Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 7 Liga
Nie prowadziliśmy nigdy oficjalnego pomiaru najszybciej strzelonej bramki w Lidze Fanów, ale jest spora szansa, że takowa padła w starciu ADP Wolskiej Ferajny z Q-Ice Warszawa. Od pierwszego gwizdka sędziego minęło zaledwie siedem sekund, a po piłkę z bramki już musiał sięgać golkiper gospodarzy. Strzelcem był Vlad Yarmoliuk, o którym w tym meczuprzeczytacie jeszcze wiele razy.
Trzeba przyznać, że pierwsze kilka minut zostało przespanych przez gospodarzy, gdyż już po kolejnych 3 minutach z gola cieszył się Maks Blinskiy, a asystę przy trafieniu na 0:2 zanotował jeden z weteranów ekipy gości, Edvard Vakhidov. Jak to zwykle bywa w meczach ADP, w ich szeregach nieco podniosło się ciśnienie, jednak tym razem przyniosło efekt czysto sportowy, a my mogliśmy oglądać świetne widowisko do końca pierwszej połowy. Zaczęło się od gola kontaktowego autorstwa Kacpra Jankowskiego, który po dokładnym dograniu Damiana Gałeckiego nie dał szans bramkarzowi przeciwników.
Goli kontaktowych w pierwszej odsłonie było jeszcze kilka, gdyż obie ekipy wymieniały się sportowymi ciosami. Dość powiedzieć, że wynik zmieniał się następująco: 1:3, 2:3, 2:4, 3:4, 3:5, 4:5. W tym czasie w zespole gospodarzy świetnym zmysłem popisywał się Przemek Fudała, który zanotował „srebrnego” hattricka w postaci trzech asyst. Po drugiej stronie boiska na wyróżnienie na pewno zasługiwał Vlad Yarmoliuk, którego wszechstronność i obecność po obu stronach placu gry wnosiła bardzo dużo do zespołu.
Pierwsza połowa zakończona skromnym prowadzeniem gości zwiastowała ciekawe starcie po zmianie stron i nie zawiedliśmy się. W drugiej odsłonie nadal oglądaliśmy cios za cios, jednak w końcówce spotkania goście zdołali zdominować wydarzenia na murawie i ostatecznie odskoczyli na trzy bramki do stanu 5:8. Co prawda ADP zdołało jeszcze skrócić nieco dystans do stanu 6:8 po golu Kamila Gałeckiego, ale ostatnie słowo należało jednak do Maksa Blinskiego, którego trafienie ustaliło wynik na 6:9.
Świetny mecz, dzielna pogoń za wynikiem ekipy z Woli, ale zachowanie zimnej krwi okazało się kluczem do zasłużonego zwycięstwa drużyny Q-Ice Warszawa.
Spotkanie drużyn z dolnej części tabeli 7. ligi pomiędzy KK Wataha Warszawa a Sante mieliśmy okazję oglądać w ten weekend na boiskach AWF. Drużyny te rywalizowały między sobą po raz pierwszy w tym sezonie z uwagi na zmianę ligi przez Sante, stąd nie wiedzieliśmy zupełnie, czego spodziewać się po tym pojedynku. A już na pewno nikt z nas nie przypuszczał, że okaże się ono tak jednostronne.
Pierwsza połowa to pewne prowadzenie 6:2 przez drużynę gospodarzy. W tej części najmocniej błyszczała gwiazda Surackiego, który może się pochwalić tzw. klasycznym hat-trickiem! Pierwsze trafienie to doskonałe przejęcie piłki pod bramką rywala przy błędzie obrońcy Sante i pewna egzekucja. Drugie to soczysty strzał zza pola karnego po długim słupku. Nawet sędzia złapał się za głowę po tym, jak piłka ugrzęzła w siatce – prawdziwa bomba! Trzecie podkreśla tylko, jakim wybitnym myśliwym w tym meczu był Dominik, który świetnie obsłużony przez swojego kolegę z rzutu rożnego pewnie po ziemi wpakował piłkę do siatki konkurentów.
Druga połowa zasadniczo dużo nie różniła się od pierwszej. Wataha dalej kontrolowała przebieg meczu, dokładając trafienia, i to aż w liczbie ośmiu! Na szczególną uwagę, jeśli chodzi o drugą połowę, zasługuje postać Huberta Korzeniowskiego, autora 4 goli w tej odsłonie meczu. Rozstrzelał nam się ten zawodnik – lewa czy prawa noga to dla niego żadna różnica – co strzelał, to praktycznie wpadało do bramki.
Bardzo wysoki wynik końcowy jest nagrodą za ogromną pracę, jaką wykonali w tym meczu zawodnicy Watahy, i za to należą im się brawa. Natomiast drużynie Sante pozostaje tylko życzyć punktów w kolejnych starciach.
