Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 2 Liga
Mecz z TZ był dla Orzełów szansą na przełamanie się i pierwsze punkty w sezonie, ale ekipa Jana Wnorowskiego sama podkręciła sobie poziom trudności tej rywalizacji, stawiając się na placu w liczbie zaledwie sześciu osób. Nie skazywało to gości z góry na porażkę, ale mając naprzeciwko siebie tak doświadczoną ekipę jak Tylko Zwycięstwo, nie można było raczej liczyć na zbyt wiele. Tym ciekawsza była pierwsza połowa meczu, w której przewaga gospodarzy wcale nie była tak oczywista. Z początku to właśnie Orzeły częściej atakowały i już w pierwszych akcjach meczu golkiper TZu Mateusz Kwaśny musiał się sporo napocić. Gospodarze nie próżnowali – w 10 minucie dwójkowa akcja skończyła się strzałem Andrzeja Morawskiego, ale Reda Raissouni cudem sięgnął piłkę broniąc swój team przed utratą bramki. Orzeły imponowały kondycją, bo mimo gry bez zmian, to goście byli w ciągłym natarciu, a w pewnym momencie urządzili regularne oblężenie bramki Mateusza Kwaśnego. Obie ekipy atakowały często i groźnie, ale bramkowy impas trwał. Przełamanie nastąpiło dopiero w 21 minucie – Szymon Jałkowski strzelił pomiędzy nogami golkipera Orzełów i wyprowadził swój zespół na jednobramkowe prowadzenie, które utrzymało się do końca pierwszej połowy. Na początku drugiej części spotkania role się odwróciły i to TZ był w natarciu, a Orzeły kąsały kontratakami. W 32 minucie Aleksander Szarkowski huknął z rzutu wolnego w samo okno i dość nieoczekiwanie goście odrobili stratę z pierwszej połowy. Był to jednak łabędzi śpiew przed katastrofą, która rozpoczęła się w 35 minucie – Andrzej Morawski w końcu przełamał się i wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a minutę później dołożył kolejne trafienie. Po chwili rozpędził się Grzegorz Dybcio, minuta po minucie skompletował hat-tricka i w przeciągu niecałych pięciu minut z wyniku 1:1 zrobiło się 6:1 i było praktycznie po meczu. Gospodarze nie klepali się po plecach wiedząc, że przeciwników nie wolno zlekceważyć. Orzełom zwyczajnie zabrakło sił, żeby gonić wynik, a mądra gra w obronie TZu tym bardziej nie dawała nadziei na zmianę wyniku. TZ zgarnął dość łatwe, ale na pewno bardzo ważne trzy punkty. Ekipie Jana Wnorowskiego należą się brawa za walkę, bo po chłopakach wyraźnie było widać, że zostawili na boisku sporo zdrowia, ale na tym poziomie nie można liczyć na przypadek i frekwencja Orzełów zdecydowanie musi się poprawić.
