Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 10 Liga
Jeśli dwie porażki z rzędu można już nazwać serią, to Gamba Veloce zdecydowanie miała powody, by chcieć ją jak najszybciej zakończyć. Starcie z WKS Bęgal – drużyną z dolnych rejonów tabeli – było idealną okazją na przełamanie i powrót na zwycięski szlak. Goście od pierwszych minut wyszli na boisko z jasnym celem i ogromnym skupieniem – w ich grze było tempo, dokładność i ofensywna jakość, której WKS po prostu nie był w stanie sprostać.
Już w pierwszej połowie Gamba kompletnie zdominowała przebieg meczu. Błyskawiczne akcje, efektowne kombinacje i pewność siebie sprawiły, że do przerwy na tablicy wyników widniała klasyczne „manita” – 0:5. Goście grali jak natchnieni, nie pozostawiając żadnych złudzeń co do tego, kto rozdaje karty.
Po zmianie stron WKS Bęgal zdołał nieco się pozbierać. Przebudził się Kuba Szabłowski, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, ale był to jedyny pozytywny akcent po stronie gospodarzy. Gamba Veloce nie zamierzała zwalniać – znów pięć bramek w tej części gry i pewne, wysokie zwycięstwo 10:2, które było wręcz pokazem siły.
Goście zrobili dokładnie to, co powinni – wrócili na właściwe tory w imponującym stylu i wciąż mogą marzyć o złocie. Warunek? Muszą wygrać wszystko do końca sezonu i liczyć, że FC Pers się potknie. Ale przy takiej formie? Nie jest to wykluczone.
W niedzielę o godzinie 13:00 na Arenie AWF, przy sektorze B, zobaczyliśmy liderów 10. Ligi – FC Pers – w starciu z niżej notowanym zespołem MWSP. Już sama zapowiedź tego spotkania zapowiadała ciekawe widowisko i rzeczywiście – emocji nie brakowało.
Pierwsza połowa była zaskakująco wyrównana i bardzo zacięta. Obie ekipy stworzyły kilka naprawdę groźnych sytuacji, ale świetnie spisywali się bramkarze – Maciej Majewski po stronie MWSP i Saidzufar Firdavsi u Persów – którzy skutecznie ratowali swoje drużyny przed utratą gola. Ku zdziwieniu wszystkich, do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis – rzadko spotykany wynik na tym poziomie rozgrywek.
Po przerwie FC Pers wrzucił wyższy bieg i już w 32. minucie wyszedł na prowadzenie. Świetne podanie Matiego Musoeva wykorzystał Sharjfion Obidov, otwierając wynik meczu. Persowie zaczęli grać swobodniej i dość szybko dorzucili kolejne trafienia, obejmując trzybramkowe prowadzenie. Wydawało się, że wszystko zmierza ku spokojnej wygranej liderów, ale MWSP nie zamierzało odpuszczać. Drużyna gości zareagowała znakomicie, strzelając dwa gole i doprowadzając do wyniku 3:2. Mecz znów nabrał rumieńców, a emocje sięgnęły zenitu.
Jednak FC Pers to doświadczeni gracze, którzy nie dali się wybić z rytmu. Choć rywale postraszyli, to końcówka należała już do liderów. Dołożyli jeszcze jedno trafienie i zamknęli mecz wynikiem 4:2.
Dzięki tej wygranej Persowie umacniają się na pierwszym miejscu w tabeli i pewnym krokiem zmierzają po awans. MWSP natomiast, mimo ambitnej postawy, spada o dwa miejsca i musi szukać punktów w następnych kolejkach.
Uciekający przed spadkiem Bielany Legends wiedzieli, że w meczu z Hiszpańskim Galeonem muszą zagrać na maksimum możliwości. Ich rywale również nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów – cały czas znajdują się w grze o podium, a każda kolejka może być kluczowa.
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando "przyjezdnych". Wynik otworzył Adam Strobel, który idealnie odnalazł się w polu karnym i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Bielany szybko odpowiedziały – Jan Wojciechowski doprowadził do wyrównania, ale kolejne minuty znów należały do Galeonu. Krzysztof Małżewski i Ivan Rudyi wpisali się na listę strzelców, a goście zeszli do szatni z prowadzeniem 4:2.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy zrobiło się już 2:5 i wydawało się, że Galeon kontroluje przebieg meczu. Ale wtedy do głosu doszli bohaterowie Bielan – Piotr Tomiak, który całkowicie zasłużenie został wybrany MVP kolejki, oraz Konrad Wielki. Ten duet dosłownie zdemolował defensywę gości w końcówce spotkania. Tomiak z Wielkim weszli na wyższy poziom, pokazując nie tylko technikę, ale i ogromny charakter. Seria znakomitych akcji zakończyła się... wielkim powrotem. Z 2:5 zrobiło się 6:5 dla Bielany Legends!
To było prawdziwe widowisko – mecz, który przypomina, dlaczego kochamy piłkę. Emocje, zwroty akcji, walka do końca i triumf, który może być punktem zwrotnym w walce o utrzymanie.
