Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
W pierwszym meczu 4 ligi już przed spotkaniem było wiadomo, że wygrać Virtualnym będzie niezwykle trudno. Brak kilku podstawowych zawodników, w tym bramkarza oraz dwóch kluczowych zawodników ofensywnych, mocno odbiło się na obrazie gry gospodarzy. Pierwsza bramka dla gości padła po dobrze rozegranym rzucie wolnym. I choć LTM miał przewagę, rywale dzielnie walczyli i dzięki ich ambicji długo utrzymywał się wynik 0:1. Wyglądało to całkiem nieźle, tyle tylko, że do czasu straty drugiej bramki. Wtedy jakby powietrze uszło z Virtualnych, a LTM w ostatnich kilkunastu minutach pierwszej części na dobre się rozstrzelał. Prym w tym wiódł Jakub Lipnicki, który zdążył w pierwszych 25 minutach ustrzelić hat-tricka. Ostatecznie do przerwy mieliśmy wynik 0:7 i raczej nic nie wskazywało na to, że po przerwie gra się diametralnie zmieni. Po zmianie stron LTM szybko podwyższył wynik i mógł spokojnie kontrolować to spotkanie. W pewnym momencie chyba się lekko zdekoncentrowali, bo Virtualni coraz częściej zaczęli dochodzić do sytuacji strzeleckich. Jednak brakowało im wykończenia pod bramką rywala. Dopiero przy stanie 0:9 padła pierwsza bramka dla gospodarzy, po błędzie obrońcy LTM, który źle wybił piłkę. Za wiele to nie zmieniło, bo goście wciąż powiększali swoją przewagę, nieszczególnie forsując przy tym tempo gry. Ostatecznie skończyło się na wyniku 2:13, przy czym paru zawodników LTM-u mogło sobie podbić nieco indywidualne statystyki. Jak wspomnieliśmy Virtualni na ile mogli, na tyle starali się przeciwstawiać rywalowi, ale druga bramka rozwiązała worek z golami. Gospodarze muszą zadbać o szerszy skład na drugą część rundy, bo bez kluczowych zawodników gra wygląda zupełnie inaczej.
Do historycznego zwycięstwa doszło w meczu Iglicy z Awanturą. Do tej pory zawsze górą była ekipa Awanturników, ale tym razem udało się zatriumfować drużynie Radka Sówki, choć samo spotkanie było wyjątkowo zacięte i wyrównane. Początek zdecydowanie należał do gospodarzy, a zabójczy duet stworzyli Piotr Karpiński jako asystent i Maciej Dąbrowski jako strzelec i momentalnie zrobiło się 2:0 dla Iglicy. W 12 minucie rzut wolny w okolicach pola karnego wywalczyła Ania Kodym, a potężnym strzałem popisał się Krystian Zbrzeski i Aleksander Gęściak ponownie musiał wyciągać piłkę z siatki. Dopiero po tej bramce zawodnicy Awantury trochę się otrząsnęli i w krótkim odstępie czasu ustrzelili dwie bramki autorstwa Damiana Sawickiego i Mateusza Rozkresa. Goście poczynali sobie coraz śmielej w okolicach bramki Bogdana Stefańczuka, ale nie tylko nie zdołali wyrównać, to na chwilę przed przerwą swojego drugiego gola strzelił Krystian Zbrzeski i Iglica schodziła do szatni z solidnym prowadzeniem 4:2. Drugą połowę można podsumować tak: Awantura non-stop szukała okazji do strzelenia bramki. Szukała i szukała, ale znaleźć nie mogła. Zabrakło komunikacji w zespole przyjezdnym, czego poniekąd zwieńczeniem był gol samobójczy, kiedy obrońca nie zrozumiał się z bramkarzem, a ten nie zdążył sięgnąć piłki, która wtoczyła się do bramki. Iglica również skutecznością nie grzeszyła, ale mając taką przewagę mogła pozwolić sobie na cofnięcie się do defensywy i kąsanie z kontrataków. Na dziesięć minut przed końcem Awantura w końcu przełamała niemoc golem Denisa Chystiakova. Po chwili mecz nabrał rumieńców, kiedy na 5:4 trafił Bartosz Gładysz i choć goście mocno przycisnęli w ofensywie i końcówka meczu była niezwykle emocjonująca, był to ostatni gol w tym spotkaniu. Dla Iglicy trzy punkty wywiezione z tego meczu mają wyjątkową wartość, bo nie tylko po raz pierwszy pokonała Awanturę, ale na dodatek wskoczyła na fotel lidera 4 ligi.
