Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 9 Liga
Dynamo Wołomin vs FC Vikersonn. Goście od pierwszych narzucili inicjatywę, podchodzili blisko do rywali od razu po stracie piłki, wypracowywali groźne okazje i byli konkretniejsi. I w końcu dwójkowa akcja wyprowadziła ich na prowadzenie. Gospodarze w pierwszym fragmencie meczu tylko z kontry mogli zagrozić silniejszym rywalom. Mimo to wychodzili wyżej do rywali, ale w odpowiedzi goście przeprowadzali piłkę na połowę przeciwników długim podaniem i wracaliśmy do punktu wyjścia. W końcu zobaczyliśmy świetny fragment gry Wołomina, dobre decyzje, strzały zza pola karnego, jeden z nich po rykoszecie trafił w poprzeczkę. Dodatkowo chłopaki starali się dosłownie wybiegać to spotkanie. Ogólnie mecz był czysty, bez agresywnych starć, obydwaj bramkarze dwukrotnie zostali podpięci przed przerwą i musieli się wykazać refleksem, jednak stanęli na wysokości zadania. Do przerwy skromnie prowadzenie gości 0:1. Po zmianie stron Dynamo szybko zaskoczyło, ponieważ wyrównali już w pierwszej akcji. W kolejnych minutach nie zauważyliśmy większych zmian taktyki, zespoły szukały otwartych pozycji, czasami zbyt długo utrzymując się w posiadaniu piłki lub samotnych rajdach. Vikersonn dalej cierpliwie prowadził grę, jednak gospodarze niestrudzeni ambitnie próbowali wyjść na prowadzenie, niestety dostali dwa ciosy, autorstwa Ruslana Kosmacha. Kolejne minuty to napór i głośna mobilizacja ze strony Wołomina. Mocny i celny strzał z wolnego i tylko bramki brakowało do remisu. Ostatnia sytuacja w meczu była bliźniacza jak chwilę wcześniej, ale tym razem Dynamo nie potrafiło oddać równie celnego strzału, a na kolejne akcje zabrakło czasu. Ostatecznie przegrali 2:3, jednak mogą być zadowoleni ze swojego zaangażowania i postawy w tym spotkaniu.
Joga Bonito w meczu z Awanturą Warszawa II był na papierze faworytem. Tegoroczny sezon pokazuje, że gospodarze grają w każdym meczu "all in", żadne ich spotkanie w tej rundzie nie zakończyło się remisem. Co widzieliśmy na boisku? Od pierwszego gwizdka duży nacisk z obydwu stron, wysoka intensywność, sportowa agresja, aby pokonać rywala i dopisać punkty do swojego konta. Joga próbowała swoich sił z kontry, natomiast Awantura próbowała rozgrywać prostopadłymi podaniami. W końcu rozwiązał się w worek z bramkami za sprawą Mateusza Hnatio, który po chwili od przyjęcia piłki huknął na bramkę rywala. Kolejne minuty i kolejne dwie bramki gospodarzy, którzy wyraźnie dążyli do celu i zapracowali sobie na efekt końcowy. Po tym fragmencie gry akcja po akcję refleksem i umiejętnościami wykazali się obydwaj bramkarze, czym zaznaczyli swoje obecności. Awantura przed przerwą jeszcze dwukrotnie zagroziła bramce rywali, ale wynik 3:0 nie uległ zmianie do przerwy. W drugiej części gry dalej Joga podtrzymywała kontrolę i inicjatywę w swoich szeregach, mimo że Awantura wyszła wysoko w drugiej części gry i potrafiła stworzyć 100% sytuacje. U gospodarzy doskonale czuł się Mateusz Hnatio, który potrafił skutecznie korzystać z podań kolegów, ale również znaleźć się gdzie trzeba i przede wszystkim egzekwować wypracowane szanse. Efektem tego hat-trick, który również zanotował imiennik z zespołu - Mateusz Bubrzyk, jednak brakowało mu trochę skuteczności, w innym razie to on byłby wybrany MVP spotkania przez rywali, a nie Mateusz Hnatio. Sam mecz był przeprowadzany raczej w myśl zasad fair play, cieszymy się, że akcji podbramkowych nie brakowało. Awantura już za tydzień będzie mogła zmazać plamę, po porażka 1:10 chluby jej nie przynosi.
