Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 2 Liga
Pomału przyzwyczajamy się do tego, że właściwie każdy mecz w 2 lidze stoi na niezwykle wysokim poziomie. Nie inaczej było w starciu Orlika Mokotów z Energią. Do meczu w roli faworyta przystępowali goście i właściwie od początku potwierdzali, że nie bez przyczyny widzieliśmy ich w tej roli. Pierwsze 15 minut to dominacja Energii. Orlik nie za bardzo miał pomysł jak przeciwstawić się dobrze operującym piłką rywalom. Już w 5 minucie niezawodny Igor Petlyak wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, po precyzyjnym strzale z rzutu wolnego. Parę minut później mieliśmy już 0:2, po tym jak Heorhii Parnitskii wywalczył piłkę w polu karnym oponenta i wyłożył ją do pustej bramki Patrykowi Komorowskiemu. W 13 minucie wspomniany wcześniej Petlyak przejął piłkę w środku pola, podał do Parnitskiego, ten odegrał z powrotem do kolegi z zespołu, a Igor, po tej świetnej dwójkowej akcji, podwyższył na 0:3. Wydawało się wtedy, że w tym meczu już nic więcej się nie wydarzy i Energia pewnie odprawi kolejnego rywala. Nic bardziej mylnego. Około 20 minuty Orlik zdobył swoją pierwszą bramkę i jego gra zupełnie się odmieniła. Jeszcze przed przerwą, Tomasz Hubner wykorzystał złe zagranie obrońcy Energii i z sytuacyjnej piłki doprowadził do stanu 2:3. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza część. W drugiej jakby goście stracili swój animusz, a około 35 minuty można było śmiało stwierdzić, że wszelkie atuty ekipy z Ukrainy zostały przez przeciwnika zneutralizowane. Orlik zmusił rywala do błędów i goście nie byli w stanie już tak swobodnie rozgrywać piłki. W 37 minucie za faul został ukarany żółtą kartką jeden z zawodników Energii, ale udało im się przetrwać bez straty gola. Napór Orlika jednak wzrastał, co przełożyło się w końcu na gola na 3:3 w 44 minucie. Obie ekipy dążyły do zwycięstwa, ale właściwie do samego końca utrzymywał się remis. I wtedy, na 15 sekund przed końcem, Krzysiek Mamla wykorzystał świetne podanie Tomasza Hubnera i umieścił piłkę w siatce trafiając na 4:3! Wybuch radości na ławce rezerwowych Orlika był nie do opisania. Energia jeszcze próbowała rzutem na taśmę w ostatniej akcji meczu wyrównać, ale gospodarze nie dali sobie wydrzeć tego zwycięstwa. To był świetny mecz, gdzie obie drużyny w dwóch połowach pokazały zupełnie inne oblicze.
Ukranian Vikings w poszukiwaniu swoich pierwszych punktów podejmował Graczy Gorszego Sortu, którzy pierwsze zwycięstwo mieli już za sobą i dodatkowo swoją grą pokazywali, że będą niewygodnym rywalem dla każdego w tej lidze. W zapowiedziach pisaliśmy, że nie wiadomo co ze zdrowiem bramkarza GGSu, Patryka Kieszkowskiego. Patryk na mecz przyszedł, mecz ledwo zdążył się rozpocząć a ten niewiele myśląc uderzył piłkę w kierunku bramki Vikingów i po małym rykoszecie zdobył bramkę dającą prowadzenie swojemu zespołowi. Po upływie kilku minut goście prowadzili już dwoma bramkami, dogranie Maćka Chojnackiego pewnym strzałem wykorzystał Arkadiusz Waszak, który zdobył swoją pierwszą bramkę tego dnia. Od tego momentu gra defensywna zespołu prowadzonego przez Adriana Kanigowskiego postanowiła wesprzeć swoich przeciwników. W odstępie kilku minut Ukranian Vikings wyszedł na prowadzenie i w każdą z tych bramek zamieszany był któryś z obrońców Graczy Gorszego Sortu najczęściej podając piłkę rywalom do pustej bramki. W pierwszej połowie obie ekipy zdobyły po jednej bramce i przed rozpoczęciem drugich 25 minut meczu mieliśmy spore nadzieje na podobny poziom gry. Zdecydowanie się nie rozczarowaliśmy, mecz nawet na minutę nie tracił na swojej intensywności. Bramki padały co chwilę, najczęściej bramkarzy pokonywał Arkadiusz Waszak który łącznie w meczu zdobył aż 5 bramek, z drugiej strony najskuteczniejszy był Vasyl Pidluzhnyi, autor hat tricka oraz dwóch asyst. W końcówce meczu wyższość pokazali zawodnicy GGSu, którym udało się osiągnąć dwubramkowe prowadzenie i zwyciężyć mecz 10:8.