W 2 lidze bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy Dzikami Młochów a Orlikiem Mokotów. Obie ekipy prezentują solidny futbol i mimo odległych miejsc w tabeli ciężko było znaleźć jednoznacznego faworyta. Mecz od początku stał na bardzo dobrym poziomie i z wielką przyjemnością można było popatrzeć na grę obu zespołów. Już po kilku minutach rysowała się lekka przewaga licznie zgromadzonych na to spotkanie gospodarzy. To oni zaczęli kreować więcej groźnych akcji pod bramką rywali z Mokotowa. Na pierwszą bramkę musieliśmy czekać do 7 minuty, kiedy to po faulu obrońcy w polu karnym sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Michał Dobiegała, niestety jego strzał trafił w słupek. Na szczęście dla gospodarzy przytomnością w tej sytuacji wykazał się Kamil Skrzydlewski, który dobił piłkę i mieliśmy 1:0. Niespełna 3 minuty później było już 2:0, po źle wyprowadzonej piłce przez bramkarza swoją drugą bramkę w tym meczu zdobywa Kamil Skrzydlewski. Gospodarze grali spokojnie w obronie i mądrze w ataku pozycyjnym nie tracąc głupich piłek - taka taktyka sprawdzała się, dzięki czemu padały kolejne gole. Bramka na 3:0 to już perfekcyjnie rozegrany rzut wolny i strzał Rafała Polakowskiego. Do końca pierwszej połowy gospodarze strzelili jeszcze dwa gole i pewnie prowadzili w tym spotkaniu. Gościom również udała się ta sztuka i dosłownie w ostatnich sekundach pierwszej odsłony Krzysztof Mamla sytuacyjnym strzałem przy słupku pokonuje bramkarza gospodarzy i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 5:1. W drugiej odsłonie mecz się wyrównał, głównie dzięki postawie zawodników z Mokotowa, którzy nie tracili już tak często piłek i cierpliwie rozgrywali każdą akcję. Obie drużyny skupiły się głównie na obronie i liczyły na kontry. Goście mając zaledwie jedną zmianę opadli już nieco z sił. W tej części meczu zarówno Dziki jak i Orlik strzelili po dwie bramki i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 7:3. Gospodarze zasłużenie wygrali i pokazali, że jeśli tylko zbiorą się w pełnym składzie są w stanie powalczyć z każdym. Orlik Mokotów musi natomiast szybko wziąć się do pracy i walczyć o kolejne punkty już w następnej kolejce.
Przed meczem liczyliśmy na bardzo dobry, szybki i zacięty pojedynek pomiędzy tymi zespołami. I ani przez moment nie byliśmy zawiedzeni. Już pierwsza akcja pokazała, że walka będzie toczyła się o każdy centymetr boiska i nikt nie będzie miał zamiaru odpuścić. Walka o każdą piłkę powodowała, że sędzia parę razy musiał odgwizdywać przewinienie, ale faule nie były złośliwe, jedynie brały się z wysokiego tempa i sportowej - w pozytywnym znaczeniu tego słowa - agresji. Po jednym z takich przewinień, do piłki podszedł Igor Petlyak i strzałem z rzutu wolnego otworzył wynik meczu. Chwilę później mieliśmy już 2:0, po tym jak co prawda na raty, piłkę w siatce umieścił Artur Petrov. Bonito zdobyło bramkę kontaktową dopiero w 16 minucie – Benedykt Kurtyka świetnie przeczytał zamiary rywala, przejął piłkę na własnym polu karnym, przebieg z nią pół boiska, po czym zagrał na skrzydło do Diego Deisadze, a ten mocnym strzałem pokonał golkipera Energii. Przeciwnik nie pozostawał dłużny. Po paru minutach po koronkowej akcji Oleksandr Yakubiak wykorzystał świetnie podanie spod linii bocznej boiska. Strzelec został w polu karnym właściwie bez opieki, więc nie pozostało mu nic innego jak tylko dołożyć nogę. Bonito jednak również nie powiedziało ostatniego słowa w pierwszej części – chwilę później mieliśmy już 3:2 po golu Leona Hendigery i takim wynikiem zakończyła się pierwsza część. Początek drugiej połowy należał do Energii, która szybko podwyższyła prowadzenie na 4:2 po golu Patryka Komorowskiego. Bonito musiało się otworzyć i widzieliśmy okazje do zdobycia gola z jednej i drugiej strony. Jednak skuteczniejsi byli gospodarze. Yakubiak w 33 minucie podwyższył na 5:2 dając komfortowe prowadzenie swojemu zespołowi. Dwie minuty później Bonito świetnie wyszło z kontrą, w której Leon Hendigery wypuścił na wolne pole Kubę Grzeszaka, a ten posyłając piłkę w długi róg doprowadził do stanu 5:3. Mimo jeszcze kilku okazji z obu stron wynik nie uległ już zmianie, niemniej jednak po raz kolejny byliśmy świadkami kapitalnego widowiska, które z przyjemnością się oglądało.
