Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 10 Liga
FC Astra z przytupem weszła w rozgrywki Ligi Fanów, odnosząc pewną wygraną na inaugurację. Ale o ile z MWSP spodziewaliśmy się ich sukcesu, tak znacznie wyżej zawieszona poprzeczka czekała ich w drugiej serii gier. A przynajmniej tak się wydawało, bo WKS Bęgal wypunktował przed tygodniem Essing Gorillaz i wyglądał na ekipę w dobrej formie. No ale niestety. Już frekwencja ferajny Emila Łebskiego sugerowała, że tutaj będą problemy, bo był tylko jeden rezerwowy, a dodatkowo brakowało kilku ważnych graczy z pierwszego składu. Dla odmiany rywale mieli pełne zestawienie, gdzie nie brakowało nikogo ze zgłoszonej przez nich listy. Sam mecz na początku jeszcze nie sugerował, że to wszystko skończy się pogromem. WKS Bęgal zaczął od gola Ernesta Iwana, potem wyrównał z rzutu wolnego Maxim Petyshko, a następnie obydwie ekipy zdobyły po jednym szybkim trafieniu i mieliśmy 2:2. No i mniej więcej wtedy rozpoczął się dramat Bęgala. Wpływ na kolejne fragmenty gry miała dyspozycja ich bramkarza. Madi Taken potrafił bronić trudne strzały, natomiast miał ogromny problem z teoretycznie prostymi. To on był mocno zmieszany w stratę jednego z dwóch goli, jakie Astra zdobyła w końcówce pierwszej połowy, po której wynik stanął na 2:4. Druga odsłona to już kompletna dominacja ekipy z Ukrainy. Chłopaki punktowali rywali, którzy zgubili konsekwencję w swojej grze i dali się łatwo ogrywać. Znów kilka bramek miał na sumieniu Madi Taken, natomiast powiedzmy sobie uczciwie, że nawet gdyby między słupkami WKSu stał Gianluigi Buffon z czasów świetności, to niewiele by to zmieniło. Po prostu przeciwnik był dużo lepszy, a Bęgalowi brakowało argumentów. Wynik 10:2 mówi zresztą wszystko. Przegrani chcąc wrócić na zwycięską ścieżkę, powinni się zatroszczyć o optymalne zestawienie, bo wtedy są naprawdę groźni i konkurencyjni. Z kolei Astra wygląda na ekipę, która będzie chciała wygrać 10.ligę. I jak na razie jest ku temu na bardzo dobrej drodze.
W 10 lidze drużyna Hiszpańskiego Galeonu podejmowała Essing Gorillaz. To spotkanie można podsumować jako mecz niewykorzystanych szans. Już od pierwszego gwizdka obie ekipy stwarzały sobie wiele sytuacji, ale choć było ich sporo, to wyraźnie brakowało skutecznego wykończenia. Na pierwsze trafienie czekaliśmy do 7 minuty, kiedy to Ivan Rudyi urwał się obrońcom rywali. Chwilę później było już 2:0 dla gospodarzy, gdy bardzo szybki i kreatywny napastnik gospodarzy Adam Strobel wykończył akcję całego zespołu. Goście przebudzili się dopiero po kilkunastu minutach i odrabianie strat rozpoczęli od bramki Julka Radziszewskiego. Taki rezultat nie utrzymał się długo, bo Essing Gorillaz potwierdzili dobry okres trafieniem Mateusza Hermanowicza. Do końca tej odsłony obie ekipy zdobyły jeszcze po dwa trafienia i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:4. Po zmianie stron starcie nabrało jeszcze większych rumieńców. Obu zespołom zależało na komplecie punktów i podobnie jak w pierwszej połowie, także tym razem strzelanie rozpoczęli podopieczni Magnusa Michalskiego. Ponownie ze świetnej strony pokazał się Adam Strobel, który indywidualną akcją udowodnił, jak wartościowym jest zawodnikiem. Gospodarze prowadzili i mieli kilka następnych okazji, ale bez efektu bramkowego. To co im się nie udało, wykorzystali goście. Bramka Julka Radziszewskiego ponownie doprowadziła do remisu. W kolejnych minutach mieliśmy masę niewykorzystanych szans po obydwu stronach. W końcówce spotkania dość nieoczekiwanie to Essing Gorillaz strzelili bramkę na 5:6. Najlepszy na boisku tego dnia w ekipie gości Radziszewski mocnym strzałem pokonał bramkarza rywali, który miał piłkę na rękach, jednak popełnił błąd przy dość prostym strzale. Mecz zbliżał się do końca, gospodarze rzucili się do odrabiania strat, lecz konstrukcja akcji i skuteczne jej wykończenie stawało się coraz trudniejsze. W obu ekipach widać było spore zmęczenie, co z pewnością utrudniało podejmowanie odpowiednich decyzji. Kiedy wszyscy myśleli, że już nic się nie zmieni, po raz trzeci błysną Strobel. Pięknym strzałem wykończył podanie kolegi z drużyny i tym samym ustalił rezultat tego spotkania na 6:6. Dla postronnego widza było to naprawdę ciekawe spotkanie, które trzymało w napięciu do ostatnich minut. Z remisu nie mogą być zadowolone obie drużyny, jednak z drugiej strony cztery punkty na starcie sezonu, to dla Galeonu z pewnością dobry prognostyk na przyszłość. Essing Gorillaz zgromadziło do tej pory jedno oczko i szansa na poprawę miejsca w ligowej tabeli już w najbliższą niedzielę.