Drużyna Oldboys Derby po słabym początku rundy powoli się rozkręca i w dwóch ostatnich kolejkach zdobyli komplet punktów. FC Popalone Styki od początku sezonu spisują się bardzo dobrze zdobywając komplet punktów. Początek spotkania należał do gości, którzy po sprytnym rozegraniu rzutu z autu wyszli na prowadzenie. Po straconej bramce do ataku ruszyli gospodarze, którym udało się doprowadzić do wyrównania w dwunastej minucie meczu. Kolejne minuty to ataki obydwu drużyn, które nie przyniosły zmiany rezultatu. Końcówki pierwszej połowy nie będzie miło wspominał bramkarz gości, który najpierw nie trafił w piłkę i dał się przelobować napastnikowi przeciwników, a chwilę później ratując swoją drużynę od utraty kolejnej bramki dotknął ręką poza polem karnym, za co otrzymał czerwony kartonik. Warto odnotować, że spotkanie było nagrywane i sędzia posiłkował się zapisem video, który potwierdził słuszność wręczania czerwonej kartki. Początek drugiej połowy to gra w przewadze Oldboyów, którzy znakomicie wykorzystali przewagę jednego zawodnika zdobywając kolejną bramkę. Na dziesięć minut przed końcem spotkania kontaktową bramkę zdobyli goście. Chwilę później powinien już być remis, ale atomowe uderzenie zawodnika Popalonych Styków wylądowało na słupku. Ostatnie słowo w tym meczu należało do gospodarzy, którzy w końcowych fragmentach spotkania wykorzystali ponownie grę w przewadze i ustalili wynik spotkania na 4-2. Oldboys Derby trzeci raz z rzędu schodzą z boiska jako wygrani i zrównują się w ligowej tabeli z liderem. FC Popalone Styki pomimo bardzo dobrego początku spotkania ostatecznie przegrywają i jest to ich pierwsza porażka w sezonie.
Wierny w spotkaniu z Margeritą Team musiał oszczędzać siły, bo miał przed sobą jeszcze zaległe spotkanie z Popalonymi Stykami. Od początku spotkania musiał jednak gonić wynik, bo już na początku spotkania Patryk Czajkowski zaskoczył obronę rywala i pokonał Alana Cieślika. Gospodarze starali się długo utrzymywać przy piłce i nie atakowali od razu wszystkimi siłami. Spokój i konsekwencja dała rezultat. Piotr Gratkowski strzałem z dystansu wyrównał, ale trzeba zaznaczyć że w tej sytuacji nie popisał się bramkarz Margerity. Goście jednak nie załamali się i ponownie zaczęli atakować. Efektem tego była bramka Rafała Krasnowskiego. Piłka z ostrego konta minęła obrońcę i wpadła obok zasłoniętego golkipera przeciwników. Do przerwy nie oglądaliśmy już żadnych goli i na tablicy wyników było 1:2. Po zmianie stron szybko Wierny doprowadził do wyrównania. Do odbitej piłki dopadł napastnik ekipy ze Służewca i nie dał szans na obronę bramkarzowi. Trzeba zaznaczyć, że mecz w tym fragmencie był wyrównany i obie ekipy miały swoje okazje do strzelenia kolejnych bramek. Margerita w końcówce po raz kolejny wyszła na prowadzenie. Gdy wydawało się, że tym razem dowiezie zwycięstwo, to akcja Tomasz Adamczyka i strzał w okienko zapewnił teamowi Piotra Gratkowskiego jeden punkt. Remis z perspektywy całego meczu jak najbardziej sprawiedliwy i to pokazuje, że w tej lidze stawka drużyn jest bardzo wyrównana.