Pojedynek ASAP Vegas z CompatibL zapowiadaliśmy jako starcie dwóch rewelacji tej rundy. Co prawda ASAP dopiero co opuścił strefę spadkową, ale 10 punktów zdobytych w pięciu meczach robiło wrażenie. Z kolei goście włączyli się do walki o medale i mieli szansę wskoczyć na podium, wykorzystując potknięcie Hiszpańskiego Galeonu. Do tego ASAP stawił się na mecz w zaledwie sześciu zawodników, co teoretycznie mogło działać na korzyść Compatibl.
Teoria jednak szybko rozminęła się z rzeczywistością. ASAP Vegas od początku wszedł w mecz z dużym impetem i błyskawicznie objął prowadzenie. Co prawda goście dość szybko odpowiedzieli trafieniem, ale z każdą kolejną minutą coraz wyraźniej zarysowywała się przewaga gospodarzy. Spotkanie toczone było w szybkim tempie, akcje przenosiły się z jednej strony boiska na drugą, a oba zespoły stworzyły sobie wiele dogodnych sytuacji. Nieco konkretniejsi byli jednak zawodnicy ASAP Vegas, choć przez pewien czas skutecznie powstrzymywał ich Krystian Kontek.
Niestety dla Compatibl, w okolicach 13. minuty bramkarz popełnił poważny błąd, źle wybijając piłkę wprost pod nogi Daniela Kurczaka. Taki prezent nie mógł zostać zmarnowany i ASAP wyszedł na prowadzenie 2:1. Od tego momentu gospodarze zaczęli przejmować pełną kontrolę nad meczem. Jeszcze przy stanie 4:2 wydawało się, że goście mogą powalczyć o korzystny wynik, ale dwie bramki stracone w końcówce pierwszej połowy wyraźnie podcięły im skrzydła.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. ASAP Vegas zagrało bardzo dojrzale, konsekwentnie i skutecznie. Kapitalne zawody rozegrali Daniel Kurczak oraz Kacper Drozdowicz, którzy nieustannie napędzali ofensywne akcje swojego zespołu. Mimo gry bez zmian, gospodarze prezentowali się świeżo i z dużą intensywnością, nie pozwalając rywalowi na zbyt wiele. CompatibL miał w tym meczu niewiele argumentów, by poważnie zagrozić przeciwnikowi.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 12:3, a ASAP Vegas zrewanżowało się rywalom za jesienną porażkę 2:12. Mimo tej wysokiej wygranej, goście wciąż mają nad ASAP cztery punkty przewagi. Warto zwrócić uwagę na bramkę strzeloną przez Compatibl w końcówce meczu, która może się jeszcze okazać kluczowa w kontekście bilansu bezpośrednich spotkań.
W meczu 10. ligi FC Astra podejmowała Essing Gorillaz. Gospodarze, którzy przez większość sezonu byli postrzegani jako poważni kandydaci do podium, ostatnio wpadli w kryzys – cztery porażki w pięciu meczach sprawiły, że marzenia o medalach zaczęły się oddalać. Tymczasem Gorillaz, mimo że wciąż tkwią w strefie spadkowej, tym razem pojawili się w mocniejszym składzie i od samego początku zaskoczyli na plus.
To właśnie goście otworzyli wynik spotkania, pokazując dużą determinację i świetną organizację w defensywie i kontrataku. Astra jeszcze w pierwszej połowie zdołała wyrównać – Mykyta Bondarenko huknął prosto w bramkarza, który został ogłuszony uderzeniem piłki i nie był w stanie interweniować, a zawodnik gospodarzy dobił piłkę do pustej bramki. Alan Piklikiewicz musiał opuścić boisko, ale w drugiej połowie powrócił jako zawodnik z pola – i to on odegrał kluczową rolę w niespodziewanym zwrocie akcji.
Po przerwie Gorillaz przejęli pełną kontrolę nad meczem. W ciągu kilku minut zdobyli aż trzy bramki i wyszli na prowadzenie 1:6. W czterech z tych trafień udział miał właśnie Piklikiewicz – zanotował dwa gole i dwie asysty, mimo że grał… w butach do biegania! Kapitalny występ zaliczył także Julek Radziszewski, który nie tylko zdobył dwa gole (w tym jednego pięknym strzałem zza pola karnego), ale też dorzucił asystę.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył również bramkarz Michał Jarosz – wszedł jeszcze w pierwszej połowie i popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami, trzymając Gorillaz w grze w trudnych momentach.
W końcówce Astra zdołała zdobyć dwa gole i zmniejszyła straty do 4:6, jednak zabrakło jej czasu – i przede wszystkim pomysłu – by dogonić rozpędzonych przeciwników. To kolejna porażka gospodarzy, która jeszcze bardziej komplikuje ich sytuację przed ostatnimi kolejkami. Na ich szczęście punkty straciły również CompatibL i Hiszpański Galeon, ale by wskoczyć na podium, Astra musi odrobić aż pięć oczek, a do końca sezonu pozostały tylko trzy mecze...







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)