Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W samo południe mecz rozpoczęły ekipy z Ekstraklasy – FC Impuls UA oraz Tanatos Husaria Mokotów. To dopiero początek rundy rewanżowej, a sytuacja w tabeli jest na tyle ciekawa, że każdy mecz w walce o utrzymanie jest niezwykle istotny. Spotkanie od początku zapowiadało się na bardzo wyrównane, a o wyniku mogły zdecydować detale.
Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy dość szybko objęli prowadzenie 1:0 dzięki trafieniu Romana Sołtysa. Z każdą kolejną minutą inicjatywę przejmowali goście – mimo że tego dnia mierzyli się ze sporymi brakami kadrowymi i dysponowali tylko jednym rezerwowym, którym, co ciekawe, był nominalnie drugi bramkarz Norbert Wierzbicki. Husaria jednak przeważała, pokazując na boisku dużą determinację. Z doskonałej strony prezentowali się Jakub Brzeski oraz Jakub Cegiełka i to właśnie ta dwójka wypracowała wyrównującego gola na 1:1. Dalsza część spotkania miała podobny przebieg - goście dominowali w posiadaniu piłki, natomiast Impuls liczył na szybkie kontry i skuteczność swoich napastników. Chwilę później było już 2:1 dla gospodarzy, jednak odpowiedź Jakuba Cegiełki przyszła błyskawicznie i tablica wyników wskazała 2:2. Jeszcze przed przerwą na prowadzenie wyszli zawodnicy Tomasza Hübnera za sprawą trafienia Filipa Przygody. Gospodarze do końca pierwszej odsłony ambitnie walczyli o wyrównanie i ta sztuka udała im się dzięki dwójkowej akcji duetu Ivaniuk – Budz, którzy kompletnie rozmontowali obronę Husarii. Bramkę na 3:3 zdobył Vladyslav Budz i takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Druga część meczu była zdecydowanie bardziej zamknięta. Oba zespoły za wszelką cenę starały się nie stracić gola, dlatego przez długi czas oglądaliśmy piłkarskie szachy. Warto wspomnieć, że gdy którejś z drużyn udawało się już wypracować okazję, świetnie spisywali się bramkarze. Na pierwsze trafienie w tej połowie musieliśmy czekać aż do samej końcówki. Na dwie minuty przed końcem piłkę do siatki skierował Mikołaj Kaczmarczyk, dając Husarii prowadzenie 4:3. Gospodarze natychmiast ruszyli do odrabiania strat. Husaria cofnęła się głęboko, starając się dowieźć wynik do końca. Goście mieli nawet szanse na podwyższenie prowadzenia, ale zabrakło im dokładności i precyzji w wykończeniu akcji. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w samej końcówce, bo po mocnym wstrzeleniu piłki przez bramkarza do siatki trafił Sołtys i rzutem na taśmę ustalił wynik na 4:4.
Oba zespoły musiały podzielić się punktami. Taki rezultat z pewnością nie zadowala żadnej ze stron, ponieważ w walce o utrzymanie obie ekipy potrzebują punktów jak tlenu. Teraz czas na przerwę majową, po której drużyny wrócą do gry z nowymi siłami na ostatnią prostą sezonu.
Drugi mecz 13. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów przyniósł starcie drużyn z dolnych rejonów tabeli, ale jego znaczenie było ogromne. Otamany i Tur Ochota mierzyli się w pojedynku, który śmiało można określić mianem spotkania „o sześć punktów”. W takich meczach nie ma kalkulacji - jest walka o być albo nie być.
Obie drużyny inaczej weszły w rundę wiosenną. Tur zaczynał łapać zwycięski rytm, podczas gdy Otamany miały na koncie tylko jeden punkt, choć zdobyty w starciu z samym GWA. To zapowiadało wyrównane i zacięte widowisko. Pierwsza połowa rzeczywiście była bardzo wyrównana. Gra toczyła się w dobrym tempie, a obie drużyny szukały swoich okazji. Jedyną bramkę w tej części zdobył Sebastian Klimiuk, dając prowadzenie zespołowi z Ochoty. Złośliwi mogliby powiedzieć, że 0:1 do przerwy to gra w piłkarskie szachy. Nie do końca. Wynik nie oddawał jednak w pełni przebiegu gry - Otamany miały swoje momenty i stworzyły kilka bardzo groźnych sytuacji. Na ich drodze stawał jednak Paweł Sobolewski, który popisywał się świetnymi interwencjami i utrzymywał swoją drużynę na prowadzeniu. Z biegiem czasu można było wyczuć, że Tur zaczyna łapać właściwy rytm i druga połowa tylko to potwierdziła.
Po zmianie stron goście weszli na wyższy poziom konkretu. Najpierw dwie świetne akcje zakończone strzałami z ostrych kątów - autorstwa Wołczyka i Polakowskiego - a chwilę później efektowne rozegranie, które całkowicie rozmontowało defensywę Otamanów. W krótkim czasie zrobiło się 0:4 i mecz praktycznie został rozstrzygnięty.
