Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 2 Liga
Spotkanie Dzików Młochów przebiegało przede wszystkim pod znakiem braków kadrowych Orzełów. Biegający i twardo grający zawodnicy gospodarzy cały czas naciskali, a goście musieli grać mądrze, w myśl zasady "lepiej mądrze stać, niż głupio biegać". Niestety, plan ten ciężej było zrealizować, gdy gospodarze dość szybko wyszli na prowadzenie 3:0. Dopiero wtedy Dziki się rozluźniły, Maciej Kiełpsz asystował przy bramce na 3:1 autorstwa Aleksandra Szarkowskiego i wszystko wyglądało na to, że Orzeły nawiążą ciekawą walkę z gospodarzami. Niestety, nie dopisywało im szczęście w tym meczu. Świetnie świadczy o tym chociażby bramka Dzików na 4:1, która padła po rykoszecie. W późniejszych minutach świetnym przeglądem pola wykazywał się Jan Wnorowski (fantastyczny przerzut do Aleksandra Szarkowskiego), jednak w ostatnich minutach pierwszej odsłony Dziki odskoczyły na wynik 6:2. Niekorzystny wynik nie zgasił jednak ognia walki Orzełów - weszli w drugą połowę niesamowicie zmotywowani. Po szybkiej bramce na 6:3 autorstwa Jana Wnorowskiego, goście rozpoczęli oblężenie bramki gospodarzy. Ku zdziwieniu wszystkich widzów bramki nie padały i ciężko mówić tutaj o czymś innym niż pechu gości. Najpierw z najbliższej odległości Adam Wownysz trafił w poprzeczkę, w kolejnej akcji bezpańskie podanie dosłownie przetoczyło się obok zaskoczonego bramkarza Dzików i zatrzymało się na słupku, a jeszcze później Jan Wnorowski potężnym strzałem z wolnego uderzył tuż obok bramki gospodarzy. Jednak jak zwykle niewykorzystane sytuacje i wąska ławka zaczęły się mścić - Dziki w końcu przełamały opór gości. Kolejne dwie bramki Dawida Banasiewicza pozwoliły odskoczyć gospodarzom na pięciobramkową przewagę, którą utrzymali do końca spotkania. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:5.
Znając końcowy wynik spotkania Orlik Mokotów – FC Górka aż trudno uwierzyć, że te zespoły miały przed rozpoczęciem bezpośredniego meczu tę samą liczbę punktów. Wydawało się, iż sąsiedztwo w tabeli spowoduje, że będziemy mieli do czynienia z bardzo wyrównanym spotkaniem, które nie rozstrzygnie się szybciej, niż w końcówce drugiej połowy. No ale rzeczywistość okazała się dość brutalna dla FC Górki – ta ekipa już do przerwy przegrywała aż 2:7 i było jasne, do kogo trafi tutaj komplet punktów. I chyba uproszczeniem byłoby twierdzenie, że ten wynik był konsekwencją przede wszystkim nieobecności Szymona Maruszewskiego. Wiemy, ile ten gość daje swojej ekipie, natomiast różnica w organizowaniu swoich ataków była tak duża, że chyba nawet przyjazd Szymona niewiele by tutaj zmienił. Orlik grał bardzo szybko, widać było spore umiejętności indywidualne u poszczególnych zawodników, a najbardziej podobał się duet Kamil Żak – Krzysiek Mamla. Gdy oni mieli piłkę, to w defensywie Górki od razu był wszczynany alarm. W drugiej połowie gra trochę się wyrównała, choć oczywiście było to spowodowane rezultatem z pierwszej części gry. W finałowych 25 minutach zobaczyliśmy tylko jednego gola i tutaj należy pochwalić obydwu bramkarzy, bo grali na wysokiej skuteczności obron i często doprowadzali do szału napastników rywala. Mecz zakończył się ostatecznie sukcesem Orlika w stosunku 8:2 i nawet przez moment ten triumf nie był zagrożony. Tak grający Orlik jest chyba faworytem w wyścigu o 3 miejsce na koniec rundy. Górka będzie z kolei zamieszana w grę o uniknięcie strefy spadkowej, co zważywszy na dość trudnych rywali w dwóch ostatnich kolejkach, może stanowić dla nich spore wyzwanie. Chociaż absolutnie nie z kategorii "mission impossible".
