Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie na dole tabeli 4 ligi między Iglicą Warszawa, a Radlerem Świętokrzyskim było zdecydowanie ważniejszym dla gospodarzy tego meczu. Iglica wciąż usilnie walczy o przetrwanie i jak tlenu potrzebowała kompletu oczek. Gospodarze zaczęli ten mecz z tak zwanego wysokiego C, gdyż już w 2 minucie Maciej Dąbrowski wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Radość nie trwała zbyt długo, bo już po rozpoczęciu gry ze środka boiska Radler wyrównał stan spotkanie. Gospodarze wyglądali lepiej na murawie, a doskonale grę od tyłu ustawiał Daniel Szmańda nie pozwalając gościom na zbyt wiele pod swoją bramką. Iglica ponownie wyszła na prowadzenie, tym razem Patryk Chrzanowski pokonał bramkarza rywali, ale sytuacja z początku meczu znów się powtórzyła, Damian Łaguna zdobył swoją drugą bramkę która znów dała remis przyjezdnym. Wynikiem remisowym zakończyła się pierwsza odsłona, która zapewniła nam sporo emocji, ale i rozbudziła apetyty na jeszcze lepszą drugą połowę meczu. W odróżnieniu od pierwszej połowy, w drugich 25 minutach Radler Świętokrzyski był znacznie rzadziej pod polem karnym Iglicy, co od razu znalazło potwierdzenie w wyniku meczu. Po raz kolejny na prowadzenie wyszła Iglica i choć już trzeci raz udało się gościom wyrównać stan rywalizacji, to ataki KS Iglicy tylko zyskiwały na sile. Gdy po raz kolejny gospodarze wyszli na prowadzenie, Radler rzucił wszystko na jedną kartę, ale nie udało im się znowu doprowadzić do wyrównania, a skrzętnie z tego skorzystał najlepszy na placu gry Daniel Szmańda który ustalił wynik na 5:3.
Dla obu zespołów ten mecz był niezwykle istotny. Zarówno LTM Warsaw jak i Wierny Służewiec w tej rundzie nie zachwycają i po dwóch porażkach oba teamy liczyły na przełamanie. Lepiej w spotkanie weszli zawodnicy gości. Już w 2 minucie wyszli na prowadzenie po dwójkowej akcji. Na kolejnego gola czekaliśmy do 11 minuty, kiedy to na listę strzelców wpisał się Patryk Truszkowski. 3 minuty później mieliśmy już 0:3, a LTM nie bardzo miał pomysł na to jak przedostać się przez dobrze dysponowaną defensywę rywala. Próbowali wielu strzałów z dystansu, ale tego dnia celowniki gospodarzy były mocno rozregulowane i piłka po tych strzałach zazwyczaj leciała wysoko nad bramką. Nawet stałe fragmenty, do tej pory dość nieźle wykonywane przez zawodników LTM-u, nie były zbyt dużym zagrożeniem dla bramki Grzegorza Łapacza. Do przerwy mieliśmy wynik 0:4, a mógł on być jeszcze wyższy, ale zawodnik Wiernego nie wykorzystał rzutu karnego. Po przerwie mieliśmy szybkie podwyższenie rezultatu, po dobrym dośrodkowaniu i precyzyjnej główce Tomka Krzyżańskiego. Wierny mądrze ustawił się na własnej połowie, zagęszczając środek boiska i dopóki trzymał się tej taktyki, wyglądało to dobrze. Gdy przyszło rozprężenie w obronie i przestrzeń między formacjami zbytnio się rozrosła, LTM błyskawicznie wykorzystał tę sytuację, strzelając bramki odpowiednio na 1:6 i 2:7. Przewaga gości była jednak zbyt duża, a i gospodarze mocno odczuwali trudy spotkania. Do tego kontuzji nabawił się bramkarz LTM-u i między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola, co też nie ułatwiło pogoni za rezultatem. Wynik na 2:8 ustalił Hubert Stawicki i Wierny, po swoim najlepszym meczu w tej rundzie, zasłużenie zgarnął 3 pkt i wciąż liczy się w walce o mistrzostwo. LTM musi szukać formy i przełamania, bo po raz pierwszy od dłuższego czasu spadł z fotelu lidera.