Niepokonani BadBoysi dalej pozostają niepokonani. Mecz z Hiszpańskim Galeonem tylko utwierdził nas w przekonaniu, że bracia Podobas stanowią silny fundament tej drużyny i do końca będą bronić twierdzy jaką jest własne pole karne i bramka. W samo południe sędzia Rafał rozpoczął to spotkanie, a obie drużyny wybiegły na murawę po trzy punkty. Damian Borowski po asyście Bartosza Staniszewskiego umieścił futbolówkę w siatce. Gol padł bardzo szybko, bo już w 1 minucie. Bramka zdobyta na samym początku spotkania, oprócz oczywistego prowadzenia, jest wartością dodaną przede wszystkim dla mentalności zawodników i ułatwia bezpieczne wejście w mecz. Gospodarze poczuli się na tyle bezpiecznie, że strzelili cztery bramki z rzędu, a pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:1. Ważnym elementem w tym spotkaniu był Dawid Lewandowski. Nie bez powodu gremium Ligi Fanów wybrało go do szóstki kolejki. Dawid zanotował aż trzy bramki w tym spotkaniu i był mocnym ogniwem drużyny. W drugiej połowie obie drużyny zadbały o defensywę i padły w niej tylko dwie bramki. Dwa gole dla dwóch drużyn jednak strzelone, o ironio, przez tego samego zawodnika. Najpierw Damian Szumigaj strzelił samobója, żeby po chwili się zreflektować i trafić bramkę już do tej bramki co powinien. Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:2. BadBoysi umocnili się na pozycji lidera, a Hiszpański Galeon znajduje się w środku tabeli z dorobkiem 9 punktów.
Jedna z najlepszych w lidze linia ataku, kontra najlepsza defensywa. Z jednej strony Crimson Boys, którzy na pewno nie mają problemów ze zdobywaniem bramek, z drugiej TRCH, która jak mało kto potrafi znaleźć sposób na powstrzymywanie ataków rywali. Mecz zapowiadał się więc niezwykle interesująco. Crimson Boys w swoim stylu ruszyli do ataków i już w 3 minucie wyszli na prowadzenie po dokładnym strzale Damiana Kucharczyka. Następne 10 minut ku zdziwieniu wielu obserwatorów tego meczu, jak i samych zawodników było wyjątkowo spokojne. Dopiero chwilę przed upływem pierwszego kwadransa gry na dwubramkowe prowadzenie wyszli gospodarze. Od tego momentu do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy TRCH, którzy najpierw zdobyli bramkę kontaktową, a po chwili Kamil Pasik doprowadził do remisu. Niemal równo z ostatnim gwizdkiem sędziego goście wyszli na prowadzenie i przy wyniku 3:2 schodzili na zasłużony odpoczynek, a czy prowadzenie było zasłużone? Ciężko stwierdzić, bo momentami cuda w bramce gości wyprawiał Adrian Kras, nie raz i nie dwa powstrzymując huraganowe ataki Crimson Boys. Druga część to już dominacja defensywy nad ofensywą. Szybko odbierana piłka przerodziła się w kontrataki, w których prym wiódł Kamil Pasik regularnie punktując rywali. Crimson Boys oczywiście też momentami stwarzał zagrożenie pod bramką rywali, udało im się jeszcze dwukrotnie pokonać Adriana Krasa, ale to było zbyt mało. TRCH był bezwzględny w swoich szybkich akcjach i zwyciężył 7:4, choć jeszcze raz trzeba podkreślić wkład jaki w to zwycięstwo miał wybrany na MVP 9 ligi Adrian Kras.
Przed spotkaniem stawialiśmy na Warsaw Gunners i się nie zawiedliśmy. Chłopaki rozegrali świetne spotkanie i wydostali się ze strefy spadkowej. Ich passa w ostatnich meczach nie była zbyt dobra, tak samo zresztą jak ich przeciwników FC Torpedo, jednak to Kanonierzy zdecydowali, że będą górą w tym spotkaniu. W nowych strojach od Superbetu prezentowali się fenomenalnie i pewnie dlatego też zagrali jak z nut. Pomimo tego, że w strojach Arsenalu Londyn jest im do twarzy to jednak piękne bordowe trykoty dobrze uzupełniały się z urodą zawodników. Początek spotkania jednak nie był tak pozytywny dla gospodarzy. Po aucie WSFC, piłkę przejęło Torpedo i wykorzystało sytuację. Liashuk po niesamowitym podaniu od Nazaruka strzelił pierwszego gola otwierając wynik spotkania. Było trochę nerwów i niespokojnych podań gospodarzy po tej bramce. Po tym golu FC Torpedo umocniło się na boisku i zyskało wiarę w siebie. Jednak kiedy Mateusz Madej wyrównał po pokonaniu dwóch obrońców i bramkarza nastroje diametralnie się zmieniły. Do końca pierwszej połowy wynik wynosił 4:2 – goście zaczęli się gubić, a Kanonierzy znakomicie to wykorzystywali. W drugiej połowie Gunnerzy, a dokładniej Michał Konieczny, pierwszy strzelił do bramki rywala. W tej akcji na szczególne wyróżnienie zasługuje Marcin Siwiec, bo to on najpierw przejął piłkę, a następnie przedryblował dwóch zawodników i wycofał futbolówkę do tyłu w bezpieczną przestrzeń. Marcin ustrzelił w tym meczu hat-tricka, a gremium Ligi Fanów wybrało go do szóstki kolejki 9. ligi, na którą zdecydowanie zasłużył. Mecz finalnie zakończył się wynikiem 11:5. FC Torpedo znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli 9 ligi, a Warsaw Gunners FC wskoczyło na 6. lokatę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)