reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

W meczu 10 ligi zespół Astry podejmował Essing Gorillaz. Patrząc na czyste fakty, czyli na tabelę, niekwestionowanym faworytem meczu byli gospodarze i wydawać się mogło, że to będą łatwe i szybkie punkty. Jak się okazało, nic bardziej mylnego. Co prawda, gracze w żółtych trykotach wygrali, jednakże nie możemy tu mowić o żadnej deklasacji rywala. Zwyciężyli oni 5:4, a przebieg meczu był niezwykle równy, co patrząc na ligową hierarchię, wydawało się być nie do pomyślenia. To kolejny przykład, że w piłce nożnej nie ma "pewniaków". To był typowy mecz, gdzie oba zespoły wymieniały się ciosami i nie mogły odskoczyć i zbudować bezpiecznej przewagi względem rywala. Wynik pierwszej połowy pokazywał 2:2, co było jak najbardziej sprawiedliwym rezultatem. Druga część meczu była bliźniaczo podobna do pierwszej. Przebieg był równy, jednakże minimalnie lepsza skuteczność gospodarzy zapewniła im cenne 3 punkty. Wygrali oni 5:4, co powoduje, że są liderem tabeli z trzema wygranymi na koncie.

2
13:00

Po dwóch kolejkach MWSP i FC Pers zgromadziły w swoich dorobkach jedną wygraną. Lepszy bilans bramkowy na korzyć gości lokował ich tuż pod podium, a goście zamykali strefę neutralną. Mecz od pierwszego gwizdka sędziego był wyrównany. Obie drużyny kreowały atrakcyjne dla oka akcje ofensywne. Mimo, że to goście trochę lepiej prezentowali się na boisku, rywale nie ustępowali im pod względem woli walki. Pierwszy gol padł łupem braci Obidov z FC Pers. Parę minut później najbardziej bramkostrzelny zawodnik MWSP – Jan Michna doprowadził do wyrównania. Remis ostał się do 20 minuty. W tzw. międzyczasie obie drużyny miały wiele dogodnych sytuacji na zmianę wyniku, lecz dopiero Kamol Obidov w ciągu 60 sekund dał dwubramkowe prowadzenie gościom. Zaskoczeni zawodnicy MWSP na chwilę oddali pole gry rywalowi. Taki stan nie trwał zbyt długo i chwilę przed gwizdkiem ogłaszającym przerwę Janek zmniejszył przewagę oponenta. Początek drugiej połowy zaczął się od szybkiej gry po obu stronach boiska. Podobnie jak w pierwszej odsłonie ta taktyka lepiej wyszła gościom. Persowie wykorzystali dwie dogodne sytuacje i mieli już trzy gole zapasu. Nadzieję na odmianę wyniku dał po raz trzeci Jan Michna. Pewnym strzałem z „wapna” ustrzelił hat-tricka. Jak się później okazało, był to ostatni gol w wykonaniu Janka, jak i całej ekipy MWSP. Mimo usilnych starań nie dali rady sprawić, aby piłka zatrzepotała w siatce FC Pers, którzy na 3 minuty przed końcem ostatecznie odebrali oponentom jakiekolwiek nadzieje. Goście wygrali to spotkanie 7:3, wskakując na najniższy stopień podium. MWSP mimo walki i ładnej gry musiało przełknąć gorycz porażki, pozostając tuż nad strefą spadkową.

3
14:00

W kolejnym meczu 10 ligi naprzeciw siebie stanęły Bielany Legends i Hiszpański Galeon. Oba teamy mogły uznać początek sezonu za udany, choć to nominalni gospodarze mieli na swoim koncie dwie wygrane, przy zwycięstwie i remisie Galeonu. Już pierwsze minuty pokazały, że ekipa z Bielan bez kompleksów podejdzie do tego spotkania, jednak strzały jakie oddawali zawodnicy tej drużyny były niecelne. Za to bardziej konkretni byli w swoich poczynaniach gracze gości, bo już w 3 minucie objęli prowadzenie. Niezrażeni gospodarze dążyli do wyrównania, ale zamiast remisu byliśmy świadkami podwyższenia wyniku przez rywala. Najpierw w 14 minucie rzut wolny zamienił na bramkę Jakub Szczypiorski, a dosłownie minutę później Adam Strobel strzałem z dystansu dał swojej drużynie prowadzenie 0:3. Przegrywający pewnie lekko oszołomieni takim obrotem spraw nie poddawali się i szukali swoich okazji. Jeszcze na przerwę schodzili z wynikiem 1:3, co dawało nadzieję na odwrócenie losów meczu. Po zmianie stron zamiast pogoni za wynikiem, team z Bielan stracił kolejnego gola i przewaga Galeonu stała się jeszcze większa. Nie pomógł nawet podyktowany rzut karny, bo pojedynek z Piotrem Tomiakiem wygrał Artur Pręgowski, który skądinąd rozgrywał naprawdę świetne zawody. Do końca spotkania obie ekipy trafiły jeszcze po razie, tym samym zwycięstwo Hiszpańskiego Galeonu 2:5 stało się faktem. Bielany Legends walczyli do końca nawet wtedy, gdy losy tego pojedynku były już przesądzone, co należy oczywiście docenić. Ferajna Magnusa Michalskiego zagrała z kolei świetne zawody i forma młodzieży w postaci Adama Strobla i Krzysztofa Małażewskiego z pewnością cieszy kapitana gości, bo są to zawodnicy, którzy mogą poprowadzić ten zespół do kolejnych sukcesów.

