Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 13 Liga
W 14. kolejce 13. Ligi Fanów na Arenie Grenady spotkały się zespoły mające zupełnie różne cele na końcówkę sezonu. FC Wombaty walczą o utrzymanie, natomiast Gentleman Warsaw Team celują w awans. Mecz dostarczył kibicom wielu emocji, a wynik ważył się niemal do samego końca.
Od pierwszych minut spotkanie było bardzo wyrównane. Obie drużyny grały ofensywnie, tworząc sobie sytuacje podbramkowe. Więcej zimnej krwi zachowali jednak Gentleman Warsaw Team, którzy schodzili na przerwę z prowadzeniem 4:2 – głównie dzięki lepszej skuteczności.
Po przerwie Wombaty rzuciły się do odrabiania strat, a liderem ich ofensywy był Maciej Stąporek. Rozgrywał fenomenalne zawody, czterokrotnie wpisując się na listę strzelców i nieustannie nękając defensywę rywali. Ale po drugiej stronie boiska równie wielki mecz rozegrał Paweł Domański. Zdobył aż cztery bramki i dołożył jedną asystę, będąc zdecydowanie najjaśniejszą postacią Gentlemanów. W końcówce spotkania, przy stanie 8:4, wydawało się, że goście mają mecz pod kontrolą. Wombaty jednak nie złożyły broni – w kilka minut zdobyły dwa szybkie gole i wróciły do gry. Mimo ambitnej pogoni zabrakło im jednak czasu i ostatecznie Gentleman Warsaw Team zwyciężyli 8:6.
Dzięki tej wygranej Gentlemani pozostają w ścisłej walce o awans do wyższej ligi, natomiast FC Wombaty, mimo walecznej postawy i dobrej ofensywy, wciąż muszą szukać punktów, by utrzymać się w lidze.
W 14. kolejce 13. Ligi Fanów kibice zgromadzeni na Arenie Grenady byli świadkami jednostronnego widowiska. O godzinie 14:00 Inferno Team III zmierzyło się z Szeregiem Homogenizowanym i zafundowało rywalom prawdziwą lekcję futbolu, wygrywając aż 17:2.
Już pierwsza połowa nie pozostawiła złudzeń – gospodarze zdominowali przeciwników i schodzili na przerwę z prowadzeniem 6:0. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie – Inferno nie zwalniało tempa, a z każdą minutą ich przewaga tylko rosła. Trudno wskazać jednego bohatera meczu, bo cała drużyna Inferno zagrała na bardzo wysokim poziomie. Filip Senski zdobył cztery bramki i dorzucił asystę, Paweł Stanek był mózgiem ofensywy – również cztery gole i aż pięć asyst. Na listę strzelców wpisali się też Marek Dubaj i Wojciech Sobieski – obaj skompletowali hat-tricka. To była prawdziwa kanonada bramkowa, rozgrywana w rytmie pełnej kontroli i luzu.
Szereg Homogenizowany nie miał argumentów, by przeciwstawić się tak dobrze dysponowanemu rywalowi. Po porażce 1:10 w poprzedniej kolejce, ten mecz tylko pogłębił ich kryzys. Zespół wyglądał na przygaszony i zniechęcony, co przełożyło się na ich grę. Inferno Team III nie tylko pewnie zwyciężyło, ale też umocniło swoją pozycję w czołówce tabeli. Do lidera brakuje im zaledwie czterech punktów, a w takiej formie są w stanie pokonać każdego. Walka o awans w tej lidze zapowiada się pasjonująco, a Inferno właśnie wysłało bardzo wyraźny sygnał do swoich rywali.
Na cztery kolejki przed końcem rozgrywek 13. ligi sytuacja w czołówce zaczyna się klarować – a starcie CWKS Ferajny Warszawa z liderem, KS Sandacz, miało być kluczowym rozstrzygnięciem w walce o złoto. Spotkanie absolutnie nie zawiodło – emocje, tempo, zaangażowanie i dramaturgia towarzyszyły widzom przez pełne 50 minut gry.
Pierwsze minuty należały do Ferajny. Gospodarze częściej zagrażali bramce rywala, ale Paweł Kyc między słupkami Sandacza rozgrywał fenomenalne zawody – obronił zarówno groźny strzał Turosa z rzutu wolnego, jak i dwa pojedynki sam na sam. Gdyby nie on, liderzy mogli mieć duży problem już na starcie. Z czasem inicjatywę zaczęli przejmować goście, jednak do przerwy gra toczyła się głównie w środku pola. Spotkanie zaostrzyło się po przepychance między Sitarkiem i kapitanem Sandacza, Konradem Sadziakiem – obaj zobaczyli żółte kartki, co na moment osłabiło ich zespoły. W końcu, wykorzystując błąd przy wznowieniu gry, wynik otworzył Sadziak i Sandacz objął prowadzenie.
Druga połowa rozpoczęła się od wysokiego pressingu Ferajny, która starała się rozgrywać z udziałem bramkarza Dąbrowskiego. Zamiast wyrównania, przyszła jednak kara – Januczek obsłużył Rozmarynowskiego, a ten podwyższył na 0:2. Chwilę później nastąpiły dwa szybkie ciosy: Podkoń wykorzystał nieporozumienie przy zmianie, a Rostankowski po podaniu Januczka trafił w kontrze na 0:4. Gospodarze nie potrafili przekuć frustracji w konstruktywną grę – atmosfera na boisku się psuła, pojawiły się wzajemne pretensje i chaos. Sandacz tymczasem grał swoje – Sadziak dobił strzał Rostankowskiego i było już 0:5. Nadzieję Ferajnie dał Szerszeń po świetnej akcji z Puchalskim, ale zaraz potem wyleciał z boiska za żółtą kartkę. To wybiło gospodarzy z rytmu na dobre. Rozmarynowski i Rostankowski dołożyli jeszcze kolejną bramkę po widowiskowej akcji z piętką. Dopiero trafienie Piątka po wrzucie z autu Turosa ustaliło wynik meczu na 2:6.
