Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 2 Liga
W spotkaniu Dzików z Młochowa z Tylko Zwycięstwo faworytem byli gospodarze. Na początku gdy do bramki rywali trafił Przemek Szkrzydlewski wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jednak goście potrafili odpowiedzieć i dość szybko wyrównali. Z każdą minutą coraz pewniej czuli się na boisku, a w ataku brylował niezawodny Andrzej Morawski. To właśnie on strzelił dwie bramki i nieoczekiwanie Tylko Zwycięstwo prowadziło 1:3. Dziki jakby zatraciły swoje atuty, które prezentowały w poprzednich meczach. Dużo było niedokładności a skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Do przerwy nic się nie zmieniło i to goście mieli dwie bramki przewagi. Po zmianie stron w zasadzie pierwsza akcja Tylko Zwycięstwo zakończyła się bramką. Maciek Dombrowicz dograł piłkę w pole karne na głowę popularnego "Androna", a ten nie dał szans bramkarzowi. Od stanu 1:4 mieliśmy jeszcze dwie dobre okazje strzeleckie dla gości, lecz piłka minimalnie mijała bramkę Arkadiusza Żyznowskiego. Jak mawia klasyk niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i to miało zastosowanie w tym spotkaniu. Po kontrze Michał Śpiewak strzelił bramkę na 2:4 i gospodarze poczuli, że mogą jeszcze wszystko odwrócić. Kolejne ataki dały bramki i szybko na tablicy wyników mieliśmy remis. Tylko Zwycięstwo starało się odpowiedzieć, ale uskrzydleni dobrą grą Dziki poszły za ciosem. Końcówka to ataki gości i kontry gospodarzy, które ustaliły wynik meczu na 7:4. Ekipa z Młochowa pokazała moc i mimo słabszej dyspozycji w pierwszej połowie udało się odrobić straty i zgarnąć cenne trzy punkty. Tylko Zwycięstwo dzielnie walczyło i było równorzędnym rywalem, ale niestety słaba skuteczność w drugiej połowie spowodowała, że punkty zabrali przeciwnicy.
Niewątpliwie to spotkanie było jednym z najlepszych jak do tej pory w 2 lidze. Naprzeciw sobie stanęły ekipy walczące o końcowe podium. Spotkanie otwiera Eryk Kopczyński, strzelając piękną bramkę z połowy boiska. Husaria nie świętuje swojego prowadzenia zbyt długo, gdyż mamy odpowiedź niecałą minutę później Jana Wnorowskiego. Następnie prowadzenie Husarii podwyższają bracia Grzybowscy, strzelając po jednej bramce. Orzeły ciągle próbują dogonić Husarię, jednak robią to bezskutecznie, zwłaszcza że na ich drodze często staje bramkarz oponentów. Husaria mając bezpieczne prowadzenie zaczęła spokojnie rozgrywać piłkę czekając na błąd w ustawieniu drużyny gospodarzy. W końcu się udaje i kontratak który przeprowadza Jan Grzybowski z Sebastianem Maśniakiem skutkuje zdobyciem następnego gola. W odpowiedzi na tę sytuacje strzelają bramkę Orzeły, skutecznie puentując atak pozycyjny. W drugiej połowie Husaria się nie podpaliła i nie atakowała za wszelką cenę. Pod koniec spotkania Orzełom udaje się zainkasować bramkę, lecz wynik spotkania zamyka Piotr Milewski dając Husarii zwycięstwo w rezultacie 3:5. W tym meczu pomimo przegranej Orzeły pokazały naprawdę dobry futbol. Zdecydowanie nie zabrakło im umiejętności ani pomysłu na grę. Walczyli do samego końca, jednak tego dnia rywal po prostu zbyt dobrze dysponowany.
Ostatni w tabeli Korsarze podejmowali AFC Goodfellas, które z przewagą trzech punktów byli tuż nad nimi. Mecz ostatnich drużyn mógł być dobrym momentem na przełamanie złej passy gospodarzy, którzy mieli na swoim koncie pięć porażek z rzędu. Goście po zeszłotygodniowym zwycięstwie byli w zdecydowanie lepszych nastrojach. Korsarze na mecz przybyli tylko z jedną zmianą, a pomiędzy słupkami stanął Patryk Orzel, którego czekało ciężkie zadanie, gdyż rywal przyszedł w dużo szerszej obsadzie. Początkowo starcie było wyrównane a każda z drużyn miała swoje okazje na zdobycie gola. Jako pierwsi dokonali tego gospodarze, a dokładniej Beniamin Chrapowicki po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego. Każda upływająca minuta przechylała jednak szalę zwycięstwa na stronę AFC Goodfellas, które dzięki szerszej ławce rezerwowych szybciej poruszało się po boisku. Mimo to długo nie mogli pokonać golkipera oponentów, lecz kiedy w końcu do tego doszło, to chwilę później cieszyli z prowadzenia. Pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gości. Druga odsłona zaczęła się bardzo niefortunnie dla Korsarzy. Przy pierwszym strzale gości Patryk Orzeł tak niefortunnie interweniował, że umieścił piłkę w siatce. Szybko zdobyty gol tylko rozpędził AFC, które zdominowało resztę spotkania systematycznie powiększając przewagę. Mecz zakończył się pięciobramkową różnicą na korzyść Goodfellas, które dzięki wygranej wreszcie opuściło strefę spadkową. Dla gospodarzy była to szósta porażka z rzędu, lecz wierzymy, że jeszcze odbiją się od dna i że nie powiedzieli w tej rundzie ostatniego słowa.
