Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 2 Liga
Rock And Roll, gdy zbierze swój najmocniejszy skład, ma spory potencjał, by rywalizować jak równy z równym z silnymi ekipami Ligi Fanów. Na tę niedzielę skład był zdecydowanie taki, by poważnie myśleć o trzech punktach. Ilya Radkievich (a może raczej Eliasz Radkiewicz! :)), duet Vladów – Voronov i Rakhmail, którzy w poprzednim sezonie grali w Husarii Mokotów – oraz Andrii Rykalov, mający za sobą występy w wyższych dywizjach. Taki zestaw nazwisk jasno stawiał RnR w roli faworyta.
Choć początkowe minuty jeszcze tego nie potwierdzały, z biegiem czasu ukraiński zespół coraz śmielej dochodził do głosu. Na bardzo ładnego, przytomnego gola Żmijewskiego zza połowy złoto–czarno–żółci odpowiedzieli trzema trafieniami do przerwy.
Warszawska Ferajna, mimo że waleczna i wzmocniona Adrianem Dembińskim z wyższej ligi, na dłuższą metę była bezradna. Wąska kadra w połączeniu z jakością rywala zrobiły swoje. Ferajna to doświadczony team, który w przeszłości rozegrał już mnóstwo spotkań, co widać w ich grze, ale gdy przychodziło do konkretów – tych zabrakło.
Rock And Roll pozostaje niepokonany i z kompletem punktów do końca będzie walczyć o złoto 2. dywizji. I dobrze – niech ta radosna muzyka gra dalej. My nie mamy nic przeciwko.
Ten mecz można śmiało określić mianem prawdziwej „strzelaniny” – zwłaszcza w pierwszej połowie. Wynik i prowadzenie zmieniały się jak w kalejdoskopie praktycznie co kilka minut: 0:1, 2:1, 2:3, 3:3, 4:5… i to wszystko jeszcze przed przerwą! Oba zespoły od pierwszych sekund narzuciły ofensywne tempo, rezygnując z twardej gry w obronie na rzecz otwartego, pełnego ryzyka futbolu. Wymiana ciosów przypominała bokserski ring – akcja za akcję, strzał za strzał. W szeregach Eagles liderem był Javid Suleymanov, który napędzał ofensywę swojego zespołu, natomiast w drużynie Vikings brylowało groźne trio – Andrii Duchtak, Victor Yaremii i Vasyl Pidluzhnyi – regularnie rozrywające defensywę rywala.
Wydawało się, że druga połowa będzie równie szalona i nieprzewidywalna. Początkowe osiem minut przyniosło jednak chwilę spokoju – więcej wymiany podań i bardziej wyważoną grę. Była to jednak tylko cisza przed burzą. Wkrótce inicjatywę całkowicie przejęli zawodnicy Vikings, którzy grali pewnie, bez kompleksów i z każdą minutą powiększali przewagę. W ataku byli bezlitośni, wykorzystując niemal każdą okazję, a w obronie skutecznie gasili próby rywala. Efekt? Imponujące zwycięstwo 10:5, które dało im pierwsze trzy punkty w sezonie i pozostawiło jeszcze teoretyczne szanse na podium.
Eagles, mimo porażki i skomplikowania swojej sytuacji, nadal pozostają w grze o miejsce w czołowej trójce. Po tym meczu muszą jednak punktować w każdym kolejnym spotkaniu i liczyć na potknięcia rywali.
Tonie Majami, aby pozostać w grze o podium ligi, musiało wygrać niedzielny mecz z After Wolą. W przeciwnym razie Ternovitsia mogłaby odskoczyć na zbyt dużą odległość tuż przed końcem rundy. Jak widać po końcowym wyniku, różowym (a w tym meczu fioletowym) udało się zrealizować ten cel. Nie przyszło to jednak bez problemów.
