Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 5 Liga
Niedzielny poranek na Arenie AWF rozpoczął się mocnym akcentem! Punktualnie o 8:00 na boisko wybiegły ekipy Bartolini Pasta i GLK, by zmierzyć się w starciu 5. ligi. Na papierze faworytem byli wyżej notowani zawodnicy GLK, zajmujący świetne 3. miejsce w tabeli, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała oczekiwania.
Od pierwszego gwizdka to Bartolini Pasta przejęło inicjatywę. Grali żwawo, dynamicznie i – co najważniejsze – skutecznie. Już w 3. minucie do siatki trafił Arkadiusz Kamiński, dając jasny sygnał, że Pasta tego dnia zamierza grać o pełną pulę. Faworyci zostali zepchnięci do defensywy i mieli spore problemy z konstruowaniem akcji.
W 17. minucie na tablicy wyników widniało już zaskakujące 4:0! Tempo meczu było naprawdę wysokie. GLK odpowiedziało w końcu trafieniem Sebastiana Dominiaka – jednego z nielicznych jasnych punktów w ich szeregach. W 24. minucie ten sam zawodnik po efektownym rajdzie przez pole karne dał swojej drużynie cień nadziei, zmniejszając stratę do dwóch bramek.
Ale Pasta nie zamierzała oddać pola. Chwilę później Mateusz Brożek, który był bez wątpienia najlepszym strzelcem w swojej drużynie tego dnia, odpowiedział kolejnym golem, wybijając rywalom z głowy myśli o remisie. Na domiar złego dla GLK, Sławek Farion obejrzał żółtą kartkę, osłabiając swój zespół na trzy minuty.
Obie drużyny grały z ogromnym zaangażowaniem, ale to Bartolini Pasta wyszła z tej wymiany ciosów zwycięsko. Spotkanie zakończyło się wynikiem 8:4, a Pasta nie tylko zgarnia komplet punktów, ale też odrabia straty do siódmego Georgian Team, włączając się na nowo do gry o wyższe lokaty. GLK natomiast musi szybko wyciągnąć wnioski, jeśli nie chce wypaść z podium.
Starcie Georgian Team z Tonie Majami zapowiadało się jako konfrontacja dwóch zupełnie różnych stylów gry. Gruzińska ekipa, mimo bardziej zaawansowanego wieku, wciąż imponuje techniką i piłkarskim kunsztem. Ich piętą achillesową niezmiennie pozostaje jednak kondycja i tempo – cechy, które są znakiem rozpoznawczym ich rywali. Miami to zespół szybki, wybiegany, z dobrze poukładaną grą i nieprzypadkowo lider rozgrywek.
Od pierwszego gwizdka mecz toczył się w intensywnym tempie. Wynik otworzył Kajetan Lipiński, a chwilę później prawdziwy koncert rozpoczął Filip Motczyński – zdobywca hat-tricka już w pierwszej połowie. Gospodarze byli bezradni wobec ataków lidera, a na domiar złego fenomenalne zawody rozgrywał Szymon Świercz między słupkami Majami, skutecznie zamykając dostęp do bramki. Do przerwy było 5:1 dla gości.
Druga odsłona rozpoczęła się nieco lepiej dla Georgian Team. Dwa szybkie gole pozwoliły zbliżyć się do rywali i dały nadzieję na niespodziankę. Jednak faworyci szybko opanowali sytuację – Łukasz Świercz dwukrotnie trafił do siatki, odbierając gospodarzom resztki złudzeń.
Ostatecznie mecz należał do „klanu” Świerczów – Szymona, Michała i Łukasza – którzy odegrali kluczowe role w efektownym zwycięstwie. Tonie Majami umacnia się na pozycji lidera, a ich forma zwiastuje emocjonujące starcie z wiceliderem w nadchodzącej kolejce.
