Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 6 Liga
Wicelider 6 ligi podejmował ostatnią drużynę, która chcąc wyjść z strefy spadkowej i powalczyć o utrzymanie na tym poziomie rozgrywek musiała urwać punkty rywalowi. Mała kadra meczowa i brak podstawowego bramkarza tylko utrudniła to zadanie Złym Chłopcom. Większość tego spotkania przebiegała pod dyktando drużyny gospodarzy, którzy wykorzystali braki w szeregach Bad Boys-ów i w pierwszej połowie trzykrotnie pokonali stojącego miedzy słupkami, na co dzień grającego w polu Bartka Podobasa. Gościom tylko raz w tej części meczu udało się skutecznie skierować piłkę do siatki ustalając wynik na 3:1. W drugiej połowie mecz wyglądał bardzo podobnie jak w jego pierwszej części. Zgranie i dobrze przeprowadzana ofensywa na bramkę Złych przyniosła powiększenie przewagi o cztery bramki, a z każdą minutą osłabienie przeciwnika zwiększało jego nie skuteczność co ułatwiało grę obrońcom gospodarzy. W szeregi gości zaczęło wdawać się zwątpienie i złość spowodowana brakiem sił. Mimo to starali się i pod sam koniec spotkania Michał Podobas skorzystał z podania Kamila Janowicza i umieścił piłkę miedzy słupkami CompatiBLu ustalając wynik meczu na 5:2. Dzięki takiemu wynikowi gospodarze nie stracili punktów do lidera i mają 6 punktową przewagę nad czwartą drużyną w tabeli.
Absolutny pokaz siły i dominacji Tartaku. W minioną niedzielę zawodnicy Luca Kończala w pewnym stylu pokonali swojego rywala – Laissez Faire United. Mecz dla obydwu drużyn odbywał się w zgoła odmiennym nastawieniu. Gospodarze bronili pierwszego miejsca w ligowej tabeli, natomiast goście nieśmiało marzyli o zbliżeniu się do Cosmos’u United i finalnego opuszczenia strefy spadkowej. Niestety dla czarno-żółtych zaledwie pięć pierwszych minut pogrzebało ich plany i podcięło skrzydła. Bramki kapitana Tartaku, oraz sprytne uderzenie z rzutu wolnego Łukasiewicza ustawiło mecz już na początkowym etapie gry. Kolejne trafienia Podpirko, czy chociażby Piaseckiego były już tylko gwoździami do trumny skrzętnie przygotowanej przez gospodarzy. Prowadzenie 8:0 do przerwy idealnie oddaje przebieg całej rywalizacji. Mimo, że w drugiej odsłonie meczu goście dwoili się i troili w swoich ofensywnych próbach, za sprawą trafień Adama Mierzejewskiego oraz Ernesta Walczyńskiego udało się zaledwie zdobyć dwie bramki. W kontekście 11 zdobytych goli przeciwnika było to niestety zbyt mało. Dzięki temu sukcesowi zawodnicy Tartaku mogą cieszyć się z pozostania na fotelu lidera przynajmniej do przyszłego tygodnia, kiedy to przyjdzie im po raz kolejny bronić pierwszego miejsca w ligowej tabeli. Gracze Laissez Faire muszą natomiast zakasać rękawy i zacząć błyskawicznie punktować. Wszystko spowodowane wygraną uciekającego im Cosmos’u.
W poprzedniej rundzie ekipy Hiszpańskiego Galeonu i Miejskich Ziemniaczków rozegrały ze sobą wyjątkowo wyrównane spotkanie, choć minimalnie lepsi okazali się goście. Dyspozycja ekipy Pawła Żurka jest mocno związana z frekwencją, ale tym razem udało się zebrać solidny skład i inicjatywa praktycznie przez całe spotkanie była po stronie Ziemniaczków. Wynik już w 2 minucie otworzył Konrad Konik, a po chwili worek z bramkami się rozerwał i nie minął nawet kwadrans gry, kiedy goście prowadzili już 0:5! Hiszpański Galeon przespał początek spotkania i zabrał się do odrabiania strat dopiero w 18 minucie, kiedy niemoc strzelecką swojego zespołu przełamał w końcu Maciej Kakowski. Po minucie kolejnego gola dla Galeonu dołożył Aleksander Chyliński i zdawało się, że gospodarze w końcu nawiązali równą walkę, ale jeszcze przed przerwą Paweł Białas dołożył kolejne trafienie i goście schodzili na przerwę z bezpieczną przewagą 2:6. Na początku drugiej połowy Ziemniaczki dokonały ciekawej zmiany, bo grający do tej pory na pozycji bramkarza kapitan Paweł Żurek zamienił się w tej roli z Bartłomiejem Kowalem. Paweł wspomagał ofensywę swojego zespołu, ale gola udało się ustrzelić dopiero w 32 minucie, kiedy podwyższył Michał Przybyło. Gospodarze odpowiedzieli bramką autorstwa Damiana Szumigaja. Hiszpański Galeon w końcu złapał wiatr w żagle i na dziesięć minut przed końcem zdołał zbliżyć się do wyniku 5:8. Końcówka należała jednak już zdecydowanie do ekipy przyjezdnej. Fenomenalne spotkanie rozegrało ofensywne trio Ziemniaczków. Paweł Białas, Michał Przybyło i Konrad Konik harowali przez cały mecz, a w końcówce dali postrzelać również kolegom i w efekcie spotkanie skończyło się wynikiem 5:12. Zdecydowanie nie był to dzień dla podopiecznych Magnusa Michalskiego, ale nie ukrywajmy, że z taką formą Miejskie Ziemniaczki mogą powalczyć nawet z górą tabeli 6 ligi.
