Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 5 Liga
Niepokonane w tym sezonie Tonie Majami podejmowało z samego rana ekipę Więcej Sprzętu niż Talentu. Goście zanotowali ostatnio dwie wygrane z rzędu i rozpędzeni zjawili się na AWF-ie, z myślą o urwaniu punktów wyżej notowanemu rywalowi. Początek meczu był bardzo wyrównany, nie widać było optycznej przewagi żadnej ze stron. Obie ekipy tworzyły sobie sytuacje, ale brakowało odpowiedniego wykończenia. Na pierwszą bramkę czekaliśmy do 12 minuty, wtedy to na prowadzenie wyprowadził gości Dominik Banasiewicz. Stracona bramka podziałała motywująco na gospodarzy i kilka minut później znów mieliśmy remis. Tonie Majami poszło za ciosem i w 18 minucie bombowym strzałem w samo okienko popisał się Dawid Zagrodzki. Wynik 2:1 utrzymał się już do końca pierwszej części gry. Po zmianie stron Więcej Sprzętu niż Talentu, podobnie jak w pierwszej części gry, wykorzystywali swojego wysoko grającego bramkarza Łukasza Krysiaka i przez jego mocne wbicia piłki w pole karne, szukali swoich okazji. Po jednej z takich sytuacji piłkę otrzymał Szymon Małyszek i strzelił gola na 2:2. Remis znów długo się nie utrzymał i podrażniona ekipa gospodarzy szybko wróciła na prowadzenie, którego nie oddała już do końca meczu. Zawodnicy Tonie Majami dołożyli jeszcze dwa trafienia i spotkanie zakończyło się ich zwycięstwem 5:2. Gospodarze wciąż pozostają niepokonani w tym sezonie Ligi Fanów i nie zamierzają schodzić z wygodnego fotela lidera. Więcej Sprzętu niż Talentu po tej kolejce spadli z czwartej lokaty na szóstą. Na ich szczęście strata do podium nie jest jeszcze duża i wszystko jest jeszcze możliwe.
Pomimo wczesnej pory poranne mecze w 5 lidze zapowiadały się niezwykle ciekawie. Już od 8:00 na boisku rywalizowały pierwsza z czwartą i druga z trzecią drużyną w tabeli. Tym drugim spotkaniem był pojedynek Bartolini Pasta z Hetmanem, których dzieliły zaledwie dwa punkty na korzyść gospodarzy. Pod nieco większą presją byli więc gracze Hetmana, którzy albo przeskoczyliby oponenta w tabeli, albo powiększyli swoją stratę do pięciu oczek. I to oni nieco lepiej weszli w mecz. Już w pierwszych minutach Damian Kucharczyk mocnym uderzeniem obił poprzeczkę, a chwilę później był już bardziej dokładny i mierzonym strzałem otworzył wynik. Bartolini niezrażone takim obrotem spraw wzięło się za robotę i w 8 minucie doprowadziło do wyrównania, a chwilę później objęło prowadzenie. Choć okazji nie brakowało i akcja przenosiła się z jednego pola karnego na drugie, to w pierwszej części zobaczyliśmy już tylko jednego gola, autorstwa Oskara Kalickiego i na przerwę obie ekipy schodziły przy remisie. Druga połowa zaczęła się lepiej dla Bartolini. Gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie po świetnym strzale z dystansu Rafała Zaremby, ale znów nie byli w stanie go utrzymać, bowiem Oskar Kalicki dopadł do odbitej przez bramkarza piłki i z bliskiej odległości dał swojemu teamowi remis. Gospodarze szukali swoich szans, ale to ich rywale byli tego dnia skuteczniejsi. Najpierw Damian Kucharczyk trafił na 3:4, a następnie Oskar Kalicki skompletował hat-tricka. Hetmam miał dwa gole zapasu a Bartolini było pod ścianą. Przegrywający zaatakować, bo nie mieli już właściwie nic do stracenia, a do końca meczu pozostało około 10 minut. I chociaż Krystian Pazdyka trafiając na 4:5 dał nadzieję na to, że team Michała Cholewińskiego jest w stanie cokolwiek tutaj ugrać, to tak się nie stało, choć Bartolini miało okazję w samej końcówce na remis, lecz wygraną Hetmanowi uratował Damian Kucharczyk, wybijając piłkę sprzed linii bramkowej. Choć górą byli goście, Bartolini zagrało dobre spotkanie. Mecz był interesujący, akcje szły raz w jedną, raz w drugą stronę i widać było w obu ekipach chęć grania w piłkę. Hetman mógł skończyć tę rywalizację z nieco lepszych dorobkiem, ale tego dnia celownik był nieco rozregulowany. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo na końcu liczy się fakt zgarnięcia całej puli.