Bonito Warszawa kontynuuje zwycięski pochód w 2 lidze. Tym razem na przeciw drużyny Leona Hendigery stanęły Dziki Młochów i trzeba przyznać, że dla gości była to ciężka przeprawa. Mecz można podsumować słowami – Bonito zagrało… Bonito. Cała drużyna pokazała umiejętności, zgranie, świetną kondycję, a przede wszystkim młodzieńczą fantazję, którą zachwycała nas w poprzednich spotkaniach. Zarówno Leon jak i Diego Deisadze byli tego dnia w dobrej formie i defensywa Dzików miała z nimi mnóstwo problemów. Gospodarze już od pierwszego gwizdka napierali mocno na bramkę Arkadiusza Żyznowskiego. Szczególnie widoczny był niezmordowany Diego, który praktycznie non-stop puszczał się w galop na bramkę Dzików. Defensywa gości musiała często podwajać krycie, a Arkadiusz kilka razy popisał się świetnymi interwencjami, ale gol był tylko kwestią czasu. W 13 minucie wynik otworzył… zespół gości. Podanie Jacka Mireckiego pięknym strzałem wykończył Dawid Banasiewicz. Trafienie to było niczym włożenie kija w mrowisko – Bonito momentalnie przejęło inicjatywę i już minutę później wyrównało, kiedy Krzysztof Kulma wrzucił piłkę w pole karne, a Diego Deisadze oddał precyzyjny strzał głową. Bonito rozkręcało się z akcji na akcję - pięć minut później wyszło na prowadzenie, kiedy Diego wyłożył piłkę z rzutu rożnego, a Leon Hendigery niemalże wbiegł z nią do bramki. Goście nie patrzyli bezradnie na to, co działo się na boisku. Atakowali z animuszem, ale Kuba Przygoda bronił jak natchniony. Gola do szatni zapakował Leon i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 3:1. W drugiej części spotkania Bonito zupełnie odjechało z wynikiem, a Diego i Leon zagrali piłkarski koncert, do którego dołożyli się jeszcze Jakub Melak, Giorgi Oitiashvili i Wiktor Mądry. Dziki mimo starań i zaangażowania nie miały po prostu pomysłu na tak świetnie zgrany zespół gospodarzy. Nawet golkiper Kuba Przygoda zaliczył w tym meczu asystę, kiedy w 33 minucie posłał podanie przez całe boisko, które skończyło się golem Leona Hendigery. Dzikom należą się brawa za walkę do samego końca. Kiedy tylko nadarzyła się okazja z rzutu wolnego, Kamil Prządek zapakował piłkę w samo okienko. Do tego Arkadiusz Żyznowski wyczyniał cuda pomiędzy słupkami swojej bramki i choć kilka razy był zupełnie bezradny, za jego występ należą się wyrazy uznania. Bonito Warszawa wyraźnie pokonało Dzików z Młochowa 8:2 i wciąż pozostaje niepokonane w tej rundzie, a goście zebrali bardzo cenne doświadczenie, które może zaprocentować w przyszłości.
