Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 5 Liga
Starcie między Mareckimi Wygami a FC Fenix zakończyło się zwycięstwem lidera 5. ligi. Mareckie Wygi mają zaledwie dwa punkty przewagi nad drugim miejscem, co sprawia, że w każdym meczu presja jest ogromna i nie ma miejsca na potknięcia.
Spotkanie długo nie przynosiło bramek. Przez pierwsze 11 minut obie drużyny badały się nawzajem, jednak to Mareckie Wygi jako pierwsze znalazły sposób na przełamanie defensywy rywali. Po rzucie wolnym świetne dośrodkowanie posłał Igor Zuchora, a najwyżej w polu karnym wyskoczył Kamil Faryniarz, który pewnym strzałem głową otworzył wynik spotkania. FC Fenix próbował odpowiedzieć, lecz przez długi czas nie potrafił znaleźć sposobu na bardzo dobrze zorganizowaną defensywę Mareckich Wyg. Zawodnicy lidera kontrolowali tempo gry i skutecznie rozbijali kolejne ataki przeciwników.
Na następną bramkę musieliśmy czekać do 22. minuty. Damian Kotowski oddał groźny strzał, który bramkarz FC Fenix zdołał jeszcze obronić, ale przy dobitce był już bezradny. Najszybciej do piłki dopadł Szymon Pietrucha i bez problemu skierował ją do siatki.
Do przerwy Wygi prowadziły pewnie, mając pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. W 30. minucie zawodnik Mareckich przejął piłkę od ostatniego obrońcy FC Fenix i ruszył z kontratakiem dwóch na jednego. Akcja została rozegrana perfekcyjnie - piłka trafiła do Igora Zuchory, który skierował ją do pustej bramki. Zaledwie minutę później zobaczyliśmy najpiękniejszą akcję meczu. Damian Kotowski przejął piłkę w środku pola, minął trzech rywali i huknął zza pola karnego prosto w okienko, nie dając bramkarzowi żadnych szans na interwencję.
FC Fenix przebudził się dopiero w 38. minucie, zdobywając bramkę na 1:4, lecz wydawało się, że było już za późno na odrobienie strat. W końcówce oba zespoły dołożyły jeszcze po jednym trafieniu, jednak nie miało to większego wpływu na losy spotkania.
Był to mecz całkowicie kontrolowany przez graczy z Marek, którzy dominowali zarówno w defensywie, jak i w ofensywie, prezentując skuteczny i bardzo dojrzały futbol. Ostatni gwizdek przypieczętował ich hegemonię - był to występ kompletny: skuteczna defensywa, szybkie kontrataki, świetna organizacja gry i wysoka skuteczność pod bramką rywala. FC Fenix momentami próbował walczyć, ale tego dnia różnica klas była po prostu widoczna gołym okiem.
Spotkanie pomiędzy Ajaksem Warszawa a After Wolą zapowiadało się na wyrównane starcie zespołów z sąsiadujących miejsc w tabeli. Obie drużyny potrzebowały punktów, by poprawić swoją sytuację ligową, co od pierwszych minut przełożyło się na ofensywne nastawienie i wysoki poziom intensywności.
W 8. minucie wynik otworzył Bruno Parzych, który bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego dał Ajaksowi prowadzenie. Odpowiedź After Woli była jednak szybka. W 12. minucie Zielaskiewicz, po podaniu Domańskiego, doprowadził do wyrównania, a pięć minut później sam Domański, po asyście Kopcia, wyprowadził After na prowadzenie.
Ajaks nie zamierzał się poddawać. W 19. minucie Zaborny, obsłużony przez Lewandowskiego, zdobył bramkę wyrównującą, a następnie gospodarze przejęli inicjatywę. W 23. minucie Pakuła po podaniu Kopacza ponownie dał Ajaksowi prowadzenie, a dwie minuty później Bruno, po kolejnej asyście Kopacza, podwyższył wynik.
Po przerwie After Wola znów złapała kontakt. W 33. minucie Domański, tym razem po podaniu Żukowskiego, zdobył gola dla swojego zespołu. Radość gości trwała jednak bardzo krótko - jeszcze w tej samej minucie Bruno, po asyście Longa Kevina Trana, odpowiedział kolejną bramką dla Ajaksu. W 38. minucie Pakuła dołożył następne trafienie, wyraźnie przechylając szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy.
Końcówka meczu przyniosła jeszcze trochę emocji. W 43. minucie Kopacz wpisał się na listę strzelców dla Ajaksu, a cztery minuty później padła jeszcze bramka dla After Woli, która ustaliła wynik spotkania.
Mecz obfitował w gole i zwroty akcji, jednak to Ajaks Warszawa lepiej wykorzystał swoje momenty i skutecznością w ofensywie zapewnił sobie cenne ligowe zwycięstwo. After Wola pokazała charakter i ambicję, lecz tego dnia nie była w stanie zatrzymać rozpędzonego rywala.
Spotkanie z kategorii „goła dupa kontra bat”? Wynik mógłby na to wskazywać, jednak na boisku mecz pomiędzy Lagą Warszawa a Tylko Zwycięstwo był znacznie bardziej wyrównany. Tylko co piłkarzom przegranej drużyny z walecznej i odważnej gry, skoro przegrali do zera i wciąż znajdują się w gronie zespołów zagrożonych spadkiem?
