Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
Sytuacja MixAmatora i Energii przed pierwszym gwizdkiem była raczej jasna. Tym drugim nie groził ani spadek, ani też awans do TOP 5, z kolei nominalni gospodarze teoretycznie mogli się jeszcze łudzić, że dzięki wygranej zachowają szansę na utrzymanie w lidze. Ale prawda była taka, że los popularnych Mixów był praktycznie przesądzony, choćby z tego powodu, że w ostatniej kolejce będą grać z Wilkami. Nadzieja umiera jednak ostatnia i pewnie z takim nastawieniem chłopaki przyjechali na Arenę Grenady. I jeszcze zanim wybrzmiał pierwszy gwizdek, już wtedy zaczęły się poważne problemy outsiderów. Okazało się, że nie dojechał bramkarz Grzesiek Augustyniak, co spowodowało, że między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola, a konkretnie Tomasz Gaworski. Na domiar złego jeszcze w pierwszej połowie kontuzji nabawił się Żenia Bajew i MixAmator musiał sobie radzić bez zmian. Zadanie było arcytrudne, zwłaszcza że gole dla przeciwników zaczęły padać dość szybko. Energia błyskawicznie objęła prowadzenie 2:0 i poszukiwała kolejnych trafień. Udało jej się zbudować nawet trzybramkowy zapas, ale wtedy zaczął się dobry moment Mixów. Nominalnym gospodarzom udało się złapać właściwy rytm i po dwóch bramkach z rzędu, wynik wcale nie wyglądał tak źle. Ostatnie słowo w premierowej odsłonie należało jednak do rywali. I o ile w pierwszych 25 minutach jakieś emocje jeszcze były, o tyle w drugich szybko pozbyliśmy się złudzeń co do końcowego wyniku. Energia od razu po przerwie poczęstowała rywala trafieniem swojego bramkarza, Volodymyra Slobozheniuka a potem regularnie punktowała opadających z sił oponentów. Mimo wszystko MixAmator grał do końca i w finałowych minutach udało mu się trochę przypudrować wynik, a skończyło się na rezultacie 8:4. Był to mecz bez wielkiej historii, nie licząc może potężnej ulewy, jaka towarzyszyła zawodnikom w samej końcówce. Energia była zespołem dużo lepszym i dzięki trzem punktom zapewniła sobie 6 miejsce na koniec sezonu. Z kolei przegrani nie mają już nawet matematycznych szans na zachowanie pierwszoligowego bytu. Jesteśmy jednak przekonani, że tak jak całą rundę walczyli dzielnie, tak też nie odpuszczą ostatniej kolejki, by godnie pożegnać się z zapleczem Ekstraklasy Ligi Fanów.
W ostatnich kolejkach Ogień Bielany gra wyśmienicie, wygrywając swoje mecze bardzo okazale. Ukranian Vikings po bardzo dobrym początku sezonu złapali mała zadyszkę i po dwóch porażkach ich sytuacja w walce o medale mocno się skomplikowała. Od początku meczu gołym okiem widać było, która drużyna jest w przysłowiowym gazie. Młodzi zawodnicy z Bielan od pierwszej minuty przejęli inicjatywę a głównym motorem napędowym ich drużyny był niezastąpiony Kacper Cetlin, który otworzył wynik spotkania. Pierwszy kwadrans to kompletna dominacja gospodarzy, którzy w tej części dołożyli kolejne trzy trafienia. Po straconych golach goście na chwilę przebudzili się z letargu i zdołali strzelić dwie bramki, które dawały im jeszcze nadzieję na korzystny wynik. Ostatnia bramka w premierowej odsłonie była dziełem Ognistych i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 6:2. Pierwsze minuty drugiej połowy spotkania to systematyczne powiększanie przewagi i na kwadrans do końca w protokole meczowym widniał wynik 11:2. W końcowych fragmentach gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i ostatecznie wygrali aż 13:3. Wygrana ta przesądza o ich drugim miejscu i w przyszłym sezonie tę drużynę będziemy oglądać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Głównym autorem tego zwycięstwa był wspomniany wcześniej Kacper Cetlin, który spotkanie zakończył z sześcioma bramkami. Porażka Ukranian Vikings sprawia, że o ich awansie i brązowym medalu na zakończenie sezonu przesądzi mecz z sąsiadem z tabeli w ostatniej kolejce.