Gracze Gorszego Sortu do tego pojedynku przystępowali z serią trzech wygranych spotkań i tylko w pierwszej kolejce schodzili z boiska pokonani. Eternis po dwóch meczach, w których zdobyli komplet punktów w ostatniej okazali się zdecydowanie słabsi od przeciwników, wysoko przegrywając to spotkanie. Już na początku tej rywalizacji otrzymali od rywali doskonałą szansę na podreperowanie swoich humorów, gdyż gracz drużyny gospodarzy otrzymał żółty kartonik. Sytuację wykorzystali strzelając dwie bramki, jednak gdy drużyny grały już w pełnych składach rywale zdobyli bramkę kontaktową. Kilka minut później za sprawą Emila Słomczyńskiego ponownie mieliśmy dwubramkowe prowadzenie zespołu Eternisu. Ostatnie pięć minut pierwszej części to liczne ataki GGS, które zakończyły się dwoma trafieniami i drużyny na przerwę schodziły z wynikiem remisowym 3:3. W drugiej połowie pomimo dużej ilości sytuacji długimi fragmentami nie mieliśmy zmiany wyniku. Worek z bramkami otworzył się w ostatnich dziesięciu minutach tego spotkania, kiedy to aż trzykrotnie drużyna gospodarzy pokonała golkipera przeciwników. Jak się później okazało to były najważniejsze momenty, które rozstrzygnęły losy spotkania. Drużyna gości dwukrotnie znalazła drogę piłki do bramki rywali, jednak tym samym odpowiedziała ekipa gospodarzy i spotkanie zakończyło się wynikiem 8:5 dla Graczy Gorszego Sortu, którzy kontynuują tym samym serię zwycięstw. Drużyna Eternisu zaprezentowała się o wiele lepiej niż tydzień temu, jednak po raz kolejny zmuszona była uznać wyższość swoich rywali.
Niezwykle ciekawe widowisko niedzielnego wieczoru stworzyły ekipy Górki i Ukranian Vikings. W drugiej lidze sytuacja jest bardzo dynamiczna i patrząc na tabelę to w zasadzie większość z drużyn ma szanse na walkę o podium. Gospodarze ostatnio są w znakomitej formie i po dwóch zwycięstwach z rzędu chcieli kontynuować swoją passę. Goście jak na razie chyba liczyli na więcej, ale nadal w naszej ocenie mają potencjał do walki o czołowe lokaty. Początek spotkania był niezwykle wyrównany i oglądaliśmy sporo walki o każdy centymetr boiska. Goście starali się wykorzystywać grę z bramkarzem, który często wprowadzał piłkę w strefę rywali czym stwarzał sporo zagrożenie i defensywa ekipy z Białołęki musiała być niezwykle aktywna, by odcinać zawodników od podań. Swoją drogą to stwarzało szanse na kontry, lecz gracze drużyny z Ukrainy szybko organizowali się w obronie i Górka nie miała łatwego zadania. W końcu po okresie bez gola niemoc przełamał Vadim Korob. Od stanu 0:1 gospodarze podkręcili tempo i to dało szybko efekty. Szymon Maruszewski co i rusz inicjował akcje ofensywne i po jednej z nich Michał Rydz wyrównał. Chwilę później ten sam zawodnik zdecydował się na rajd przez niemal całe boisko i sam zwieńczył swoją akcję golem dającym prowadzenie. Wynikiem 2:1 zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron Górka starała się podwyższyć wynik. Po jednej z akcji rywali piłkę przejął Szymon Maruszewski i ruszył w swoim stylu na bramkę rywali wykładając do pustej bramki piłkę Marcinowi Godlewskiemu i było już 3:1. Po chwili Krzysztof Syty dorzucił czwarte trafienie i było jasne że gościom będzie niezwykle trudno odwrócić losy spotkania. Ukranian Vikings starało się jak mogło i nawet strzeliło gola na 4:2 dającego jeszcze nadzieję. Jednak to Górka zamknęła to spotkanie strzelając piątą bramkę i zasłużenie pokonała przeciwników 5:2. Team z Białołęki już jest w stawce ekip, które będą walczyć o medale i z taką formą ma wiele argumentów by stanąć na podium. Ukranian Vikings musi punktować w kolejnych meczach, by nie stracić kontaktu z czołówką i wydostać się ze strefy spadkowej w której obecnie się znajduje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)