Georgian Team w ostatniej kolejce spotkań nieznacznie przegrał swój mecz i do tej pory uzbierał sześć punktów. Ich rywal, Old Eagles Koło od początku sezonu zgromadził trzy oczka mniej i zajmował dolne rejony ligowej tabeli. Pierwsza groźna akcja przeprowadzona przez gości zakończyła się strzałem w słupek. Bardziej konkretni byli gospodarze, którzy w 3 minucie wyszli na prowadzenie. Po stracie bramki do ataków ruszyli zawodnicy z Koła. Najpierw piłka po ich uderzeniu ponownie trafiła w słupek, ale potem skutecznie zakończyli akcję i doprowadzili do wyrównania. Na straconą bramkę szybko odpowiedzieli rywale, ale już po kwadransie gry ponownie mieliśmy remis. Po upływie tego czasu po raz trzeci na prowadzenie - za sprawą dobrze wykonanego rzutu wolnego - wyszli zawodnicy z Gruzji, jednak ostatnie fragmenty spotkania należały do oponentów. Najpierw po raz trzeci obili słupek a chwilę później dwa razy znaleźli sposób na bramkarza rywali i do przerwy było 3:4. W drugiej części meczu długimi fragmentami wynik nie ulegał zmianie. Dopiero w okolicach 37 minuty do wyrównania doprowadzili bracia Gabrichidze i spółka. I to był ich ostatni pozytywny akcent w tym meczu. Ostatnie minuty to już dominacja graczy Old Eagles, którzy podkręcili tempo i dopisali do swojego konta trzy gole. Ustaliły one wynik na 7:4 Old Eagles Koło, dzięki czemu triumfatorzy zrównali się punktowo z niedzielnym przeciwnikiem.
Choć nominalni gospodarze nie mogli zaliczyć ostatnich kolejek do udanych, to do rywalizacji z zamykającą tabelę Iglicą przystępowali w roli faworyta. GLK w dwóch poprzednich meczach zdobyło zaledwie punkt, co powiększyło stratę do podium. Gospodarze nie mogli więc sobie pozwolić na kolejną wpadkę, natomiast goście szukali swoich pierwszych punktów w sezonie. Nie ma co ukrywać - Iglicę czeka w tym sezonie walka o utrzymanie i każdy punkt jest tu niezwykle cenny. Na początku lekką przewagę mieli gracze GLK, ale mimo całkiem niezłych sytuacji utrzymywał się bezbramkowy remis. W dużej mierze to również zasługa bramkarza Iglicy, który w pierwszej części parokrotnie świetnie interweniował. Z pomocą przyszło też obramowanie bramki, bo w jednej akcji gospodarze dwukrotnie obili słupek. Niewykorzystane sytuacje się zemściły i to Iglica objęła w 8 minucie prowadzenie. Pięć minut później GLK co prawda wyrównało, ale goście błyskawicznie odpowiedzieli kolejnym trafieniem. Co więcej - Iglica na przerwę schodziła przy prowadzeniu 1:3, a hat-tricka skompletował Sebastian Szczygielski. I musimy przyznać, że było to prowadzenie absolutnie zasłużone, bo team Radka Sówki prezentował się na boisku naprawdę dobrze. Do tego GLK musiało grać bez zmian, wiele więc wskazywało na to, że Iglica wreszcie zapunktuje. Niestety dla gości, druga połowa nie była już tak dobra w ich wykonaniu. Może gdyby dłużej udało się utrzymać prowadzenie mecz, potoczyłby się inaczej, ale GLK właściwie 3 minuty po rozpoczęciu drugiej części doprowadziło do wyrównania i mecz zaczął się na nowo. To chyba podłamało Igliczan, którzy nie przypominali siebie z pierwszej części. W pewnym momencie padło mniej więcej takie stwierdzenie, że „głowa chce, ale nogi nie nadążają” i to chyba najlepiej obrazuje postawę Iglicy w drugiej połowie. Natomiast GLK rozpędzało się z minuty na minutę, napędzane przede wszystkim przez Sebastiana Dominiaka – autora trzech goli i trzech asyst. Gospodarze wyszli ze stanu 1:3 na 6:3 i dopiero gdy Iglica trafiła na 6:4, goście poczuli, że jeszcze mogą powalczyć. I mieli swoje okazje, ale w końcówce dobrze spisywał się Łukasz Trzpioła, który wybronił parę kluczowych piłek. GLK wygrało 6:4, pokazało charakter w tym spotkaniu, natomiast Iglica zagrała dwie różne połowy i może mieć spory niedosyt, bo mogła tutaj ugrać coś więcej, a tak wciąż pozostaje bez punktów.
O godzinie 13:00 na sektorze B zmierzyły się ze sobą drużyny ADS Scorpions oraz Broke Boys, w ramach 5 ligi. Szybko na prowadzenie wyszła ekipa Skorpionów, która pewnymi 2 strzałami wbiła piłkę do siatki. Zdezorientowani goście zaczęli zbyt często gubić krycie i głupio oddawać piłkę rywalowi. W końcu jednak zdobywają bramkę kontaktową. To na niewiele się zdaje i cała pierwsza połowa toczy się pod dyktando drużyny ADS, a zespół gości był niestety bardzo nieskuteczny. Szczególnie ostatnie podanie pod bramką przeciwnika potrafiło wszystko zepsuć. Wynik do przerwy to 4:2. Druga połowa była o wiele bardziej zacięta. Nie tylko pod względem wyniku, ale również skuteczności w strzałach oraz liczby akcji bramkowych. Oba zespoły otworzyły się, co dla oka było dużo bardziej przyjemne oraz ciekawe, ponieważ wpadało więcej bramek. Drużyna w czarnych koszulkach odrobiła straty z pierwszej połowy. To wszystko spowodowało kłótnie oraz nieporozumienia na boisku w obozie Skorpionów, co bardzo wpłynęło na ich grę. Na szczęście ten okres nie trwał zbyt długo i chłopaki wrócili na właściwe tory, ponownie prowadząc dwoma bramkami. Za każdym razem, kiedy przeciwnik się zbliżał do wyrównania, to oni strzelali kolejnego gola i mniej więcej w ten sposób, dość bezpiecznie dopłynęli do celu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 8:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)