Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 5 Liga
Na Arenie AWF spotkały się dwie drużyny ze strefy spadkowej, które w ostatnich tygodniach nie miały zbyt wielu powodów do radości. W nieco lepszej sytuacji znajdowała się jednak ekipa Bartolini Pasta – zwycięstwo z zamykającymi tabelę Broke Boys mogło znacząco przybliżyć ich do utrzymania w piątej lidze.
I wszystko wskazywało na to, że gospodarze pójdą po swoje. Już w 8. minucie prowadzili 3:0, wykorzystując dobrą organizację gry i ofensywną determinację. Broke Boys nie pozostawali jednak bierni – kilkukrotnie zagrozili bramce rywali, ale świetnie spisywał się Piotr Szczypek, który ratował swój zespół przed stratą gola. W końcu goście zdobyli bramkę kontaktową, która ożywiła ich grę – najpierw na 3:1, a potem Mikita Volkau wykorzystał błąd w rozegraniu i sprytnie strzelił na 3:2. Wydawało się, że Bartolini Pasta zejdzie na przerwę tylko z jednobramkową zaliczką, ale w ostatnich sekundach pierwszej połowy duet Sierpiński–Brożek przeprowadził świetną, kombinacyjną akcję zakończoną golem na 4:2.
Po przerwie tempo gry nieco spadło, a z obu stron pojawiło się więcej niedokładności. Pierwsi po zmianie stron trafili Broke Boys – Alper Inan huknął z pierwszej piłki i znów zrobiło się nerwowo. Bartolini Pasta szybko odpowiedzieli – najpierw skutecznie wykorzystali rzut karny, a następnie pięknym trafieniem popisał się Michał Cholewiński, podnosząc wynik na 6:3.
Wydawało się, że losy spotkania są już przesądzone, ale ostatnie 10 minut przyniosło piłkarską sensację. Broke Boys dokonali cudu – w 45. minucie doprowadzili do wyrównania 6:6, a potem poszli za ciosem. Bohaterem końcówki został Taras Nesterenko, który poprowadził swój zespół do zwycięstwa 8:6!
To był absolutnie szalony mecz i jeden z najbardziej spektakularnych comebacków tej rundy. Bartolini Pasta przegrało wygrany mecz, a Broke Boys – mimo dramatycznej sytuacji w tabeli – pokazali, że jeśli ktoś liczy z nimi na łatwe punkty, to może się przeliczyć.
Spotkanie Więcej Sprzętu niż Talentu z Old Eagles Koło zapowiadało się ciekawie – obie drużyny znajdowały się w środku tabeli, a dzielił je zaledwie jeden punkt. Brak wyraźnego faworyta dodatkowo podgrzewał atmosferę przed meczem.
Początek to jednak zdecydowana dominacja gospodarzy. Już w 5. minucie wynik otworzył Dominik Banasiewiecz, a chwilę później Krystian Omen podwyższył na 2:0. Zawodnicy Więcej Sprzętu złapali rytm i przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W pewnym momencie prowadzili już 4:0 i wydawało się, że mecz został rozstrzygnięty jeszcze przed przerwą.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła jednak nieoczekiwany zwrot. Old Eagles Koło zaczęli grać z większą determinacją, co szybko przyniosło efekty. Kluczową rolę odegrali Krzysztof Józefiak i Mariusz Żywek – to oni poderwali zespół do walki, zdobywając dwa gole jeszcze przed przerwą. Na przerwę zespoły schodziły przy stanie 5:2.
Po zmianie stron obraz gry diametralnie się zmienił. Gospodarze zaczęli wyraźnie tracić energię, podczas gdy goście złapali drugi oddech. Ich gra stała się bardziej poukładana, pressing skuteczny, a ofensywa coraz groźniejsza. Józefiak i Żywek nadal przewodzili atakom, napędzając kolejne akcje i prowadząc drużynę do wyrównania.
Kiedy padł gol na 6:6, emocje sięgnęły zenitu. Obie drużyny miały jeszcze swoje okazje, by przechylić szalę zwycięstwa, ale brakowało skuteczności w decydujących momentach. Ostatecznie mecz zakończył się sprawiedliwym remisem, który dobrze oddaje przebieg tej pełnej zwrotów akcji rywalizacji.
Miał być hit — i był hit. Starcie na szczycie 5. ligi okazało się wybornym widowiskiem piłkarskim z iście hollywoodzkim zwrotem akcji na koniec.
Już w 1. minucie goście błyskawicznie uderzyli - Piotr Zieliński wykorzystał pierwszą okazję i Hetman objął prowadzenie. Na kolejne trafienie czekaliśmy do 10. minuty, kiedy Arkadiusz Kibler popisał się precyzyjnym uderzeniem, lokując piłkę przy samym słupku. Gospodarzom wyraźnie brakowało porozumienia – w pierwszej połowie ekipa Mateusza Rozkresa grała poniżej swoich możliwości. Napastnicy GLK rzadko dochodzili do sytuacji, a bramkarz Hetmana, Wiktor Stankowski, miał wszystko pod kontrolą. Goście dołożyli jeszcze jedno trafienie i na przerwę schodzili z komfortowym wynikiem 0:3.
Po zmianie stron napad GLK zdecydowanie się ożywił, a Stankowski w końcu musiał wykazać się interwencjami. Gospodarze wrzucili wyższy bieg – brakująca wcześniej finezja w końcu się pojawiła, a Damian Sawicki zdobył dwie szybkie bramki, zmniejszając straty do 2:3. Inicjatywa zaczęła przechodzić na stronę drużyny w zielonych trykotach. Goście cofnęli się i zbudowali szczelną obronę, ale w 44. minucie Sebastian Dominiak przełamał mur defensywny i doprowadził do remisu. Zaledwie minutę później Łukasz Trzpioła posłał znakomite prostopadłe podanie przez pół boiska, a Dominiak dopełnił dzieła – kapitalnym uderzeniem głową dał GLK prowadzenie 4:3!