4
14:30

W zapowiedziach przewidywaliśmy, że remis w tym spotkaniu może być całkiem prawdopodobny i po pierwszej połowie wciąż można było mieć takie wrażenie. Spory w tym udział golkipera gospodarzy Madiego Takena, który już od pierwszych minut miał ręce pełne roboty, ale ze swoich obowiązków wywiązywał się wzorowo. Skapitulował dopiero w 12 minucie, po strzale Filipa Wolskiego, który trzy minuty później znów znalazł drogę do siatki Bęgala. Riposta przyszła dość szybko, bo już w 18 minucie - gola kontaktowego zdobył Michał Czapnik i pierwsza połowa skończyła się stykowym wynikiem 1:2. Na początku drugiej połowy Bęgal nawiązał jeszcze walkę – w 28 minucie gola na 1:3 strzelił Hubert Święcicki, ale odpowiedź nadeszła błyskawicznie i już w kolejnej akcji golkipera Gamba Veloce pokonał Cezary Basior. Chwilę później na 2:4 trafił Olek Florczuk i od tego momentu przewaga gości była już bezdyskusyjna. Wyraźnie ożywiła się formacja ofensywna ekipy Filipa Wolskiego i golkiper Bęgala praktycznie co chwilę musiał trzymać się na baczności. Można śmiało założyć, że gdyby nie fenomenalne parady Madiego Takena, rezultat tego meczu byłby dużo wyższy na korzyść Gamba Veloce. Mimo poświęcenia bramkarza gospodarzy, faworyci pakowali kolejne gole, a zawodnikom Bęgala wyraźnie zabrakło pomysłów na przełamanie obrony przeciwnika. W ostatniej minucie meczu kropkę nad i postawił Kuba Skwirtniański i po bardzo przekonującym spotkaniu Gamba Veloce wygrała 3:7.

5
15:30

Dla ASAP Vegas początek tego meczu okazał się całkiem obiecujący, natomiast im dalej w las, tym było gorzej. Dały o sobie znać kolejne błyskotliwe transfery w ekipie Compatiblu – na bramce świetne zawody rozegrał Jakub Cygan, a całkiem nieźle w defensywie pokazał się Bartek Orłowski (zaliczając do tego gola oraz asystę). Natomiast śmiało można powiedzieć, że w końcu zażarło między Tomkiem Krzyżańskim a pozostałymi zawodnikami ekipy gości i zawodnik ten był dyrygentem imponującego koncertu, który rozegrał wraz z Andriiem Hryndą, Antonem Klymakiem i Arturem Kustovem. Jak wspomnieliśmy początek spotkania był dość wyrównany. W 3 minucie gola z dobitki zdobył Łukasz Lustyk. Compatibl odpowiedział błyskawicznie i po golach Artura Kustova i Bartka Orłowskiego wyszedł nawet na prowadzenie. W 10 minucie wyrównał Piotr Grygiel i na tym skończyło się strzelanie goli w wykonaniu ASAP Vegas. Od 13 minuty pałeczkę przejęli goście i bezlitośnie punktowali przeciwników. Już przed przerwą było jasne, że ciężko będzie ekipie Norberta Dymińskiego nawiązać równą walkę, bo wynik 2:6 mówił sam za siebie. W drugiej połowie goście praktycznie dobili przeciwnika, który miał poważne problemy, aby w ogóle zagrozić bramce Jakuba Cygana. Mądra gra w defensywie, szybkie akcje na jeden kontakt, dużo ciekawych i niekonwencjonalnych zagrań, a przede wszystkim szalejący na skrzydłach Tomasz Krzyżański – wobec takich argumentów ASAP Vegas nie miał po prostu nic do powiedzenia. Compatibl załadował jeszcze 6 goli i pewnie wygrał to spotkanie w stosunku 2:12.  

Reklama