Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 1 Liga
W poprzedniej kolejce zespół FC Impuls UA zdobył tylko jeden punkt i prowadząca w tabeli dwójka drużyn powiększyła swoją przewagę nad gospodarzami tego pojedynku. Zespół AnonyMMous! po bardzo dobrym meczu musiał uznać wyższość swoich rywali i po przerwie zimowej nie powiększył swojego dorobku. Lepiej spotkanie rozpoczęli goście, którzy strzałem z rzutu karnego otworzyli wynik spotkania. Kolejna akcja i już mieliśmy remis, a chwilę potem gospodarze powinni prowadzić, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Kilka minut później dopięli jednak swego i dwukrotnie pokonali golkipera przeciwników. Zespół Anonimowych ponownie wziął się do roboty i po upływie kwadransa gry wyrównał. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało do zawodników z Ukrainy, którzy strzelając bramkę ustalili wynik premierowej odsłony na 4:3. Początek drugiej części spotkania to akcje z obydwu stron, czego efektem były strzelone dwie bramki – po jednej dla każdej drużyny. Kluczowe dla końcowego rozstrzygnięcia były kolejne minuty, w których faworyci zdołali aż trzykrotnie zdołali zdobyć bramkę i odskoczyli na bezpieczną przewagę. W ostatnich minutach przegrywający próbowali gonić swoich rywali, ale byli w stanie zmniejszyć straty ledwie do dwóch goli. Finalnie spotkanie zakończyło się zwycięstwem FC Impuls UA 8:6, którzy dzięki temu wskoczyli na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Zespół Anonymmous! po raz kolejny pozostał z niczym, ale długimi fragmentami pokazał, że w piłkę grać potrafi i jeszcze nie składa broni w walce o ligowy byt.
Czy ktoś w tej parze odważyłby się postawić na Energię? Pewnie nie znaleźlibyśmy wielu takich śmiałków, bo nic nie wskazywało na to, że Igor Petlyak i spółka będą w stanie przeciwstawić się trzeciej drużynie w tabeli, z aspiracjami na mistrzostwo 1.ligi. Co prawda faworyci nie mieli optymalnego składu, ale to i tak niewiele zmieniało w naszej ocenie i tutaj punkty mogła zgarnąć tylko jedna ekipa. Ale od samego początku spotkania zespół Energii grał bardzo konsekwentnie i nie wyglądał na drużynę, która jest skazana na pożarcie. Chłopaki dobrze trzymali defensywę, a z przodu byli bardzo skuteczni, dzięki czemu po pierwszych 25 minutach prowadzili 2:1. Wilki miały problem z kreowaniem okazji, bo przy szczelnej obronie oponentów, ciężko było przedostać się pod pole karne Volodymyra Slobozheniuka. Kluczowy moment spotkania nastąpił przy wyniku 4:2. Wówczas żółtą kartkę zobaczył Bogdan Leshchenko i teoretycznie stworzyły się idealne okoliczności, by dojść rywali na jedną bramkę i poszukać kolejnych trafień. Nic z tego jednak nie wyszło, a po fatalnym błędzie w rozegraniu, Heorhii Parnitskii zdobył gola strzałem na pusta bramkę i było już 5:2. To był dystans nie do nadrobienia, tym bardziej, że w obozie faworytów widać było frustrację i zniechęcenie. Za chwilę padł kolejny gol dla rywali i tutaj nie było już żadnych szans, by powalczyć chociaż o remis. Ostatecznie Energia wygrała 7:3, czym chyba sama sobie udowodniła, że ten sezon jeszcze nie jest stracony. Energetyczni pokazali, że przy dobrym planie taktycznym i skutecznej jego realizacji, są w stanie walczyć jak równy z równym z każdym. Oby to dodało im wiary we własne możliwości, bo nie mielibyśmy nic przeciwko widzieć ich w takiej formie co tydzień. Z kolei Wilki daleko były od tego, z czego są znane. Można się tłumaczyć brakami kadrowymi, natomiast to nie jest pierwszy raz, gdy Rafał Ślubowski ma wąską kadrę, ale wcześniej ta gra wyglądała lepiej. O tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć, bo jeśli Wilki marzą o awansie do Ekstraklasy, to takie spotkania jak to, nie mają prawa im się więcej przytrafić.
