Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 9 Liga
Jak to mówią – każda passa kiedyś się kończy. Po pięciu zwycięstwach z rzędu piłkarze Legionu musieli w końcu uznać wyższość rywala. Tym razem zatrzymali ich rewelacyjni Dziki z Lasu II, którzy – mimo wcześniejszych wpadek – zagrali koncertowo i zgarnęli cenne trzy punkty.
Gospodarze, mając świadomość, że ich pozycja lidera nie jest już tak pewna, podeszli do meczu z dużą determinacją. I już w pierwszych minutach wysłali jasny sygnał – nie zamierzają się cofać. Jan Napiórkowski, po świetnym rajdzie i precyzyjnym strzale po długim rogu, otworzył wynik spotkania. Legion mógł wyrównać niemal natychmiast – lob Barabasha zatrzymał jednak Mateusz Okolus, który ofiarnie wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Legion grał cierpliwie, budując akcje powoli, licząc na techniczne błyski ofensywnych liderów. Mimo kilku prób, znakomicie między słupkami spisywał się Stanisław Dąbrowski. Tymczasem Dziki dołożyły drugiego gola – po wyrzucie z autu Makowskiego, świetnie ustawiony Oleszczuk oddał piłkę Napiórkowskiemu, który po raz drugi pokonał bramkarza gości.
W grze zaczęło iskrzyć – pojawiło się więcej fauli, a groźne rzuty wolne po obu stronach nie przyniosły jednak zmiany rezultatu. W końcówce pierwszej połowy ponownie błysnął Napiórkowski – przejął piłkę, ustawił ją sobie do strzału i kapitalnym uderzeniem zza pola karnego skompletował hat-tricka.
Tuż przed przerwą Legion był blisko premierowego gola – słupek po bombie Barabasha i świetna interwencja Dąbrowskiego po strzale Popova utrzymały wynik 3:0.
Po przerwie Legion mocno ruszył do odrabiania strat. Ich wysiłki zostały w końcu nagrodzone – po serii przebitek bramkę zdobył Ivan Popovych. Wydawało się, że to może być impuls do dalszego natarcia, ale świetnie zorganizowana defensywa Dzików z Okolusem i Napiórkowskim skutecznie neutralizowała kolejne ataki. Najaktywniejszym graczem gospodarzy po zmianie stron był Michał Makowski – regularnie wywalczał rzuty wolne i robił przewagę w bocznych sektorach, choć żadna z tych sytuacji nie zakończyła się golem. Za jeden z fauli na nim żółtą kartkę obejrzał Illia Kopyl.
Mimo naporu Legionu, do końca spotkania wynik już się nie zmienił. Próby Karabelshchyka i Polskyiego również nie przyniosły efektu. Dziki z Lasu II zagrały bardzo dojrzale – skutecznie, odpowiedzialnie w obronie i błyskotliwie w ataku. Dla nich to udane odkupienie po ostatnich niepowodzeniach. Legion, który marzy o podium, musi przełknąć gorycz porażki i jak najszybciej wrócić na właściwe tory.
W piętnastej kolejce byliśmy świadkami meczu o utrzymanie w dziewiątej dywizji Ligi Fanów. Oba zespoły – Górka Kazurka oraz Polska Górom – miały po czternastej serii gier po szesnaście punktów. Oznaczało to, że po pierwsze: mogliśmy spodziewać się bardzo wyrównanego spotkania – i rzeczywiście tak było. Po drugie: zwycięzca tego meczu jedną nogą stanie w bezpiecznej strefie dającej utrzymanie, spychając jednocześnie rywala w kierunku ligowej otchłani.
Przez pierwsze 20 minut nie oglądaliśmy bramek – rezultat długo utrzymywał się na poziomie 0:0. Właśnie wtedy, jako pierwsi do siatki trafili goście, a konkretnie Beniamin Korchut. Widocznie gospodarze potrzebowali takiego pstryczka na przebudzenie, bo już pięć minut później, po trafieniach Mogilnickiego i Majewskiego, odwrócili losy pierwszej połowy, którą zakończyli prowadzeniem 2:1.
A emocje w drugiej części? Ależ były! Do 40. minuty utrzymywał się wynik 2:1, aż w końcu Polska Górom dopięła swego – Guz doprowadził do wyrównania. Remis 2:2 utrzymywał się aż do 46. minuty. Wtedy jednak Górka Kazurka zadała dwa decydujące ciosy – w krótkim odstępie czasu zdobyła dwie bramki i ostatecznie wygrała 4:2. Tym samym teraz to goście muszą liczyć na potknięcia gospodarzy, a nie odwrotnie!
Mistrzowie chaosu? A cóż to za chaos, kiedy do przerwy spokojnie kontrolujesz sytuację, prowadząc 3:0, a w drugiej połowie dokładasz jeszcze pięć bramek, tracąc przy tym zaledwie jedną? To raczej mistrzostwo dyscypliny, koncentracji oraz… perfekcyjnego trafienia z formą w kluczowym momencie sezonu!
