Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
Mecz dwóch różnych połów. Kto z obecnych zakładałby, że gospodarze, którzy jeszcze kilka minut przed startem nie byli pewni, czy uzbierają pełny skład, będą w stanie powalczyć z silnym kadrowo BSB? Co więcej, od samego początku goście potwierdzali swoją wyższość. Na 0:1 strzelił Krzyt (wyjątkowo skuteczny w tym meczu), a później trafił Jastrzębski po podaniu bramkarza. To nie koniec jeśli chodzi o bramkowe zdobycze Byczków w pierwszej połowie. Opadającego z sił lewego obrońcę gospodarzy wyprzedził jeden z zawodników ze Starych Babic i pomógł swojej drużynie w wyjściu na trzybramkowe prowadzenie. W pierwszej połowie błąd popełnił również bramkarz Virtualnego Ń, opuszczając swoją bramkę i dając Kacprowi Krzytowi szansę na kolejne trafienie. Chwilę po przerwie KK miał już na koncie hat-tricka, a jego zespół teoretycznie mecz pod kontrolą. Któż mógłby zakładać, że w drugiej połowie przy wyniku 0:5, gospodarze będą w stanie jeszcze zagrozić swoim rywalom? Mając wolę walki i odrobinę szczęścia wszystko jest jednak możliwe. Gdy żółtą kartkę obejrzał nominalny bramkarz Byczków, Kalinowski szybko wykorzystał okazję i po jednym ze stałych fragmentów trafił na 1:5. Gol honorowy? Nic bardziej mylnego, choć można się było tego obawiać, gdy Paradowski podwyższył prowadzenie na 1:6. Pościg gospodarzy dopiero się rozpoczynał. Sygnał do walki dał Zając, trafiając bezpośrednio z rzutu wolnego. Później strzelał również Kolasa (x2) i Kalinowski. W skutek tego mecz zakończył się wynikiem 5:7 i choć zwycięstwo Byczków można nazwać zasłużonym, to należy docenić ambitną walkę do końca zespołu Virtualne Ń.
Tabela nie kłamie. Faworytem był zespół gości, a chęć rewanżu za porażkę z poprzedniej rundy jedynie to umacniał. Nie zaskoczyło nas zatem specjalnie, że już w pierwszej połowie na prowadzenie wyszli gracze Popalonych Styków. Wynik otworzył Łukasz Kuczyński, który niczym prawdziwy lis pola karnego, dopadł do piłki i dobił uderzenie swojego kolegi, który wcześniej uderzył w słupek. FCPS poszli za ciosem jeszcze w pierwszej połowie. Gola na 0:2 zdobył Filip Targowski. Zespół grający w ciemnogranatowych koszulkach wyróżniał się w tym spotkaniu inteligencją boiskową i zaawansowaniem taktycznym. Rozsądnie wyprowadzane akcje od obrony, regularne rotacje na skrzydłach i łatwość w dochodzeniu do sytuacji. Cegiełkę do ostatecznego sukcesu dołożyła również Julia Błażejowska, która wprawdzie nie poprawiła swojego wyniku w klasyfikacji kanadyjskiej, ale kilkukrotnie dawała popis wysokich umiejętności technicznych, kiwając obrońców rywali. Efektowne było również kolejne trafienie gości, którego autorem okazał się późniejszy zawodnik meczu, czyli Kamil Paszek. Napastnik Popalonych Styków założył “siatkę” bramkarzowi Radlera, ustanawiając trzybramkowe prowadzenie już w drugiej połowie. Ten wynik utrzymywał przez dłuższy czas, ale ostatecznie FCRŚ również zdobyli swoją bramkę, dającą nadzieję na lepsze wyniki w kolejnych meczach. Łatwo jednak nie będzie, bo grający w żółtych strojach zawodnicy Radlera, pozostali na ostatnim miejscu w tabeli 4. ligi. FC Popalone Styki, dzięki zwycięstwu 3:1, utrzymali trzypunktową stratę do lidera i poważnie zbliżyli się do awansu.
