Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
W niedzielny poranek na Grenady w czwartej lidze mierzyły się ekipy Awantury z Iglicą. Gospodarze grają kapitalnie w tej rundzie i walczą o mistrzostwo. Goście walczą o utrzymanie i w każdym spotkaniu muszą liczyć na punkty. Początek meczu był wyrównany i mieliśmy nadzieję, że w tym starciu będziemy się emocjonować do ostatniej minuty. Jednak pierwsze dwie bramki dla Awantury ustawiły losy tego pojedynku. W zasadzie pierwszy poważny błąd spowodował rzut karny dla gospodarzy i to totalnie rozbiło taktykę gości. Później na boisku uaktywnił się Grzegorz Himkowski , któremu tego dnia wychodziło praktycznie wszystko. Akcje zespołowe, strzały z dystansu, dryblingi, to wszystko powodowało sporo zamieszania w defensywie rywali. Do przerwy mieliśmy wynik 4:0. Po przerwie Awanturnicy mieli mecz pod kontrolą. Nie dawali rozwinąć skrzydeł rywalom i co najważniejsze potrafili powiększać swoją przewagę. Iglica próbowała ratować wynik ale w tym dniu nie miała za wiele argumentów. Starał się Krystian Zbrzeski, ale wobec dobrej obrony przeciwników nie mógł za wiele zdziałać. W końcówce Radek Sówka strzelił gola honorowego i to by było na tyle dobrego ze strony Iglicy. Awantura pokazała moc w ofensywie i praktycznie każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa. Skończyło się 11:1 i to był najniższy wymiar kary. Gospodarze wygrywają i nadal mają duże szanse na mistrzostwo. Iglica musi w ostatnich dwóch kolejkach wygrać i jednocześnie liczyć na wpadkę rywali walczących o pozostanie na tym szczeblu rozgrywek.
Absolutny hit 4-tej Ligi Fanów, czyli starcie LTM Warsaw z liderem, Byczkami Stare Babice, zapowiadał się na solidną batalię. Oba zespoły podeszły do starcia bardzo zmotywowane, gdyż dla obu z nich stawką jest walka o mistrzostwo! Strzelanie zaczęli goście, kiedy to po stracie jednego z obrońców LTM piłkę przejął Dawid Głowacki i mocnym strzałem otworzył listę strzelców w tym spotkaniu. Kilka minut później w polu karnym padł Krzysiek Kulibski. Popularny „Kula” zarzekał się, że był faulowany, ale nie musiał tego robić, gdyż już wcześniej arbiter spotkania podjął decyzję o przyznaniu rzutu karnego. Sam poszkodowany skutecznie wykonał „wapno” chociaż trzeba przyznać, że bardzo bliski obrony był Dominik Trzaskowski. Niesamowitą bramkę na 1:2 oglądaliśmy w sytuacji, w której strzałem z okolic własnego pola karnego popisał się Dawid Głowacki. Piłka lecąca lobem spadła „za kołnierz” Artura Jędrycha, co wywołało euforię w szeregach „Byczków”. Dwie minuty później potężny napastnik gości znów wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:3. Druga połowa to kolejna bramka Dawida, który tym razem wcielił się w rolę egzekutora rzutu karnego. Dosłownie o włos od skutecznej obrony był Artur Jędrych, jednak piłka po jego rękach ostatecznie wpadła do bramki i mieliśmy 1:4. Graczom LTM-u udało się skrócić dystans do wymiaru 2:4, kiedy to po zamieszaniu pod bramką gości przy piłce znalazł się Grzesiek Bogdański i pewnym strzałem pokonał golkipera gości. Ostatnie słowo należało jednak ekipy ze Starych Babic. Dawid Głowacki, tym razem w roli asystenta, stworzył świetną sytuację strzelecką, której nie zmarnował Dominik Łuczak i pewnym wykończeniem ustalił rezultat potyczki na 2:6. Świetne zawody w wykonaniu Dawida Głowackiego, który skompletował cztery trafienia oraz asystę, a więc miał udział przy prawie wszystkich golach swojego zespołu!
