Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
Niezwykle dramatyczne widowisko mogliśmy oglądać podczas meczu KS Iglicy Warszawa z Virtualne Ń. Początek spotkania to zdecydowana presja gospodarzy, duża wymienność podań, wysoka obrona i szybka gra po przechwycie piłki powodowała, że rywale byli nieco oszołomieni w pierwszej części spotkania. Najpierw w odpowiednim miejscu przed samą bramką rywali znalazł się Krystian Szydłowski, by po dobrze zorganizowanej akcji na 2:0 podwyższył Michał Chrześcijan. Szymon Kolasa z szeregów gości był skutecznie odcinany od gry, przez co jego drużynie brakowało pewności siebie w starciach z przeciwnikiem. W końcu się przełamali, autorem gola był Michał Płotnicki. To był punkt przełomowy, ponieważ Jerzy Modzelewski potrzebował wsparcia z pola i jego zespół wykorzystał słabszy fragment gry Iglicy. Jeszcze przed przerwą po rykoszecie z rzutu wolnego bramkę wyrównującą zdobył Szymona Kolasa i mecz rozpoczął się od nowa. Stan 2:2 do przerwy. Po zmianie stron gra się trochę zaostrzyła, ale w granicach sportowej przyzwoitości, mieliśmy kilka zmian wyniku, najpierw goście gonili wynik, by wyjść na prowadzenie po skutecznej grze pozycyjnej. Na minutę przed końcem Iglica zdołała wyrównać i gdy wydawało się, że wynik remisowy utrzyma się do końca, tam decydujący cios zadał duet Płotnicki – Kolasa. Ostateczny wynik meczu 4:5. Nas cieszy dużo lepsza gra Iglicy, która miała spore problemy w zeszłym sezonie, ale tym razem wejście w ten sezon wygląda naprawdę dobrze.
Po meczu LTM Warsaw z Byczkami Stare Babice spodziewaliśmy się nie lada emocji i oba teamy nie zawiodły naszych oczekiwań. Irkowi Weberowi udało się zebrać solidną ekipę i na papierze skład LTMu wydawał się zdecydowanym faworytem, ale drużyna ze Starych Babic pokazała charakter i oglądaliśmy wyjątkowo wyrównane spotkanie. Już w 2 minucie wynik otworzył Kamil Kuczewski, ale Byczki bardzo szybko zrewanżowały się trafieniem Macieja Piaseckiego. Kolejny gol to popis bramkarza Byczków Dominika Trzaskowskiego, który widząc daleko wysuniętego golkipera przeciwników posłał potężny strzał przez całe boisko i umieścił piłkę w siatce. Gospodarze ruszyli do ataku, ale razili nieskutecznością. Dopiero w 17 minucie Krzysztof Kulibski przełamał się i potężnym strzałem w samo okno doprowadził do wyrównania. Po chwili Krzysztof dostał wyśmienite podanie od Michała Fijołka, ale nie wykorzystał okazji minimalnie chybiając bramkę. Wynik remisowy 2:2 utrzymał się do końca pierwszej połowy, ale to goście byli stroną przeważającą i mieli zdecydowanie więcej groźnych okazji do strzelenia gola. Na początku drugiej połowy Byczki ponownie wyszły na prowadzenie po golu Mateusza Kaczyńskiego. LTM atakował, ale Dominik Trzaskowski nie dawał się pokonać. Najpierw zatrzymał akcję Krzysztofa Kulibskiego, po chwili w sytuacji jeden na jednego nie dał się oszukać Piotrowi Baranowi, a świetne ustawienie w bramce spowodowało, że strzał Michała Dryńskiego odbił się od słupka. Napór zespołu gospodarzy przyniósł efekt dopiero w 38 minucie, kiedy Dominik skapitulował po strzale Grzegorza Bogdańskiego, a po chwili LTM objął prowadzenie po golu Krzysztofa Kulibskiego. W końcówce meczu Byczki zdecydowały się na dość niekonwencjonalną zmianę - Dominik Trzaskowski z pozycji bramkarza wszedł w pole....i przyniosło to piorunujący efekt w postaci bramki na 4:4. Chwila nieuwagi w obronie i Michał Dryński znów wyprowadza LTM na prowadzenie, a po chwili Piotr Baran podwyższa na 6:4. Byczki walczą do końca, Kacper Krzyt strzela bramkę na 6:5, ale ostatnie słowo należy do Krzysztofa Kulibskiego, który w ostatniej akcji meczu ustala wynik na 7:5.