O tym, że Hetman FC znajduje się tej wiosny w wybitnej formie, wiedzą już niemal wszyscy. Ale tak efektowne rozgromienie rywala, który aspiruje przecież do miejsca w Top 5, przypomniało wszystkim, jak potężny potencjał drzemie w zespole Daniela Władka. A.D.S. Scorpion’s przystąpili do spotkania mocno osłabieni – bez kilku kluczowych ogniw, w tym bramkarza z prawdziwego zdarzenia, co już od pierwszych minut miało ogromne znaczenie.
Strzelanie rozpoczął Damian Kucharczyk – precyzyjnym uderzeniem lewą nogą otworzył wynik w czwartej minucie. Następnie mogliśmy z nutką nostalgii podziwiać akcje Kucharczyka i Zielińskiego – duet znany z czasów gry w Crimson Boys pokazał pełnię chemii na boisku. Do ósmej minuty było już 0:4, a festiwal bramek nabierał rozpędu. Oskar Kalicki, który tego dnia był w wyjątkowej dyspozycji, zdobył trzy bramki w zaledwie trzy minuty, popisując się m.in. efektownym trafieniem piętą po podaniu Kucharczyka. Po zagraniu ręką w polu karnym przez Adama Wojciechowskiego, sędzia wskazał na "wapno", a rzut karny pewnie wykorzystał Kucharczyk. Dopiero przy stanie 0:8 gospodarze przypomnieli o sobie – Sebastian Zwierzchowski dobił strzał Eshuna z rzutu wolnego. Skorpiony miały też kilka lepszych momentów: groźny strzał Faryniarza, dobre okazje Świeczki i Eshuna, a także gol Wojciechowskiego na 2:9. Przed przerwą Hetman zdążył jeszcze podwyższyć na 10:2 po trafieniach Kucharczyka i Kiblera.
Druga połowa to kolejne popisy ofensywy Hetmana. Choć padło "tylko" siedem bramek, to Skorpiony odpowiedziały zaledwie jedną – autorstwa Tomasza Świeczki. Na nic zdała się zmiana w bramce i wejście Dominika Dedka – choć warto dodać, że młodszy z rodziny wpuścił mniej bramek niż ojciec. Hetman dążył do tego, by każdy zawodnik z pola zanotował udział przy co najmniej jednej bramce – i to się udało.W końcówce spotkania nie zabrakło ofiarności – Adam Wojciechowski wybił piłkę z linii bramkowej, ratując swój zespół przed kolejnym trafieniem Kucharczyka, który ostatecznie zakończył mecz z siedmioma golami. Kilka razy klasę pokazał też Wiktor Stankowski, nie pozwalając rywalom na zmniejszenie strat.
Hetman FC zgarnia kolejne trzy punkty i nie tylko utrzymuje kontakt z Tonie Majami, ale również znacząco poprawia bilans bramkowy, który może być kluczowy w walce o mistrzostwo 5. Ligi. Skorpiony po tej druzgocącej porażce spadają na piątą pozycję, ale jeśli tylko trener Artur Kałuski będzie miał do dyspozycji pełen skład, to jesteśmy przekonani, że chłopaki nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w walce o najwyższe cele.
Choć Broke Boys przed tygodniem wygrało ważne starcie z Bartolini Pasta, to do meczu z Old Eagles Koło nie przystępowało w roli faworyta. Ekipa z Koła prezentowała się w ostatnich spotkaniach bardzo solidnie i liczyła na kolejne zwycięstwo w tym sezonie.
Niespodziewanie, po okresie wyrównanej gry, to gospodarze potrafili skutecznie wykończyć swoje akcje i w pierwszej fazie meczu prowadzili już trzema bramkami. Błędy w wyprowadzaniu piłki i niefrasobliwość w obronie sprawiły, że goście musieli ruszyć w pogoń za wynikiem. Sygnał do walki dał Piotr Parol – przesunął się z defensywy pod bramkę przeciwnika i po jego akcji Orzełki złapały kontakt. Chwilę później Piotr Ryszawa, choć wydawało się, że straci piłkę, końcówką buta oddał strzał na bramkę Broke Boys i mieliśmy wynik 3:2. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie, ale zapowiadało to spore emocje w drugiej połowie.
