Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 11 Liga
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy, które w tabeli dzieliło aż trzynaście punktów. Z tego powodu na pozór można było spodziewać się dominacji jednej z drużyn. KS Lipinki Łużyckie jak dotąd radziły sobie dość dobrze, zajmując piątą lokatę. Ich rywale, czyli drużyna ukraińskiego Broke Boys, nie mogła pochwalić się podobnymi osiągnięciami. Na ten moment zajmowali oni bowiem przedostatnią pozycję bez perspektywy zmiany swojego położenia. Jednakże powiedzenie: „co masz zrobić jutro, zrób teraz”, idealnie zdało egzamin i to właśnie goście spotkania, od samego początku narzucili swoje tempo gry wyżej sytuowanemu rywalowi. Wynik otworzył jeden z ich etatowych snajperów, Nazar Yavoriv. Następnie jakże cenne prowadzenie zostało utracone za sprawą trafienia Dawida Wojciechowskiego. Jak się później okazało, była to jedyna bramka, na którą było tego dnia stać KS Lipinki Łużyckie. Do przerwy gracze z Ukrainy co prawda nie zdołali w pełni zdominować rywala, ale i tak zasłużenie prowadzili 1:3. Z kolei w drugiej odsłonie w pełni przejęli kontrolę nad boiskowymi poczynaniami, aplikując rywalom kolejne siedem bramek. Na wyrazy uznania zasługuje niebywały tego dnia Anton Liashuk, który pokonał bramkarza rywali pięciokrotnie, dokładając do tego jedną asystę. To w głównej mierze dzięki jego kapitalnej dyspozycji Broke Boysi zdołali wygrać ten mecz 1:10.
Dla Borowików było to spotkanie o "być albo nie być" w rywalizacji o awans i medale. Przed rozpoczęciem meczu do trzeciego Torpedo tracili 4 punkty, więc był to mecz o naprawdę sporym znaczeniu. Goście zaczęli pojedynek z Maksymem Marchenko w roli golkipera, który bardzo ochoczo włączał się do akcji ofensywnych, daleko od własnego pola karnego. Poniekąd był do tego zmuszony, bo goście już od samego początku musieli gonić wynik. Niemal tuż po rozpoczęciu meczu Maksym musiał wyciągać piłkę z siatki, a w przeciągu pierwszych 5 minut ten przykry obowiązek spotkał go trzy razy. Chyba nawet zawodnicy Borowików nie sądzili, że tak potoczy się to spotkanie, ale team Andrija Barana już tydzień wcześniej pokazał, że potrafi wyjść nawet z najgorszej opresji. I tak było w tym wypadku. Sygnał do odrabiania strat dał Kyrylo Kud, dzięki któremu Torpedo zmniejszyło straty do stanu 3:2. To spotkało się jeszcze z reakcją Borowików, które znów podwyższyły wynik spotkania. Jeszcze przed przerwą Kyrylo Kud skompletował hat-tricka i po 25 minutach mieliśmy wynik 5:3. W drugiej części doszło do zmiany golkipera w ekipie Torpedo i zmienił się również obraz gry. Nie wiemy co się stało z Borowikami, ale Torpedo z każdą kolejną minutą coraz mocniej się rozkręcało i nie dość, że wyrównali rezultat spotkania, to jeszcze udało im się wyjść na prowadzenie 5:7. Gospodarze nie byli już w stanie wykreować sobie klarownej okazji do zdobycia gola i Artem Bogatikov był niemal bezrobotny przez kolejne 25 minut. Dopiero w końcówce spotkania arbiter podyktował rzut karny dla Borowików i to była jedyna wykorzystana sytuacja w drugiej części przez ten zespół. Być może zabrakło sił, by przeciwstawić się coraz lepiej grającemu Torpedo. Dzięki tej wygranej goście już prawie zapewnili sobie brązowe medale i awans do wyższej ligi. Borowikom pozostaje walka o utrzymanie pozycji w pierwszej piątce, by wziąć udział w Pucharze Ligi Fanów, choć na pewno żałują, że nie udało im się dowieźć zwycięstwa w tym konkretnym meczu.