W meczu FC Dnipro United przeciwko Rodzinie Soprano emocje były nieco stonowane, w porównaniu do zwykle dynamicznych starć tych drużyn. Mimo to, goście pod wodzą Aleksandra Grabowskiego przeważali przez większość meczu. Soprano szybko objęli prowadzenie, a pierwsza bramka padła już w 1. minucie. Wszystko za sprawą Grzegorza Bogdańskiego, który w tym meczu pełnił rolę reżysera, doskonale rozprowadzał piłkę i często angażował się w akcje ofensywne. To jego dobra postawa doprowadziła do tej i kolejnej bramki w 10. minucie, kiedy Krzysztof Kulibski po jego podaniu dołożył swoją cegiełkę, zwiększając prowadzenie gości na 2:0. Dnipro United próbowało się przebudzić, ale już na początku było widać, że muszą szybko przejąć kontrolę, by nie dać się rozpędzić Sopranistom. Gol kontaktowy pojawił się dopiero w 17. minucie, kiedy Oleksandr Tovchyha dał nadzieję swojej drużynie, strzelając bramkę. Mimo tej reakcji, pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:2. Po przerwie, Soprano ponownie ruszyli do ataku, a Dnipro United zostało ukarane czerwoną kartką, co znacznie utrudniło im zadanie. Mimo trudnej sytuacji, Oleksandr Tovchyha trafił ponownie, zmniejszając straty do jednej bramki. Jednak w odpowiedzi, w zespole gości pojawiło się dwóch nowych zawodników, Alistar Salamomela oraz jego kolega z RPA. Mimo spóźnienia i nieobecności w pierwszej połowie, Alistar w końcówce zdobył gola, a jego kolega z drużyny również dołożył swoje trafienie. Dzięki tej współpracy, Rodzina Soprano przypieczętowała swoje zwycięstwo 5:2.
Ten nowy duet może stanowić ogromne wzmocnienie dla drużyny Soprano. Alistar, będący zawodnikiem piątej ligi z boisk 11-osobowych, na pewno wniesie solidny poziom do tego zespołu, co może okazać się kluczowe w nadchodzących meczach.
Od mocnej wymiany ciosów rozpoczęło się spotkanie Shot DJ z Kresowią Warszawa. Już w jednej z pierwszych akcji meczu Kresowia, za sprawą Antona Dubovicha, objęła prowadzenie po pewnie wykonanym rzucie karnym. Gospodarze jednak błyskawicznie odpowiedzieli i już po niespełna minucie doprowadzili do wyrównania. Shot DJ nie zwalniał tempa, a kilka minut później wyszedł na prowadzenie po bardzo ładnym zagraniu Jeremiego Szymańskiego do Filipa Olaka.
Po nieco spokojniejszym fragmencie gry do ataków ruszyła Kresowia, ale ich ofensywne próby często kończyły się na świetnie dysponowanym tego dnia bramkarzu Shot DJ – Elie Rosińskim. Gościom udało się w końcu doprowadzić do remisu, jednak końcówka pierwszej połowy należała do gospodarzy, którzy zdobyli dwa kolejne gole i schodzili na przerwę z prowadzeniem 4:2.
Druga połowa była już zdecydowanie bardziej jednostronna. Częste i dynamiczne ataki Jeremiego Szymańskiego i spółki przynosiły efekty w postaci bramek lub przynajmniej groźnych sytuacji. Trzeba przyznać, że Kresowia również miała swoje okazje, ale po raz kolejny kluczową postacią okazał się Elie Rosiński – był górą w większości pojedynków z napastnikami gości, a dwie z trzech straconych bramek padły po rzutach karnych, które jak wiemy, trudno obronić.
Lider 7. ligi wygrał to spotkanie pewnie 7:3 i umocnił się na szczycie tabeli. Z kolei Kresowia, mimo porażki, może patrzeć w przyszłość z optymizmem – szczególnie biorąc pod uwagę fragmenty dobrej gry w pierwszej połowie. Jeśli utrzymają taką dyspozycję, jeszcze niejedno spotkanie w tym sezonie padnie ich łupem.
Cóż to było za starcie! W poprzednią niedzielę byliśmy świadkami emocjonującego pojedynku pomiędzy Saską Kępą a FC Melange – rywalizacji, która była niezwykle wyrównana i pełna emocji. Obie drużyny miały wiele okazji, by wpisać się na listę strzelców, ale ostatecznie to właśnie skuteczność okazała się kluczem do zwycięstwa.
Spotkanie rozpoczął Marciniak, który dał prowadzenie ekipie gości. Gospodarze jednak nie pozostali dłużni – pięknym uderzeniem zza pola karnego popisał się Łukasz Kryczka. Piłka po jego strzale wylądowała przy dalszym słupku – istna torpeda! Finalnie, po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 2:1 dla FC Melange.
W drugiej części meczu gospodarze starali się zrealizować swój plan, ale nie przewidzieli jednego – show w wykonaniu Marcina Godlewskiego. Legenda Ligi Fanów, zawodnik, którego nazwisko zna co druga drużyna w naszych rozgrywkach, wziął ciężar gry na swoje barki i... praktycznie w pojedynkę rozstrzygnął losy spotkania! Cztery trafienia – każde inne, każde wyjątkowe. Strzał z dystansu, wykończenie z bliska, gol głową, czy precyzyjne uderzenie z prawej nogi – Marcin pokazał pełen wachlarz umiejętności.
Choć Kryczka i Mariusz Zgórzak robili co mogli, by odrobić straty, czas nie był sprzymierzeńcem gospodarzy. FC Melange wygrywa to spotkanie, zgarniając cenne trzy punkty, a Marcin Godlewski opuszcza boisko z tytułem MVP. Saskiej Kępie pozostaje uznać wyższość rywala i powalczyć o punkty w następnych meczach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)