Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 13 Liga
Przed spotkaniem ciężko było wskazać faworyta. Inferno, mimo jest że pełne indywidualności, ma problemy ze spójnością i skutecznością gry. Z kolei Szereg Homogenizowany prezentuje zupełnie inną postawę – zawodnicy, darzą się sympatią i zaufaniem, grali jak zgrany kolektyw, walcząc razem o każdy punkt. Mecz zaczął się od przewagi Inferno. Już po pięciu minutach prowadzili 3:0, głównie dzięki Damianowi Słojkowskiemu, który zaskoczył rywali swoimi skutecznymi akcjami. Wydawało się, że gospodarze mają wszystko pod kontrolą, ale Szereg nie zamierzał się poddawać. Pierwszym sygnałem ich powrotu była bramka Bańkowskiego, który świetnie przejął piłkę i umieścił ją w siatce, a zaraz po nim Tomasz Świeczka zdobył kontaktowego gola. Chaos zaczął przenikać do gry Inferno, które przestało wykorzystywać swoje okazje, a goście tylko na tym zyskali. Gdy wydawało się, że Inferno ma chwilową przewagę, Michał Morycz zdobył czwartą bramkę dla swojego zespołu, ale to było ich ostatnie słowo w pierwszej połowie. Pod koniec tej części to goście, niesieni przywództwem Artura Moczulskiego, zaczęli dominować, doprowadzając do wyrównania, a następnie objęli prowadzenie przed przerwą. Moczulski sam kilka razy zagroził bramce rywali, oddając bardzo groźne strzały, choć niektóre minimalnie mijały słupek. Druga połowa zaczęła się od wyrównania, gdy Inferno znów przebudziło się i zaczęło grać bardziej zespołowo. Mateusz Wódkiewicz zagrał fantastyczne podanie przez całe boisko do Zhdanova, który pewnie wykończył akcję. Niestety dla gospodarzy, Szereg szybko odpowiedział kolejnym golem Tomasza Świeczki, a potem dołożyli trafienia Ptaszek i Zaraś, co ostatecznie przypieczętowało ich zwycięstwo. Końcówka była emocjonująca, Inferno miało jeszcze swoje szanse, ale heroiczne parady bramkarza Szeregu w ostatnich minutach zatrzymały ich. Mimo że Inferno miało wiele okazji, zabrakło skuteczności. Szereg Homogenizowany, grając bardziej zespołowo, pokazał, że współpraca i wzajemne wsparcie są kluczem do sukcesu. Z kolei Inferno, mimo jakości, musi zacząć działać jako drużyna, jeśli chce osiągać lepsze wyniki w przyszłości.
Obie ekipy w tym sezonie nie mają zbyt wielu okazji do cieszenia się z punktów po swoich meczach i tym bardziej bezpośrednie starcie było okazją, by tę sytuację podreperować. Początek spotkania to ataki z obu stron, ale obaj bramkarze potrafili skutecznie bronić, stąd długo czekaliśmy na pierwsze trafienie. W końcu wynik otworzył Robert Zawistowski strzelając niemal do pustej bramki, po składnej akcji całej drużyny. Gospodarze poszli za ciosem i podwyższyli wynik po strzale Piotra Waszczuka. Niedzielni starali się odgryzać, lecz na niewiele to się zdało w pierwszych 25 minutach, bo ich akcje nie miały wykończenia. Nic dziwnego, że w przerwie goście mobilizowali się do lepszej gry. Po zmianie stron to Green Team zadał kolejny cios. Przy stanie 3:0 Niedzielni wreszcie przełamali niemoc. Tylko co z tego, jak w kolejnej akcji stracili ponownie bramkę i to zespół w zielonych trykotach miał wynik, który go satysfakcjonował. Goście nie załamali się i mieli swój zryw. Świetnie z przodu uaktywnił się Marcin Aksamitowski, strzelając bramkę i zaliczając asystę. To jednak wystarczyło tylko na zmniejszenie rozmiarów porażki. Green Team z drugim zwycięstwem w tym sezonie poprawił sobie humory przed kolejnym meczem. Niedzielni niestety muszą poczekać jeszcze na premierowe zwycięstwo w tym sezonie i nadal z jednym punktem okupują miejsce w strefie spadkowej.