Zespół Gamba Veloce w swoim debiucie w Lidze Fanów minimalnie przegrał swoje spotkanie, ale mimo porażki pokazał się z dobrej strony. Ich przeciwnik, Compatibl borykający się z kłopotami kadrowymi też nie zachwycił na starcie, ale wzmocnienia kadrowe w drugiej serii spotkań dawały podstawę do wiary w końcowy sukces. Od początku byliśmy świadkami bardzo wyrównanego widowiska, w którym obydwa zespoły stwarzały sobie dużo sytuacji bramowych. Wynik otworzyli gospodarze, ale chwilę później był już remis. Pod koniec pierwszego kwadransa gry pierwszy raz na prowadzenie wyszli goście, jednak ostatnie minuty pierwszej połowy należały do Gamba Veloce i za sprawą aż trzech bramek, wynik do przerwy brzmiał 4:2. Początek drugiej części to powiększenie różnicy o kolejne trafienie, ale ich rywale podjęli walkę i za sprawą dwóch trafień zdołali doskoczyć na jedną bramkę. Ostatnie minuty gwarantowały bardzo wiele emocji i do końca sprawa zwycięstwa była wielką niewiadomą. Kiedy gola na 6:4 zdobył zawodnik gospodarzy Olek Florczuk wydawało się, że już nic nie będzie w stanie uchronić gości od porażki. Dwie minuty później kontaktową bramkę zdobyli zawodnicy Compatibl i ponownie z wielkim animuszem ruszyli w pogoni do upragnionego remisu. Niestety w swoje poczynania włożyli za dużo niesportowej energii i efektem tego była żółta kartka. Nałożona kara sprawiła, że goście grając jednego zawodnika mniej nie byli w stanie dogonić swoich rywali i mecz zakończył się wynikiem 6:5. Zespół Gamba Veloce po bardzo ciekawym spotkaniu zdobył swoje pierwsze punkty w Lidze Fanów. Dla Compatibl była to druga porażka, ale nastroje w tej ekipie są na pewno o wiele lepsze niż po pierwszym spotkaniu.
W zapowiedzi nie doceniliśmy jeszcze MWSP, bo niewiele wiedzieliśmy o tej drużynie. Jednak mecz z ASAP Vegas pokazał, że mogą być ekipą, na którą warto zwrócić uwagę w tym sezonie. Spotkanie rozpoczęło się dynamicznie – już w 5 minucie Dominik Mytko wykorzystał zamieszanie w polu karnym, dając prowadzenie swojej ekipie. Kolejne fragmenty były spokojniejsze, a gra toczyła się głównie na połowie ASAP Vegas, które koncentrowało się na defensywie. Choć przeciwnicy mieli przewagę, brakowało im skuteczności w wykończeniu akcji. Przełamanie nastąpiło w 12. minucie, gdy padły dwie szybkie bramki po akcjach Piotra Sankowskiego, co otworzyło worek z golami. Do przerwy padło jeszcze kilka trafień, a ASAP odpowiedziało dwoma bramkami autorstwa Lustyka, który świetnie wykorzystał nieporządek w obronie przeciwnika. Widzieliśmy wiele finezyjnych strzałów MWSP, co pokazało ich ofensywny potencjał. Druga połowa rozpoczęła się równie dynamicznie – już po pięciu minutach Jan Michna zanotował trafienie na 7:2. Rywale starali się odpowiedzieć, i ponownie Lustyk trafił do siatki, ale to był ich ostatni gol tego dnia. Bramkarz ASAP Vegas miał pełne ręce roboty, broniąc wiele trudnych strzałów, mimo że ostatecznie musiał przepuścić 9 goli. Jego powrót do Ligi Fanów po wielu latach był udany, mimo wyniku, bo bez niego porażka mogła być znacznie wyższa. Zmęczenie zaczęło doskwierać ekipie Vegas, która miała tylko jedną zmianę, co przy narzuconym przez gospodarzy szybkim tempie, okazało się zbyt dużym wyzwaniem. MWSP, przyjeżdżając w licznej kadrze, pokazało swoje atuty – byli dynamiczni i skuteczni. Drużyna nadal się buduje, ale jeśli będą grać z takim zaangażowaniem, mogą być bardzo groźni w kolejnych spotkaniach.
Na sektorze C o godzinie 15:00 zespół Bielany Legends podejmował FC Pers. Mecz był rozgrywany w ramach 10 ligi. Chwilę po rozpoczęciu meczu świetnie dysponowany tego dnia Piotr Tomiak wyprowadził drużynę gospodarzy na prowadzenie. Mimo że pierwsza część spotkania była bardzo wyrównana, to przez nieskuteczność drużyny gości oraz solidną defensywę na wyrównanie czekaliśmy dość długo. W końcu udaje się złapać kontakt a Persowie zdobywają bramkę na 1:1 za sprawą Kamola Obidova. Pierwsza część spotkania dobiega końca. Druga połowa była zdecydowanie bardziej obfita jeśli chodzi o trafienia. Spotkanie dalej było bardzo zacięte i wyrównane. Gdy któraś drużyna wychodziła na prowadzenie, za chwilę druga wyrównywała. Przez długi czas wyglądało na to, że spotkanie skończy się zasłużonym remisem, lecz końcówka meczu zapewniła gospodarzom wygraną aż 7:4. Przeprowadzali oni znakomite i co najważniejsze skuteczne kontry, po których padały bramki. Bohaterem spotkania został Piotr Tomiak, który strzelił 3 gole oraz zanotował jedną asystę, walnie przyczyniając się do sukcesu swojej ekipy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)