Większego zderzenia międzypokoleniowego chyba nie mogliśmy sobie wyobrazić. Weterani z OldBoys Derby, którzy rzecz jasna wciąż imponują młodością ducha, podejmowali młodszych o średnio 20 lat Byczków Stare Babice. Biorąc pod uwagę jak bardzo zacięta jest rywalizacja w 4-tej Lidze Fanów byliśmy pewni, że żadna z ekip nie zamierzała choćby na chwilę odpuścić rywalom. Lepiej w mecz weszli goście, którzy otworzyli wynik spotkania po akcji etatowego asystenta swojej ekipy - Kacpra Krzyta. Jego podanie znalazło adresata w postaci Dawida Głowackiego, który pewnie wykorzystał szansę trafiając na 0:1. O swoim sprycie i instynkcie łowcy szybko jednak przypomniał Jacek Pryjomski, kiedy to po nieudanej próbie kolegi z zespołu dobił bezpańską piłkę, doprowadzając do stanu 1:1. Do końca pierwszej połowy to jednak Byczki przejęły inicjatywę i gracze tylko tej ekipy wpisywali się na listę strzelców. Najpierw po ponownym wykreowaniu akcji przez Kacpra Krzyta swoje drugie trafienie zaliczył Dawid Głowacki, a na minutę przed gwizdkiem kończącym pierwszą odsłonę, wynik spotkania na 1:3 ustalił Konrad Wiśniewski, wykańczając dwójkową akcję skonstruowaną z Dawidem Głowackim. Przerwa między połowami to zdecydowany, wojskowy system motywacyjny w szeregach OldBoys, który przyniósł oczekiwany efekt. Sprytne wykonanie autu przez Marcina Wiktoruka sprawiło, że w dogodnej sytuacji strzeleckiej znalazł się znów Jacek Pryjomski, który tym razem akcję wykończył główką. Bramka na 3:3 to ponownie asysta Marcina Wiktoruka, tym razem dobrze podającego do Tomka Ciesielskiego, który swoim trafieniem doprowadził do remisu. Zrobiło się bardzo ciekawie, ciut nerwowo, ale mimo twardej gry, wszystko odbywało się raczej w granicach przepisów. Jednym z bohaterów końcówki tego meczu był na pewno Oskar Kania, gdyż to po jego zagraniach przed doskonałymi okazjami strzeleckimi stawali: Dawid Głowacki (3:4) oraz Patryk Putkowski, który swoim trafieniem zakończył strzelanie w tym spotkaniu. Ostatecznie goście wygrali 3:5 zachowując fotel lidera, a bohaterem meczu został Dawid Głowacki, którego hat-trick oraz asysta były kluczowe dla losów meczu. Porażka ekipy Derby sprawiła, że tabela 4-tej Ligi Fanów to niemalże gotowy scenariusz na thriller o tematyce piłkarskiej. Koniecznie zobaczcie jak to wygląda !
