reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 4 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

Patrząc na wynik 7:0, można by pomyśleć, że byliśmy świadkami jednostronnego i nudnego meczu. Nic bardziej mylnego. Choć Force Fusion odniosło w pełni zasłużone zwycięstwo, rezultat zupełnie nie oddaje realnego przebiegu spotkania ani walki, jaką stawił Legion. Ale po kolei.

Już od pierwszych minut to zawodnicy w purpurowych strojach nadawali ton grze. Szybko stworzyli sobie kilka stuprocentowych sytuacji, które jednak długo nie przynosiły efektu. Dopiero w 6. minucie udało się przełamać impas i otworzyć wynik. Z każdą kolejną minutą Force coraz bardziej przejmowało kontrolę, raz po raz zamieniając okazje na gole. Ogromna w tym zasługa lidera zespołu i MVP kolejki – Ruslana Yakubiva, który miał udział przy niemal każdej akcji ofensywnej swojej drużyny.

Legion nie pozostawał bierny – odpowiadał twardą, zdecydowaną grą, próbując odgryźć się kontrami, ale tego dnia nie wystarczyło to nawet do zdobycia honorowego trafienia.

Niestety, najbardziej pamiętny moment pierwszej połowy miał negatywny wydźwięk. W 8. minucie, po zderzeniu głowami, Piotr Szpilarewicz – jeden z liderów Force – doznał poważnego rozcięcia łuku brwiowego. Mimo krótkiego pobytu na boisku, zdążył jeszcze zanotować asystę. Na szczęście szybkiej pomocy udzielił mu Piotr Arendt, ale uraz wykluczył go z dalszej gry – konieczne było szycie rany.

Po przerwie oglądaliśmy zupełnie inny Legion – bardziej agresywny, ambitny i z pomysłem na grę. Ich ofensywa zaczęła stwarzać realne zagrożenie, ale tego dnia Bartosz Klimczak w bramce Force był nie do pokonania. Bronił pewnie, instynktownie i raz po raz ratował swój zespół przed stratą gola. Decydujący cios zadał Ruslan Yakubiv. Po nieudanej akcji pozycyjnej Legionu przejął piłkę, ruszył z błyskawiczną kontrą i pewnie pokonał bramkarza. W tym momencie wszelkie nadzieje na powrót do meczu zostały pogrzebane. Do końca spotkania obie strony grały ofensywnie, jednak ostatnie słowo ponownie należało do Yakubiva, który pięknym strzałem z rzutu wolnego ustalił wynik na 7:0.

Force Fusion rozpoczęło sezon z wielkim przytupem i jawnie zgłasza aspiracje mistrzowskie. Legion – mimo dotkliwej porażki – pokazał charakter i potencjał. Teraz czas na reset, analizę i powrót do walki o najwyższe cele.

2
18:00

W drugiej kolejce Letniej Ligi Fanów na 4. poziomie rozgrywkowym spotkały się dwa zespoły, które zaliczyły falstart na inaugurację sezonu. FC Dnipro United przegrało swój pierwszy mecz bez zdobycia bramki, natomiast FC Patriot uległ rezerwom Inferno 3:6. Stawka była więc oczywista – porażka w tym meczu mogła oznaczać szybki koniec marzeń o wyższych celach.

Obie drużyny wyszły na boisko w solidnych składach, co zapowiadało wyrównane starcie. Początek meczu był spokojny – z wyraźnym respektem do przeciwnika. Z czasem jednak przewagę optyczną zaczęli zyskiwać zawodnicy Patriota, którzy kontrolowali grę, ale... brakowało im konkretów w ofensywie. Tymczasem Dnipro, nastawione na kontry, wykorzystało jedną z nich – Denys Prokopenko otworzył wynik meczu na 1:0. Mimo dalszej przewagi w posiadaniu piłki ze strony Patriotów, to gospodarze byli skuteczniejsi. Kolejne gole dołożyli jeszcze przed przerwą – najpierw na 2:0, a następnie Viacheslav Hladyshev podwyższył na 3:0, czym wprawił w euforię całą ławkę Dnipro.

Po przerwie obie drużyny wyszły skoncentrowane i widać było, że kapitanowie wykonali dobrą robotę motywacyjną. Mimo to obraz gry niewiele się zmienił – Patriot naciskał, ale brakowało wykończenia. Z kolei Dnipro konsekwentnie realizowało swój plan: solidna defensywa i szybkie, bezlitosne kontry. Zakhari Mor i Kyrylo Kud byli w nich bardzo groźni, a defensywa Dnipro funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna. W 42. minucie było już 5:0 i losy meczu zostały rozstrzygnięte. Goście próbowali zdobyć chociaż bramkę honorową, ale tego dnia piłka po prostu nie chciała wpaść do siatki. Na zakończenie Oleh Ilnytskyi ustalił wynik meczu na 6:0 i to Dnipro United mogło cieszyć się z pierwszych trzech punktów w sezonie.