W najciekawszym meczu 6 ligi Mobilis podejmował Slavic Warszawa. Goście bardzo dobrze zaprezentowali się na marcowym Pucharze Fanów, gdzie obiecująco wypadli na tle zespołów grających w wyższych ligach. Gospodarze udowodnili już w poprzedniej rundzie, że w tym sezonie będą jednym z kandydatów do mistrzostwa. Mecz zapowiadał się więc niezwykle ciekawie i taki był od pierwszych minut. Mimo, że na pierwszą bramkę musieliśmy czekać dość długo, nie można było powiedzieć, że na boisku było nudno. Obie ekipy chciały grać piłką, próbując przedostać się pod bramkę rywala. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że w początkowej fazie meczu lekką przewagę miał Slavic. Udało im się nawet przetrwać grę w osłabieniu, kiedy to żółtą kartką został ukarany Hubert Markowicz. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w okolicy 17 minuty i uczynił to nie kto inny jak Aleksander Janiszewski. Przy kolejnych dwóch trafieniach ten zawodnik zaliczył asysty, stawiając Slavic w dość trudnej sytuacji. Goście musieli się otworzyć, co przyniosło połowiczny efekt. Udało się jeszcze przed przerwą zdobyć dwa gole, ale w międzyczasie padła kolejna bramka dla Mobilisu. Po 25 minutach mieliśmy rezultat 4:2 i wynik wciąż pozostawał sprawą otwartą. W drugiej części wciąż oglądaliśmy zawody na wysokim poziomie. Żadna ze stron nie zamierzała odpuszczać, ale mimo mocnych starań Slavic nie był w stanie dogonić rywala, który przez całą drugą połowę utrzymywał swoją przewagę, a w ostatecznym rozrachunku, udało się gospodarzom nawet tę przewagę powiększyć. Końcowy wynik to zasłużone zwycięstwo Mobilisu 9:5. Slavic ma już 7 pkt straty do zespołów z podium i przy kolejnej porażce szanse na medale mogą się znacznie oddalić.
Broniąca się przed wejściem w strefę spadkową drużyna Cosmosu miała przed sobą nie lada zadanie zatrzymania drużyny gości, którzy chcieli zaatakować podium. Pamiętając pierwsze spotkanie tych ekip zakończone remisem liczyliśmy na mecz pełen emocji i nie zawiedliśmy się. Pierwszą i jedyną bramkę w pierwszej połowie z rzutu karnego zdobył Paweł Kucharski, który pewnym silnym strzałem pokonał Aleksa Janickiego. Do końca tej części meczu oglądaliśmy już zaciętą, twardą walkę pomiędzy obiema ekipami głównie w środku pola, ale nie zabrakło efektownych akcji ofensywnych jak i skutecznej gry bramkarzy. Druga połowa układała się bardziej po myśli zawodników Cosmosu. Swoją drugą bramkę w tym meczu zdobyli ze stałego fragmentu gry - rzutu rożnego. Dzięki dokładnemu podaniu od Jurij Martynowycz z rogu boiska Chris Kalaba powiększył prowadzenie. Do samego końca oglądaliśmy pogoń Lujwaffe za wynikiem, lecz na drodze piłki do siatki zawsze stał dobrze dysponowany tego dnia Bramkarz gospodarzy, który wyciągał się jak kot aby ani razu nie wchodzić do siatki po futbolówkę. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną 4:0 dla gospodarzy, a obaj bramkarze zostali docenieni przez swoich przeciwników za swoje skuteczne interwencje. Dzięki takiemu wynikowi układ w środku tabeli zrobił się niezwykle ciekawy gdzie między siódmym, a czwartym miejscem jest tylko 3 punkty straty, a nie zapominajmy iż tylko pierwsza piątka będzie grała w Pucharze Fanów więc jest o co walczyć.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)