Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 11 Liga
Starcie pomiędzy drużynami MWSP a Hiszpańskim Galeonem zapowiadał się niezwykle emocjonująco, ponieważ mierzyły się ze sobą ekipy zajmujące odpowiednio drugie i trzecie miejsce w tabeli.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście, którzy ruszyli do zdecydowanych ataków. Już w 5. minucie udokumentowali swoją przewagę – po precyzyjnym podaniu od Pręgowskiego, Sosnowski pewnym strzałem otworzył wynik spotkania. Chwilę później Hiszpański Galeon musiał jednak grać w osłabieniu po żółtej kartce dla Abramczyka. Mimo to nie przeszkodziło im to w powiększeniu prowadzenia – tym razem na listę strzelców wpisał się Rudyi, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym oponentów.
Po drugim straconym golu MWSP zaczęło grać odważniej, coraz częściej zagrażając bramce strzeżonej przez Pręgowskiego. Ich wysiłki przyniosły efekt tuż przed przerwą, kiedy po świetnym zagraniu Piechocińskiego, Wróblewski zdobył kontaktową bramkę.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli z jeszcze większym impetem. W 30. minucie Wrotniak doprowadził do wyrównania po akcji z Sołdaczukiem, a kilka minut później MWSP wyszło na prowadzenie 3:2, gdy Nowak sprytnie wykorzystał wrzut z autu. Radość nie trwała jednak długo – fatalny błąd w defensywie gospodarzy wykorzystał ponownie Rudyi, ustalając wynik meczu na 3:3.
W końcówce obie drużyny miały jeszcze swoje okazje, jednak żadnej nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie spotkanie zakończyło się sprawiedliwym podziałem punktów, który jednak pozostawił lekki niedosyt po obu stronach. To był prawdziwy mecz na szczycie – pełen emocji, walki i bramek, który potwierdził, że zarówno MWSP, jak i Hiszpański Galeon zasłużenie znajdują się w czołówce ligi.
W 11. lidze, podczas 6. kolejki, doszło do spotkania pomiędzy Legijną Ferajną a Piwo Po Meczu FC. Był to mecz, w którym gospodarze od pierwszych minut narzucili swoje tempo i styl gry, nie pozostawiając rywalom większych złudzeń co do końcowego wyniku. Już do przerwy Legijna Ferajna prowadziła 3:1, a w drugiej połowie całkowicie zdominowała przeciwnika, wygrywając ostatecznie 6:1.
Zespół gospodarzy zaprezentował imponującą mieszankę młodości i doświadczenia, która okazała się kluczem do sukcesu. Największe brawa należą się duetowi ojciec & syn czyli Robertowi oraz Oskarowi Kwapiszom. Senior, mimo upływu lat, wciąż imponuje instynktem strzeleckim i wyczuciem pola karnego, co udowodnił, zdobywając dwie bramki. Z kolei jego syn Oskar dołożył gola i asystę, pokazując, że talent i pasja do futbolu w tej rodzinie zdecydowanie przechodzą z pokolenia na pokolenie.
Świetny występ zaliczył również Daniel Ogórek, który dzięki swojej dynamice i pracowitości na skrzydle trzykrotnie obsłużył kolegów celnymi podaniami, notując trzy asysty. Jego ruchliwość i tempo stanowiły ogromny problem dla defensywy Piwo Po Meczu FC.
Goście próbowali odpowiadać, jednak na tle dobrze zorganizowanej i konsekwentnej Legijnej Ferajny byli praktycznie niewidoczni. Brakowało im pomysłu na rozegranie oraz sił, by skutecznie przeciwstawić się gospodarzom.
Dla Legijnej Ferajny było to zwycięstwo pewne, przekonujące i budujące morale przed kolejnymi spotkaniami – pokazali, że połączenie rutyny i młodej energii może być receptą na sukces.
Spotkanie Mistrzów Chaosu z FC Mocnym Narketem w pełni potwierdziło swoją rangę – starcie drużyn z dolnej części tabeli wcale nie oznaczało braku emocji. Wręcz przeciwnie – od pierwszych minut tempo i zaangażowanie stały na naprawdę wysokim poziomie. Goście rozpoczęli z przytupem, a powrót Dawida Brzezińskiego wyraźnie ożywił ofensywę Narketu. To właśnie on otworzył wynik spotkania, pokazując, że jego obecność potrafi zrobić różnicę.
Chwilę później na boisku zawrzało, bo doszło do niepotrzebnej przepychanki, która zakończyła się czerwoną kartką dla Bartosza Jaworskiego. Zawodnik Narketu ewidentnie zapomniał, że to mecz piłkarski, a nie pojedynek bokserski. Arbiter, próbując ostudzić emocje, pokazał też kilka żółtych kartek. Mistrzowie Chaosu szybko wykorzystali grę w przewadze – najpierw doprowadzili do remisu, a następnie objęli prowadzenie. Goście jednak nie zamierzali odpuszczać, a po znakomitym podaniu Rubena Nieścieruka do siatki trafił Bartosz Sitek, wyrównując stan meczu na 2:2. Do przerwy obie ekipy dołożyły jeszcze po jednym trafieniu i na tablicy wyników widniał wynik 3:3.