Brawo dla gospodarzy – po nieudanym początku sezonu wyciągnęli wnioski, uszczelnili obronę i zagrali bardzo dojrzale. FC Patriot natomiast wciąż czeka na premierowe punkty. Czasu nie ma wiele – sezon letni jest krótki, więc każdy mecz to niemal finał. Muszą szybko wrócić na właściwe tory, jeśli chcą jeszcze coś w tej edycji osiągnąć.

3
18:00

Mecze między drużynami z Ukrainy to często jedne z najbardziej emocjonujących spotkań w Lidze Fanów. Wszechobecna wola walki, techniczne umiejętności na wysokim poziomie i – co jeszcze ciekawsze – zwroty akcji towarzyszyły nam również w starciu Devilsów z Bullsami.

Już po niespełna minucie błąd bramkarza Diabłów przy wznowieniu gry sprezentował gola rywalom – niecelne zagranie golkipera trafiło pod nogi Vadima Churunkova, który uderzył w słupek, a piłkę do pustej bramki wbił Vladislav Sergieev. Zmotywowani gospodarze odpowiedzieli równie szybko – czujny Mykyta Sydorenko dobił strzał kolegi sparowany przez Vladislava Zhukova, doprowadzając do wyrównania. Przy tak licznych atakach obu stron bramkarze mieli mnóstwo pracy, ale spisywali się bez zarzutu.

Około 5. minuty świetna prostopadła piłka od Sydorenki otworzyła drogę do bramki Yehorowi Burii, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Goście nie dawali jednak za wygraną i – korzystając z błędnie wykonanego rzutu rożnego przez przeciwników – ruszyli z groźnie zapowiadającą się kontrą. Zatrzymał ją nieprzepisowo nowy nabytek UD, Dima Giczka, za co obejrzał żółtą kartkę. Mimo gry w osłabieniu, Ukrainian Devils zdobyli gola na 3:1 – i to w jakim stylu! Buria popisał się pięknym strzałem pod poprzeczkę. Emocji było co niemiara, a presja coraz mocniej udzielała się szczególnie goniącym wynik Bykom. Po obronionym przez Shepela rzucie karnym Ilyi Grunchaka wydawało się, że goście mogą stracić wiarę i spuścić głowy. Nic z tych rzeczy – po przerwie pokazali prawdziwy charakter.

Doprowadzenie do remisu po dublecie Arkadiego Kozenki tak sfrustrowało gospodarzy, że zaczęli popełniać niepotrzebne błędy. Jednym z nich było agresywne wejście Ruslana Drakona, za które obejrzał żółtą kartkę. Dekoncentrację i osłabienie rywali bezlitośnie wykorzystali zawodnicy FC Bulls – rzutem na taśmę, po trafieniach Churunkova i Grunchaka, sięgnęli po wymarzone trzy punkty.

To spotkanie tylko potwierdza, że los potrafi pisać najbardziej nieprzewidywalne scenariusze. Grunt to nie poddawać się i walczyć do końca – co piłkarze Byków udowodnili w najlepszy możliwy sposób.

4
19:00

Przed pierwszym gwizdkiem w parze Inferno Team II – Nieuchwytni wieszczyliśmy tym drugim dwucyfrówkę. Problem w tym, że to nie oni mieli tyle goli zdobyć, ale tyle stracić. Niestety, mimo całej sympatii do Marka Szklennika i jego ekipy, wiedzieliśmy, że poziom prezentowany przez rywali może być dla nich nieosiągalny.

Jednak zwłaszcza pierwsza połowa pokazała, że Nieuchwytni wzięli się do roboty po klęsce sprzed tygodnia i pokazali, że mogą być groźni. To oni rozpoczęli tutaj strzelanie i chociaż – jak się później okazało – było to ich pierwsze i jednocześnie ostatnie prowadzenie w meczu, to po premierowych 25 minutach przegrywali tylko 3:4. Owszem – rywale mieli więcej okazji, sam Bartek Kopacz oddał pewnie tyle strzałów co cała drużyna rywali razem wzięta, ale mimo wszystko byliśmy zbudowani postawą Nieuchwytnych. Sporo jakości do zespołu wprowadził Kamil Skwierczyński, defensywę dobrze trzymał Tomek Gaworski, no i ten zespół mógł mieć nadzieję, że tutaj wcale nie skończy się porażką.

Druga odsłona totalnie jednak te plany storpedowała. Przeciwnicy zaczęli grać szybciej, skuteczniej i od stanu 4:3 zdobyli pięć kolejnych goli. Było jasne, że tego już nie wypuszczą, a oznaką pewności w tej kwestii było wejście na plac Igora Patkowskiego, który zwykle przygląda się poczynaniom swoich podopiecznych z boku, a teraz spokojnie mógł wejść na boisku i kilka razy udało mu się nawet prosto kopnąć piłkę. Nieuchwytnym nie udało się uniknąć dwucyfrówki i w końcowym rozrachunku przegrali 4:13.

Mimo wszystko – są pewne powody do optymizmu po tej potyczce. Gdy była konsekwencja w grze i dyscyplina, to wyglądało to solidnie. Potem niestety wszystko się „rozeszło”. Co do Inferno – to dla nich był to raczej spacerek. Mieli wygrać, mieli to zrobić wysoko – i wszystkie te zadania wykonali jak na faworyta przystało.

Reklama