Dzięki temu zwycięstwu KS Sandacz umacnia się na pozycji lidera i stawia duży krok w stronę mistrzostwa. CWKS Ferajna spada na czwartą lokatę i jeśli myśli o medalu, musi natychmiast wrócić na zwycięską ścieżkę – szansa wciąż jest, ale margines błędu znikomy.
14. kolejka 13. Ligi przyniosła starcie dwóch zasłużonych ekip Ligi Fanów – NieDzielnych i Green Teamu. Choć obie drużyny przystąpiły do meczu w mocno okrojonych składach, nie zabrakło emocji i widowiskowej drugiej połowy.
Pierwsza część spotkania była dość niemrawa – piłka długo nie chciała zagościć w polach karnych, a groźniejsze akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Słupek po strzale Aksamitowskiego z jednej strony i odpowiedź Rudnickiego po drugiej pokazywały, że potencjał ofensywny jest, ale skuteczność wciąż zawodzi. Dopiero w 23. minucie padła pierwsza bramka – do źle wybitej piłki dopadł Piotr Waszczuk i precyzyjnym strzałem z dystansu wyprowadził Green Team na prowadzenie.
Prawdziwe granie zaczęło się po przerwie. Już w ciągu trzech minut padły trzy gole – najpierw Rudnicki podwyższył na 0:2, potem Aksamitowski zmniejszył straty, ale szybko odpowiedział Waszczuk po świetnej akcji z Rudnickim. Gra się otworzyła, a kibice wreszcie mieli na co popatrzeć. Gospodarze zdołali jeszcze raz złapać kontakt, gdy po genialnym dośrodkowaniu Aksamitowskiego, Godyński efektownie główkował z linii pola karnego. Niedługo później Kacprzak wykorzystał sprytne rozegranie rzutu wolnego, a piłka po lekkim rykoszecie wpadła do siatki – 3:3 i wszystko zaczynało się od nowa.
Zabrakło jednak tlenu. Krótsza ławka NieDzielnych dała o sobie znać, a Green Team wyczuł moment. Waszczuk znów trafił po przejęciu piłki i efektownym zejściu do środka, a chwilę później asystował Gurbielowi przy bramce na 3:5. Gospodarze mogli jeszcze wrócić do gry, ale Godyński nie wykorzystał stuprocentowej okazji – jego strzał do pustej bramki ofiarnie wyblokował Kuna. W końcówce nie było już wątpliwości, kto rozdaje karty. Waszczuk najpierw huknął nie do obrony w okienko, a minutę później dopełnił dzieła – jego piąty gol i asysta Kuny ustaliły wynik na 3:7.
Green Team po tej wygranej traci już tylko pięć punktów do podium i – patrząc na formę rywali – ich szansa na medal jest jak najbardziej realna. NieDzielni natomiast utknęli w strefie spadkowej, a bez wsparcia kadrowego trudno będzie im uciec przed nieuniknionym.
W niedzielne południe w ramach 14. kolejki 13. Ligi Oldboys Derby III mierzyli się z Pogromcami Poprzeczek. Gospodarze przystępowali do tego spotkania w znakomitej formie – cztery zwycięstwa w rundzie rewanżowej, w tym z liderującym KS Sandacz, mówiły same za siebie. Pogromcy? Przeciwnie – jedna zdobyta wiosną zdobycz punktowa i sporo kłopotów. Ale tym razem… zaskoczyli wszystkich.
Oldboysi rozpoczęli tak, jak przystało na faworyta. Najpierw Grudzień otworzył wynik po precyzyjnym podaniu Gaconia, a chwilę później ten sam zawodnik asystował przy trafieniu Wołoszyna – 2:0 i wydawało się, że kolejne zwycięstwo to tylko formalność. Ale Pogromcy szybko dali znak, że nie zamierzają być tłem. Kowalski zdobył kontaktowego gola po asyście Niewiadomego, a chwilę później… nastąpił punkt zwrotny. Gospodarze stanęli przed szansą na odzyskanie dwubramkowej przewagi, jednak rzut karny pewnie obronił Adam Maj. Interwencja ta natchnęła jego zespół. Chwilę później wyrównał Markowski, wykorzystując zamieszanie w polu karnym po podaniu Marcina Kowalskiego. Do przerwy – 2:2 i wszystko było możliwe.
Po zmianie stron Pogromcy ruszyli odważnie. Drugi gol Kowalskiego dał im prowadzenie, ale gospodarze odpowiedzieli błyskawicznie – dwie bramki Bujalskiego (po asystach Grudnia i Cieślaka) znów przechyliły szalę na stronę Oldboysów. W końcówce – kolejne zwroty akcji. Rzut karny dla Pogromców za zagranie ręką pewnie wykorzystał Niewiadomy, aż wreszcie hat-tricka skompletował bohater meczu – Kowalski, ustalając wynik na 4:5.
To było świetne widowisko – z walką, bramkami, emocjami, i znakomitymi interwencjami bramkarzy. Adam Maj zatrzymał karnego w kluczowym momencie, a Biały z Oldboysów również miał kilka spektakularnych obron. Ostatecznie Pogromcy Poprzeczek – mimo kiepskiego bilansu wiosną – wreszcie odpalili i pokazali, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)