Patrząc na przebieg meczu Byczków Stare Babice z FC Radlerem Świętokrzyskim ciężko uwierzyć, że ekipa ze Starych Babic zajmowała przed tą kolejką przedostatnie miejsce w tabeli. Zeszłotygodniowe zwycięstwo nad Virtualnym Ń wyraźnie podbudowało morale w ekipie gospodarzy, bo to oni dyktowali warunki w tym meczu i już w pierwszej akcji meczu Daniel Kosiński musiał dwukrotnie ratować swój zespół przed utratą bramki, a nie minęły nawet dwie minuty i musiał skapitulować po strzale Krystiana Tymendorfa. Radler podjął walkę i w 14 minucie doszło do wyrównania po golu Damiana Majchera. Remis utrzymał się ledwie przez minutę, a na 2:1 trafił Maciej Piasecki. Napastnik Byczków został bohaterem pierwszej połowy, bo zanim sędzia odgwizdał przerwę, Maciej zdążył już zdobyć hat-tricka. Goście odpowiedzieli jednym trafieniem Marcina Matuszka i pierwsza część spotkania skończyła się wynikiem 4:2. O ile w pierwszej połowie Radler nawiązywał jeszcze wyrównaną walkę, o tyle druga połowa należała już w całości do Byczków, a głównym scenarzystą został tym razem Oskar Kania. Tuż po wznowieniu gry wykorzystał podanie Mateusza Kaczyńskiego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 5:2. Byczki mogły jeszcze podwyższyć, ale przez dłuższą chwilę brakowało celności. Przeciwnicy grali zdecydowanie zbyt statycznie, a ich akcje były zbyt czytelne żeby odmienić obraz tego meczu czy nawet zagrozić bramce Dominika Trzaskowskiego. Gospodarze za to rozkręcali się z minuty na minutę i nie szczędzili sił na dynamiczne rajdy pod bramkę Daniela Kosińskiego, aż w końcu niemoc w napadzie przełamał Oskar Kania, który urządził sobie istny festiwal strzelecki zdobywając trzy bramki w niecałe 2 minuty. Radler pogodził się już z porażką, po jednym trafieniu zaliczyli e Krystian Tymendorf i Maciek Piasecki i Byczki wygrały 10:2, dzięki czemu opuściły strefę spadkową.
W spotkaniu zaległym między Popalonymi Stykami, a Wiernym Służewcem oglądaliśmy kawał dobrego futbolu. Obie ekipy miały za sobą już spotkania w tej kolejce, ale od pierwszych minut nie było widać, że obie ekipy mają już w nogach 50 minut rywalizacji. Gospodarze na Picassa nie dali rady Oldboys Derby, a Wierny po dość intensywnym spotkaniu zremisował z Margeritą. Od początku to właśnie Popalone Styki stwarzali sobie okazje i dość szybko wyszli na prowadzenie. Goście jednak nie zamierzali być bierni i z każdą minutą byli coraz groźniejsi. W ataku tym razem oglądaliśmy Bartosza Konckiego i Huberta Wolaka i to właśnie po ich akcji padło wyrównanie. Wierny rozpędzony starał się operować piłką i robił to dużo lepiej niż w starciu z Margeritą. Efektem tego były kolejne bramki i do przerwy zasłużenie ekipa ze Służewca prowadziła 1:3. Po zmianie stron groźnie atakowali gospodarze, ale mimo kilku okazji nie potrafili pokonać Grzegorza Łapacza. Wierny po okresie przewagi rywali ponownie strzelił dwa gole. Tym razem wymieniając kilka podań z pierwszej piłki totalnie oszukali obronę Popalonych Styków, a chwilę później po błędzie defensywy było już 1:5. Bramka na 2:5 dawała jeszcze nadzieję na odrobienie strat, ale defensywa gości grała znakomicie i na za wiele rywalom już nie pozwoliła. W końcówce wynik ustalił Bartosz Koncki i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 2:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)