Mecze derbowe rządzą się swoimi prawami. Ta maksyma jest nam znana nie od dziś. Podobnie wygląda sytuacja w pojedynkach pomiędzy ekipami trzeciej drużyny Old Boys Derby oraz Pogromców Poprzeczek. Niesamowite emocje i ogrom zaangażowania, to aspekty, które cechują te mecze. Minionej niedzieli doszło do kolejnej odsłony tej pasjonującej rywalizacji. Na to spotkanie goście wyszli wyraźnie cofnięci do defensywy. Głęboko ustawieni stoperzy Pogromców wyczekiwali tym samym na kontry. Niestety dla nich ta taktyka nie zdała egzaminu. Gracze gospodarzy pewnie zdobyli dwie pierwsze bramki za sprawą trafień odpowiednio Chmielewskiego oraz Cieślaka. W odpowiedzi na tak kapitalną dyspozycję, rywale odpowiedzieli zaledwie raz. Po podaniu bramkarza gości, do piłki dopadł Norbert Plak, który przywrócił nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Pojawiła się nawet szansa na wyrównanie, ale niesamowitym refleksem popisał się kapitan drużyny Oldboys Przemysław Biały, broniąc rzut karny. Po zmianie stron to gracze z Osiedla Derby ponownie przejęli inicjatywę, aplikując kolejną bramkę. Mimo tak nieszczęśliwego obrotu spraw, Mateusz Niewiadomy i spółka nie zdecydowali się na złożenie broni. W odpowiedzi gola strzelił Bartosz Kusio po podaniu Bartłomieja Rafała. Następnie do remisu doprowadził niezawodny Marcin Kowalski, przez co spotkanie zakończyło się relatywnie sprawiedliwym dla obydwu ekip podziałem punktów, a końcowy rezultat brzmiał 3:3.
FC Wombaty tydzień temu odniosły swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie. Teraz, aby powtórzyć ten wyczyn musiały wygrać z jedyną niepokonaną drużyną swojej ligi, Gentleman Warsaw Team. Zmotywowani o jak najlepszy wynik gospodarze od samego początku prezentowali się tle rywala bardzo dobrze. Gra była szybka i dokładna. Goście chyba nie spodziewali się aż takich trudności, aby znaleźć się pod bramką oponenta. Mimo wyrównanej gry Dżentelmeni już w 5 minucie znaleźli sposób na otwarcie wyniku i wyszli na prowadzenie. Wombaty skutecznie kreowały sobie sytuacje do oddania strzału, lecz stojący w bramce Jakub Augustyniak okazywał się przeszkodą nie do pokonania. 18 minuta przyniosła nam drugą zdobycz bramkową dla Gentlemanów, którzy chyba byli zaskoczeni dobrą grą swojego rywala. Wynik do przerwy na 0:3 ustalił Piotr Marciniak, który niefortunną interwencją umieścił piłkę we własnej siatce. Druga połowa była równie szybka i pełna zaangażowania. W sporej jej części gospodarze nawet przeważali, zmuszając Jakuba Augustyniaka do imponujących interwencji. Pierwszy gol w tej odsłonie padł dopiero w 36 minucie, a jego autorem był Sebastian Bartosik, który wykorzystał podanie od świetnie dysponowanego Piotra Loze. Duet ten ustalił wynik w ostatniej akcji meczu, dając historyczne zwycięstwo Gentleman Warsaw Team bez straty bramki. Goście umocnili się na pozycji lidera, a teraz przed nimi mecze z drużynami z czołówki tabeli. FC Wombaty mimo porażki zaprezentowały się naprawdę dobrze, a ich gra napawa optymizmem przed następnymi spotkaniami, w których śmiało mogą dopatrywać się kolejnych punktów.
W 5. kolejce 13. ligi doszło do emocjonującego starcia między Klubem Sportowym Sandacz a CWKS Ferajna Warszawa. Obie drużyny przystępowały do meczu z wysokimi lokatami w tabeli: Sandacz zajmował 2. miejsce z dorobkiem 12 punktów, a Ferajna Warszawa była tuż za nim, na 3. miejscu, mając 10 punktów. Pierwsza połowa była zacięta i wyrównana. Oba zespoły miały swoje szanse, ale żaden z nich nie potrafił zamienić ich na bramkę, co sprawiło, że na przerwę schodziły przy bezbramkowym remisie 0:0. Prawdziwe emocje zaczęły się po krótkim odpoczynku. W 33. minucie Stefan Janeczek otworzył wynik spotkania, wykorzystując świetne podanie od Konrada Sadziaka. Radość gospodarzy nie trwała długo. Już kilka minut później, w 36. minucie, Ferajna odpowiedziała golem Dominika Turosa, który otrzymał dokładną asystę od Konrada Krużyńskiego. Spotkanie nabrało jeszcze większego tempa, a Sandacz lada moment ponownie był o gola z przodu. Tym razem Aleksander Olender wpisał się na listę strzelców. Wydawało się, że gospodarze dowiozą zwycięstwo do końca, jednak niedługo później Dominik Turos ponownie dał o sobie znać, zdobywając swoją drugą bramkę w meczu. Precyzyjny strzał na dalszy słupek sprawił, że ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:2. Remis nie zmienia układu sił w tabeli, gdzie KS Sandacz pozostaje na 2. miejscu, a CWKS Ferajna Warszawa nadal depcze im po piętach z perspektywy 3. lokaty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)