Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 12 Liga
FC Melange do meczu z FC Vikersonn UA II podchodziło z wybrakowanym składem. Na bramce musiał stanąć zawodnik z pola, a na liście obecności brakowało paru nazwisk. Rywal natomiast, przygotowany na starcie z wyżej notowanym przeciwnikiem, zgromadził całkiem szeroką ławkę rezerwowych. Mecz 12. kolejki rozpoczął się jednak od szybkiego wyjścia na prowadzenie i poprawienia wyniku przez FC Melange. Kluczową rolę przy obu bramkach odegrał Łukasz Słowik – najpierw sam wykańczając akcję strzałem z bliska, a później przetrzymując piłkę w oczekiwaniu na wsparcie kolegów z drużyny.
Dwiema bramkami odpowiedzieli jednak rywale, którzy najpierw wykorzystali element zaskoczenia, czyli daleki wrzut z autu, by następnie skorzystać z przywileju korzyści. Na przerwę FC Melange schodzili jednak z prowadzeniem. Na 3:2 ładnego gola z lewej strefy boiska zdobył Słowik, parę sytuacji zostało zmarnowanych przez niecelne strzały, a Mateusz Bubrzyk dał spokój bramką z bliska. W szeregi ukraińskiej drużyny wkradła się nerwowość, lecz przed przerwą złapali kontakt.
Wąskie pole manewru, jeśli chodzi o zmienników FC Melange, dało o sobie znać w drugiej połowie meczu. Choć zawodnicy ubrani na pomarańczowo starali się oszczędzać siły, utrzymując piłkę we własnym posiadaniu, to pełen dystans mocno ich zmęczył. Zawodnicy Vikersonna również marnowali swoje sytuacje w pierwszej części meczu, jednak po przerwie poprawili ten element swojej gry. Dwa razy pokonywali stojącego w bramce Waldemara Lulisa po wrzutach z autu w pole karne – raz na początku połowy, raz na końcu. Można było dopatrzeć się podobieństw w ich grze do Puszczy Niepołomice prowadzonej przez Tomasza Tułacza. Trafiali też z rzutu karnego. Odpowiadał Marcin Godlewski bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego, lecz tylko na tyle było stać FC Melange. Od remisu 5:5 obejrzeliśmy trzy szybkie gole zdobywane w odstępach parominutowych i było po sprawie.
Druga drużyna FC Vikersonn UA wykorzystała braki kadrowe rywala i w tabeli zbliżyła się do FC Melange. Ci jednak wciąż zajmują trzecie miejsce, które na ten moment daje im awans do ligi wyżej.
Mecz drugiego zespołu Furduncio z Dynamo Wołomin miał swój ciężar gatunkowy – tylko wygrany mógł jeszcze marzyć o włączeniu się do walki o podium, natomiast przegrany tego pojedynku coraz mocniej musiałby oglądać się za siebie, bo przewaga nad strefą spadkową nie jest już zbyt wielka. Nieznacznym faworytem była tu ekipa z Wołomina, ale mecz rozpoczął się lepiej dla Brazylijczyków. Już w 4. minucie Abraham Ingo dał prowadzenie swojemu zespołowi i… to by było na tyle, jeśli chodzi o bramki w pierwszej połowie. Co prawda więcej sytuacji strzeleckich mieli w premierowych 25 minutach nominalni goście, jednak albo brakowało skuteczności, albo na posterunku stał Juan Agudelo.
Tak więc, choć xG być może było po stronie Dynamo, to jednak liczy się przede wszystkim to, co w sieci, a w tym lepsi byli Brazylijczycy. Co więcej, pod koniec pierwszej części żółtą kartką został ukarany Damian Juszyński i drugą połowę zespół Maćka Kosińskiego musiał rozpocząć w osłabieniu. To być może uśpiło nieco zawodników Furduncio, bowiem Adam Domidowicz dał swojemu zespołowi – grającemu jeszcze w osłabieniu – wyrównanie. Sześć minut później goście wyszli natomiast na prowadzenie! Dzięki dobremu pressingowi na połowie rywala udało się odebrać piłkę, a chwilę później Michał Matyja z połowy boiska zdobył gola na 1:2.
Mecz rozkręcił się na dobre na około 10 minut do końca. Żółtą kartkę otrzymał Lucas Monteiro, ale Brazylijczykom, grającym w osłabieniu, udało się doprowadzić do wyrównania. Chwilę później, znów po dobrym pressingu, Dynamo trafiło na 2:3. Na odpowiedź rywala nie trzeba było długo czekać i wydawało się, że oba teamy podzielą się punktami, a wynik 3:3 utrzyma się do końcowego gwizdka. Jednak ferajna z Wołomina w końcówce przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść po golu Damiana Juszyńskiego.
Był to pojedynek mocno zacięty, ale wydaje się, że Dynamo miało jednak przewagę w tym spotkaniu i zasłużenie trzy punkty pojechały do Wołomina.
Rozpędzona w tym sezonie drużyna Vox Populi, która wyraźnie celuje w podium, podejmowała FC Razam – zespół znajdujący się w trudnej sytuacji na dole tabeli. Na papierze faworyt był jeden, ale papier to jedno, a boisko drugie.
FC Razam weszło w mecz idealnie. Już na początku Władysław Loikuts otworzył wynik, a po kwadransie było już 3:0 po trafieniach Kolokotseva i Kostogloda. Gospodarze byli świetnie zorganizowani, grali spokojnie i konsekwentnie, a Vox Populi długo nie mogło znaleźć swojego rytmu. Dopiero pod koniec pierwszej połowy goście zdobyli bramkę, ale to Razam było wyraźnie lepszą drużyną przed przerwą. Ogromną rolę odgrywał Szymon Raducki – lider zespołu, który porządkował grę, dobrze ustawiał kolegów i dawał spokój w rozegraniu. Było widać jego doświadczenie i wpływ na drużynę.