W niedzielne popołudnie na arenie AWF-u ekipa Bonito Warszawa podejmowała Ukrainian Vikings. Gospodarze po świetnym początku notują regres formy i po serii porażek zajmują miejsce w środku tabeli. W podobnej sytuacji znajdują się zawodnicy z Ukrainy, ich lokata w strefie spadkowej 2 ligi to efekt aż czterech porażek. Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando gości i to oni dość szybko dzięki akcji Vasyla Pidluzhnego obejmują prowadzenie 1:0. Przetrzebiona kontuzjami i dodatkowo mocno osłabiona drużyna Bonito Warszawa już po kilku minutach przegrywała 0-2, a autorem gola ponownie został Pidluzhnyi. Młodzi zawodnicy gospodarzy próbowali konstruować groźne akcje, jednak albo brakowało dokładności, albo na bramce świetnie spisywał się Eduard Vakhidov. Jeszcze przed przerwą Vikingowie dokładają dwie bramki i na przerwie schodziliśmy przy wyniku 0-4. Po zmianie stron byliśmy świadkami prawdziwej kanonady strzeleckiej. Obie drużyny postawiły na bardzo otwarty futbol, co skutkowało lawiną bramek. Już po kilku minutach drugiej odsłony na tablicy wyników widniał rezultat 0-7. Następnie kilka akcji i byliśmy świadkami pierwszej bramki dla gospodarzy. Ostatnie 10 minut spotkania, to już prawdziwe szaleństwo a wynik zmieniał się dosłownie co chwilę. Osoba obsługująca to spotkanie oraz ławki rezerwowych nie nadążały w rejestrowaniu wszystkich autorów bramek oraz asystentów. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 4:16. Warto odnotować, że wspaniałe zawody rozegrał Yeugen Sirotenko, który zanotował w tym spotkaniu aż siedem trafień dokładając do tego dwa kluczowe podania. Bonito Warszawa pogrążone w kryzysie ponosi czwartą porażkę z rzędu, natomiast Vikingowie zrównują się punktami z resztą stawki, dzięki czemu rywalizacja w 2 lidze robi się naprawdę ciekawa.
Batalia Tylko Zwycięstwo z Graczami Gorszego Sortu okazała się meczem w kategorii tych, które moglibyśmy oglądać bez końca. Zawrotne tempo od pierwszych minut, niespotykanej urody gole, walka do ostatniego gwizdka – w tej rywalizacji dostaliśmy to wszystko, a nawet więcej. GGS kroczył zwycięską ścieżką już od pięciu spotkań i początek spotkania zapowiadał kolejną, łatwą wiktorię. Już w 2 minucie meczu goście wyszli na prowadzenie po golu Tomka Jeżewskiego, który bombowym strzałem z lewego skrzydła nie dał szans Sergiuszowi Bieniasowi. Dwie minuty później było już 0:2, kiedy z dobitki trafił Mateusz Grabowski. Jak zwykle był on bardzo aktywnym zawodnikiem GGSu i zachęcał swoich kolegów do ciągłych ataków na bramkę gospodarzy, ale wyraźnie brakowało precyzji w wykończeniu. Tylko Zwycięstwo nieco zepchnięte do obrony rzadko zapuszczało się pod bramkę Patryka Kieszkowskiego, ale chwila nieuwagi wystarczyła, aby Andrzej Morawski przejął piłkę w środku boiska i precyzyjnym podaniem odnalazł Maćka Dombrowicza, który tylko dołożył nogę i było 1:2. Obrazu gry ta bramka nie odmieniła, bo to goście wciąż byli w natarciu. W 15 minucie Patryk Sznajder przeprowadził szybką akcję środkiem, ale ostatecznie zabrakło precyzacji w wykończeniu. Bramkę do szatni po dokładnym podaniu Mateusza Grabowskiego strzelił Maciek Chojnacki i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:3. Druga część spotkania rozpoczęła się od katastrofalnego pecha GGSu – najpierw Mateusz Grabowski obejrzał żółty kartonik, a po chwili gola samobójczego zaliczył Maciek Chojnacki. Chłopaki szybko odzyskali koncentrację i Maciek zrehabilitował się asystując przy golu Arkadiusza Waszaka. TZ odgryzał się jak mógł, głównie z