Przed tym pojedynkiem obie ekipy miały po 22 pkt na koncie, ale patrząc na formę jaką prezentują w tej rundzie, faworytem wydawała się Awantura Warszawa i miało to przełożenie na boisku. Wynik otworzył Damian Sawicki, a po niedługim czasie mieliśmy już 0:2. Popalone Styki wykonywały rzut rożny, piłkę przejęli goście i wyszli z kontrą. Parę szybkich podań z pierwszej piłki wyprowadziły Patryka Królaka na dogodną pozycję, a ten podwyższył prowadzenie. Awantura wygrywała już 0:3, kiedy to Kamil Paszek dał sygnał swojej drużynie do odrabiania strat, trafiając po raz pierwszy w tej rywalizacji. Popalone Styki były coraz bliższe zdobycia bramki kontaktowej i udało im się to jeszcze w pierwszej części. Awantura kończyła pierwsze 25 minut w osłabieniu, po żółtej kartce dla jednego z zawodników. Do rzutu wolnego podszedł wspomniany wcześniej Kamil Paszek i bezpośrednim uderzeniem ustalił wynik do przerwy na 2:3. Chwilę po zmianie stron doszło już do wyrównania i mecz zaczął się na nowo. Awantura była bliska wyjścia na ponowne prowadzenie, ale strzał Damiana Sawickiego obił jedynie słupek. Lepszą skutecznością popisał się Konrad Dzięciołowski – bramkarz gości próbował ratować wychodzącą za linię piłkę, ale wybił ją tak niefortunnie, że ta spadła pod nogi Konrada, a zawodnik Popalonych Styków zapewnił drużynie pierwsze w tym meczu prowadzenie. Cóż z tego, skoro gospodarze nie cieszyli się z niego zbyt długo. Chwilę po wznowieniu znów mieliśmy remis, tym razem 4:4. Goście na tym nie poprzestali i po kolejnych dwóch bramkach Awantury było 4:6. Rywali stać było już tylko na gola Kamila Paszka na 5:6, który swoją drogą tym samym ustrzelił hat-tricka. Zabrakło już czasu na chociażby remis i to Awantura mogła się cieszyć z jakże ważnego zwycięstwa, dającego pozycję vice-lidera.
Niesamowitych emocji dostarczył nam pojedynek pomiędzy Margeritą Team, a Virtualnym Ń. Już od początku byliśmy świadkami dobrego tempa gry i okazji bramkowych z obu stron. Wynik na 1:0 otworzył Mateusz Łukiewicz, po asyście Mateusza Lisa. Swoją drogą ten duet dobrze się prezentował, szczególnie w pierwszej części, napędzając akcje ofensywne Margerity. Po kolejnych 5 minutach mieliśmy już wyrównanie – znów niezwodny Szymon Kolasa pokazał, że nie przez przypadek lideruje w klasyfikacji strzelców. Kolejne dwie bramki to już gole autorstwa zawodników Margerity, w przeciągu zaledwie jednej minuty, ale równie błyskawicznie kolejnym trafieniem odpowiedzieli Virtualni. Przewagę w tej fazie meczu mieli jednak gospodarze. Mateusz Łukiewicz mógł już w pierwszej części skompletować hat-tricka, a do tego bardzo dobrze dogrywał kolegom, lecz zawodziła skuteczność. Jak się okazało na sam koniec, ten element był kluczowy. Przy stanie 3:2 doszło do kontrowersji. Kwestią sporną było to czy piłka przed podaniem zawodnika gospodarzy wyszła poza linię końcową boiska czy też nie. Na początku arbiter wskazał na środek, ale po chwili jednak nakazał grę od bramki. Co gorsza dla Margerity, chwilę po tym świetną indywidualną akcją popisał się Patryk Zych doprowadzając do wyrównania. Zamiast więc 4:2, mieliśmy remis 3:3. Mimo, że przez większość pierwszej części to Margerita miała więcej okazji i mogła zamknąć mecz, to w samej końcówce mocniej przycisnęli Virtualni i tylko dzięki Bartoszowi Drzewuckiemu na przerwę zespoły schodziły przy remisie. Po zmianie stron znów dużo pracy miał golkiper biało – czarnych. Goście w końcu dopięli swego i zdobyli gola na 3:4. To tylko podkręciło Margeritę, bo znów w przeciągu minuty zdobyła dwie bramki. Przy stanie 5:4 gospodarze mieli kapitalną sytuację na kolejną bramkę, ale nieskuteczność wciąż była bolączką tego zespołu. To był moment zwrotny, bo ekipa Alka Celucha mogła w tamtym momencie zamknąć to spotkanie. Tymczasem na 5 minut przed końcem mieliśmy już 5:5, a mecz rozstrzygnął się w ostatniej minucie. Mateusz Lis ratując się sfaulował przeciwnika przed polem karnym. Takiej okazji nie przepuścił Szymon Kolasa, który precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego, ku wielkiej uciesze kolegów z drużyny, dał zwycięstwo Virtualnym. Margertia miała swoje okazje, zagrała dobre spotkanie, ale zawiodła skuteczność.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)