Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 1 Liga
W spotkaniu pomiędzy ekipami Energii oraz Graczami Gorszego Sortu bezapelacyjnie nie brakowało emocji. Mimo napiętej atmosfery mecz toczył się w zaciętej, ale sportowej atmosferze. Dodatkowych emocji dodawało bliskie sąsiedztwo w tabeli. Oznaczało to, że w przypadku wygranej gospodarzy przewaga nad siódmym GGS-em znacząco wzrośnie. Od samego początku zawodów obydwa zespoły weryfikowały wzajemnie swój boiskowy potencjał. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero około 10 minuty, kiedy to Heorhii Parnitskii zdecydował się na uderzenie z pokaźnej odległości, dostrzegając źle ustawionego bramkarza. Efektem tego było otwarcie wyniku. W następnych fragmentach, mimo usilnych starań gości, to gospodarze wychodzili obronną ręką z podbramkowych sytuacji. Należy zaznaczyć, że motorem napędowym Graczy Gorszego Sortu był standardowo Mateusz Grabowski. Niestety rywal był bezlitosny. Pierwsza połowa zakończyła się bowiem wynikiem 3:1, co mimo najszczerszych chęci GGS-u, nie wróżyło najlepiej. Mimo tak sceptycznych predykcji po zakończonej części spotkania podopieczni Adriana Kanigowskiego wyraźnie obudzili się w drugich 25 minutach. Najpierw po sporym zamieszaniu w polu karnym, trafienie samobójcze zaliczył Oleh Smolinskyi. Później natomiast do wyrównania doprowadził Arkadiusz Waszak, aż wreszcie po kapitalnej akcji Michała Wierzchonia z wcześniej wspomnianym Grabowskim goście objęli pierwszy raz prowadzenie w tym spotkaniu. Niestety dla nich, w końcowych minutach szczęście uśmiechnęło się w stronę Energii, która zdołała odrobić straty z nawiązką, tym samym wygrywając minimalnie 5:4.
Po tym starciu spodziewaliśmy się piłkarskiego święta, emocjonującego spotkania i mnóstwa walki do ostatniego gwizdka sędziego. Ku naszemu absolutnemu niedowierzaniu mecz ten okazał się najbardziej jednostronnym starciem ukraińskich ekip, jakie kiedykolwiek widzieliśmy na tym poziomie rozgrywek. Zasadniczo możemy tu nawet mówić o blamażu ze strony Vikings, którzy mieli szeroką ławkę rezerwowych, z podstawowego składu zabrakło jedynie Yeugena Syrotenki, a mimo to gościom nie udało się nawet zdobyć gola, tracąc ich aż czternaście (sic!). Naprawdę ciężko powiedzieć co się stało z ekipą Vikingów, choć wyraźnie nie był to dzień tej ekipy i fortuna zdecydowanie nie dopisywała, a ilość pechowych sytuacji i niedokładnych strzałów była wręcz demotywująca. Nawet znany z rewelacyjnych parad golkiper Eduard Vakhidov nie był w stanie odwrócić losów meczu, bo napastnicy Impulsu byli tego dnia po prostu zabójczo skuteczni. Co ciekawe sam początek nie zapowiadał takiego pogromu. Wynik dopiero w 9 minucie otworzył niezawodny Vladyslav Budz i choć po kwadransie gry było już 3:0, to Ukranian Vikings wciąż szukali okazji strzeleckich, a wynik pozostawał zasadniczo otwarty. Kiedy w 21 minucie trafił Bohdan Ivaniuk sytuacja gości zrobiło się - delikatnie mówiąc - nieciekawa, a początek drugiej połowy szybko pokazał, że Impuls jest tego dnia po prostu poza zasięgiem. W ciągu dwóch akcji gospodarze odskoczyli z wynikiem na 6:0, a strzelanie nie skończyło się i każdy drobny błąd czy potknięcie Vikings było srogo karane przez ekipę Bohdana Ivaniuka. Vladyslav Budz skończył mecz z pięcioma trafieniami na koncie, cztery gole zaliczył Dmytro Hrynov, swoje dołożyli też Bohdan Ivaniuk, Dmytro Stesiuk, Yaroslav Kopylov i Roman Soltys, czyli każdy zawodnik Impulsu poza bramkarzem zaliczył tego dnia trafienie. Goście szukali gola honorowego, ale nic nie chciało wpaść i ekipa Victora Yaremiego musiała pogodzić się z totalną dominacją Impulsu. Jak widać ekipa Vikingów złapała zadyszkę na koniec rundy i znów doznała porażki w bardzo ważnym meczu. Wprawdzie udało się zachowało drugą lokatę, ale zarówno Impuls jak i Ogień Bielany oraz Contra mają minimalną stratę do wicelidera i końcówka sezonu w 1 lidze zapowiada się przez to szalenie ciekawie.