Po dwóch niezłych spotkaniach w wykonaniu MixAmatora, kolejnym rywalem tej ekipy byli Ukranian Vikings. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, to zawodnicy po drugiej stronie boiska byli faworytami, natomiast Mixy na pewno marzyły o niespodziance, a jeśli nie, to żeby przynajmniej zagrać na podobnym poziomie jak w ostatnich tygodniach. No ale niestety – ta ekipa nie zdołała pokazać takiej jakości, jak miało to miejsce w poprzednich potyczkach. Tutaj tak naprawdę tylko na początku spotkania było w miarę wyrównanie, bo chociaż to zespół z Ukrainy objął prowadzenie, to szybko odpowiedział Paweł Orzechowski. Wtedy nikt nie mógł jeszcze przypuszczać, że ten gol na długi czas będzie jedynym dla zespołu nominalnych gości. I nawet trudno do końca powiedzieć, z czego wynikała ta niemoc. Inna sprawa, że przeciwnicy byli po prostu bardzo skuteczni i już do przerwy wyrobili sobie przewagę, która pozwalała im ze spokojem oczekiwać finałowych 25 minut. Domyślamy się, że w przerwie w obozie Mixów padło trochę mocnych słów, lecz na niewiele się one zdały, bo obraz spotkania praktycznie w ogóle nie uległ zmianie. Wikingowie spokojnie powiększali swoją przewagę i w pewnej chwili było już nawet 7:1. W końcówce meczu, gdzie linie obrony nie były już tak skupione na swojej pracy jak wcześniej, padło trochę bramek dla obydwu stron i ostatecznie to dość jednowymiarowe spotkanie zakończyło się pewnym sukcesem zespołu z Ukrainy. Nie było tutaj wielkiej historii, triumfatorzy chyba nawet specjalnie się nie zmęczyli, bo MixAmator zagrał zdecydowanie najsłabsze 50 minut w tej rundzie. Tym samym umocnił się niestety w strefie spadkowej, podczas gdy Ukranian Vikings wykorzystali wpadkę Wilków i nad trzecim miejscem w tabeli mają już cztery punkty przewagi. Kolejny krok w kierunku Ekstraklasy został wykonany z nawiązką.
Zawodnicy Contry bardzo dobrze prezentują się w tym sezonie i są jednym z głównych faworytów do mistrzostwa na tym poziomie rozgrywkowym. Gracze Gorszego Sortu po zdobyciu tylko jednego punktu w ostatnich dwóch spotkaniach niebezpiecznie zbliżają się do strefy spadkowej. Ale to właśnie oni lepiej weszli w mecz i to oni objęli tutaj prowadzenie. Kilka minut później dwie groźne akcje zamienione na bramki przeprowadzili gospodarze i dzięki tym trafieniom, to oni byli z przodu. Zaraz jednak ponownie był remis. W kolejnych minutach obydwaj bramkarze mieli sporo pracy, ale w tej części meczu nie dali się już pokonać i drużyny na przerwę schodziły przy wyniku 2:2. Początek drugiej połowy ponownie lepiej rozpoczęli zawodnicy GGS, jednak z prowadzenia cieszyli się tylko minutę. Po mocnym początku, w którym obydwie drużyny zdobyły po jednej bramce tempo trochę spadło, ale to była tylko cisza przed burzą. Ostatni kwadrans spotkania to liczne ataki i okazje, w których lepiej odnajdywali się gospodarze. Szybko odskoczyli na trzy trafienia i tej przewagi skutecznie bronili do ostatniego gwizdka. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Contry 9:5 a zdobyty komplet punktów pozwolił jej utrzymać pozycję lidera 1 ligi. Gracze Gorszego Sortu mimo iż zostawili na boisku mnóstwo sił, mecz zakończyli bez zdobyczy punktowej.
Ogień Bielany z Kacprem Cetlinem, czyli niedawno upieczonym reprezentantem Polski w piłce sześcioosobowej, jest ostatnio na fali, zatem było jasne, że nawet świetnie spisujący się Sirius, będzie miał bardzo trudne zadanie w starciu z młodą ekipą z Bielan. Od pierwszych minut widzieliśmy bardzo dynamiczną grę i niesamowicie szybkie tempo rozgrywania akcji przez młodych zawodników gospodarzy, którzy jak zwykle w ofensywie polegali na swoim najmocniejszym filarze. Kacper brał udział przy pierwszych trzech golach dla swojej drużyny, asystując przy bramkach autorstwa Marcina Staszica oraz Antka Sidora, a przy golu na 3:0 osobiście wpisał się na listę strzelców posyłając piłkę w długi róg. Gracze gości mieli kilka okazji do strzelenia gola, jednak świetnie w bramce spisywał się Szymon Świercz. Tylko raz zdołali znaleźć sposób na pokonanie dobrze dysponowanego golkipera Ognia Bielany, kiedy po podaniu Dawida Khidisheli bramkę na 4:1 zdobył Valerii Parshyn. Do końca pierwszej połowy to jednak gospodarze dominowali na boisku, aby ostatecznie zakończyć tę część spotkania wynikiem aż 7:1. Warte podkreślenia było trafienie Antka Sidora, który potężnym strzałem niemal z połowy boiska nie dał szans bramkarzowi Siriusa. Jak zwykle w tak mało zaciętych pod kątem wyniku spotkaniach, gospodarze nieco rozprężyli się w obronie, przez co pozwolili rywalom na zdobycie w drugiej połowie aż czterech goli. Nie zmieniło to jednak faktu, że w ofensywie nadal odbywał się festiwal strzelecki, a kolejne bramki padały niemal hurtowo. Ostatecznie Ogień Bielany wygrał aż 12:5, a fantastycznymi statystykami mógł się pochwalić nie kto inny, jak Kacper Cetlin, który w całym meczu zdobył pięć goli a przy sześciu kolejnych sześciu zaliczył asystę!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)