Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 5 Liga
W starciu lidera, Tonie Majami, z Old Eagles Koło zdecydowanym faworytem byli gospodarze. W końcu jako jedyna ekipa nie mieli na koncie żadnej porażki i pewnie zmierzali po tytuł. Orzełki w tej rundzie wygrały tylko z Iglicą i zamiast walki o medale, musiały coraz mocniej oglądać się za siebie, bo strefa spadkowa zaczęła się zbliżać. Tyle słowem wstępu, by nadać kontekst późniejszym wydarzeniom.
Nominalni goście – choć „goście” tylko z nazwy, bo na Arenie Grenady czują się jak u siebie – zaczęli całkiem obiecująco. Już w 1 minucie wywalczyli rzut karny. Do piłki podszedł Mariusz Żywek i mocnym strzałem... posłał piłkę wysoko nad bramką. Na domiar złego, zamiast 0:1, dość szybko zrobiło się 1:0 – wynik otworzył niezawodny Filip Motyczyński. Mariusz Żywek co prawda wyrównał, ale Tonie Majami nie zwalniało tempa i mocno naciskało na bramkę Orzełków. Niestety dla gospodarzy, nie potrafili się wstrzelić, a Old Eagles dwukrotnie ratowała poprzeczka. W końcu faworyci przełamali się i ponownie objęli prowadzenie, ale znów błysnął Mariusz Żywek, który kapitalnym strzałem z własnej połowy (!) przelobował wysuniętego Szymona Świercza. Na domiar złego dla lidera, Piotr Ryszawa podwyższył na 2:3 i to Orzełki schodziły na krótki odpoczynek z prowadzeniem.
W przerwie zastanawialiśmy się, czy zawodnicy Old Eagles utrzymają tempo również po zmianie stron – jak się okazało, dali radę. Trzeba przyznać, że Orzełki zostawiły mnóstwo zdrowia na boisku i w dużej mierze wygrali ten mecz grając na ambicji. Dopóki wynik był na styku, Tonie Majami mocno dążyło do wyrównania, ale świetnie spisywał się Jan Drabik, który w tym spotkaniu przeżywał chyba drugą młodość. Nie mógł się wstrzelić Dawid Zagrodzki, który być może za bardzo chciał zdobyć bramkę. Ostatecznie skończyło się sensacyjnym zwycięstwem 2:6 – hat-trickami popisali się Mariusz Żywek i Piotr Ryszawa, ale cała drużyna Old Eagles zasłużyła na brawa za walkę i za pokonanie niepokonanego dotąd lidera. Tonie Majami zagrało tym razem mniej skutecznie niż zwykle i musi jak najszybciej zapomnieć o tej porażce, która nieco skomplikowała im drogę do mistrzostwa.
Obie ekipy potrzebowały punktów w bezpośrednim starciu, aby zbliżyć się do celu, jakim niewątpliwie jest utrzymanie. Georgian Team pojawił się na mecz zaledwie w meczowej szóstce, co nie zapowiadało łatwej przeprawy z ekipą Michała Cholewińskiego. Bartolini również nie miało szerokiego składu, ale przynajmniej jedną zmianę, która pozwalała zawodnikom chwilę odetchnąć.
Goście mieli na początku spotkania swoje okazje, ale pod bramką rywala byli tego dnia wyjątkowo nieskuteczni. Gruzini przetrwali początkowy napór i po jednej z kontr wyszli na prowadzenie. Chwilę później, po kolejnej akcji, gospodarze podwyższyli wynik i Bartolini musiało gonić. Goście jednak zdołali przełamać niemoc – zdobyli gola kontaktowego, a chwilę później wyrównali na 2:2. Po błędzie w obronie Rafał Zaręba doprowadził do remisu, i gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się podziałem punktów, Gruzini po raz kolejny wyszli z kontratakiem. Gwizdek kończący pierwszą połowę oznaczał wynik 3:2 i zapowiadał emocjonującą drugą część meczu.
Po przerwie gospodarze byli bardzo skuteczni – kolejne bramki dały im spokój i nadzieję na pełną pulę. Przy stanie 5:2 Bartolini zaczęło grać lepiej i złapało kontakt, zdobywając dwa gole, które przywróciły nadzieję na odwrócenie losów meczu. W ostatnich sekundach spotkania to Bartolini atakowało, ale decydujący cios zadali Gruzini – niezawodny Lasha Gagrichidze podał do Mate Zakariadze, który na raty pokonał Piotra Szczypka i ustalił wynik meczu.
Georgian Team inkasuje cenne trzy punkty i nadal walczy o utrzymanie w 5. lidze. Bartolini Pasta po tej porażce musi wrócić w maju w lepszej formie i – przede wszystkim – z większą skutecznością, której zdecydowanie zabrakło w niedzielnym starciu.
Trener Skorpionów, Artur Kałuski miał spory ból głowy przed niedzielnym starciem – ogromne problemy z zebraniem składu zmusiły go do awaryjnych działań. Dzięki uprzejmości Łukasza Krysiaka i jego zespołu, który wyraził zgodę na taki wyjątkowy precedens, udało się dopisać kilku nowych zawodników w ostatniej chwili. Tym samym A.D.S. Scorpion's, w mocno eksperymentalnym składzie, próbowali stawić czoła swoim rywalom. Jednak gospodarze od pierwszego gwizdka przejęli pełną kontrolę nad meczem i nie pozwolili na zbyt wiele.
