Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 2 Liga
W spotkaniu pomiędzy Energią, a Orzełami Stolicy dość długo utrzymywał się wynik bezbramkowy. Z początku oba zespoły badały się nawzajem, szukając dogodnych sytuacji do strzelenia bramki. Z czasem coraz większą przewagę osiągała Energia, która prezentowała dobrze znaną nam z poprzedniego sezonu grę w wysuniętym bramkarzem. Orzeły próbowały zastosować wysoki pressing, ale rywale, szybko operując piłką graną na jeden kontakt, świetnie potrafili wyjść spod tego pressingu. Właściwie 3-4 podania wystarczały, by Energia przedostawała się z jednego pola karnego na drugie. Mimo to przez około 18 minut wciąż nie zobaczyliśmy ani jednego gola, ale gdy już doszło do pierwszego trafienia worek z bramkami się rozwiązał. Prowadzenie objęła Energia po golu Igora Petlyaka, następnie ten sam zawodnik przejął piłkę na środku boiska i po indywidualnej akcji podwyższył rezultat. Nie minęła kolejna minuta, a mieliśmy już 3:0, kiedy to Artur Petrov dostał świetną piłkę na dobieg wzdłuż linii i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza Orzełów. Goście po takich ciosach nie złożyli broni i jeszcze przed przerwą udało im się zdobyć pierwszą bramkę. Do przerwy mieliśmy 3:1. Nie raz słyszymy w pomeczowych wywiadach od piłkarzy, szczególnie po nieudanym meczu, zdanie, że muszą wyciągnąć wnioski. Te mityczne wnioski zawodnicy Orzełów wyciągnęli już z pierwszej części. Skoro rywale grali z wysuniętym bramkarzem i operując szybko piłką, potrafili łatwo gubić krycie 1 na 1, to Orzeły postanowiły zmienić taktykę i bronić strefą na własnej połowie. I wyglądało to o wiele lepiej, choć przez to można było odnieść mylne wrażenie, że to Energia w tym spotkaniu goni wynik. Najważniejsze jednak że zmiana taktyki okazała się po części skuteczna, bo w 34 minucie Jan Wnorowski zdobył gola kontaktowego po strzale z sytuacyjnej piłki. Mimo to Energia nadal przeważała, zawodnicy dobrze przesuwali się po murawie wymieniając się pozycjami i bramka gospodarzy wisiała w powietrzu. W końcu po raz kolejny Igor Petlyak znalazł drogę do siatki podwyższając na 4:2. Gospodarze powinni do tego momentu powinni mieć na koncie więcej goli, a tymczasem to znów Orzeły doskoczyły na jedno trafienie i wynik pozostawał sprawą otwartą. Do tego po złym wybiciu piłki przez bramkarza Energii goście znów doskoczyli do rywala na jedno trafienie. Kropkę nad i postawił jednak Vova Oksak, ustalając wynik spotkania na 5:3. Podsumowując, Energia wygrała zasłużenie, choć Orzeły do końca stawiały trudne warunki pozostawiając wiele sił na boisku i w następnych meczach, przy takiej dyspozycji, mogą się pokusić o pierwsze punkty w sezonie.
Starcie Orlika Mokotów z Graczami Gorszego Sortu to był naprawdę ciekawy mecz! Goście ruszyli od pierwszych fragmentow, już w drugiej minucie Grabowski mógł strzelić bramkę, ale nie wykorzystał rzutu karnego. To nie wpłynęło na niego negatywnie i po chwili próbował swoich szans zza pola karnego. Gospodarze byli bardzo zepchnięci do obrony, ale wykonywali mega pracę, byli wybiegani, starali się nie gubić krycia, mimo natłoku ataków ofensywnych rywali. Skontrowali w odpowiednim momencie, kiedy podczas podania wzdłuż linii bramkowej rywale strzelili pechowo swojaka. Później podwyższyli na 2:0 i taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy. Można było odczuć, że Gracze Gorszego Sortu atakowali, kreowali, oddawali strzały, ale to rywale zdobywali gole. Po zmianie stron nagromadziło się sytuacji podbramkowych z obydwu stron, nie było kalkulacji, tylko czysta egzekucja, czego efektem był rozwiązany worek w drugiej połowie tego pojedynku. Strzały do "pustaka", z daleka, techniczne, widzieliśmy wszystko! W tym spotkaniu można by wyróżnić po jednym z głównych boiskowych aktorów, Krzysztof Mamla u gospodarzy oraz Łukasz Kulesza ze składu gości. Zdarzało się, że byliśmy widzami nerwowych sytuacji i podostrzenia gry, ale na koniec żadna z drużyn nie uciekła od tego. Warto także wspomnieć o kontuzji bramkarza gospodarzy, gdyby mecz trwał dłużej to kto wie, ale Gracze Gorszego Sortu mogliby odwrócić losy spotkania. Doszło także w końcówce do spięcia z sędzią, podyktowanego zbyt długą przerwą w grze spowodowanej kontuzją bramkarza, ale udało się dokończyć spotkanie. Wynik końcowy 5:4.
