Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 10 Liga
Nie udało się Essing Gorillaz przerwać serii porażek. Zabrakło mobilizacji – gospodarze stawili się na mecz w zaledwie sześciu, i to bez nominalnego bramkarza, którego początkowo musiał zastąpić Łukasz Osica. Goście również nie błyszczeli frekwencją, ale dwie zmiany, którymi dysponowali, okazały się kluczowe – Bęgal grał swoje i ostatecznie zabiegał rywala.
Na początku spotkania różnica liczebna nie była aż tak widoczna, ale w 10. minucie goście objęli prowadzenie. Najpierw obili poprzeczkę, a chwilę później podanie Patryka Opęchowskiego na gola zamienił Kuba Szabłowski. Po kwadransie było już 0:2, gdy na listę strzelców wpisał się Patryk Jaroszek, jednak gospodarze odpowiedzieli skuteczną dwójkową akcją – po podaniu Alana Piklikiewicza gola zdobył Rafał Fota. Końcówka pierwszej połowy to jednak zdecydowany zryw Bęgala – w ciągu dwóch minut trafiali Opęchowski oraz dwukrotnie Szabłowski, co dało wynik 1:5 do przerwy.
Po zmianie stron w szeregach Gorylków pojawiły się nowe siły – dosłownie, bo na boisku zameldował się spóźniony Marek Kurzelewski. Trzeba uczciwie przyznać, że jego obecność w bramce znacząco poprawiła grę defensywną gospodarzy. W drugiej połowie napastnicy Bęgala mieli już znacznie większy problem ze skutecznością, ale zmęczenie wśród zawodników Gorillaz było coraz bardziej odczuwalne i nie pozwoliło im odwrócić losów spotkania. Goście dorzucili jeszcze dwa trafienia – ponownie Jaroszek i Szabłowski – a w końcówce zanotowali też samobójcze trafienie. Mieli jeszcze jedną okazję do podwyższenia wyniku, ale Patryk Jaroszek niepotrzebnie przeszarżował z nonszalancją i zmarnował sytuację.
Ostatecznie Essing Gorillaz ulegli WKS Bęgal 2:7 i nadal pozostają bez punktów w rundzie wiosennej.
Astra podejmowała MWSP w meczu zapowiadającym się jako ciekawe widowisko, choć to gospodarze – zajmujący czwarte miejsce w tabeli – byli zdecydowanym faworytem. Początek spotkania był wyrównany, ale z czasem Astra zaczęła przejmować inicjatywę. Wynik otworzył Tymur Velikdus, skutecznie wykonując rzut wolny, a chwilę później gospodarze dorzucili dwa kolejne trafienia, obejmując prowadzenie 3:0.
Wydawało się, że mecz jest pod pełną kontrolą, jednak MWSP nie złożyło broni. Goście odważnie ruszyli do przodu i jeszcze przed przerwą zdobyli dwa gole, zmniejszając straty do 3:2. Astra mimo prowadzenia musiała radzić sobie z narastającą presją.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. MWSP zaczęło popełniać błędy, a nerwowe reakcje i niepotrzebne dyskusje z arbitrem tylko pogłębiały ich problemy. Astra wykorzystała każde potknięcie rywala – błyskawicznie podwyższyła wynik i całkowicie przejęła kontrolę nad meczem. W drugiej połowie gospodarze nie pozostawili złudzeń – dołożyli pięć bramek i nie pozwolili przeciwnikowi na żadną odpowiedź. Spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem Astry 8:2, które przy jednoczesnych potknięciach rywali w tabeli znacząco przybliża ich do podium.
Przed ostatnimi kolejkami zapowiada się zacięta walka o medale – Astra jest w grze i wysyła jasny sygnał, że mierzy wysoko.
Spotkanie FC Pers – Gamba Veloce zapowiadało się jako jedno z ciekawszych starć 12. kolejki 10. ligi. Na przeciw siebie stanęły drużyny z czołówki tabeli, a choć gospodarze musieli radzić sobie bez swojego najlepszego strzelca – Kamola Obidova, jasne było, że łatwo punktów nie oddadzą.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście. Janek Sienicki błyskawicznie wyprowadził Gambę na prowadzenie, a chwilę później – wykorzystując osłabienie FC Pers po żółtej kartce dla Rahmatjona Abduhafizova – podwyższył na 0:2, skutecznie kończąc kontratak. Goście konsekwentnie budowali przewagę, narzucając swój styl gry. Trzecie trafienie dorzucił Filip Wolski, który wykorzystał swoją szybkość, mijając obronę rywali jak tyczki. FC Pers próbował odpowiedzieć, ale atmosfera na boisku robiła się coraz bardziej nerwowa – przypieczętował to Abduhafizov, który po drugiej żółtej kartce musiał opuścić boisko. Tuż przed zmianą stron kolejne trafienie dla Gamby dołożył Olek Florczuk, idealnie odnajdując się w polu karnym. Do przerwy było 0:4.
Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, ale FC Pers nie złożył broni. Po niefortunnym rykoszecie piłka trafiła do Vohidjona Usmonova, który głową zdobył pierwszego gola dla gospodarzy. Chwilę później Asad Oybekzoda wykorzystał rzut z autu, ponownie trafiając głową. Seria wznowień z bocznej linii ewidentnie służyła gospodarzom – kolejny wyrzut przyniósł błąd bramkarza Gamby i dobitkę na pustą bramkę w wykonaniu Sharifjona Obidova. Mieliśmy już tylko 3:4!
Emocje sięgały zenitu, a po jednej żółtej kartce obejrzeli jeszcze Oybekzoda i Grzesiek Wolski. Liderzy tabeli nie zamierzali jednak wypuścić zwycięstwa z rąk. W końcówce spotkania trafiali kolejno: Kuba Skwirtniański, Olek Florczuk (drugi raz tego dnia) oraz Filip Wolski, który ustalił wynik meczu na 3:7 po kapitalnym wyrzucie z autu Jana Schmidta.
Gamba Veloce pokazała klasę lidera i mimo krótkiego momentu nerwów, umocniła się na szczycie 10. ligi. Dla FC Pers porażka ta oznacza konieczność szybkiego powrotu do formy, jeśli nadal marzą o walce o medale.
ASAP Vegas od początku rundy rewanżowej prezentuje solidną formę. Po remisie z faworyzowanym Hiszpańskim Galeonem i wyraźnej wygranej nad MWSP, przystępowała do meczu z Bielany Legends jako zdecydowany faworyt.
Zgodnie z przewidywaniami, gospodarze od pierwszych minut kontrolowali przebieg spotkania. Przeważali w posiadaniu piłki, częściej zagrażali bramce przeciwnika, podczas gdy goście ograniczali się do kontrataków. Po 10 minutach Mateusz Kania otworzył wynik meczu, a jeszcze przed przerwą prowadzenie podwyższył Piotr Grygiel. Wynik 2:0 po pierwszej połowie nie oddawał w pełni przewagi ASAP – tylko dobra postawa bramkarza gości uchroniła Bielany przed wyższą stratą.
Początek drugiej części meczu przyniósł szybkie trafienie na 3:0, co mogło sugerować spokojną końcówkę dla gospodarzy. Tymczasem Bielany Legends odpowiedziały bramką kontaktową i zaczęły grać znacznie odważniej. Świetnie spisywał się Piotr Tomiak, a doping zebranych kibiców dodawał gościom energii. Kolejne trafienia pozwoliły Bielanom zmniejszyć straty – przy wyniku 4:3 zrobiło się bardzo nerwowo. Obie drużyny wymieniały się ciosami – ASAP Vegas próbował odzyskać bezpieczny dystans, ale Bielany za każdym razem odpowiadały. Ostatecznie gospodarze dowieźli zwycięstwo 6:5, choć druga połowa kosztowała ich wiele nerwów.
Bielany Legends, mimo porażki, zaprezentowały się z bardzo dobrej strony – pokazali ambicję, wolę walki i byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Tym razem zabrakło czasu, ale postawa zespołu z pewnością zasługuje na uznanie.
Przed tą kolejką goście tego spotkania mogli ostrzyć sobie zęby na drugie miejsce w lidze. FC Pers mierzyło się z Gambą, więc było jasne, że ktoś z czołówki straci punkty. Gdyby Hiszpański Galeon wygrał swój mecz, czekałyby nas roszady w tabeli. Z perspektywy drużyny Jakuba Szczypiorskiego i spółki – nic z tego jednak nie wyszło.
A wszystko dlatego, że faworyci dość sensacyjnie ulegli CompatibL – drużynie, która jeszcze rok temu grała w czwartej dywizji Ligi Fanów i spadła z hukiem. O wyrównanym charakterze tego meczu najlepiej świadczy fakt, że padły w nim zaledwie cztery bramki.
Pierwsza z nich już w 4 minucie mogła sugerować otwarty mecz, ale potem długo nie działo się nic konkretnego. Gdy wydawało się, że do przerwy utrzyma się skromne 1:0, CompatibL uderzyło ponownie, zdobywając tzw. „gola do szatni” i schodząc na przerwę z prowadzeniem 2:0.
Druga połowa? Nadal bez większych argumentów po stronie biało-bordowych. Zamiast zrywu – kolejna bramka dla gospodarzy, która ustawiła wynik na 3:0. W tym momencie wydawało się, że Galeon w takiej formie już się nie podniesie. I rzeczywiście – udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki honorowym golem na 1:3.
Tym samym przepadła szansa, by wyprzedzić Persów w ligowej tabeli. CompatibL natomiast, dzięki temu niespodziewanemu triumfowi, traci już tylko pięć punktów do podium – a to oznacza, że w tej lidze wszystko może się jeszcze wydarzyć. Wielkie brawa dla tej drużyny za charakter i wynik!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)