Na arenie Grenady mierzyła się Iglica Warszawa z LTM Warszawa. Zdecydowanym faworytem tego spotkania była ekipa Gości, która przerwę zimową przeczekała na pozycji lidera. Na dodatek do tego meczu Gospodarze przystępowali bez swoich podstawowych bramkarzy. KS Iglica Warszawa słynie z mocnej formacji defensywnej, w której zawodnicy nie odstawiają nogi. Tak było i tym razem. Od pierwszych minut LTM przeprowadzał szturm na bramkę Iglicy i nie dawał jej wytchnienia. Największe zagrożenie dla Gospodarzy stanowił Krzysztof Kulibski, który potrafił oddać strzał z każdej pozycji na boisku. Jego determinacja w zdobycie bramki została doceniona i po strzale z rzutu wolnego wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie nie dając szans bramkarzowi. Goście chcieli pójść za ciosem i dobić napoczętego rywala. Zmusili rywala, aby się cofnął na swoją połowę i szukał okazji jedynie w kontrach. Na przerwę Goście schodzili z trzy bramkowym prowadzeniem. Nic nie wskazywało, że Iglica urwie im choćby punkt. Po wznowieniu gry LTM szybko wyprowadził dwa mocne ciosy i było już 0:5. Od tego momentu Gospodarze nie mieli już nic do stracenia. Ich gra z minuty na minutę była coraz bardziej składna, a LTM zaczął popełniać proste błędy oraz odpuszczał krycie. Wiara w odwrócenie końcowego rezultatu dała zawodnikom Iglicy siłę do zdobycia czterech bramek, podczas gdy ich rywal nie był wstanie im zaszkodzić. Niestety do pełni szczęścia zabrakło im czasu, gdyż bramka wyrównująca wisiała w powietrzu. Ostatecznie LTM wygrał jednym trafieniem i może mówić o wielkim szczęściu. Jeśli gracze Gości myślą o obronie lidera muszą popracować nad zachowaniem koncentracji w meczach do ostatniej minuty.
W starciu Margerita Team z Wiernym Służewcem nie mieliśmy jednoznacznego faworyta szczególnie, że obie drużyny w ligowej tabeli dzieliły jedynie dwa punkty. Obie ekipy zebrały się na ten mecz w swoich optymalnych składach. Od pierwszego gwizdka mogliśmy być świadkami szybkiej i zdecydowanej gry. Margerita Team tworzyło wiele z okazji do objęcia prowadzenia, co w dużej mierze było zasługą Aleksandra Celucha. Jedną z nich wykorzystał Gabriel Ciepiel wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Niestety dla gospodarzy ta sytuacja była początkiem złego. W kolejnych minutach częściej do głosu dochodzili zawodnicy Wiernego, którzy prostymi środkami przemieszczali się w pole karne rywala Kluczowymi graczami Gości w pierwszej części spotkania okazali się Piotr Gratkowski i Marcin Kowalski, którzy brali udział przy wszystkich trzech trafieniach dla Wiernego w pierwszej części spotkania. Druga odsłona spotkania przynosiła wiele sytuacji pod jedną jak również pod drugą bramką. Bramkarze obu ekip mieli sporo roboty, z której świetnie się wywiązywali. Margerita Team ponownie złapała kontakt, ale Wierny ponownie szybko jej uciekł na dwubramkową przewagę. Końcówka spotkania przyniosła Nam najwięcej emocji, gdyż cały czas utrzymywał się stykowy wynik, gdzie jedna akcja mogła zdecydować o końcowym rezultacie. Ostatecznie to Wierny Służewiec odniósł zwycięstwo, ale Gospodarze mieli piłkę meczową, którą wybronił Michał Kowalski.
Kolejne bardzo ważne spotkanie tego dnia odbyło się pomiędzy zespołami Oldboys Derby I oraz Awanturą Warszawa I. Sytuacja w tabeli tej ligi jest fascynująca, ponieważ przed tą kolejką różnica pomiędzy miejscem trzecim, a pierwszym zagrożonym spadkiem wynosiła tylko trzy punkty. Już pierwsze minuty pokazały, że będzie to mecz walki i żaden zawodnik nie odstawi nogi. Obydwie drużyny miały dużo sytuacji bramkowych jednak na posterunku byli bramkarze i bardzo długo nie dali się pokonać. Kiedy do końca pierwszej połowy pozostało już tylko kilka minut i obserwatorzy zastanawiali się, kiedy ostatnio na naszych boiskach mieliśmy do przerwy wynik bezbramkowy, pięknym strzałem z dystansu popisał się zawodnik gospodarzy. Piłka po jego uderzeniu dwukrotnie odbiła się od poprzeczki, wyszła w boisko i błyskawicznie została przetransportowana pod drugą bramkę. Tym razem znalazła ona drogę do siatki i mieliśmy w końcu otwarcie wyniku. Goście tylko chwilę cieszyli się z prowadzenia, bo już w kolejnej akcji stracili bramkę i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem remisowym. Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego strzału , który zakończył się na poprzeczce. Chwilę później zawodnik gospodarzy skierował piłkę do własnej siatki. W ostatnich minutach gra się znacznie zaostrzyła, czego efektem była żółta kartka dla zawodnika gości. Sytuację tą wykorzystali Oldboye, którzy przy sporym udziale obrońcy gości doprowadzili do remisu. Spotkanie zakończyło się wynikiem remisowym 2:2 i trzeba przyznać, że wynik jest bardzo sprawiedliwy. Zarówno Oldboys Derby jak i Awantura Warszawa muszą szanować ten jeden punkcik, dzięki któremu sytuacja w tej lidze jest nadal wielką niewiadomą.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)