Przed spotkaniem w ramach piętnastej kolejki 11. ligi ekipa Jogi Bonito wciąż nie mogła być pewna utrzymania. Tym razem przyszło im się zmierzyć z turecką drużyną Red Rebels. Spotkanie od samego początku obfitowało w ogrom emocji, ponieważ zespoły dzieliły zaledwie cztery punkty. W przypadku zwycięstwa gości oznaczało to zniwelowanie straty do bezpiecznego miejsca na zaledwie jeden punkt. Jeżeli zatriumfowaliby gospodarze, ich przewaga zostałaby zwiększona do bezpiecznych siedmiu oczek. Na samym starcie mogliśmy być pewni jednego, a mianowicie, że żaden team nie będzie zamierzał odpuścić nawet centymetra murawy. Już od samego początku inicjatywę przejęli gracze Jogi Bonito, którzy rozpoczęli spotkanie od narzucenia swoich warunków gry. Niezwykle szybkie i przede wszystkim skuteczne kontrataki w ich wykonaniu przysparzały rywali o prawdziwy zawrót głowy. Do pierwszej połowy nominalnie goście zdołali umieścić piłkę w bramce strzeżonej przez golkipera rywali Merdana Rahmedova aż trzykrotnie. Jeżeli ekipa Red Rebels liczyła na cokolwiek w tym spotkaniu, musiała zdecydowanie zacieśnić szyki obronne i przede wszystkim ograniczyć swoją często brzydką dla oka grę, która niejednokrotnie oscylowała na pograniczu faulu. Niestety dla nich w drugiej odsłonie spotkania skupili się bardziej na polowaniu na nogi rywala, a nie na strzelaniu bramek. Dwie żółte kartki oraz jedna czerwona ukazały nam obraz absolutnego braku poszanowania dla zdrowia rywali, przez co mecz zakończył się wynikiem 0:5 przed finalnym gwizdkiem na prośbę obydwu ekip. Wielka szkoda, ponieważ goście zdecydowanie bardziej próbowali grać w piłkę i kto wie, czy mecz ten nie zakończyłby się jeszcze wyższym rezultatem bramkowym. Nie można jednakże pominąć krytyki, na którą zasługuje zachowanie Sebastiana Jarego, który co prawda sprowokowany, uderzył rywala w twarz. Podkreślamy, że takie sytuacje zasługują na potępienie i nie ma na nie miejsca w naszych rozgrywkach.
W 15 kolejce 11 ligi drużyna Złączonych podejmowała outsidera FC Wombaty. Chociaż gospodarze pojawili się na to spotkanie tylko w 6, to od samego początku widoczna była ich bardzo duża przewaga. Już w 3 minucie niezawodny Piotr Gipsiak trafił na 1-0 wykorzystując celne podanie Michała Olejnika. Tym trafieniem napastnik Złączonych otworzył worek z bramkami swojej ekipy. 3 minuty później Mariusz Niedźwiadek trafił na 2-0 po celnym podaniu Piotra Gipsiaka, a lada moment zrobiło się 3:0. Goście co prawda próbowali atakować, lecz nic z tych akcji nie wpadało do bramki gospodarzy. Pod koniec pierwszej połowy, klepką zagrał Mariusz Niedźwiadek tym samym uruchamiając Dominika Kostrzewę, który bez problemu trafił na 4-0. Po tej bramce arbiter zakończył tę część spotkania. Druga połowa to ponownie mocne ataki Złączonych. Na 5-0 trafił jak zawsze bardzo aktywny Piotr Gipsiak, 6-0 to dzieło duetu Michał Olejnik i Dominik Kostrzewa. Nie upłynęły dwie minuty a Złączeni trafili już na 7-0. Dalszych minut można się domyśleć. W tej części meczu FC Wombaty wyglądali jak pierwszoroczniak, który dopiero co trafił na salę treningową mając na przeciwko siebie zawodowego pięściarza. Nawałnica gospodarzy nie miała końca. Spotkanie zaczęło się od trafienia Piotra Gipsiaka i zakończyło w ten sam sposób, bramką na 12-0 po ładnej klepce z Michałem Olejnikiem. Po tym meczu Złączeni pozostają liderem i są coraz bliżej tytułu mistrzowskiego. FC Wombaty pozostają czerwoną latarnią tego szczebla rozgrywek i to już się niestety nie zmieni.
Pojedynek KS Centrum z FC Melange dał nam w ostatniej kolejce wiele odpowiedzi. Gospodarze mimo młodej krwi, zaangażowania bliskich przy ławce rezerwowych, ale także ambicji na boisku byli tego dnia słabsi od rywali. Melange nieprzypadkowo strzela sporo bramek na mecz, a ich doświadczenie widać wyraźnie. Pierwsze minuty nie dawały nam pewności, że goście kolokwialnie mówiąc przejadą się po rywalach, ponieważ byli nieskuteczni, momentami pojawiały się błędy techniczne, ale jednak doświadczenie pozwoliło im te mankamenty przypudrować. To co rzucało się w oczy to stłamszenie rywali, dużo strzałów, krótkich akcji, szybkie przedarcie się na stronę rywali – Melange to robił. I to zaprocentowało. Aż czterech różnych zawodników gości zdobyło co najmniej bramkę w tej części gry, kiedy rywale mimo pojedynczych strzałów trafili raz za sprawą Ciołka. Do przerwy było 1:5. Konsekwentna gra, dobra komunikacja i przed wszystkim radość z gry doprowadziła do tego, że Melange bawił się na boisku, przyprawiając rywali do braku argumentów. Nie można jednak pozostawić bez komentarza bramkarza KS Centrum. Mowa tu o Piotrze Bąkowskim, który dwoił się i troił zarówno na linii, jak i na przedpolu. Gdyby nie on wynik meczu rywale mieliby z dwójką z przodu. Koniec końców mecz mógł się podobać, momentami był twardy, na pograniczu z ostrym, na szczęście finalnie wszyscy dokończyli mecze bez poważniejszych kontuzji. Wynik 3:13 odzwierciedla przebieg spotkania i udowadnia, że ligowcy z długim stażem, Podobas, Marciniak, czy Słowik jeszcze nie raz namieszają na boisku, chociaż w niedzielę wygrała tak naprawdę drużyna, a nie jednostki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)