Gospodarze próbowali jeszcze wrócić do gry. Plaksiuk zdobył bramkę na 1:4, dając chwilową nadzieję, ale Tur szybko ostudził emocje. W końcówce, wykorzystując otwartą grę rywali, Polakowski popisał się efektownym uderzeniem z własnej połowy, ustalając wynik na 5:1. To zwycięstwo może mieć ogromne konsekwencje w tabeli. Tur Ochota wykonuje ważny krok w stronę utrzymania, a sytuacja w dole tabeli robi się niezwykle napięta. Aż sześć drużyn będzie walczyć o przetrwanie, a miejsca są tylko trzy - zapowiada się prawdziwa batalia do samego końca sezonu.
Mecz 13. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów pomiędzy Lakoksami CF a In Plusem miał duże znaczenie dla obu zespołów. Gospodarze desperacko potrzebowali punktów w walce o utrzymanie, natomiast goście celowali w zakończenie sezonu na podium. Stawka była więc wysoka, co było widać od pierwszych minut.
Początek spotkania był wyrównany - drużyny grały ostrożnie, badając się nawzajem i nie podejmując zbędnego ryzyka. Wynik otworzył w 8. minucie Szulkowski, dając prowadzenie In Plusowi. Chwilę później ten sam zawodnik miał jednak pecha, trafiając do własnej bramki i doprowadzając do remisu. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo błyskawicznie odpowiedział Muszyński. W 12. minucie było już 3:1 po trafieniu Gomulskiego, który po kwadransie gry dołożył kolejną bramkę. Lakoksy próbowały wrócić do meczu i w 20. minucie Kober zmniejszył straty na 4:2, jednak tuż przed przerwą Szulkowski odkupił swoje winy, ustalając wynik pierwszej połowy na 5:2 dla In Plusu.
Po zmianie stron gra się wyrównała, choć początek drugiej odsłony znów należał do gości. W 30. minucie prowadzili już 7:2 i wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty. Lakoksy nie zamierzały jednak odpuszczać - w 34. minucie trafił Kober, a chwilę później Czerw zmniejszył straty do 7:4. Kolejne minuty były bardzo zacięte, ale długo brakowało bramek. Przełamanie nastąpiło dopiero cztery minuty przed końcem, gdy Januszewski podwyższył prowadzenie In Plusu.
Ostatnie słowo należało do gospodarzy - Zawadzki efektownym strzałem z rzutu wolnego ustalił wynik na 8:5.
Na zakończenie 13. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów dostaliśmy widowisko, które spokojnie można nazwać wizytówką ligi. Nawet chłodny, niedzielny wieczór nie był w stanie odebrać temu spotkaniu temperatury - na boisku było gorąco od pierwszego do ostatniego gwizdka. To był prawdziwy piłkarski rollercoaster.
Gladiatorzy, jako liderzy, od początku próbowali narzucić swoje warunki gry. Ich uporządkowany styl i taktyczna dyscyplina szybko przyniosły efekt - Michał Dryński otworzył wynik mocnym, zdecydowanym strzałem, nie dając szans Pawlakowi. Ale to był dopiero początek szalonej pierwszej połowy. Wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie - z 0:1 na 2:1, potem 2:4, by ostatecznie do przerwy było 4:4. Obie drużyny grały odważnie, bez kalkulacji, a każda akcja niosła realne zagrożenie. W ofensywie błyszczeli m.in. Kaszuba i Kielak, a tempo spotkania nie pozwalało nawet na chwilę oddechu. To była jedna z tych połówek, które pokazują szóstki w ich najbardziej efektownej odsłonie.
Druga część meczu nie zwolniła ani na moment, ale wyraźnie zaznaczyły się indywidualności. Na pierwszy plan wysunęła się trójka zawodników: Vlad Rakhmail, Maciej Grabicki i Michał Dryński - każdy z nich dołożył dublet i miał ogromny wpływ na losy spotkania. Szczególnie imponował Rakhmail, który dwukrotnie odpowiadał na trafienia Dryńskiego, utrzymując KSB w rytmie i napędzając kolejne ataki. Jego bramki były nie tylko efektowne, ale przede wszystkim kluczowe w kontekście przebiegu meczu. Decydujące momenty należały jednak do Grabickiego, który w końcu „odpalił” i w końcówce zadał dwa ciosy, przechylając szalę zwycięstwa na stronę KSB.
Ostatecznie KSB pokonało Gladiatorów 8:6, pokazując ogromny charakter i zespołową siłę. Po meczu trener KSB podsumował to krótko, ale wymownie: „KSB to Robin Hood Ekstraklasy - zabieramy bogatym, żeby oddać biednym”.
Dla Gladiatorów to z kolei sygnał ostrzegawczy - przewaga nad rywalami wciąż istnieje i wynosi 4 punkty nad drugim GWA, ale muszą grać ambitnie, aby jej nie stracić.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)