Mecz pomiędzy zespołami FC Górka oraz Orzełów Stolicy to spotkanie drużyn, które w dwóch pierwszych kolejkach nie zdobyły żadnego punktu i zamykały tabelę 2 ligi. Już od pierwszych minut inicjatywę przejęli gospodarze, którzy rozpoczęli ten pojedynek z wysokiego C, strzelając przeciwnikom trzy bramki. I patrząc z perspektywy całego meczu były to kluczowe minuty dla losów spotkania. Szybko strzelone bramki pozwoliły zespołowi gospodarzy mądrze ustawić się w obronie i czekać na kolejne dogodne sytuacje bramkowe. Tak też się stało po upływie pierwszego kwadransa gry, kiedy to ponownie trzykrotnie w krótkim odstępie czasowym pokonali bramkarza rywali. Goście tylko raz zdołali pokonać golkipera przeciwników i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 6:1. W drugiej części spotkania wynik długo nie ulegał zmianie. Zawodnicy FC Górki zadowoleni z wysokiego prowadzenia pewnie kontrolowali przebieg spotkania a zawodnicy Orzełów nie byli w stanie stworzyć sobie klarownej sytuacji. Worek z bramkami rozwiązał się w ostatnim fragmencie spotkania i ponownie to gospodarze byli skuteczniejsi, zdobywając aż pięć goli. Ich przeciwnik zdołał to uczynić tylko raz i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11:2. FC Górka zdobywa pierwsze punkty w sezonie i odbija się od dna ligowej tabeli. Orzeły Stolicy po kolejnej przegranej z zerowym dorobkiem punktowym zamykają ligową stawkę.
W zeszłej kolejce Eternis musiał gonić wynik w meczu z Górką, w tym tygodniu podobnie przebiegło spotkanie z ekipą Tylko Zwycięstwo. Wprawdzie w początkowej fazie meczu inicjatywa była po stronie gospodarzy, to wynik otworzyła drużyna braci Jałkowskich. W 4 minucie Grzegorz Dybcio oszukał obrońców Eternisu i strzelił przy samym słupku. Nie minęły nawet dwie minuty a było już 0:2, kiedy Szymon Jałkowski podał do Mateusza Walczaka, a ten nie dał szans golkiperowi gospodarzy. Tylko Zwycięstwo grało jak z nut – świetna komunikacja wewnątrz zespołu, mądra gra w obronie, dynamiczne, a przede wszystkim groźne kontrataki. Eternis nie bardzo miał pomysł na tak grający TZ - ofensywa rozbijała się o środek pola, brakowało pressingu, a rozegranie piłki było zbyt pasywne, przez co gościom zostawało dużo miejsca do prowadzenia piłki. W takich warunkach Tylko Zwycięstwo powinno iść za ciosem i dokładać kolejne trafienia, ale z minuty na minutę coś się w grze gości zacinało. W 16 minucie sprytne rozegranie rzutu wolnego skończyło się strzałem Szymona Gizy i Eternis złapał wiatr w żagle. W 20 minucie Mateusz Telakowiec wypatrzył na prawym skrzydle niekrytego Grzegorza Durkę, a ten strzelił na krótki róg i był remis. Szala zwycięstwa momentalnie przechyliła się na stronę gospodarzy. Minęły raptem dwie minuty, a Mateusz Kwaśny musiał dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki. Jeszcze przed przerwą Eternis miał szanse na podwyższenie, bo podanie przecinające pole karne minęło wszystkich obrońców TZu, ale nikt nie zamknął akcji i pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem Eternisu 4:2. Druga połowa zaś zaczęła się od ciosu ze strony gości – niezdecydowanie w rozegraniu piłki od bramki wykorzystał Mateusz Jałkowski i przewaga Eternisu stopniała do jednego gola. W 31 minucie Adrian Cuch sprytnie wyłożył piłkę Szymonowi Gizie i gospodarze znów wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Z akcji na akcję Tylko Zwycięstwo podkręcało tempo spotkania, a wysoki pressing gości spowodował, że Eternis momentami był zupełnie zepchnięty do defensywy. Oblężenie bramki gospodarzy nie przynosiło efektów, a w 38 minucie na 6:3 podwyższył Adrian Cuch i Eternis złapał przewagę, której nie oddał już do ostatniego gwizdka. Obie ekipy strzeliły jeszcze po jednym golu i mecz zakończył się wygraną gospodarzy 7:4







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)