Grający w kratkę zespół Sirius podejmował ekipę Wilków w meczu, który miał kluczowe znaczenie dla gości, bo mogli oni już w tej kolejce zagwarantować sobie awans do wymarzonej Ekstraklasy. Faworyci przystępowali do meczu w osłabionym składzie, bez swojego trenera i z zaledwie jednym zawodnikiem na ławce rezerwowych. W związku z tym pojawiały się pytania, jak poradzą sobie kondycyjnie w tym pojedynku. Pierwsza połowa rozpoczęła się od śmiałego prowadzenia gry przez gospodarzy. Sirius tworzył więcej klarownych sytuacji, a Yevhenii Kost kilkukrotnie musiał interweniować, ratując swój zespół przed utratą gola. Choć gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i byli groźniejsi w ofensywie, to jednak Wilki jako pierwsze znalazły sposób na umieszczenie piłki w siatce. W 16 minucie spotkania, po skutecznym ataku goście objęli prowadzenie. Kilka minut później, w 22 minucie, Marcin Rowiński podwyższył wynik, co pozwoliło Wilkom schodzić na przerwę z dwubramkową przewagą. Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Wilków. Trzy minuty po wznowieniu gry zdobyli oni kolejną bramkę, powiększając przewagę do trzech goli. Dla Siriusa była to syrena alarmowa, sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji, jeśli chcieli jeszcze coś zmienić w tym spotkaniu. Gospodarze odpowiedzieli na to wyzwanie, rzucając się do ataku. Intensywna wymiana ciosów przyniosła efekty, a w 47 minucie Sirius odrobił straty, doprowadzając do wyrównania wyniku na 5:5. Mecz stał się niezwykle emocjonujący, a obie drużyny walczyły do samego końca, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Na minutę przed zakończeniem spotkania, Maciej Bubiec świetnie obsłużył podaniem Yaroslava Vlasenko, który precyzyjnym strzałem zapewnił zwycięstwo faworytom. Dzięki tej wygranej Wilki nie tylko przypieczętowały awans do Ekstraklasy, ale również świętowały zdobycie mistrzostwa 1 ligi!
Dla Contry spotkanie z Impulsem było meczem o wszystko w tym sezonie. Ekipa z Ukrainy również musiała wygrać, by zbliżyć się do miejsca na podium. Obie ekipy wiedząc jak wielka jest stawka tego spotkania, od samego początku wzięły się ostro do pracy. Wynik otworzył Kuba Lisowski. Po chwili było już 0:2 i wydawało się, iż Contra pójdzie za ciosem. Jednak gracze z Ukrainy potrafili złapać kontakt z rywalem a w głównej roli jak zawsze wystąpił Vladyslav Budz, strzelając dwie bramki w pierwszej połowie. Contra była jednak zdeterminowana, zwłaszcza że czasami między zawodnikami było widać chęć dodatkowej mobilizacji i odpowiedzialności za wynik. Jeszcze przed przerwą bramkę dającą ponowne prowadzenie strzelił kapitan Michał Raciborski i po 25 minutach rywalizacji wynik brzmiał 2:3. Po zmianie stron goście mając lepszą skuteczność odjechali z wynikiem. Gospodarze mieli swoje okazje, ale Radek Parszewski stojący w tym dniu między słupkami bronił kapitalnie. Nie jest to nominalny bramkarz, więc tym większe uznanie, że w tym ciężkim meczu dawał radę. Contra z każdą minutą była coraz bardziej pewna swego a rywale wiedząc, że porażka minimalizuje ich szanse na awans spieszyli się, co nie pomagało w podejmowaniu dobrych decyzji. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 4:9 i to Contra za tydzień stanie do walki z Ukranian Vikings o awans do ekstraklasy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)