Mecz pomiędzy Mixamatorem, a Ogniem Bielany pomimo szerokiego składu Mixamatora, był dość jednostronnym widowiskiem. Gospodarze mieli swoje momenty, ale niestety ambicja i wola walki nie wystarczyła, chociaż początek tego nie zwiastował. Ogień Bielany uciekł na prowadzenie 0:2, ale za sprawą Suliatytskyi’a i Butenko, gospodarze doprowadzili do remisu. Potem obudził się na dobre Kacper Cetlin, który wraz z Szymonem Lisieckim zadbali o to, żeby obrońcy Mixamatora powkręcali się trochę w murawę. Minęło kilka minut i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 7:3 dla Ognia. Po przerwie zobaczyliśmy inny obraz gospodarzy, którzy na kilka minut przejęli inicjatywę, a dwie bramki Vadyma Butenki sprawiły, że zaczęliśmy mieć nadzieję na wiele emocji do końca spotkania. Jednakże od stanu 5:7 zobaczyliśmy trafienia Sidora, Napiórkowskiego i dwa Cetlina. Nadzieję gospodarzy podtrzymał na chwilę Kamil Gadomski, ale później znów oglądaliśmy festiwal dobrej gry graczy z Bielan. Tradycyjnie już rządził i dzielił Kacper Cetlin, który ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem 9 bramek. Świetnie grał też Marcin Staszyc, który zaliczył łącznie 5 asyst oraz Szymon Lisiecki, który do dwóch bramek, dołożył trzy asysty. Właściwie każdy z graczy Ognia był tego dnia świetnie dysponowany. Ogień zbliżył się do zajmujących drugie miejsce Wikingów z Ukrainy, więc nadal są szanse na srebrne medale dla Bielan. Tymczasem Mixamator ma aż 5 punktów straty do lokaty gwarantującej utrzymanie, co na tak krótkim dystansie do końca sezonu, może okazać się nie do nadrobienia.
W niedzielny wieczór zespół Contry podejmował ekipę Siriusa. Wiedzieliśmy, że będzie to niezwykle zacięte i wyrównane spotkanie i jak pokazał mecz, nie pomyliliśmy się. Strzelanie rozpoczął Marcin Banasiak po podaniu od Filipa Woźnicy. Euforia gospodarzy nie trwała zbyt długo, bowiem ukraińscy zawodnicy podrażnieni takim stanem rzeczy ruszyli do ataku, co przyniosło zamierzony cel, ponieważ następne 4 gole należały właśnie do graczy Siriusa. Był to dość niespodziewany zwrot akcji, ponieważ oba zespoły prezentowały równie dobry poziom gry. Contra próbowała zniwelować stratę. Swoje trafienie dołożył Kuba Lisowski, jednakże szybko odpowiedzieli goście, a dokładniej Serhii Kuznetsov. Ostatecznie wynik pierwszej połowy ustaliła dwójka najbardziej wyróżniających się graczy z drużyny w niebieskich strojach, co oznaczało, że zeszli oni do szatni z dwoma bramkami straty. Taki rezultat zwiastował nam drugą połowę pełną emocji. Tak też się stało. Gracze Contry błyskawicznie zabrali się do gonienia wyniku, co udało im się uczynić, bowiem doprowadzili do wyniku 5:5, co zapowiadało nam niesamowitą końcówkę spotkania. Obie drużyny szły łeb w łeb, gol za gol, jednakże na ostatnie 3 minuty przed końcem spotkania świetnie dysponowany tego dnia Ivan Gul oraz równie dobrze grający Ihor Pivovar zagwarantowali swojej drużynie zwycięstwo. Końcowy rezultat tej rywalizacji wyniósł 7:9 na korzyść ukraińskiego zespołu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)