Jak już wspomnieliśmy - spotkanie nie było jednostronne. Gole strzelali jednak wyłącznie piłkarze Tylko Zwycięstwo. Akcje były budowane rzetelnie i cierpliwie, a głównym bohaterem większości z nich był Andrzej Morawski. Zawodnik ten dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i dwa razy asystował przy trafieniach kolegów. Goleada rozpoczęła się właśnie od jego minięcia bramkarza i skierowania piłki do pustej bramki. Morawski wziął też na siebie ciężar podwyższenia prowadzenia, zdobywając gola z bliskiej odległości. Laga Warszawa walczyła naprawdę dzielnie, ale takiej dekoncentracji w defensywie nie sposób było nie wykorzystać. To nie był dobry dzień w wykonaniu obrońców, a przeciwnik okazał się bezlitosny.
Druga połowa była już spokojniejsza. Tylko Zwycięstwo skupiło się na kontrolowaniu wyniku i wykorzystywaniu przestrzeni pozostawianej przez rywali. Na wysokości zadania stanął także stojący w bramce zwycięskiej drużyny Maciej Miękina, który dbał o to, aby piłkarze Lagi nie mogli nawet wyobrazić sobie piłki w siatce.
Ten mecz był pokazem piłkarskiej dojrzałości i odpowiedzialności za wynik. Efekt widać w tabeli, gdzie Tylko Zwycięstwo pewnie zmierza w kierunku gry na poziomie 4. ligi w przyszłym sezonie.
W 14. kolejce 5. ligi mecz pomiędzy Warsaw Eagle a Na2Nóżkę długo pozostawał bardzo wyrównany. Choć Na2Nóżkę częściej utrzymywało się przy piłce i stwarzało więcej sytuacji, Warsaw Eagle ambitnie odpowiadało kontratakami i przez długi czas skutecznie utrzymywało się w grze.
Pierwsza połowa toczyła się głównie pod dyktando Na2Nóżkę, jednak długo brakowało skuteczności pod bramką rywali. Bardzo dobrze między słupkami prezentował się Dębowski, który kilkukrotnie ratował swój zespół po trudnych interwencjach i utrzymywał bezbramkowy remis. Warsaw Eagle grało bez zmian i skupiało się przede wszystkim na szybkich wyjściach do ataku, jednak niewiele z nich wynikało. Dopiero w 22. minucie wynik spotkania otworzył Jaworski. Gdy wydawało się, że Na2Nóżkę zejdzie na przerwę z prowadzeniem, w ostatniej akcji pierwszej połowy po kontrataku wyrównał Ali Abdullah.
Po zmianie stron mecz wyraźnie się otworzył. Warsaw Eagle rozpoczęło drugą połowę od szybkiego trafienia Karanicza i niespodziewanie wyszło na prowadzenie. Odpowiedź przyszła jednak bardzo szybko - najpierw do remisu doprowadził Samoraj, a chwilę później Gąsiorowski ponownie wyprowadził Na2Nóżkę na prowadzenie. Warsaw Eagle mimo problemów kadrowych dalej walczyło o korzystny wynik. Po kilku groźnych sytuacjach do remisu doprowadził Powałka, który skutecznym strzałem przy krótkim słupku zdobył bramkę na 3:3.
Końcówka należała jednak do Na2Nóżkę. Najpierw Gąsiorowski wykorzystał dogranie do pustej bramki, a chwilę później goście podwyższyli wynik po akcji trzech na jednego. Choć Warsaw Eagle zdołało jeszcze złapać kontakt za sprawą drugiego gola Abdullaha, ostatnie słowo ponownie należało do przeciwników, którzy ustalili wynik spotkania na 6:4.
Na2Nóżkę po raz drugi w tym sezonie okazało się lepsze od Warsaw Eagle, jednak mimo bardzo krótkiej ławki rezerwowych rywale przez długi czas stawiali trudne warunki i do samego końca pozostawali w grze o korzystny rezultat.
W niedzielnym meczu pomiędzy Kryształem Targówek a drugą drużyną Dzików z Lasu obejrzeliśmy wiele zwrotów akcji, mnóstwo emocji i dramatyczną końcówkę. Ostatecznie triumfatorem spotkania okazała się ekipa z Targówka, która wygrała rzutem na taśmę 8:7. Decydujące trafienie, będące prawdziwym gwoździem do trumny Dzików, zdobył Igor Ruciński.
Przez większość meczu rywalizacja była niezwykle wyrównana. Obie drużyny szły łeb w łeb, a właściwie gol za gol, dlatego bardzo trudno było wskazać zespół mający wyraźną przewagę. Po 25 minutach tablica wyników pokazywała remis 4:4, więc jasne było, że o losach spotkania zdecyduje druga połowa.
Każda z ekip miała swoich bohaterów. W Krysztale zdecydowanie wyróżniali się Kacper Kubiszer oraz Igor Ruciński. Zawodnicy rozumieją się niemal bez słów - potrafią grać „na pamięć”, doskonale wiedząc, gdzie w danym momencie znajduje się partner z drużyny. To właśnie oni dyrygowali ofensywnymi akcjami swojego zespołu, raz po raz napędzając ataki i skutecznie je wykańczając, zmuszając bramkarza rywali do wyciągania piłki z siatki.
Po drugiej stronie boiska najjaśniejszą postacią był bez wątpienia Aleksander Janiszewski. Grając z głębi pola, fenomenalnie podłączał się do akcji ofensywnych, dzięki czemu zdobył aż cztery gole. Jego timing i wyczucie momentu wejścia w akcję stoją na bardzo wysokim poziomie i mogą imponować wielu zawodnikom.
Ostatecznie Dzikom zabrakło koncentracji w końcówce spotkania i nie zdołali dowieźć remisu do ostatniego gwizdka. Kryształ Targówek dopisuje więc do swojego konta trzy punkty po niezwykle emocjonującej rywalizacji.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)