Gospodarze poczuli krew i ruszyli po kolejnego gola… co okazało się decyzją fatalną w skutkach. W 48. minucie nadziali się na kontratak – Damian Kucharczyk rozpoczął szybkie wyjście, a Bartłomiej Folc je wykończył, doprowadzając do remisu. To jednak nie był koniec dramatu. W samej końcówce GLK straciło koncentrację, a niekryty Damian Kucharczyk znalazł się w odpowiednim miejscu i wpakował piłkę do pustej bramki, zapewniając Hetmanowi komplet punktów.
Spektakularny mecz, który miał wszystko: emocje, zwroty akcji i dramatyczną końcówkę. GLK było o włos od niesamowitego comebacku, ale to Hetman wyjechał z AWFu jako zwycięzca.
Tonie Majami było w tym spotkaniu stawiane w roli wyraźnego faworyta, ale ekipa Patryka Kamoli musiała solidnie się napocić, by wywieźć komplet punktów. Z jednej strony Iglica postawiła naprawdę solidny opór i pierwszego gola oglądaliśmy dopiero po kwadransie gry, z drugiej — kluczowy wpływ na przebieg spotkania miało zdarzenie z 23. minuty, do którego wrócimy za chwilę.
Zgodnie z przewidywaniami wynik otworzyło Tonie Majami - w 16. minucie na listę strzelców wpisał się Filip Motyczyński, choć wcześniej goście mieli już kilka niezłych okazji. Iglica również nie zamierzała pozostawać dłużna – tuż po stracie gola przeprowadziła groźną akcję zakończoną uderzeniem w spojenie bramki. Chwilę później gospodarze dopięli swego – w 18. minucie wyrównał Sebastian Szczygielski. Goście zareagowali błyskawicznie — Damian Olejniczak ponownie dał prowadzenie Majami, ale niedługo potem doszło do kluczowego momentu meczu. Bramkarz Majami, Szymon Świercz, interweniował poza polem karnym, a z perspektywy sędziego wyglądało to na zagranie ręką. Jak pokazało późniejsze nagranie — decyzja była błędna, jednak w czasie meczu nie było możliwości weryfikacji. Arbiter pokazał czerwoną kartkę, a Majami straciło nominalnego bramkarza i musiało grać w osłabieniu przez 10 minut.
I tu trzeba pochwalić zawodników Tonie Majami — nie tylko błyskawicznie otrząsnęli się po stracie zawodnika, ale przez większość czasu gry w osłabieniu bronili się bardzo mądrze i konsekwentnie. Iglica zdołała wykorzystać przewagę dopiero pod koniec kary – gola zdobył Rami Mousa. Gdy jednak składy się wyrównały, Majami ponownie przejęło inicjatywę i po bramce Adama Bartosińskiego odzyskało prowadzenie.
W końcówce zmęczeni gracze gości nie forsowali już tempa, ale nie odpuścili – mądrze rozgrywali piłkę, odcinali napastników Iglicy od klarownych sytuacji i nieustannie niepokoili Kacpra Starobrata, który mimo wszystko zachował świetną dyspozycję i nie dopuścił do wyższej porażki swojego zespołu. Ostatecznie wynik 2:3 utrzymał się do ostatniego gwizdka. Choć zwycięstwo było skromne, drużyna Patryka Kamoli pokazała boiskową dojrzałość i udowodniła, że potrafi wyjść z opresji. Postawa godna przyszłego mistrza.
Na Arenie Grenady doszło do niezwykle emocjonującego starcia w 5. lidze – Georgian Team podejmował A.D.S. Scorpions. Oba zespoły prezentują zbliżony poziom, co zwiastowało wyrównaną walkę. I dokładnie tak było – byliśmy świadkami futbolowej wojny nerwów, efektownych akcji i niesamowitych zwrotów akcji.
Od pierwszego gwizdka mecz toczył się na wysokich obrotach. Obie drużyny były maksymalnie zmobilizowane i skoncentrowane – tempo było szybkie, a intensywność starć budziła szacunek. Mimo wielu ofensywnych akcji, pierwszego gola zobaczyliśmy dopiero w 13. minucie – Georgian objął prowadzenie po trafieniu Saby Lomii. Ten sam zawodnik dołożył kolejną bramkę, czym przypieczętował swój świetny występ, za co został zasłużenie wybrany MVP meczu. Scorpions odpowiedzieli błyskawicznie kontaktowym trafieniem, ale Georgian nie zamierzał się zatrzymywać – kolejne trzy bramki dały im solidne prowadzenie i wydawało się, że mecz zmierza w stronę jednostronnego widowiska. Jednak końcówka pierwszej połowy przyniosła niesamowity zwrot akcji. Zawodnicy A.D.S. pokazali ogromną determinację – najpierw odrobili część strat, a potem – po dwóch bramkach samobójczych Georgian – wyszli na prowadzenie 7:5!
Georgian zdołał się jednak pozbierać. Dwie bramki Vakhtangiego Jambazishviliego doprowadziły do remisu i otworzyły emocjonującą końcówkę spotkania. Ostatnie minuty to już inicjatywa po stronie gruzińskiej ekipy, która w 49. minucie zdołała zdobyć zwycięskiego gola i ostatecznie sięgnąć po komplet punktów, wygrywając 8:7.
Po tej wygranej Georgian Team zbliża się do 6. miejsca w tabeli i wciąż ma realne szanse na awans w klasyfikacji. Scorpions po porażce utrzymują 4. lokatę, ale muszą mieć się na baczności, bo rywale są tuż za ich plecami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)