reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 4 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
16:00

Był to trochę klasyczny mecz "o pietruszkę". Dnipro chciało odnieść drugie zwycięstwo w sezonie i utrzymać 6. miejsce w tabeli, natomiast Nieuchwytni marzyli o pierwszych punktach. Co z tego wyszło? Prawdziwa strzelanina.

Początek to wyrównana wymiana ciosów. Po 16 minutach na tablicy widniał wynik 3:2 dla Dnipro, ale już siedem minut później gospodarze prowadzili 7:2. Przez dłuższy czas ich przewaga była wyraźna i kontrolowali grę. Jednak w pewnym momencie nonszalancja w szeregach Dnipro sprawiła, że Nieuchwytni przejęli inicjatywę. Z 6:10 zrobiło się 8:10 i goście mieli szanse, by doprowadzić nawet do remisu. Okazji jednak nie wykorzystali, a za to zostali srogo ukarani – Dnipro odpowiedziało czterema bramkami z rzędu i przypieczętowało zwycięstwo.

Indywidualnie również było na co popatrzeć. W ekipie pokonanych błyszczał Maksym Zhukov – autor 4 goli i 2 asyst. Wspierał go Oleksii Kyselov, który popisał się hat-trickiem i jedną asystą. W Dnipro prawdziwym liderem był Vlad Budz – zawodnik Ekstraklasy Ligi Fanów rozegrał kapitalne zawody, notując 6 bramek i 2 asysty. Świetnie spisali się też Viacheslav Hladyshev (3 gole, 2 asysty) oraz Kiril Kud (1 bramka, 3 kluczowe podania).

Obie drużyny zafundowały kibicom prawdziwy festiwal bramek i zakończyły sezon w dobrych nastrojach. Jasne, nie były to rezultaty na miarę marzeń, ale teraz przed nimi czas spokojnych przygotowań i pracy nad błędami przed startem docelowych rozgrywek.

3
16:00

Spotkanie pomiędzy Force Fusion a FC Bulls było dokładnie tym, czego można się spodziewać po starciu o tak wysoką stawkę – pełnym emocji, zwrotów akcji i ogromnego zaangażowania z obu stron. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że Fusion mieli wszystko w swoich rękach – zwycięstwo dawało im mistrzostwo. Bulls natomiast, aby myśleć o złocie, musieli nie tylko pokonać rywali, ale też liczyć na potknięcie Legionu. To dodatkowo podsycało napięcie.

Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana do samego końca. Oba zespoły postawiły na ofensywną grę – bez kalkulacji i cofania się do obrony. Fusion od początku próbowali narzucić swój styl i kilkukrotnie stworzyli zagrożenie pod bramką przeciwnika, ale Bulls odpowiadali groźnymi kontratakami. Do przerwy było 2:2, co zapowiadało jeszcze większe emocje po zmianie stron.

W drugiej połowie FC Bulls pokazali, że tego dnia mają więcej energii i skuteczności. Zagrali mądrze, wykorzystując błędy Fusion w rozegraniu i coraz częściej dochodzili do klarownych sytuacji. Kluczową rolę odegrał Vladislav Zhukov, bramkarz Bulls, który kilkoma kapitalnymi interwencjami uchronił swój zespół przed stratą gola. W ofensywie błysnął Ilya Granchuk – dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i przechylił szalę zwycięstwa na stronę swojej drużyny.

Ostatecznie Bulls wygrali 5:2, kończąc sezon na drugim miejscu w tabeli. Force Fusion, mimo ogromnej walki, musieli pogodzić się z porażką i zamknęli rozgrywki na trzeciej lokacie. Choć nie udało się sięgnąć po mistrzostwo, obie ekipy potwierdziły, że należą do ścisłej czołówki ligi.

Dodajmy, że był to mecz godny finału sezonu, bo było w nim wszystko, czego oczekuje się od tego typu spotkań.

4
16:00

Perspektywa walki o mistrzostwo w ostatniej kolejce spadła Legionowi niczym gwiazdka z nieba. Teoretycznie nie powinni się już liczyć w tej rywalizacji, ale walkower z Ukrainian Devils sprawił, że wciąż mogli marzyć o złocie. Do pełni sukcesu potrzebne były dwa elementy: zwycięstwo nad Inferno Team 2 oraz strata punktów przez Force Fusion. Brzmiało to całkiem realnie, choć nie można było lekceważyć ambicji Inferno. Oni o złoto już nie walczyli, ale medal pozostawał w ich zasięgu. Problem w tym, że na mecz przyjechali bez Nikodema de Sousy Costy i Kacpra Pawłowskiego, co mocno ograniczało ich potencjał.

Od pierwszych minut to Legion wyglądał na zespół, który bardziej pragnie wygranej. Byli aktywniejsi, częściej przy piłce, a ich przewaga udokumentowana została golem – piłka po strzale jednego z legionistów odbiła się rykoszetem i wpadła do siatki. Chwilę później mogło być już 2:0, ale Inferno zdołało się wybronić. Mało tego – po składnej akcji wyrównał Daniel Dworecki.

Odpowiedź Legionu była jednak natychmiastowa. Po akcji Elbeka Muhamaddaliyeva piłkę do bramki skierował Aleh Patonich, a jeszcze przed przerwą padł trzeci gol dla drużyny z Ukrainy. Wynik 3:1 nie przesądzał sprawy, ale było widać, że Inferno ma ogromne problemy ze sforsowaniem dobrze ustawionej defensywy rywala. Wystarczy wspomnieć, że tak wybitny snajper jak Bartek Kopacz praktycznie nie miał okazji do zdobycia gola.

Mimo to zespół Igora Patkowskiego nie zamierzał się poddawać. Po ładnej akcji kontaktową bramkę zdobył Artur Cioth i zrobiło się ciekawie. Rozpoczął się festiwal niewykorzystanych okazji: Legion dwukrotnie obił słupek, a Inferno mogło wyrównać, lecz Daniel Dworecki – mając przed sobą niemal pustą bramkę – postanowił uderzyć efektownie zamiast skutecznie i fatalnie spudłował. To był moment, który mógł odmienić losy meczu, ale zamiast tego Legion postawił kropkę nad „i”. Po kontrataku akcję rozprowadził Ivan Pushkarenko, podał do Yuriego Chornobaia, a ten ustalił wynik na 4:2. Legion nie wypuścił już przewagi z rąk, a dobre wieści z meczu Force Fusion sprawiły, że mógł świętować mistrzostwo! Z kolei Inferno opuszczało boisko ze sporym niedosytem. Każdy sportowiec wie, jak gorzko smakuje czwarte miejsce – tak blisko medalu, a jednak poza podium...

Reklama