Strzelanie rozpoczął Damian Dąbrowski, wykorzystując precyzyjne podanie bezdyskusyjnie najlepszego zawodnika na boisku – Krystiana Omena. Chwilę później goście doprowadzili do wyrównania po trafieniu Jurija Pijasiuka. Po tych dwóch szybkich bramkach tempo meczu wyraźnie spadło – akcje obu drużyn nie kleiły się i na boisku zapanowała lekka stagnacja. Ciszę przerwał Dominik Banasiewicz, który po faulu na jednym z zawodników WSNT podszedł do rzutu wolnego i potężnym strzałem pokonał Radka Przybyłka. W pierwszej połowie gospodarze jeszcze dwukrotnie trafiali do siatki za sprawą Krystiana Omena, ustalając wynik do przerwy na 4:1.
Po zmianie stron Więcej Sprzętu niż Talentu kontynuowało swoją dominację – kolejne bramki tylko potwierdzały ich przewagę. Dopiero przy wyniku 6:1 gościom udało się nieco odpowiedzieć – strzelili dwa gole, próbując jeszcze wrócić do gry. Ostatecznie jednak ich zryw nie przyniósł większych efektów, a w końcówce meczu Krystian Omen zdobył swoją czwartą bramkę, ustalając wynik na 7:3.
W 13. serii gier wicelider Hetman FC podejmował przedostatnią drużynę w tabeli – KS Iglica Warszawa. Już przed pierwszym gwizdkiem sytuacja gości nie wyglądała najlepiej – przyjechali bez żadnych zmian, co w rozgrywkach szóstek z góry zwiastuje spore problemy. Hetman z kolei miał do dyspozycji dwie zmiany, co jest całkiem komfortową opcją przy takim formacie gry.
Sam mecz zaskoczył na początku – przez długi czas utrzymywał się remis 0:0. Iglica skutecznie się broniła i przeprowadzała groźne kontry, jednak rywale albo dobrze czytali grę w defensywie, albo świetnie spisywał się bramkarz Hetmana. W końcu worek z bramkami się rozwiązał – goście zdobyli dwie szybkie bramki i wyszli na prowadzenie 0:2. Niedługo później gospodarze odpowiedzieli trafieniem na 1:2 po błędzie obrony – bramkarz nie zdążył z interwencją, a zawodnik Iglicy wepchnął piłkę do siatki.
Końcówka pierwszej połowy to już dominacja Hetmana, który do przerwy prowadził 1:4. Wynik nie do końca oddawał przebieg gry – Iglica miała swoje sytuacje i mogła strzelić więcej goli. Niestety dla gości, druga połowa była już jednostronna. Choć Iglica walczyła i pokazywała charakter, brak sił w gorącym słońcu dawał się we znaki. Hetman bezlitośnie to wykorzystał, regularnie trafiając do siatki. Nawet jeśli Iglica zdobyła bramkę kontaktową, to zaraz potem traciła kolejne trafienia.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12:3 dla Hetmana. Obowiązkowe zwycięstwo stało się faktem, a Hetman utrzymuje się w ścisłej czołówce tabeli. Iglica natomiast coraz mocniej grzęźnie w strefie spadkowej – 8 punktów straty do bezpiecznego miejsca na 5 kolejek przed końcem sezonu to już niemal misja niemożliwa.
Nie było niespodzianki w starciu GLK z Broke Boys – mówiąc w skrócie, gospodarze praktycznie rozstrzygnęli losy meczu już w pierwszej połowie. Nie minęły nawet 2 minuty, a objawił się największy problem ukraińskiej ekipy, czyli Damian Sawicki, który tego dnia był po prostu poza zasięgiem obrony gości. Popularny „Bąbel” pognał prawym skrzydłem i nie dał szans bramkarzowi BB, Alexandrowi Khaninowi.
W 9. minucie duet Sebastian Dominiak – Mateusz Rozkres rozklepał obronę gości, a Mateusz po raz pierwszy wpisał się do protokołu. Po kwadransie gry było już 3:0, kiedy kontratak rozpoczęty przez Damiana Sawickiego skutecznie wykończył Sebastian Dominiak. Gospodarze grali z dużym luzem, a ich dynamiczne akcje sprawiały spore problemy defensywie Broke Boys. W 17. minucie Damian Sawicki zdobył swojego drugiego gola, a w 24. minucie „bramkę do szatni” dołożył Sebastian Dominiak. Kiedy sędzia zakończył pierwszą połowę, wynik 5:0 jasno pokazywał, że GLK jest tego dnia zdecydowanie lepsze.
Po wznowieniu gry gospodarze błyskawicznie podtrzymali tempo – gola zdobył Sławek Farion. GLK kontrolowało mecz, a przy stanie 8:0 można było się zastanawiać, czy uda im się zachować czyste konto. Trzeba jednak oddać Broke Boys sprawiedliwość – chłopaki, mimo trudnej sytuacji, nie odpuszczali i szukali trafienia honorowego. W końcu dopięli swego! Bardzo ładną dwójkową akcję rozegrali Aliaksandr Kurbatski i Taras Nesterenko, a Łukasz Trzpioła musiał wyciągać piłkę z siatki. Co ciekawe, ten sam duet powtórzył akcję niemal minutę później, zdobywając drugą bramkę.
Ekipie Władysława Nazaruka na pewno osłodziło to nieco gorycz porażki, ale nie ma co się oszukiwać – GLK pokazało solidny futbol i z dużą łatwością zgarnęło trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)