Dla Popalonych Styków ten mecz był praktycznie ostatnią szansą na załapanie się do pierwszej piątki, która daje przepustkę do Pucharu Ligi Fanów. Z kolei strata punktów przez Wiernego oznaczałaby wypadnięcie z wyścigu o awans, więc obie ekipy miały o co grać. Być może waga tego spotkania sprawiła, że obie drużyny w mecz weszły dość niemrawo. Popalone Styki zaczęły cofnięte, czekając na to co zrobi rywal. Mogło to być podyktowane tym, że posiadali jedynie jedną zmianę i musieli umiejętnie rozłożyć siły na 50 minut, a dodatkowo występowali jeszcze bez nominalnego bramkarza. Wierny niby próbował tworzyć sytuacje, ale akcje gości nie miały odpowiedniego tempa i też nie bardzo mieli pomysł jak ominąć szczelną defensywę Styków. Przez to dłuższy czas utrzymywał się wynik bezbramkowy. Rezultat w końcu, po około 10 minutach, otworzył Adrian Krzyżański. Jeszcze w pierwszej części wynik podwyższył Piotr Gratkowski i po 25 minutach mieliśmy 0:2. W drugiej części, Popalone Styki musiały mocniej zaatakować nie mając już nic do stracenia, co otworzyło szansę przed Wiernym. Ten miał parę sytuacji, ale też nie były one stuprocentowe. W końcu na 0:3 podwyższył Adam Biegaj, a chwilę później świetnym strzałem z dystansu popisał się Michał Komorowski i właściwie stało się jasne, że Wierny tego zwycięstwa raczej nie wypuści. Popalone Styki nie zamierzały odpuszczać i ruszyły odważniej do pressingu. Złapały krycie indywidualne na całym boisku i to przyniosło efekt. Po przechwycie na połowie rywala, Mateusz Kostylew zdobył gola na 1:4. Tyle tylko, że była to pierwsza i niestety ostatnia już bramka gospodarzy tego dnia. Dopiero w końcówce goście jeszcze dwukrotnie trafili do bramki i mecz zakończył się wynikiem 1:6. Choć wydaje się, patrząc na końcowy rezultat, że Wierny miał w tym meczu przewagę, to tak naprawdę nie zagrał wybitnego spotkania. Popalone Styki zagrały trochę za bardzo zachowawczo, bo zaryzykowali dopiero w późniejszej fazie meczu, a miały szanse na znacznie lepszy wynik.
Radler Świętokrzyski który już od dłuższego czasu jest pogodzony ze spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej dzielnie walczy o zachowanie dobrej twarzy na boiskach Ligi Fanów. Minimalne porażki, jakie do tej pory notowali na swoim koncie gospodarze tego meczu pozwoliły sądzić, że mecz z Margeritą, która znacznie obniżyła ostatnio swoje loty, w końcu przyniesie upragnione 3 punkty. Margerita nie chciała jednak dopuścić do sytuacji, że po tym meczu spadłaby w ligowej tabeli w strefę zagrażającą degradacją do niższej klasy rozgrywkowej i od pierwszego gwizdka ruszyła do ataku. Udało im się to perfekcyjnie, nie minęło 5 minut meczu, a goście już mieli na swoim koncie dwubramkowe prowadzenie, a po pierwszym kwadransie i bramce najlepszego tego dnia na boisku Mateusza Łukiewicza odskoczyli na trzy bramki. Radler w odróżnieniu do innych meczów w rundzie wiosennej tym razem niemal nie zagrażał bramce rywali. Do przerwy goście zdobyli jeszcze jedną bramkę i na odpoczynek schodzili z wysokim prowadzeniem 4:0. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, w ataku brylował Mateusz Łukiewicz, w pomocy piłki rozdzielał Piotr Pielak, a obrona praktycznie mogła przejść się na spacer do Parku Moczydło. Łącznie w drugiej połowie Margerita zdobyła jeszcze 5 bramek zamykając swój dorobek na 9 golach przy żadnej straconej. Pewne zdobyte 3 punkty gości i walka o utrzymanie trwa w najlepsze.
Sytuacja w tabeli 4. ligi wygląda wyjątkowo ciekawie. W walkę o awans zaangażowana jest de facto cała górna połowa, a o utrzymanie biją się pozostałe ekipy. Po 16. kolejce drużynie Oldboys Derby brakuje jednego punktu, by znaleźć się na podium, a tymczasem zespół Virtualne Ń dzieli pięć oczek do miejsca, dającego ligowy byt w kolejnym sezonie. Sytuacja mogła wyglądać nieco lepiej, gdyby w ostatniej majowej kolejce spisali się nieco bardziej przekonująco. Tymczasem gracze gości kiepsko weszli w mecz, co bezlitośnie wykorzystywali gospodarze. Strzelanie rozpoczął Marcin Wiktoruk, gdy zmieścił piłkę przy samym słupku. Chwilę później Oldboysi mogli podwyższyć prowadzenie, gdy po uderzeniu w obramowanie bramki piłka odbiła się od pleców bramkarza VŃ, ale ostatecznie nie przekroczyła linii bramkowej. Wątpliwości nie było w kolejnej akcji, gdy Pryjomski wykorzystał podanie Wiktoruka i wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Marcin zanotował asysty również przy dwóch kolejnych golach gospodarzy. Do przerwy wynik wskazywał 6:0, podkreślając jednostronność tego starcia. Niewiele zmieniło się w drugiej połowie. Dalej strzelał Łukasz Łukasiewicz, a także Wiktoruk. Jego gol na 9:0 był książkowym przykładem dobrze wyprowadzonej kontry, przy użyciu kilku szybkich podań. Gra gospodarzy ogólnie mogłaby służyć na trenerskich szkoleniach, bo Oldboysi zagrali tego dnia bezbłędnie. Mecz zakończył się wynikiem 11:0, boleśnie ukazując różnicę pomiędzy górną i dolną połową tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)