Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 15 Liga
Chyba nikt nie spodziewał się, że problemy kadrowe kiedykolwiek dotkną A.D.S. Scorpion’s – a już na pewno nie oba ich składy jednocześnie, i to do tego stopnia, że nie udało się skompletować pełnej szóstki na mecz. Z tej sytuacji skorzystać musiał FC Mocny Narket, który ostrzył sobie zęby na fotel lidera 15. Ligi – i trzeba przyznać, że nie bezpodstawnie.
Zmuszeni rozpocząć mecz „czwórką” w polu zawodnicy Skorpionów musieli zmodyfikować swoje założenia taktyczne i skupić się głównie na obronie, próbując jak najdłużej powstrzymać rywali przed szybkim otwarciem wyniku. Niestety, już w 1. minucie Radosław Przybyłek musiał wyciągać piłkę z siatki – po strzale Rubena Nieścieruka piłka nabrała nieprzewidywalnej trajektorii, a Przybyłek odbił ją wprost pod nogi Bartosza Sitka, który bez problemu dopełnił formalności. Pięć minut później problemy gospodarzy z wybiciem piłki znów zostały wykorzystane – Sitek tym razem wyłożył futbolówkę Filipowi Śliwińskiemu, który podwyższył na 0:2.
Widząc, że sytuacja nie wygląda najlepiej, trener Artur Kałuski postanowił sięgnąć po nietuzinkowe rozwiązanie – sam założył koszulkę z numerem 14 i wszedł na boisko, wyrównując liczebność po obu stronach oraz pokazując kilka technicznych sztuczek. Dzięki temu zawodnicy w zielonych koszulkach przestali ograniczać się do desperackich strzałów z dystansu i zaczęli kreować bardziej przemyślane akcje. Niestety brak zmienników i zmęczenie dawały się im mocno we znaki, podczas gdy po stronie rywali świeżo wprowadzeni zmiennicy przesądzili o dalszych losach meczu – dublet zaliczył Adam Stolarski, a asystą popisał się Jakub Dąbek. Wejście spóźnionego Debala Bose poprawiło sytuację Skorpionów, którzy grając już w komplecie zdołali zmniejszyć straty na 1:4 po akcji duetu Vinarski – Yanyshyn. Chwilę przed przerwą Sitka skompletował jednak dublet, wykorzystując podanie Nikodema Mazurka i do przerwy było 1:5.
Po zmianie stron Skorpiony, zmotywowane przez trenera, wyszły z nową energią i mimo niekorzystnego wyniku starały się pokazać z jak najlepszej strony. Swoje pięć minut miał Piotr Fortuna, który po wyrzucie z autu Vinarskiego pięknie złożył się do strzału z powietrza, trafiając w okienko. Gospodarze zaczęli grać coraz składniej i zapewne stworzyliby kolejne sytuacje, gdyby nie niepotrzebne przepychanki i utarczki słowne – Dawid Brzeziński i Oleg Vinarski obejrzeli za to po żółtej kartce. W dalszej części meczu obie ekipy wyraźnie zwolniły, zmęczenie zaczęło być coraz bardziej widoczne, a gra stała się mniej intensywna. Nie obyło się jednak bez błędów – jeden z nich wykorzystał Jakub Dąbek, który po przechwycie niecelnego podania obrońcy ustalił wynik na 2:6. W końcówce pomylili się także zawodnicy Narketu – Ruben Nieścieruk wyszedł z bramki, by wspomóc rozgrywanie, ale czujny Fortuna wyłuskał mu piłkę spod nóg i ustalił końcowy rezultat na 3:6.
Szkoda, że od początku nie mogliśmy oglądać pełnego składu Skorpionów – z pewnością mecz byłby bardziej wyrównany, a Mocny Narket musiałby się znacznie bardziej napracować, by sięgnąć po komplet punktów.