Paradoksalnie, najlepszy fragment nominalnych gości miał miejsce wtedy, gdy grali… w osłabieniu. I to przez dziesięć minut – czerwoną kartkę obejrzał bowiem zawodnik Majami za nieumyślne, ale bardzo niebezpieczne kopnięcie w głowę bramkarza rywali, Jakuba Czajki.
Z gry wykluczony został Świercz, lecz drużyna wciąż miała do dyspozycji dwóch kolejnych braci Świercz – Łukasza i Szymona. O ile obecność pierwszego w świecie piłki sześcioosobowej może być pewną zagadką, o tyle drugi, Szymon, od lat jest gwarancją jakości między słupkami. Etatowy bramkarz Ognia Bielany i tym razem potwierdził swój kunszt, wielokrotnie chroniąc bramki Fioletowych.
Co do poczynań jego kolegów – Majami grało radosną, młodzieńczą piłkę: trochę fantazji, trochę drobienia z piłką w miejscu i sporo jakości. Szczególnie wyróżnił się Mouad Tahiri. Z boku gra Majami wyglądała naprawdę ciekawie i obiecująco. Jeśli rozwój tych zawodników będzie postępował, możemy być świadkami powstania kolejnej świetnej piłkarskiej paczki.
Jeśli chodzi o starszych kolegów z After Woli, moment zejścia Czajki z boiska najwyraźniej zbyt mocno wytrącił zielono–białych z równowagi. Jasne – mieli jeszcze swoje okazje, próbowali i walczyli, ale ostatecznie nic z tego nie wynikło. Trzeba też pamiętać, że pokonanie Szymona z Ognia wymaga więcej wysiłku niż zazwyczaj.
After Wola w dwóch ostatnich kolejkach będzie walczyła o opuszczenie czerwonej strefy spadkowej – nawet jeśli latem nie ma spadków, to kończenie sezonu na dnie tabeli zawsze wygląda niechlujnie. Tonie Majami natomiast stoczy najpewniej bój z ukraińską Ternovitsią o brązowe medale 2. ligi.
Starcie BM z Ternovitsią w 2. lidze zapowiadało się jako emocjonujący pojedynek lidera z trzecim zespołem tabeli, a skończyło się jednym z najbardziej widowiskowych spotkań sezonu. Choć przed meczem faworytem wydawał się BM, boisko szybko zweryfikowało prognozy – Ternovitsia zagrała koncertowo w ofensywie i wygrała aż 7:4.
Kluczem do sukcesu okazał się zabójczy duet: Volodymyr Hrabovskyi i Volodymyr Hrydovyi. Hrabovskyi był prawdziwym katem obrony BM – cztery bramki i jedna asysta mówią same za siebie. Wykorzystywał każdą wolną przestrzeń, grał z ogromną determinacją i skutecznością, a jego dryblingi oraz wejścia w pole karne siały zamęt w defensywie rywali. Był bezlitosny zarówno w kontratakach, jak i w ataku pozycyjnym. Hrydovyi udowodnił natomiast, że jest mózgiem drużyny. Zanotował cztery asysty i dołożył jednego gola. Jego wizja gry oraz precyzyjne podania rozrywały obronę przeciwnika na kawałki. Często wyprzedzał myślą całą akcję o dwa kroki, co pozwalało Ternovitsii płynnie i efektownie budować przewagę.
BM próbował odpowiadać, a w pierwszej połowie wynik wciąż był sprawą otwartą. Jednak po przerwie Ternovitsia włączyła ofensywny „turbo bieg” i stopniowo powiększała prowadzenie. Choć bramkarz BM, Danylo Artemenko, kilkukrotnie ratował swój zespół, przy takiej nawałnicy niewiele mógł zrobić.
Ostatecznie Ternovitsia odniosła prestiżowe zwycięstwo, pokazując, że mimo wcześniejszych wątpliwości, wciąż potrafi wygrywać z najlepszymi – zwłaszcza gdy duet Hrabovskyi – Hrydovyi jest w najwyższej formie.







)
)
)
)
)
)
)
)