzy mądrze trzymali piłkę, a swoje zagrania firmowe serwował Tomasz Pietrzak, który wchodził do środka stwarzając dogodne sytuacje kolegom. Solidnie grali także Mariusz Zalewski i Adrian Giżyński. Ten drugi harował niemal non stop i był zawodnikiem, który chyba zrobił najwięcej kilometrów na boisku. Browarek próbował strzałów z dystansu, na czele z własnym bramkarzem, ale Bartek Gwóźdź łapał wszystkie piłki i z tego tytułu nie było specjalnego zagrożenia. Przy dość znacznym prowadzeniu faworytów, gospodarze zaczęli grać skuteczniej i w końcówce zniwelowali straty do jednego trafienia. Na więcej zabrakło czasu i mecz zakończył się wynikiem 5:6. Dla Gladiatorów to cenne trzy punkty z mocnym rywalem, a Browarek musi spokojnie podejść do kolejnych spotkań, bo nadal może pokusić się o dobre miejsce w tym sezonie, mając w zanadrzu całą rundę rewanżową.
Mecz o sześć punktów – tak śmiało możemy określić spotkanie pomiędzy MKS Piaseczno oraz Explo Team. Obydwie drużyny słabo punktują w tym sezonie i znajdują się w dolnych rejonach ligowej tabeli. Drużyna gospodarzy od początku sezonu przeżywa problemy kadrowe i widoczne to było także tym razem. Przez pierwszych kilka minut chłopaki zmuszeni byli grać o jednego mniej i taki stan rzeczy wykorzystali rywale, którzy objęli dwubramkowe prowadzenie. Chwilę potem dojechał już kolejny zawodnik, ale nawet grając w komplecie gospodarze stracili następną bramkę. Od tego momentu mecz się wyrównał a z biegiem czasu coraz więcej do powiedzenia mieli zawodnicy z Piaseczna, którzy najpierw z rzutu wolnego a następnie z akcji, pokonali bramkarza rywali i zmniejszyli straty do jednej bramki. Więcej goli w tej odsłonie nie wpadło i do przerwy było 2:3. Rozpędzeni gospodarze już na początku drugiej połowy zdołali wyrównać i wydawało się, że są na dobrej drodze do objęcia prowadzenia. Jednak nic z tego nie wyszło. W kolejnych minutach koncertowo zagrali rywale, którzy aż trzykrotnie trafili do bramki. Młodzi reprezentanci MKS-u próbowali odmienić losy spotkania, lecz mimo zdobycia dwóch bramek, nie zdążyli tego uczynić. Ostatecznie Explo Team pokonał MKS Piaseczno 6:5 i dopisało sobie drugi komplet punktów w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)