Obie drużyny stanęły przed trudnym wyzwaniem – rozegraniem dwóch meczów jednego dnia. Oznaczało to, że musieli rozłożyć siły nie na standardowe 50, ale aż na 100 minut gry. Początek spotkania z Karabakhem w wykonaniu Elitarnych był dość zachowawczy. Choć rywal piłkarsko nie dominował nad gospodarzami, mieliśmy wrażenie, że Elitarni niepotrzebnie oddali inicjatywę, co szybko skończyło się prowadzeniem Azerów 0:2.
Ekipa z Gocławia musiała więc gonić wynik, co zmusiło ich do większego niż zakładanego wysiłku. Jednak gdy ruszyli odważniej na rywala, zaczęło to przynosić efekty – jeszcze przed przerwą udało im się zdobyć bramkę kontaktową. Druga część meczu była już zdecydowanie lepsza w wykonaniu Elitarnych. Najpierw z rzutu karnego wyrównał Marcin Bielski, a chwilę później Wojciech Sekulak wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 3:2. Karabakh odpowiedział trafieniem Maarifa Musayeva, ale na więcej tego dnia Azerów już nie było stać. Kluczowym momentem meczu była kapitalna bramka Marcina Głębockiego, który przelobował bramkarza rywali strzałem z własnej połowy! Elitarni nie zwalniali tempa – Marcin Bielski najpierw wykorzystał drugi w tym meczu rzut karny, a następnie ustalił wynik na 6:3.
Choć początek należał do Karabakhu, z czasem Elitarni przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i zasłużenie zwyciężyli w tym ponownie rozgrywanym meczu. Dzięki tej wygranej gospodarze mogli podejść do kolejnego starcia z Santiago Remberteu z zupełnie innej pozycji – ze zdecydowanie większą pewnością siebie.
W meczu dwóch drużyn z końca tabeli – Warsaw Pistons i KS Partyzant Włochy – trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Oba zespoły miały na koncie po 4 punkty i pilnie potrzebowały przełamania. Spotkanie jednak szybko obrało nieoczekiwany kierunek.
Początek przyniósł sporo emocji. Partyzant zaczął bardzo obiecująco – po składnej akcji Olek Markowski obsłużył Krystiana Chmielowca, który pewnym strzałem otworzył wynik. Gospodarze zdołali wyrównać, ale goście odpowiedzieli szybko, wychodząc na prowadzenie 1:2. Od tego momentu na boisku dominowała już tylko jedna drużyna. Pistons urządzili prawdziwy ofensywny koncert – grali szybko, z polotem i imponującą skutecznością. Do przerwy prowadzili już 10:2, a ich przewaga nie podlegała żadnej dyskusji. Szczególnie wyróżniał się Robert Górecki, który zaliczył fenomenalny występ – czterokrotnie wpisał się na listę strzelców i dołożył trzy asysty. Wysoką formę potwierdził również Kacper Romanowski, lider zespołu, który napędzał praktycznie każdą akcję.
Warto wspomnieć też o nietuzinkowym występie bramkarza gości – Piotrka Arendta. Choć popełnił kilka poważnych błędów, które bezpośrednio przełożyły się na trzy bramki dla Pistonsów, to jednocześnie popisał się efektownym rajdem przez całe boisko. W jednej chwili przypominał Lorisa Kariusa w polu karnym, by za moment wcielić się w Leo Messiego, mijając przeciwników z ogromną swobodą.
Po przerwie gospodarze nie zwolnili tempa. Ich przewaga rosła z każdą minutą, a Partyzant nie potrafił znaleźć sposobu, by zatrzymać rywali. Ostatecznie Warsaw Pistons triumfowali aż 19:5, notując swoje najwyższe zwycięstwo w sezonie i pokazując zupełnie nowe oblicze.
Gospodarze wzięli srogi rewanż za porażkę z jesieni. FC Babice od pierwszej do ostatniej minuty dominowały na boisku, nieustannie punktując rywali. W znakomitej formie byli Nikodem Milewski, Jakub Dymitruk oraz Maciek Radoń, którzy cały czas zagrażali bramce przeciwnika.
