Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 14 Liga
W ramach 4. kolejki 14. ligi doszło do starcia drużyn z identycznym dorobkiem punktowym – Oldboys Derby II oraz Santiago Remberteu. Zapowiadało się zatem wyrównane i zacięte spotkanie, jednak boisko szybko zweryfikowało te przewidywania.
Gospodarze już od pierwszych minut narzucili swoje warunki gry. Bartłomiej Krywko otworzył wynik meczu, finalizując podanie od Rafała Wieczorka. Obie drużyny miały swoje okazje, lecz to Oldboysi wykazali się większą skutecznością. Jeszcze przed przerwą wynik na 2:0 podwyższył Łukasz Łukasiewicz, dając swojej drużynie komfortowe prowadzenie.
Druga połowa rozpoczęła się od sygnału do ataku ze strony Santiago Remberteu. Konrad Domański wykorzystał podanie Kamila Zawady i zdobył kontaktowego gola. Gdy wydawało się, że emocje wrócą na dobre, gospodarze ponownie podkręcili tempo. Dwa kolejne trafienia autorstwa Łukasza Łukasiewicza mocno podcięły skrzydła gościom. Mimo prób odpowiedzi i ambitnej walki ze strony Santiago Remberteu, każda ich bramka była natychmiast kontrowana kolejnym trafieniem gospodarzy. Oldboys Derby II kontrolowali przebieg meczu do samego końca, demonstrując wysoką formę strzelecką i skuteczność, które przełożyły się na efektowne zwycięstwo 9:3.
Drużynie Santiago nie można odmówić zaangażowania i ambicji, jednak tego dnia musiała uznać wyższość znakomicie dysponowanych rywali. Oldboysi dzięki temu triumfowi dopisują cenne trzy punkty i wyraźnie sygnalizują, że w tym sezonie będą liczyć się w walce o czołowe lokaty.
Czasami mecze drużyn ze strefy spadkowej potrafią zaskoczyć — i to pozytywnie. Tak właśnie było tym razem. FC Olimpik i Milkeen FC stworzyły widowisko, które śmiało mogłoby być ozdobą kilku lig wyżej. Tempo, emocje i ofensywna gra od pierwszych minut sprawiły, że kibice na pewno nie mogli narzekać na brak atrakcji.
Spotkanie idealnie rozpoczęło się dla gospodarzy – już na początku Artur Prokopczuk pewnie wykorzystał rzut karny i wyprowadził Olimpik na prowadzenie. Milkeen jednak nie zamierzał się długo przyglądać. Do gry wkroczył ich nowy nabytek – Rafał Maciejewski, zawodnik czwartoligowego Mazura Karczew, który tego dnia pokazał pełnię swoich możliwości. Jego doświadczenie i instynkt snajpera zrobiły różnicę – w pierwszej połowie skompletował klasycznego hat-tricka, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 2:3 do przerwy.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Obie drużyny poszły na wymianę ciosów, a każda akcja mogła zakończyć się bramką. Milkeen utrzymywał jednak minimalną przewagę i za każdym razem, gdy Olimpik próbował doprowadzić do remisu, znajdował sposób na odpowiedź. Co ciekawe, jak na 14. ligę, spotkanie stało na naprawdę wysokim poziomie — świetne tempo, składne akcje i efektowne gole mogłyby zawstydzić niejeden zespół z wyższych szczebli.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:6. W samej końcówce Valentyn Hordichuk zdobył jeszcze pięknego gola „szczupakiem”, ale czasu na doprowadzenie do wyrównania już zabrakło. Mimo porażki Olimpik może być szczęśliwy ze swojej postawy, jednak na pierwsze punkty będzie musiał poczekać co najmniej do kolejnej niedzieli.
Milkeen dopisał na swoje konto niezwykle cenne trzy punkty, dzięki czemu do czołówki brakuje mu już tylko trzech oczek.
Mecz BS Zadymiarze kontra Kanarki dostarczył wielu emocji i w pełni obronił miano starcia kolejki na tym poziomie rozgrywkowym. Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla drużyny gości. Duet Jakub Kowalski – Mateusz Chatry miał swój moment i raz po raz wymieniał się asystami, które kończyły się golami na ich konto.
Jednak z każdą minutą to ekipa Zadymiarzy zaczęła przejmować inicjatywę. Gospodarze złapali rytm, konsekwentnie naciskali rywali i zanim się obejrzeliśmy – doprowadzili do remisu. W tym momencie sędzia zakończył pierwszą połowę.
