Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 11 Liga
Rywalizację w 11 lidze zaczęli od spotkania MWSP z Hiszpańskim Galeonem. Obie ekipy przystępowały do tego meczu bez paru ważnych dla zespołu zawodników, co zapewne miało wpływ na ich dyspozycję na boisku. Między słupkami Galeonu z powodu absencji Artura Pręgowskiego musiał stanąć Magnus Michalski i choć nie jest od etatowym bramkarzem, radził sobie całkiem dobrze. Co prawda rywale także nie sprawili, że miał pełne ręce roboty, ale przez bardzo długi czas wykonywał swoje obowiązki bez zarzutu. Na pierwszą bramkę musieliśmy czekać aż do 9 minuty, wtedy to świetnym podaniem popisał się Patryk Makowski, a Ivan Rudnyi dał prowadzenie Galeonowi. Goście lekko przeważali, tworzyli większe zagrożenie pod bramką rywala, ale na kolejnego gola musieliśmy czekać kolejne 10 minut – wtedy to samobója zaliczył Jakub Soładaczuk. Wydawało się, że w pierwszej części Hiszpańskiemu Galeonowi nic już nie grozi jednak rzutem na taśmę MWSP zdobyło gola do szatni, a na listę strzelców wpisał się… bramkarz. Druga połowa z przebiegu była bardzo podobna do pierwszej. Obie ekipy były cierpliwe, długo przygotowywały swoje akcje, a jako że wynik był na styku, nikt nie chciał iść na mocną wymianę ciosów. Dobrze zorganizowana gra obronna sprawiła, że klarownych sytuacji nie było zbyt wiele, stąd też przez wiele minut wynik się nie zmieniał. W końcu jednak błąd Jakuba Szczypiorskiego doprowadził do podyktowania rzutu karnego, który został wykorzystany przez Bartka Górczyńskiego i mieliśmy remis 2:2. Kluczowa okazała się końcówka tego spotkania – dwie straty piłki tuż przed polem karnym Galeonu ( niemal w tym samym miejscu!) spowodowały, że MWSP wyszedł na prowadzenie 4:2 i bramka Krzyśka Małażewskiego na 4:3 jedynie zmniejszyła rozmiar porażki. W tym meczu liczyło się to, kto popełni mniej błędów i niestety dla Hiszpańskiego Galeonu, to goście popełnili ich więcej. Z przebiegu meczu remis nie wydawałby się krzywdzącym wynikiem dla żadnej ze stron, natomiast trzeba oddać MWSP, że w tym spotkaniu potrafili wykorzystać w pełni nadarzające się okazje, dzięki czemu awansowali na drugie miejsce w tabeli.
Ciekawie zapowiadał się mecze FC Warsaw Wilanów z FC Patetikos. Na papierze zdecydowanym faworytem byli gospodarze, jednak mieliśmy w pamięci to jak duży potencjał ma ekipa Patetikos i że słabsze wyniki z jesieni nie do końca są miarodajne. Szczególnie, że po dłuższej nieobecności do składu gości po kontuzji powrócił Paweł Jasztel, zawodnik, który niejednokrotnie potrafił zrobić na boisku różnicę. Choć dobrze znamy potencjał ofensywny obu zespołów, to na pierwszą bramkę w tym meczu musieliśmy czekać aż do 15 minuty! Wtedy to worek z bramkami na dobre się rozwiązał i w ciągu 5 minut aż czterokrotnie bramkarze musieli wyciągać piłkę z siatki, solidarnie po dwa razy, bowiem co Patetikos obejmowało prowadzenie, to Warsaw Wilanów doprowadzało do wyrównania i po pierwszej połowie mieliśmy wynik 2:2. Po zmianie stron gospodarze wyprowadzili dwa szybkie ciosy i objęli prowadzenie 4:2. Gra Patetikos nieco siadła, goście mogli zwątpić, czy uda się w tym meczu osiągnąć korzystny rezultat, ale z każdą kolejną minutą odzyskiwali rezon i zaczęli przejmować inicjatywę. To co jednak zawodziło w tamtym momencie to skuteczność, bowiem zupełnie nie mogli się wstrzelić w bramkę Warsaw Wilanów, albo pewnie bronił Maciej Dobrowolski. Kluczowa okazała się końcówka tego spotkania. Najpierw strzelecki impas przełamał Łukasz Wileński, potem w ekwilibrystyczny sposób bramkę zdobył Tomasz Tomczyk, a dzieła dopełnił nie kto inny jak Paweł Jasztel i koniec końców to FC Patetikos zgarnęło jakże cenne 3 punkty pokonując rywala 4:5. Gracze Warsaw Wilanów mogli mieć po tym spotkaniu spory niedosyt, w końcu zwycięstwo mieli na wyciągnięcie ręki, ale chyba zmęczenie (posiadali jedynie jedną osobę na zmianę) dało o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie i nie udało się dowieźć tego prowadzenia do końca. Patetikos potwierdziło natomiast, że w tej rundzie może jeszcze sporo namieszać i może być czarnym koniem 11 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)