Po przerwie Vox Populi próbowało wrócić do meczu. Krzysztof Stachowicz zdobył gola i był najskuteczniejszym zawodnikiem ofensywnym gości, choć nie wykorzystał szansy z podyktowanego rzutu karnego. Mimo to kontakt został złapany, lecz tylko na chwilę – FC Razam szybko odpowiedziało i nie pozwoliło rywalom rozwinąć skrzydeł. Końcówka należała już do gospodarzy, którzy kontrolowali przebieg spotkania i dokładali kolejne trafienia. Jedno z nich było autorstwa Raduckiego, który przypieczętował bardzo dobry występ i miał duży udział przy większości bramek – zarówno jako asystent, jak i strzelec.
Ostatecznie FC Razam wygrało 7:4 i sprawiło jedną z większych niespodzianek tej kolejki. Pytanie, czy to jednorazowy przebłysk, czy początek walki o utrzymanie, ale jeśli będą grać w ten sposób, mogą jeszcze napsuć krwi niejednemu faworytowi.
Przed 12. kolejką Łazarski zajmował pierwsze miejsce w tabeli i było jasne, że ich celem jest utrzymanie pozycji lidera. Spotkanie z Luminą wydawało się do tego idealną okazją – rywale w tym sezonie raczej nie liczą się już w walce o podium i znacznie bliżej im do walki o utrzymanie w 12. lidze niż do czołowej trójki. Mimo to takie mecze często potrafią być zdradliwe, szczególnie gdy jedna drużyna podchodzi do nich jako faworyt.
Od pierwszych minut było jednak widać, że Łazarski traktuje to spotkanie bardzo poważnie. Zespół wszedł w mecz z dużą intensywnością i szybko przełożył to na wynik – błyskawicznie zrobiło się 3:0. Ich gra była płynna, dynamiczna i przede wszystkim skuteczna. Wysoki pressing, szybkie odbiory i dobre decyzje w ataku sprawiały, że Lumina miała ogromne problemy z wyjściem spod własnej bramki. Mimo wyraźnej przewagi Łazarskiego, Lumina potrafiła odpowiedzieć. Dwie szybkie kontry zakończone bramkami sprawiły, że przez chwilę zrobiło się nieco ciekawiej i na tablicy wyników pojawił się sygnał, że ten mecz jeszcze może mieć swoją historię. Był to jednak tylko moment – Łazarski bardzo szybko wrócił do swojej gry i ponownie zaczął budować przewagę.
Do przerwy i tuż po niej obraz gry był już dość jednostronny. Łazarski kontrolował tempo, dominował w posiadaniu piłki i konsekwentnie dokładał kolejne trafienia. Najpierw odskoczył na 7:2, a później przewaga rosła jeszcze bardziej. W pewnym momencie było już 11:3 i wydawało się, że jedyną niewiadomą pozostaje rozmiar zwycięstwa. Końcówka przyniosła lekkie rozluźnienie w szeregach lidera, co Lumina potrafiła wykorzystać, zdobywając kilka bramek i nieco poprawiając swój dorobek. Nie zmieniło to jednak ogólnego obrazu spotkania – Łazarski był zespołem wyraźnie lepszym i zasłużenie sięgnął po wysokie zwycięstwo 13:7.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Zhasulan Kamantay. Jego występ był prawdziwym popisem – dwa gole i aż pięć asyst to liczby, które robią ogromne wrażenie. Był motorem napędowym swojej drużyny, kreował akcje, brał na siebie odpowiedzialność i pokazywał ogromną pewność siebie. Do tego dochodziły świetna technika i umiejętność podejmowania właściwych decyzji w kluczowych momentach. To właśnie tacy zawodnicy robią różnicę w meczach i prowadzą swoje zespoły do zwycięstw.
Spotkanie pomiędzy Rodziną Soprano a Gentleman Warsaw Team od początku było pod pełną kontrolą faworytów, choć początkowe minuty dawały jeszcze złudzenie wyrównanej gry. Gentleman Warsaw Team potrafił stworzyć kilka groźnych sytuacji i dojść do strzałów, jednak za każdym razem na wysokości zadania stawał bramkarz Rodziny Soprano, Jakub Sidor, który tego dnia prezentował znakomitą formę i skutecznie zamykał dostęp do bramki.
Po okresie wyrównanej gry Rodzina Soprano zaczęła stopniowo przejmować inicjatywę i całkowicie narzucać swoje warunki. Damian Nieskórski był nie do zatrzymania w ofensywie, zdobywając cztery bramki i konsekwentnie wykorzystując błędy rywali. Z kolei Grzegorz Bogdański imponował spokojem, techniką i wizją gry, notując aż sześć asyst i praktycznie rozmontowując defensywę przeciwnika precyzyjnymi podaniami. Do przerwy wynik wynosił już 6:0, co jasno pokazywało różnicę w jakości obu zespołów.
W drugiej połowie obraz meczu nie uległ zmianie. Rodzina Soprano nadal dominowała w każdym aspekcie gry, kontrolowała tempo i bez większych problemów powiększała prowadzenie, kończąc spotkanie wynikiem 12:0. Gentleman Warsaw Team mimo kilku prób i okazji nie był w stanie znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Sidora, który utrzymał czyste konto.
Rodzina Soprano umacnia się w walce o mistrzostwo, okupując drugie miejsce z taką samą liczbą punktów co lider tabeli, natomiast Gentleman Warsaw Team, plasujący się na 10. pozycji, musi szybko zacząć zdobywać punkty, aby wydostać się ze strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)