Po zmianie stron Old Eagles Koło szybko doprowadziło do wyrównania i ruszyło po kolejne trafienia. Przy stanie 3:3 doszło do kontrowersyjnej sytuacji pod bramką gospodarzy. Bramkarz Artur Shauliuk interweniował poza polem karnym, a zespół z Koła domagał się rzutu wolnego i kartki za niebezpieczne zagranie. Sędzia jednak nakazał kontynuację gry, a gdy goście stracili piłkę, poszła szybka kontra, po której Broke Boys ponownie objęło prowadzenie. Pozostaje pytanie, czy przyznana wcześniej „korzyść” była właściwa – ale tego już cofnąć się nie dało.
Napędzeni odzyskanym prowadzeniem gospodarze podwyższyli wynik i w pewnym momencie mieli już trzy bramki przewagi. Pomysł Orzełków na grę z lotnym bramkarzem przyniósł efekty – udało się szybko zdobyć bramkę kontaktową, a że rywale grali w osłabieniu po żółtej kartce dla swojego golkipera, nadzieja na punkt wciąż była realna.
Niestety dla Koła, mimo starań, udało się trafić do siatki tylko raz i mecz zakończył się wynikiem 6:5. Broke Boys pokazali, że będą walczyć do końca sezonu – po niezwykle zaciętym spotkaniu zdobyli bardzo cenne trzy punkty. Old Eagles Koło, mimo porażki, nadal pozostaje w grze o miejsce w Top 5 piątej ligi.
Spotkanie Iglicy Warszawa z ekipą Więcej Sprzętu niż Talentu zapowiadało się naprawdę ciekawie. Gospodarze w poprzedniej kolejce byli o włos od sprawienia sensacji, niemal urywając punkty liderowi tabeli. Z kolei goście wciąż mają apetyt na miejsce w TOP 3 i przyjechali na to starcie maksymalnie zmotywowani.
Mecz od pierwszych sekund toczył się w zawrotnym tempie – Więcej Sprzętu ruszyło do przodu i już pierwsza akcja zakończyła się groźnym strzałem. Chwilę później padł otwierający gol, a niedługo potem spóźnione wejście przy strzale przeciwnika zakończyło się żółtą kartką. Iglica, mimo gry w przewadze, nie potrafiła wykorzystać okazji – brakowało konkretów pod bramką, a mimo starań nie udało się poważnie zagrozić rywalowi. Gospodarze częściej szukali swoich szans długimi, górnymi piłkami, ale defensywa gości była dobrze zorganizowana.
Bramkarz drużyny Więcej Sprzętu miał tego dnia komfort – jego koledzy z pola kontrolowali tempo, utrzymywali się przy piłce i skutecznie gasili zapędy Iglicy. Na szczególne wyróżnienie zasługiwał Jakub Kieczka, który harował w środku pola za dwóch. Mimo zaangażowania po obu stronach, do przerwy utrzymywał się wynik 0:1.
Po zmianie stron – kolejny cios dla Iglicy. Tym razem pechowy samobój, który ustawił dalszy przebieg meczu. Gospodarze próbowali się odgryzać, mieli momenty, w których stwarzali zagrożenie, ale zawodziła skuteczność i dokładność podań. Kilka akcji w polu karnym miało potencjał, ale nic nie chciało wpaść.
Nie zabrakło emocji, komentarzy i zaangażowania – tego Iglicy odmówić nie można – jednak na bramkę nie było ich stać. Więcej Sprzętu niż Talentu zagrało konsekwentnie, dojrzałe zawody, a lider zespołu – Dominik Banasiewicz – poprowadził kolegów do pewnego zwycięstwa. Wynik końcowy 0:5 pokazuje, kto dyktował warunki.
Goście zbliżają się do podium, a gospodarze muszą przełożyć swoją waleczność na konkretne rezultaty – potencjał jest, potrzeba tylko skuteczności.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)