Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 1 Liga
AnonyMMous! po ostatnim sezonie, w którym przez kłopoty kadrowe opuścili szeregi Ekstraklasy nie wyciągnęli odpowiednich wniosków i w trwającej edycji ponownie przeżywają męczarnie. Brak szerokiej kadry i duża rotacja zawodników sprawia, że do tej pory nie zdobyli ani jednego punktu. Ich przeciwnik, zespół Energii do tej pory przegrał tylko raz i dzięki temu znajduje się w górnych rejonach tabeli. Początek spotkania zaczął się bardzo obiecująco dla Anonimowych, którzy po pięciu minutach prowadzili 2:0. Po zdobyciu tych bramek nie zwalniali tempa, jednak na przeszkodzie stał bardzo dobrze dysponowany bramkarz rywali Volodymyr Slobozheniuk, który nie dał się już więcej pokonać w pierwszej połowie spotkania. Dodatkowo jedna z akcji jego kolegów zakończyła się bramką, dzięki czemu Energetyczni zbliżyli się do przeciwników na jedno trafienie. W końcowych fragmentach pierwszej części meczu zawodnik gości otrzymał żółty kartonik, ale rywale nie wykorzystali gry w przewadze. Na początku drugiej części meczu grający w osłabieniu reprezentanci Energii zdołał wyrównać i był to punkt zwrotny tego spotkania. Załamani zawodnicy gospodarzy całkowicie oddali pole gry oponentom i w ciągu kilku minut bramkarz tego zespołu musiał aż trzykrotnie wyjmować piłkę z siatki. Na te trafienia gospodarze odpowiedzieli tylko raz a bramka Energetycznych pod koniec spotkania ustaliła wynik meczu na 6:3. Po bardzo ciężkim boju drużyna z Ukrainy dopisuje do swojego dorobku kolejne trzy punkty, ale główna zasługa przypisana jest golkiperowi tej ekipy. Zespół AnonyMMous! nie wykorzystał szansy w pierwszej połowie, gdzie mógł podwyższyć swoje prowadzenie, co ostatecznie się zemściło i to już szósty kolejny mecz, który kończą bez zdobyczy punktowej.
Zarówno Gracze Gorszego Sortu, jak i Warsztat Gepetto notują ostatnio słabsze występy. Przed meczem w lepszym położeniu znajdowali się zawodnicy Adriana Kanigowskiego, którzy zajmowali miejsce w środku tabeli z bezpiecznym zapasem punktów od strefy spadkowej. Większa presja ciążyła na Warsztacie, który jak najszybciej chciałby opuścić strefę spadkową a wygrana zbliżyłaby go do tego celu. Zapowiadała się bardzo ciekawa konfrontacja i jak się później okazało, piłkarze obu ekip zadbali o piłkarskie emocje w tym starciu. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy w 9 minucie wyszli na prowadzenie po bramce autorstwa Adama Biegaja. Dwie minuty później Biegaj ponownie znalazł się w świetnej sytuacji, ale tym razem został nieprzepisowo zatrzymany, co skutkowało rzutem karnym, którego na gola pewnie zamienił Arkadiusz Kibler. Warsztat Gepetto nie zamierzał się zatrzymywać, tworzył sytuacje i po raz kolejny zapunktował wyrabiając sobie już trzybramkową przewagę. Gracze GGSu nie podłamali się takim obrotem spraw i w szybkim tempie doprowadzili do remisu. Długo na odpowiedź gości nie musieliśmy czekać i mimo, że do przerwy pozostało tylko trzy minuty, to Marcin Banasiak zdążył jeszcze dwukrotnie wpakować piłkę do siatki gospodarzy. Po zmianie stron oglądaliśmy wyrównaną grę, ale to ekipa Marka Szklennika znów jako pierwsza cieszyła się z trafień. Najpierw po instynktownej interwencji bramkarza Graczy Gorszego Sortu piłka nieszczęśliwie trafiła Jakuba Mydłowieckiego i wpadła do siatki, a następnie hat-tricka skompletował Marcin Banasiak. W końcowych minutach GGS niesamowicie przycisnął rywali i dzięki swojej dominacji napędził im mnóstwo strachu. Przewaga Warsztatu stopniała do zaledwie jednej bramki i gdyby ten mecz potrwał trochę dłużej, to zwycięstwo mogło wyślizgnąć się z rąk. Dzięki tym trzem punktom goście zrobili arcyważny krok do opuszczenia czerwonej strefy jeszcze w rundzie jesiennej. Gracze Gorszego Sortu po czterech meczach bez zwycięstwa muszą zakasać rękawy i brać się do roboty, bo ich ambicja na pewno nie ogranicza się w tym sezonie do walki o utrzymanie.