Po zmianie stron gospodarze wrócili na boisko z nową energią. Przejęli inicjatywę i dzięki dwóm szybkim bramkom wyszli na prowadzenie 5:3. Goście walczyli do końca – w końcówce Ruben Nieścieruk wykorzystał rzut karny, dając swojej drużynie nadzieję, jednak czasu na wyrównanie już zabrakło. Ostatecznie Mistrzowie Chaosu zwyciężyli 5:4, dopisując do swojego konta niezwykle cenne trzy punkty.
Dla Mocnego Narketu to kolejny mecz bez zdobyczy punktowej, a na domiar złego drużyna okupuje ostatnie, 166. miejsce w klasyfikacji fair play. Liczba kartek, którą uzbierali w tym sezonie, rzeczywiście robi wrażenie – niestety, nie takie, jakiego życzyliby sobie kibice i sami zawodnicy.
Starcie FC Warsaw Wilanów z FC Patetikos było pojedynkiem drużyn, które za wszelką cenę chciały przerwać passę dwóch porażek z rzędu – bo ta „sztuka” przydarzyła się ostatnio i jednym, i drugim. Po obiecującym początku rundy, zanim mniejszych lub większych kontuzji nabawiła się znaczna część kadry, FC Patetikos przechodził przez trudne chwile, czego przykładem był także ten mecz.
Już na starcie zawodnicy gości pozwolili rywalom na zbyt wiele we własnym polu karnym, czego owocem był gol Wdowińskiego po asyście Kowalskiego. Długo sytuacja ta nie ulegała zmianie – raz po raz Bordowych ratować musiał legendarny Stefan Necula, a po przeciwnej stronie swoją wysoką dyspozycję potwierdzał Maciej Dobrowolski. W meczu nie brakowało walki, choć przebiegał on w bardzo fair atmosferze.
Szansa dla gości pojawiła się w momencie, gdy kilka sekund po niewykorzystanej „setce” graczy z Wilanowa narodziła się kontra, którą nieumyślnym uderzeniem w rywala przerwał Dobrowolski, sprokurowując tym samym rzut karny. Z tego stałego fragmentu gry nie pomylił się Volodymyr Balandin i na przerwę piłkarze schodzili przy stanie 1:1.
Mimo spóźnionego przybycia Patryka Skibińskiego, którego ofensywne rajdy mocno gnębiły defensywę Wilanowa, FC Patetikos coraz bardziej odczuwało zmęczenie, a wobec braków kadrowych była to murowana recepta na niepowodzenie. W końcu stało się to, co musiało się stać – gospodarze wyszli na prowadzenie po golach Supłata i Kowalskiego. Podopieczni Huberta Kalkowskiego nie zamierzali jednak odpuszczać, czego efektem był wymuszony przez Tomasza Tomczyka samobój Dominika Pietruczuka.
Faul na skraju pola karnego okazał się dla Patetikos bardziej kosztowny, niż można się było spodziewać – z rzutu wolnego drogę do siatki znalazł ponownie Karol Kowalski, który zaliczył kolejny wybitny występ. „Dzieła zniszczenia” dopełnił Kuba Świtalski, ustalając rezultat na 5:2.
Dzięki temu komplet punktów pojechał do Wilanowa, a zespół z tej części Warszawy wrócił na zajmowane niedawno podium. Miejmy nadzieję, że Patetikos w porę uporają się z problemami zdrowotnymi swoich zawodników, bo widmo strefy spadkowej coraz śmielej zagląda im w oczy, czego na starcie sezonu z pewnością nikt się nie spodziewał.
W 11. lidze doszło do niezwykle emocjonującego spotkania pomiędzy CWKS Ferajną Warszawa a AC Choszczówką. Oba zespoły od początku postawiły na ofensywny futbol, co szybko przełożyło się na grad bramek. Już pierwsza połowa obfitowała w dynamiczne akcje, ostre pojedynki i wysokie tempo gry. Goście z Choszczówki grali skutecznie i z pomysłem, dzięki czemu schodzili na przerwę z prowadzeniem 2:4.
Po zmianie stron mecz stał się jeszcze bardziej otwarty. Ferajna, napędzana dopingiem i chęcią odrobienia strat, zaczęła śmielej atakować, jednak kosztem większego ryzyka w defensywie. AC Choszczówka zachowała chłodną głowę, choć momentami widać było lekkie rozluźnienie, które pozwoliło gospodarzom zmniejszyć różnicę. Ostatecznie jednak to goście dowieźli zwycięstwo, triumfując 6:7 po prawdziwym bramkowym thrillerze.
Na wyróżnienie w zespole zwycięzców zasługuje przede wszystkim Michał Kochanowski, który rozdał trzy asysty, imponując wizją gry i precyzją podań. Olek Śpiewak i Piotr Górecki również odegrali kluczowe role, zdobywając po dwie bramki każdy – to oni stanowili motor napędowy ofensywy Choszczówki. Warto też wspomnieć o Szymonie Salacie, bramkarzu gości, który mimo sześciu straconych goli kilkukrotnie ratował swój zespół świetnymi interwencjami.
W drużynie CWKS Ferajna dobrze zaprezentował się Dominik Turos, doświadczony pomocnik, który zdobył gola i zaliczył dwie asysty, napędzając większość akcji ofensywnych gospodarzy. Kacper Waz również pozostawił po sobie świetne wrażenie – jego dwa gole i asysta pozwoliły Ferajnie do końca wierzyć w odwrócenie losów meczu.
Spotkanie mogło się podobać. Było dynamiczne, pełne emocji i pięknych akcji, a o wyniku przesądziła większa skuteczność i chłodna głowa Choszczówki w kluczowych momentach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)