Przy stanie 4:0 gospodarze na moment odpuścili, co wykorzystał Tural Mamadli, zdobywając dwa szybkie gole. Było to tym bardziej imponujące, że potrzebował zaledwie minuty na skompletowanie obu trafień – najpierw sprytnie uderzył między nogami Jakuba Kołodziejka, a chwilę później sfinalizował kontratak, strzelając precyzyjnie przy długim słupku. Wynik 4:2 zapowiadał emocje do końca, ale tym razem był to jedynie złudny sygnał nadziei. FC Babice były wypoczęte, podczas gdy po zawodnikach Karabakhu Azerbejzan wyraźnie widać było zmęczenie po wcześniejszym meczu z Elitarnymi Gocław.
Do przerwy gospodarze prowadzili już 5:2, a Alessandro Ghizzi żartobliwie motywował kolegów, by celowali w 15 bramek.
Ostatecznie, mimo nieustających ataków, planu zdobycia piętnastu goli nie udało się zrealizować – licznik zatrzymał się na 13. Goście byli już bezradni w ofensywie, a honorowe trafienie w drugiej połowie zdobył Elgun Alakbarov. FC Babice zwyciężyły aż 13:3, kontynuując pogoń za strefą medalową. Mimo fantastycznej rundy rewanżowej i kompletu punktów na wiosnę, muszą jednak liczyć na odrobinę szczęścia – na trzy kolejki przed końcem mają cztery punkty straty do podium. Jednak koordynatorzy Ligi Fanów wiedzą, że nie takie historie już się zdarzały. Azerowie natomiast stracili szanse na miejsce premiowane grą w Pucharze Ligi Fanów i w ostatnich kolejkach będą walczyć już tylko o honor.
Santiago Remberteu i Elitarni Gocław w meczu na szczycie walczyli nie tylko o trzy punkty, ale i o złote medale tego sezonu. Gospodarze wreszcie mogli liczyć na obecność swoich kluczowych zawodników, co miało być gwarancją sukcesu w starciu z mocnym rywalem. Goście z kolei mieli już w nogach 50 minut gry – wcześniej rozegrali mecz z Karabakhem, co mogło wpłynąć na ich świeżość.
Od pierwszych minut lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy szybko objęli prowadzenie. Michał Syrnyk najpierw otworzył wynik, a chwilę później dorzucił drugie trafienie, sprawiając sporo problemów defensywie rywali. Elitarni próbowali odpowiedzieć, ale ich ataki były chaotyczne i brakowało skuteczności w kluczowych momentach. Do przerwy wynik 2:0 dla Santiago utrzymał się bez zmian.
Po zmianie stron gospodarze szybko mogli podwyższyć prowadzenie. W polu karnym faulowany został zawodnik Santiago, a choć bramkarz Marcin Głębocki zarzekał się, że nie dotknął rywala, sędzia był nieugięty i wskazał na wapno. Do piłki podszedł niezawodny Michał Syrnyk i pewnym strzałem skompletował hat-tricka. Elitarni nie spuścili głów i walczyli zawzięcie o odrobienie strat. Po składnej akcji Wojtek Sekulak zdobył gola kontaktowego, dając swojej drużynie nadzieję. Goście rzucili się do ataków, ale nadziali się na kontrę – i znów Michał Syrnyk stanął na wysokości zadania, notując czwarte trafienie tego dnia. W końcówce Elitarni zdołali jeszcze zmniejszyć straty, zdobywając bramkę na 4:2, ale na więcej nie starczyło już czasu.
Santiago Remberteu po tej wygranej plasuje się na pierwszym miejscu i ma realne szanse na mistrzostwo. Elitarni wciąż marzą o medalach i ten cel nadal pozostaje w ich zasięgu.







)
)
)
)
)
)
)
)