Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 15 Liga
Podczas niedzielnego spotkania 15. ligi Fanów termometry wskazywały zaledwie 2 stopnie, ale niska temperatura nie miała wpływu na frekwencję – obie drużyny stawiły się w pełnych składach. Wicelider tabeli, Elitarni Gocław, zmierzył się z FC Babice, którzy w ostatnich tygodniach prezentowali bardzo dobrą formę.
Początek meczu to dynamiczne tempo i przemyślana gra, szczególnie ze strony zawodników z Babic. Już w 5. minucie na prowadzenie wyprowadził ich Kacper Brodowski, a chwilę później, w 7. minucie, wynik podwyższył Nikodem Milewski – zawodnik, który ostatecznie został wyróżniony tytułem MVP. Wysoki pressing FC Babice zmuszał Elitarnych do błędów, a szybkie przejścia do ataku, dobre odbiory, celne podania prostopadłe oraz groźne strzały z dystansu robiły różnicę.
W 16. minucie Milewski po raz kolejny trafił do siatki, tym razem po precyzyjnie wykonanym rzucie wolnym. Wynik wskazywał już wyraźnie, kto tego dnia dyktował warunki na boisku. Elitarni zdołali odpowiedzieć golem Zagrajczuka, ale różnica w grze była nadal widoczna.
Na wyróżnienie zasłużył duet Milewski – Radoń, który świetnie współpracował w ofensywie, co potwierdziły pomeczowe statystyki. Warto także wspomnieć o Mikołaju Stankiewiczu – jego wsparcie w ataku znacząco wzmocniło siłę rażenia FC Babice.
Pomimo trzech zdobytych goli, Elitarni nie zdołali zatrzymać rozpędzonych rywali i ulegli im 3:8. Dzięki zwycięstwu nad wiceliderem, FC Babice umocnili się na piątym miejscu w tabeli i znacząco oddalili się od strefy spadkowej.
Spotkanie 15. ligi na Arenie Grenady pomiędzy Karabakh Azerbejdżan a KS Partyzant Włochy miało dość jednostronny przebieg. Gospodarze od początku narzucili swój styl gry i dzięki szerokiej ławce rezerwowych mogli utrzymać intensywność przez pełne 50 minut.
Już w 1. minucie Karabakh objął prowadzenie po pięknym uderzeniu w okienko, ale goście szybko odpowiedzieli – w 5. minucie Maks Młynarczyk huknął z dystansu i również trafił w samo „okno”, doprowadzając do remisu. Niestety dla Partyzanta, był to jeden z nielicznych pozytywnych momentów w tym meczu.
Z każdą kolejną minutą rosła przewaga Karabakhu, który grał szybko, agresywnie i skutecznie. Zespół gospodarzy wykorzystywał każde potknięcie rywala i bezlitośnie punktował. Do przerwy wynik brzmiał już 6:1, a goście z Włoch wyraźnie nie nadążali za tempem narzucanym przez przeciwników.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Karabakh kontynuował ofensywny pokaz siły, wykorzystując rotację i świeżość zmienników. Do 50. minuty wynik urósł do 15:4, a Partyzant zdołał odpowiedzieć jedynie kilkoma trafieniami honorowymi – w 32., 40. i tuż po wznowieniu gry.
Zespół z Azerbejdżanu był tego dnia klasą samą dla siebie – szybki, wybiegany i świetnie poukładany taktycznie. Ostateczny wynik 15:4 najlepiej oddaje przebieg spotkania i różnicę dzielącą obie drużyny w tym pojedynku.
W zapowiedziach stawialiśmy na Scorpions, podkreślając ich doświadczenie i siłę indywidualności – i choć początek spotkania zupełnie na to nie wskazywał, to z czasem wszystkie te atuty wyszły na wierzch. Pistons weszli w mecz z ogromnym animuszem i po 10 minutach prowadzili 2:0. Najpierw Kacper Romanowski rozruszał ofensywę gospodarzy, a jego dogranie wykorzystał Paweł Nowak. Chwilę później duet Pietrzyk – Opałczyk podwoił wynik i pachniało niespodzianką.
Scorpions jednak nie spanikowali – wręcz przeciwnie. Najpierw gola kontaktowego zdobył Piotr Fortuna, a potem goście krok po kroku odzyskiwali kontrolę nad meczem. Gole Grzymały i Marciniaka w 18. i 19. minucie odwróciły losy spotkania, a po chwili kontrę wykończył Oleg Viniarski i do przerwy było już 2:4. Co ciekawe, Pistons dwukrotnie grali w przewadze, ale za każdym razem... tracili gole.
Po zmianie stron Scorpions kontynuowali ofensywny marsz – trafienie Debala Bose tylko przypieczętowało dominację gości. W międzyczasie Piotr Fortuna próbował powtórzyć „rękę Boga”, ale arbiter nie miał poczucia humoru – żółta kartka i koniec show. Pistons mieli jeszcze szansę wrócić do gry z rzutu karnego, ale Olaf Opałczyk fatalnie przestrzelił, a końcówka należała już do Scorpions. Drugi gol Grzymały i hat-trick Viniarskiego ustaliły wynik na 2:7.
Pistons dobrze zaczęli, ale w starciu z tak doświadczonym rywalem nie wystarczyło to na dłużej niż kwadrans. Scorpions potwierdzili, że nawet przy gorszym starcie potrafią zrobić swoje i zasłużenie zgarnęli pełną pulę.
W niedzielę na Arenie Grenady doszło do hitowego starcia 15. Ligi Fanów – lider tabeli Santiago Remberteu podejmował trzecią siłę rozgrywek, ekipę FC Mocny Narket. Mecz nie zawiódł oczekiwań – było wszystko: emocje, piękne bramki i dramaturgia do ostatnich sekund. Ostatecznie to goście wywieźli komplet punktów, zwyciężając 5:4.
Spotkanie od początku trzymało w napięciu. Już na starcie Santiago objęło prowadzenie po akcji Syrnyka i skutecznym wykończeniu Wójtowicza. Odpowiedź FC Mocny Narket była natychmiastowa – Jakub Dąbek wyrównał po podaniu Filipa Szuflińskiego. Chwilę później Daniel Brzeziński popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego i było 1:2. Gospodarze nie pozostali dłużni – Domański przywrócił remis, ale jeszcze przed przerwą Szufliński po raz kolejny zamieszał pod bramką Santiago i ustalił wynik do przerwy na 2:3.
Po zmianie stron goście złapali wiatr w żagle – dwie szybkie bramki i prowadzenie 5:2 wyglądało na bezpieczne. Santiago jednak nie zamierzało składać broni – gospodarze poderwali się do walki i doprowadzili do stanu 4:5. Do końca spotkania nacierali z ogromnym zaangażowaniem, ale na ich drodze stanął prawdziwy mur w postaci bramkarza Rubena Nieścieruka, który ratował swój zespół w kluczowych momentach.
Mocny Narket zainkasował niezwykle cenne trzy punkty i zrównał się z Santiago na szczycie tabeli. Jeśli wszystkie mecze o mistrzostwo mają wyglądać tak jak ten – zapowiada się naprawdę gorąca końcówka sezonu!







)
)
)
)
)
)
)
)