Mecz ekip, które jak tlenu potrzebują punktów. Oba zespoły nie najlepiej zaczęły tegoroczne zmagania. FC Impuls UA po pięciu spotkaniach miał 6 oczek a ich przeciwnicy o 3 mniej. W mecz lepiej weszli gospodarze, ale po koronkowej akcji całego zespołu fatalnie spudłował Budz. Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła, bo gola zdobył Mixamator. Podanie Suliatytskiego wykorzystał Łukasz Wach. Spadkowicze z Ekstraklasy mogli szybko odpowiedzieć, ale z czystej pozycji fatalnie przestrzelił Bohdan Ivaniuk. Chwilę później z dystansu próbował Budz, ale również bardzo niecelnie. Kolejna próba przyniosła już pożądany efekt. Dobrze tyłem do bramki zachował się wspomniany wyżej Bohdan Ivaniuk, który zgrał piłkę do Vasyla Ivaniuka a ten nie dał szans bramkarzowi rywali. Przed przerwą działo się jeszcze bardzo dużo po jednej i drugiej stronie. Skuteczniejsi byli jednak gospodarze, dorzucając kolejne dwa trafienia. Druga odsłona to koncert niewykorzystanych sytuacji przez Budza, który ewidentnie nie miał swojego dnia. Pudłował w bardzo prostych sytuacjach, co nie przeszkodziło jego kolegom w strzelaniu bramek. Zdobyli je Kuznetsov oraz Bohdan Ivaniuk. I trzeba powiedzieć, że końcowe 5:1 to najniższy wymiar kary, bo szans do podwyższenia rezultatu było wiele. Niewiele za to w drugiej połowie w ofensywie pokazali rywale, którzy mieli bardzo duży problem z przedostaniem się pod pole karne przeciwnika.
W meczu na szczycie na zapleczu Ekstraklasy Wilki podejmowały rozpędzoną w tym sezonie Contrę. Już w pierwszych minutach meczu widać było, że gospodarze bardzo poważnie podchodzą do tej rywalizacji zbierając wszystkich swoich kluczowych zawodników, co w tym sezonie rzadko miało miejsce. Goście również w solidnym zestawieniu pojawili się na boiskach AWFu. Początek to szybkie trafienie Contry, na które momentalnie odpowiedziały Wilki. Po chwili na prowadzeniu była już ekipa gospodarzy, gdy kapitalnie w samo okienko przymierzył Borys Ostapenko. Wcześniej ten sam zawodnik wykonywał rzut rożny, gdzie bezpośrednio umieścił piłkę w siatce. Te szybkie trafienia trochę zdeprymowały gości, którzy nie mogli poradzić sobie z pressingiem rywali. Ciężko było wyprowadzić piłkę i te kłopoty szybko przełożyły się na bramki dla przeciwników. Od stanu 2:2, gdzie prezent Contrze dał golkiper Wilków, zespół Wilków dominował na boisku i do przerwy zbudował dość sporą przewagę. Po 25 minutach rywalizacji było 7:2 i w ciężkim położeniu była ekipa Michała Raciborskiego. Po zmianie stron Contra zdjęła bramkarza, chcąc mieć przewagę w polu, ale lotny golkiper po prostu nie zdał egzaminu. Nie przynosiło to takiego efektu jak zamierzali zawodnicy gości, a gdyby Wilki były skuteczniejsze, to wynik spotkania mógł być dużo wyższy. W końcówce przy wysokim rezultacie i sporej przewadze, trener Wilków dał pograć trochę rezerwowym graczom i Contra zmniejszyła rozmiary porażki, ale ostatecznie to ekipa Marcina Siwego wygrała zdecydowanie 12:6 i zdobyła cenne trzy punkty oraz fotel lidera pierwszej ligi. Contra mimo walki i ambicji trochę zawiodła a szczególnie widoczna była słaba organizacja gry, która szwankowała najbardziej w niedzielny wieczór na Arenie AWF.
W przypadku tej pary spodziewaliśmy się wyrównanej i zaciętej rywalizacji, a ostatecznie mecz ten okazał się zaskakująco jednostronnym widowiskiem. Początek spotkania nie zwiastował takiego obrotu spraw. Pierwsza bramka padła dopiero po dziesięciu minutach gry, a podanie Dimy Olejnika na gola zamienił Victor Yaremii. W 13 minucie strzałem z dystansu popisał się Oleh Dvoliatyk a po kwadransie gry było już 3:0 po golu Vadyma Koroba. Ciężko wytłumaczyć, co stało się z ekipą Jana Napiórkowskiego. Na pewno nie pomogło zbytnie otwarcie się w obronie, przez co Vikings mieli sporo okazji strzeleckich, ale ofensywa gości była równie nieskuteczna. Kacper Cetlin robił co mógł, ale często atakował osamotniony i brakowało kogoś, kto zamknąłby akcję. Gospodarze dokładali za to kolejne trafienia i pierwsza połowa zakończyła się druzgocącą przewagą 5:0. Po zmianie stron Ogień odzyskał nadzieję na lepszy wynik, a Kacper Cetlin dostał w końcu trochę miejsca i zapakował piłkę do siatki. Niestety był to tylko chwilowy przebłysk, a defensywa gości zupełnie się rozleciała i gospodarze wyraźnie odskoczyli z wynikiem. Świetne spotkanie rozegrał Yeugenii Syrotenko, który harował w ofensywie, zaliczył cztery trafienia, miał też dwie asysty, ale warto tu również zwrócić uwagę na rewelacyjną - jak zwykle - formę golkipera Eduarda Vakhidova, który popisał się kilkoma fenomenalnymi paradami, które na pewno wpłynęły na obniżone morale w zespole z Bielan. Ukranian Vikings mieli tego dnia patent na gości i z zimną krwią wykorzystywali każdą sytuację strzelecką, na jaką pozwolili zawodnicy Ognia. Ostatecznie Vikings wygrali aż 13:3 i jeśli za tydzień zaprezentują podobną formę z Energią, to powinni wreszcie wskoczyć na ligowe podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)