kontrataków, a jedna z takich akcji skończyła się trafieniem w spojenie bramki Patryka Kieszkowskiego. W 37 minucie fatalne podanie do tyłu przejął Mateusz Grabowski i strzelił gola na 2:5. Po chwili Mateusz wyłożył piłkę Łukaszowi Kuleszy, a ten atomowym strzałem zapakował piłkę do siatki. Gospodarze nie spuścili głów i już akcję później rzut karny na gola zamienił Szymon Jałkowski. Następnie oglądaliśmy wymianę ciosów z jednej i drugiej strony. Na 3:7 trafił Łukasz Kulesza, TZ odpowiedział trafieniem Andrzeja Morawskiego, a chwilę później Łukasz skompletował hat-tricka. Przewaga bramkowa GGSu była już nie do dogonienia i choć w 46 minucie na 5:8 trafił Maciek Dombrowicz, TZowi zwyczajnie zabrakło czasu i sił, aby realnie zagrozić przewadze Graczy Gorszego Sortu. Team Adriana Kanigowskiego zrównał się punktami z drużyną Energii, a bezpośrednie spotkanie tych ekip w przyszłej kolejce może zaważyć o tym, kto będzie zimował na pozycji lidera 2 ligi.
Na zakończenie zmagań w 2 lidze, zawsze waleczna i groźna dla wszystkich ekipa Eternisu podejmowała lidera rozgrywek drużynę Energii. Faworytem tego spotkania wydawali się być goście, natomiast Eternis nie raz już udowadniał, że potrafi urwać punkty faworyzowanym ekipom. Spotkanie od początku było bardzo intensywne, obie ekipy grały szybką i techniczną piłkę, w dodatku można było dostrzec wielu dobrze wyszkolonych zawodników, którzy nawet w trudnych sytuacjach potrafili wyjść z opresji. Energia przyzwyczaiła nas już do taktyki z lotnym bramkarzem i to dzięki takiemu schematowi gości jako pierwsi znaleźli drogę do bramki rywali. Mocnym i precyzyjnym strzałem popisał się bramkarz Energii Vlodynyr Slobozheniuk. Rozgrywanie piłki z bramkarzem mocno utrudniało grę w obronie gospodarzom, którzy potrzebowali chwili aby przyzwyczaić się do takiej taktyki. Kiedy udało im się opanować szybkie przesuwanie w obronie, zdecydowanie lepiej rozbijali ataki Energii. Kilka minut później, Eternis doprowadza do remisu. Stratę piłki w środku pola wykorzystała dwójka Górecki-Goliszewski i ten drugi doprowadza do remisu. Do końca pierwszej połowy nie oglądaliśmy już bramek i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-1. Druga odsłona meczu stała na równie wysokim poziomie co pierwsza, widzieliśmy sporo walki w środku pola i wielu kombinacyjnych akcji z obu stron. Goście ponownie lepiej rozpoczynają tę część meczu i to oni wychodzą na prowadzenie 1-2. Autorem gola był Igor Petlyak, który po odbiorze piłki rywalom pewnie pokonał bramkarza gospodarzy. Po stracie bramki Eternis rzucił się do odrabiania strat, niestety często po dobrze rozegranych akcjach brakowało dokładności i wykończenia akcji. Gospodarze mieli także okazję wyrównać spotkanie, kiedy to Grzegorz Goliszewski wykonywał rzut karny, niestety ta sztuka mu się nie udało, bo świetnie w bramce interweniował Slobozheniuk. Jak mówi przysłowie "niewykorzystane sytuacje się mszczą" i tak też było w tym przypadku. Chwilę później goście rozklepali całą obronę Eternisu i mieliśmy już 1-3. Gospodarze do końca starali się zmienić wynik spotkania, niestety byli bezradni wobec świetnie grającej tego dnia obrony gości. W końcówce meczu Igor Petlyak dobija jeszcze rywali i Energia ostatecznie pokonuje Eternis 1-4, dzięki czemu umacnia się na czele 2 ligi. Eternis z dorobkiem 9 punktów zajmuje miejsce w strefie spadkowej, jednak wiemy doskonale, że z taką grą to tylko kwestia czasu kiedy zaczną punktować i piąć się w górę tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)