Warto przy tym zaznaczyć, że gospodarze przystępowali do tego spotkania po serii czterech porażek z rzędu. Obecnie, zajmując czwarte miejsce w tabeli, tracą do lidera osiem punktów. Nietrudno więc wyobrazić sobie, gdzie mogliby być, gdyby choć trzy z ostatnich czterech meczów zakończyli zwycięsko – zdobywając 9 z możliwych 12 punktów. W takim scenariuszu zapewne byliby dziś na szczycie tabeli. A tak? Pozostaje walka o ligowe podium, które wciąż nie jest pewne.
A jak sytuacja wygląda u naszych Bohaterów? Niestety, Heavyweight Heroes już przed tą kolejką byli w bardzo trudnym położeniu, z minimalnymi szansami na utrzymanie. Teraz sytuacja wydaje się przesądzona – chyba że wydarzy się coś niezwykłego, jak walkower rywali i strata punktu przez nich – HH spadają z dziewiątej dywizji Ligi Fanów piętro niżej. Nawet komplet 9 punktów, który teoretycznie mogą jeszcze zdobyć, raczej nic nie zmieni – strata do bezpiecznego miejsca wynosi bowiem aż dziesięć "oczek".
Faworytem meczu Skry z Warsaw Wilanów byli gospodarze, którzy wciąż liczą się w walce o awans. Z kolei drużyna z Wilanowa wyraźnie zawodziła w ostatnich tygodniach, a jej forma była daleka od oczekiwań. Problemy Skry zaczęły się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – do gry było gotowych zaledwie pięciu zawodników, przez co na boisko musiał wyjść sam menedżer zespołu, Karol Dworakowski. Wobec tego szanse Warsaw Wilanów niespodziewanie wzrosły – i szybko zostało to potwierdzone, bo goście jako pierwsi objęli prowadzenie.
Nie poszli jednak za ciosem, a Skra zdołała odpowiedzieć dwoma trafieniami. Spotkanie było bardzo wyrównane – obie drużyny prezentowały solidny poziom, a wyrównujący gol Wilanowa tylko potwierdził, że to będzie zacięty mecz. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, gospodarze przeprowadzili skuteczną kontrę i zeszli do szatni z prowadzeniem 3:2.
Obserwując, ile sił kosztowała Skrę ta pierwsza połowa, można było mieć wątpliwości, czy wytrzymają intensywność meczu do końca. Szybko okazało się, że scenariusz z opadnięciem z sił zaczął się realizować – goście błyskawicznie wyrównali, a następnie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Wydawało się, że Warsaw Wilanów ma już wszystko pod kontrolą i dowiezie zwycięstwo do końca.
Tymczasem Skra, mimo trudnych warunków i braku zmian, zerwała się do jeszcze jednego ataku. Najpierw stworzyli dwie bardzo groźne sytuacje, które jednak nie zakończyły się bramkami. Dopiero na pięć minut przed końcem udało się zdobyć gola kontaktowego. W końcówce gra całkowicie się otworzyła – piłka fruwała z jednego pola karnego pod drugie, a środek pola praktycznie przestał istnieć.
W ostatnich chwilach meczu Nikodem Marcinkowski zdobył wyrównującą bramkę i Skra rzutem na taśmę wyrwała jeden punkt. Dla Warsaw Wilanów to spotkanie mogło pozostawić ogromny niedosyt – remis w meczu, który był niemal wygrany, z pewnością nie zadowolił tej ekipy.
Ten mecz od początku owiany był aurą niepewności. Z jednej strony solidni Czasoumilacze – wicelider tabeli, rozgrywający bardzo dobrą rundę. Z drugiej Blokersi – drużyna zamykająca stawkę 9. ligi, ale już niejednokrotnie pokazali, że potrafią napsuć krwi faworytom. Wystarczy przypomnieć ich niespodziewane zwycięstwo nad Mistrzami Chaosu.
I rzeczywiście, pierwsza połowa zwiastowała kolejną sensację. Mimo że to Czasoumilacze prowadzili grę i częściej gościli na połowie przeciwnika, to do przerwy przegrywali 0:1. Gola dla gospodarzy zdobył Robert Afifi, który skutecznie wykończył akcję po asyście Łukasza Cieszyńskiego.
Po zmianie stron role się jednak odwróciły. Wicelider przebudził się z letargu i zaczął grać na miarę swojego potencjału. Blokersi, którzy w pierwszej połowie imponowali zaangażowaniem i dyscypliną, w drugiej części wyraźnie opadli z sił. Czasoumilacze konsekwentnie budowali przewagę, a kluczowym momentem meczu był gol Roberta Krzywkowskiego – piękne trafienie niemal spod własnej bramki po odbiorze i fantastycznym strzale, który zaskoczył bramkarza rywali.
Im dalej w mecz, tym bardziej Czasoumilacze dominowali. Ostatecznie wygrali 5:2, udowadniając, że potrafią wrócić do gry nawet po trudniejszym początku. Zainkasowane trzy punkty pozwalają im zachować kontakt z liderującymi Dzikami z Lasu II i wysyłają jasny sygnał: walka o tytuł rozstrzygnie się dopiero w ostatnich kolejkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)