W spotkaniu Ukranian Vikings z nową ekipa Dziki Młochów niezwykle ciężko wskazać zdecydowanego faworyta. Obie ekipy mają w swoich szeregach bardzo dobrych zawodników, a to zapowiadało bardzo ciekawe spotkanie. Początek to wymiana ciosów z obu stron, obie ekipy mocno skoncentrowały się na grze w obronie raz po raz wyprowadzając groźne kontrataki. Jako pierwsi z gola cieszyli się zawodnicy gości. Zespołową akcje wykończył Jacek Miracki. Na odpowiedź zawodników z Ukrainy nie musieliśmy długo czekać - najpierw pięknym indywidualnym rajdem popisał się Yevgen Sirotenko. Po kilku minutach ten sam zawodnik dał prowadzenie swojej ekipie i mieliśmy 2-1. Przy takim rezultacie do odrabiania strat rzucili się goście. W tej części spotkania w ekipie z Młochowa wyróżniało się dwóch zawodników Jacek Miracki oraz Przemysław Skrzydlewski i to dzięki nim „Dziki” najpierw odrobiły stratę a potem jeszcze przed przerwą wyszły na prowadzenie 2-3. Druga odsłona spotkania to ponownie otwarta gra z obu stron, w której nie brakowało sytuacji podbramkowych. Tę część meczu lepiej rozpoczęli „Wikingowie z Ukrainy”, którzy dość szybko doprowadzili do remisu. Kolejne minuty to emocjonująca gra i wiele pojedynków w środku pola. Bramki zdobywały raz jedna raz druga ekipa. Przy wyniku 4-6 kiedy wydawało się, że goście będą kontrolować końcówkę spotkania, bramkę na 5-6 zdobył Yevgen Sirotenko a to zapowiadało dużo emocji w końcówce. Niestety na wyrównanie zabrakło w już czasu i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 5-6. Dla postronnego widza mecz mógł się podobać, wynik spotkania trzymał w napięciu do samego końca. Obie ekipy zaprezentowały się bardzo dobrze i jesteśmy pewni, że będą niewygodnymi i bardzo groźnymi rywalami w 2.lidze.
Bardzo ciekawe spotkanie oglądaliśmy w potyczce Górki z dobrze wszystkim znaną drużyną Tylko Zwycięstwo. Spodziewaliśmy się bardzo zaciętego spotkania i dokładnie takie dostaliśmy. Pierwsze minuty dość ostrożne, raczej próba wybadania rywala. Jako pierwsi receptę na defensywę przeciwników znaleźli gospodarze, którzy za sprawą doświadczonego w ligowych bojach Przemysława Dolegi objęli prowadzenie. Następnych kilkanaście minut to sporo walki w środku pola, a próby ofensywne rozbijały się na wysokości pola karnego obu stron. Górce udało się podwyższyć wynik spotkania, a rozgrywający kapitalny mecz, Szymon Maruszewski zdobył swoją pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Tylko Zwycięstwo specjalnie nie zagroziło bramce gospodarzy w pierwszej połowie, natomiast od początku drugich 25 minut to popis ofensywnej gry TZ. Główną rolę odgrywał oczywiście Andrzej Morawski, który najpierw wyłożył piłkę Szymonowi Jałkowskiemu, a chwilę później sam wyrównał stan rywalizacji. Dwie kolejne bramki to znowu gole dla doskonale zorganizowanej drużyny gości, którzy już z nawiązką odrobili straty z pierwszej połowy. Górka po kryzysie zaczęła dochodzić do głosu, jednak sam Szymon Maruszewski to zbyt mało na taki zespół jak Tylko Zwycięstwo i mimo ustrzelonego hat-tricka, nie udało się jego zespołowi wygrać tego meczu. Tym bardziej, że w szeregach gości wspomniany już Andrzej Morawski również rozgrywał świetne spotkanie i to on poprowadził swój zespół do zwycięstwa 7:4. Oba zespoły pozostawiły po sobie dobre wrażenie i z dużym zaciekawieniem czekamy na kolejne mecze jednych i drugich.
Od pierwszych sekund spotkania Eternisu z Bonito Warszawa widać było, że obie strony są dobrze zorganizowane. Jak się okazało, kluczem do sukcesu okazały się szybkość rozgrywania akcji oraz zimna krew pod bramką rywala. Wynik dla Eternisu otworzył Mateusz Leszczyński, który wykorzystał dokładne podanie Mateusza Telakowca. Po kilku minutach Bonito doprowadziło do wyrównania, dynamiczną akcję całego zespołu na bramkę zamienił Andrzej Skorupa, który też zdobył drugą bramkę dla swojego zespołu i ustalił wynik pierwszej części meczu. Druga połowa podobnie jak pierwsza przyniosła nam wiele dynamicznych akcji jednych i drugich, ale to Bonito było skuteczniejsze pod bramką rywali. Prym w akcjach ofensywnych gości wiódł Diego Deisadze który swoimi rajdami rozrywał szyki obronne Eternisu i to w dużej mierze jego zasługa, że kolejne trzy bramki zdobył zespół gości. Eternis nie zamierzał składać broni i się poddać. Walka trwała do końcowych minut meczu, jednak zaledwie dwie bramki które udało się zdobyć gospodarzom to było zdecydowanie zbyt mało na tak dobrze zorganizowanych gości. Mecz zakończył się wynikiem 3:6, ale czujemy tu lekki niedosyt, bo tych bramek mogło i powinno być zdecydowanie więcej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)