Po zmianie stron gospodarze całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku. Zadymiarze kontrolowali grę, a ich ofensywa była nie do zatrzymania. Wychodziło im dosłownie wszystko – kolejne bramki wpadały z niezwykłą łatwością. Kanarki zdołały odpowiedzieć dwoma trafieniami, jednak tego dnia było to zdecydowanie za mało, by zdobyć jakiekolwiek punkty. Ostatecznie to BS Zadymiarze schodzili z boiska w pełni usatysfakcjonowani – odwrócili losy meczu, który początkowo nie układał się po ich myśli, i pokazali ogromny charakter. Ich kibice, którzy obstawili to spotkanie w ligowym fantypie, mogą czuć zarówno ulgę, jak i dumę ze swojego zespołu.
Goście natomiast muszą obejść się smakiem i szukać punktów w kolejnych spotkaniach, bo tym razem to gospodarze byli zespołem lepszym pod wieloma względami.
W ubiegłą niedzielę mieliśmy okazję obserwować starcie pomiędzy BRD Young Warriors a Warsaw Pistons. Goście wygrali to spotkanie 8:4. Od pierwszego gwizdka byli drużyną lepszą – bardziej aktywną, zdeterminowaną i konsekwentną w dążeniu do celu. Ich postawa szybko przyniosła efekt w postaci otwarcia wyniku.
Pistonsi nie zamierzali na tym poprzestać – raz po raz atakowali bramkę Mateusza Adamca, co bezpośrednio przełożyło się na powiększenie prowadzenia. Tuż przed przerwą gospodarze zdołali odpowiedzieć, jednak było jasne, że w drugiej połowie będą musieli znacząco podkręcić tempo, jeśli chcą myśleć o zdobyciu punktów.
Druga część meczu przebiegała bardzo podobnie do pierwszej. Goście byli bardziej poukładani, aktywni i skuteczni, a indywidualne umiejętności takich zawodników jak Kacper Romanowski czy Oskar Wójcik sprawiały ogromne problemy defensywie Warriorsów. Obaj zawodnicy siali spustoszenie w szeregach rywala – Kacper zdobył trzy bramki i dołożył dwie asysty, natomiast Oskar dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Ich liczby doskonale pokazują wkład w to spotkanie, choć nie oddają w pełni zaangażowania i energii, jakie wnieśli na boisko. Dzięki ich świetnej dyspozycji Warsaw Pistons odnieśli pewne zwycięstwo 8:4, notując kolejne trzy punkty i po raz kolejny udowadniając, że są w znakomitej formie.
Ten mecz był jasnym sygnałem dla reszty stawki – Pistonsi idą po mistrza!
Spotkanie pomiędzy Elekcyjną FC a Heavyweight Heroes zapowiadało się niezwykle ciekawie, ponieważ obie drużyny szukały przełamania po nieudanym początku sezonu. Było jasne, że żadna z ekip nie odpuści – stawką były nie tylko pierwsze punkty, ale również odbicie się po wpadkach z poprzedniego tygodnia.
Otwarcie wyniku nastąpiło już na samym początku meczu – dla gości bramkę po wrzutce z autu zdobył Mateusz Nykiel. Heroes nie cieszyli się jednak długo z prowadzenia, ponieważ Elekcyjna szybko odpowiedziała. Genialnym trafieniem z rzutu wolnego popisał się Jakub Mydłowiecki, doprowadzając do wyrównania. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, a wyróżniającą się postacią po stronie gospodarzy był Bartek Brulikis, aktywny w defensywie i kreatywny w rozegraniu. To właśnie on wyprowadził swój zespół na prowadzenie po niefortunnej odbitce piłki po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
Po zmianie stron do głosu doszli goście, przejmując inicjatywę. Błąd w defensywie Elekcyjnych wykorzystał Rafał Spodar, który otrzymał idealne podanie „na tacy” i pewnie pokonał bramkarza. Na tablicy wyników widniał rezultat 2:2, który – jak się okazało – nie satysfakcjonował żadnej z drużyn. Na boisku oglądaliśmy świetne akcje, dynamiczne wymiany i heroiczne interwencje bramkarzy.
Emocje sięgnęły zenitu, gdy na dziewięć minut przed końcem to Heavyweight Heroes objęli prowadzenie. Elekcyjna jednak nie złożyła broni i po skutecznie przeprowadzonej kontrze ponownie doprowadziła do remisu. Goście nie pozwolili jednak wydrzeć sobie pierwszego zwycięstwa w sezonie – bohaterem został ponownie Mateusz Nykiel, który swoim trafieniem zapewnił drużynie komplet punktów.
Pomimo późnej pory mecz dostarczył ogromnych emocji, a Herosi dzięki determinacji i walce do końca, wreszcie zapisali na swoim koncie pierwsze punkty w sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)