Spotkanie pomiędzy Margerita Team, a FC Radler Świętokrzyski było meczem wyjętym z kalejdoskopu. Dużo emocji, zmiany inicjatywy, a przede wszystkim bramki stanowiły o pięknie widowiska. W pierwszej połowie goście relatywnie szybko objęli prowadzenie dzięki Michałowi Główczykowi, lecz nie wystarczyło im to aby zejść na przerwę z dozą spokoju, gdyż po jednym z mocniejszych strzałów z pokaźnej odległości, który wylądował na poprzeczce – do piłki dopadł Celuch zdobywając bramkę dającą remis. Mimo wyrównanej gry w drugiej odsłonie zarysowała się już znacząco przewaga gospodarzy. To właśnie zawodnicy Margerity sukcesywnie starali się powiększać swoją przewagę nad rywalem. Nie myślcie jednak, że szło im to z łatwością, ponieważ goście deptali im po piętach nie pozwalając wyjść na ponad dwubramkowe prowadzenie. Niestety dla Radlera Świętokrzyskiego - bramka zdobyta przy stanie 3:1 dająca namacalny jednobramkowy kontakt, nie zmieniła przebiegu spotkania. Postawili oni wszystko na jedną kartę (co oczywiście zrozumiałe) przegrywając finalnie 6:2. Podsumowując - był to dobry mecz obydwu ekip, jednakże to właśnie detale takie jak większa pewność w sytuacjach podbramkowych zadecydowały o finalnym rezultacie. Dzięki temu aspektowi to gospodarze cieszyć się mogą z pierwszych trzech punktów w ligowym sezonie i ze spokojem – przynajmniej do przyszłej niedzieli, rozsiąść się w fotelu lidera.
Panie i Panowie, oto przed Wami mistrzowie comebacków! Awantura Warszawa dokonała w tym meczu niemożliwego, a my z zaciekawieniem mogliśmy obejrzeć spotkanie dwóch różnych połów. W pierwszej dominowali Oldboysi, choć zaczęli od sprokurowania karnego i straty bramki. Rywale w myśl zasady fair play również dali sędziemu argumenty do podyktowania "jedenastki", a Marcin Wiktoruk takich sytuacji nie marnuje. W dalszej części gry mieliśmy do czynienia z prawdziwym oblężeniem bramki Awantury, czego najlepszym przykładem były dwie bramki Jacka Pryjomskiego (jedna naprawdę efektowna - techniczne uderzenie!). Bramkę kontaktową (2:3) zdobył Sawicki i w ten sposób zakończyła się pierwsza połowa. Bramka do szatni ewidentnie podcięła skrzydła Oldboysom. Awanturze udało się wyprowadzić kilka skutecznych kontr, które na bramki regularnie zamieniał Sawicki. Taki jest właśnie ten zawodnik - szybki, waleczny i przede wszystkim potrafiący znaleźć się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Zdobył w tym spotkaniu pięć bramek, często strzelał zza pola karnego, ale też wykańczał w "szesnastce". Pochwalić należy również bramkarza Awantury, który zabezpieczał tyły na tyle dobrze, że jego koledzy z zespołu mogli w spokoju skoncentrować się na wychodzeniu na prowadzenie i rozrywaniu defensywy rywali. Aleksander Gęściak popełnił jeden poważny błąd, kiedy to Marcin Wiktoruk uderzył z woleja jeszcze ze swojej połowy, a golkiper przepuścił ten strzał. Nie miało to jednak większego przełożenia na losy spotkania, które już wcześniej odmienił duet Sawicki + Dominiak (porównywani do Ronaldo i Messiego). Mecz zakończył się zwycięstwem Awantury 7:4 i był to prawdziwy pokaz charakteru tych zawodników.







)
)
)
)
)
)
)
)