W 7 kolejce 2 ligi UEFA Mafia Ursynów podejmowała Warszawską Ferajnę. Od początku spotkania gospodarze chcieli przejąć tutaj inicjatywę. No i wystarczyło kilka składnych akcji, by zawodnicy z Ursynowa dopisali do swojego dorobku dwie bramki. Ich autorem był Jan Goleń, który najpierw wykorzystał sprytne zagranie z klepki od Marcina Piłatowskiego, aby chwilę później podwyższyć wynik na 2-0 przy wydatnej pomocy Adama Golenia. Jednak Warszawska Ferajna będąc drużyną doświadczoną w Lidze Fanów szybko się odgryzła. Na 1-2 trafił Wiktor Kozłowski po ładnym przechwycie w środku pola. Mieliśmy więc bramkę kontaktową i duże nadzieje ekipy Ferajny na ugranie przynajmniej punktu. Walka trwała na całym boisku, atakowała raz jedna drużyna a raz druga. Ostatecznie to ekipa gospodarzy dopięła swego i trafiła na 3-1. Jakub Komendołowicz wykorzystał prostopadłe podanie Maksa Zajączkowskiego i bez problemu pokonał golkipera rywali. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą cześć spotkania. Druga połowa to mocna szarża ekipy Mafia UEFA. Szybkie trzy gole ustawiły to spotkanie. W tym momencie rozkręcił się Michał Piłatkowski, który regularnie pokonywał bramkarza gości. Potem prowadzący trochę zwolnili, ale i tak pozostawali bardzo groźni. Ostanie dwie bramki były zasługą drużynowego grania ekipy Mafii. Najpierw Marcin Kruszek trafił na 7-1, a chwilę później Maks Zajączkowski wykorzystał ładne podanie od Piotra Kosiarskiego. Przy stanie 8-1 ekipa Mafii mogła spokojnie realizować swoje założenia taktyczne i tak też to wyglądało do ostatniego gwizdka. Co prawda ekipa gości zdobyła jeszcze jedną bramkę, ale wynik 8-2 świadczy jednak o dużej kontroli boiskowych wydarzeń przez triumfatorów. UEFA Mafia Ursynów plasuje się obecnie na 4 miejscu w tabeli, z niewielką stratą do 3 lokaty i ciągle liczy się w wyścigu o awans. Warszawska Ferajna okupuje niestety przedostatnie miejsce i każda strata punktów oddala tę drużynę od pozostania w tej klasie rozgrywkowej.
Po sześciu rozegranych seriach gier przyszedł czas na siódmą kolejkę. Na obiektach warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy o zgoła odmiennej boiskowej specyfice. Z jednej strony gospodarze, których doskonale znamy i wiemy czego można się po nich spodziewać. Z drugiej natomiast jeszcze nie do końca jasny fenomen młodego składu KSB Warszawa. Biorąc pod uwagę różnicę zaledwie trzech oczek pomiędzy drużynami, mecz zapowiadał się niezwykle pasjonująco, ponieważ wynik mógł mieć bezpośredni wpływ na finalny układ tabeli przed przerwą zimową. Niestety dla nas – obserwatorów spotkanie to było w dużym stopniu jednostronne – co w ujęciu zarówno pierwszej, jak i drugiej połowy jest delikatnym nadużyciem. Zawodnicy gospodarzy od samego początku podjęli próbę dorównania swoim rywalom w pojedynkach biegowych, często przegrywając pojedynki jeden na jeden. Dzięki szybkiemu przemieszczaniu piłki KSB Warszawa osiągało swój zamierzony cel, czyli stopniowe powiększanie bezpiecznej bramkowej przewagi. Tym samym wynik do przerwy oraz ogólne problemy w dojściu do głosu w wykonaniu graczy czarnych strojach mogła wprowadzić w ich szeregi sporą dozę zdeprymowania. Druga część tego jednostronnego pojedynku wyglądała podobnie. Mimo tego gracze Green Lantern nie poddawali się, zamieniając podarowane od rywala prezenty na bramki. Ogrom starań i wielkie chęci zdały się jednak na nic, w pojedynku z młodszym i zwyczajnie (tego dnia) sportowo lepszym przeciwnikiem, czego efektem była dotkliwa porażka aż 6:18.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)