Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 5 Liga
Iglica Warszawa miała w ten weekend nadzieję na pierwsze punkty w lidze. W poprzednich kolejkach ekipa Radka Sówki nie potrafiła nawet zremisować, ale każda seria musi mieć swój koniec i z tym nastawieniem gospodarze przystępowali do rywalizacji w niedzielny poranek. Bartolini Pasta w poprzedniej serii gier przegrało z Więcej Sprzętu niż Talentu wysoko i zamierzało wrócić na zwycięską ścieżkę. Początek spotkania to szybka bramka dla gości. Przy stanie 0:1, gdy Iglica łapała rytm, niefortunnie zachował się bramkarz Dawid Sówka. Po podaniu od swojego kolegi nie trafił w piłkę, a ponieważ była ona zagrana w światło bramki, to ugrzęzła w siatce. Goście zadowoleni z takiego obrotu spraw, zaczęli popełniać proste błędy. Wykorzystał to najpierw Maciek Krupiński, a chwilę później było już 2:2. Bartolini tuż przed przerwą ponownie objęło prowadzenie, ale stały fragment i gol z główki Patryka Pawłowskiego dał remis gospodarzom po 25 minutach. Po zmianie stron ekipa Michała Cholewińskiego szybko weszła na wyższy poziom i zaczęła dominować na boisku. Błyskawicznie strzelone trzy bramki kompletnie wybiły z rytmu rywali. Iglica starała się, ale w bramce dobrze spisywał się Piotr Szczypek. W końcówce udało się zmniejszyć rozmiary porażki, ale na tym się skończyło. Dobra pierwsza połowa gospodarzy to mała nadzieja, że w tej rundzie będzie można coś ugrać w kolejnych meczach. Bartolini Pasta dopisuje natomiast kolejne trzy punkty i umacnia się w czołówce tabeli piątej ligi.
Początek sezonu dla zawodników z Koła zdecydowanie nie należał do udanych. Na cztery spotkania wygrali zaledwie jedno, co sprawiło, że zajmowali przedostatnie miejsce w tabeli piątej ligi. Tym razem przyszło im się zmierzyć z o wiele młodszym zespołem Hetmana. Dodatkowo na niekorzyść Old Eagles przemawiało rozegranie spotkania na stadionie warszawskiego AWF-U. Goście są bowiem dużymi entuzjastami i jednocześnie beneficjentami grania na szerszym placu, jakim dysponuje Arena Grenady. Od samego początku widoczna była przewaga gospodarzy. Mimo próby podjęcia równorzędnej walki zawodnicy w czarnych strojach o wiele lepiej odnajdowali się na mniejszej przestrzeni. Efektem tego było ich pewne prowadzenie 3:0 do przerwy. Po zmianie stron zauważalny był spadek koncentracji w fazie defensywnej Hetmana. Doświadczeni gracze Old Eagles momentalnie próbowali to wykorzystać. Zasadniczo od wyniku 3:1 mecz wrócił natomiast do poprzedniego scenariusza. W pewnym momencie było już nawet 7:1. Finalnie goście spróbowali jeszcze nadrobić straty, ale ich pogoń zatrzymała się przy wyniku 7:3. Przed nimi jednak szansa na szybką rehabilitację. W najbliższy weekend zagrają bowiem z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Mowa tu o gruzińskim Georgian Team, które zdobyło tylko trzy punkty więcej niż wcześniej wspomniane Old Eagles.
Obie ekipy po wygranych spotkaniach w poprzedniej kolejce miały nadzieję na kolejne punkty. Od początku widać było determinację po obu stronach i to zapowiadało nie lada emocje. Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy szybko strzelili bramkę autorstwa Szymona Małyszka. Gruzini rzucili się do odrabiania strat, ale dobrze w bramce spisywał się Łukasz Krysiak. Więcej Sprzętu niż Talentu skutecznie grało w defensywie, a z przodu aktywny był autor pierwszej bramki, który podwyższył wynik spotkania. Od stanu 0:2 na boisku zrobiło się nerwowo, głównie za sprawą decyzji sędziego, z którymi nie zgadzali się gracze Georgian Team. Mieliśmy trochę niepotrzebnych dyskusji, ale z biegiem czasu sytuacja trochę się uspokoiła. Gdy wydawało się, że wynikiem 2:0 zakończy się pierwsza połowa, kapitalne podanie od bramkarza wykorzystał Lasha Gabrichidze i po 25 minutach rywalizacji było 2:1. Po zmianie stron goście ruszyli w poszukiwaniu remisu i po rzucie wolnym ta sztuka im się udała. Oponenci wzięli się jednak do pracy i ponownie zaczęli grać swoją grę. Tym razem Kamil Pietrzykowski wziął na siebie ciężar gry i nie tylko strzelił gola, ale dobrze rozgrywał akcje swojego teamu. Więcej Sprzętu niż Talentu wyszło na prowadzenie i przy stanie 4:2 wydawało się, że będzie kontrolowało wydarzenia na boisku. Gruzini zerwali się jeszcze raz do odrabiania strat. Gdy padła bramka na 4:3 zostało im jeszcze kilka minut. Mimo że goście mieli swoje szanse, to Łukasz Krysiak nie dał się pokonać i to jego ekipa zgarnęła ostatecznie całą pulę. Dzięki temu gospodarze nadal mają szansę na walkę o czołowe lokaty w tym sezonie. Goście muszą szukać punktów w kolejnych meczach, ale ich gra wygląda dużo lepiej niż w początkowych potyczkach tego sezonu.
Podczas meczu GLK z A.D.S Scorpions mogliśmy się poczuć jak w westernie. Mecz zaczynał się w samo południe, a oba zespoły zafundowały nam taką strzelaninę, jakiej nie powstydziłby się niejeden film tego gatunku. Oba teamy miały o co grać, po czterech meczach dysponowały dwoma zwycięstwa i dwiema porażki, zajmując miejsce w środkowej części tabeli. Spodziewaliśmy się więc wyrównanego pojedynku, tymczasem mogliśmy odnieść wrażenie, jakby na boisko wyszła tylko jedna drużyna, Raz… dwa…trzy… Trzy szybkie ciosy, GLK prowadziło 3:0 i nic nie wskazywało na to, by ten mecz miał jeszcze jakąkolwiek historię. Trochę zajęło, zanim Skorpiony otrząsnęły się po tym początku, ale gdy Sebastian Zwierzchowski trafił na 3:1, GLK znów skontrowało kolejnymi dwoma trafieniami. Wynik 5:1 był dla gości beznadziejny, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę to, jak mocni w ofensywie są rywale. Podopieczni Artura Kałuskiego nie mieli nic do stracenia, tak czy siak musieli się otworzyć, a to miało być wodą na młyn dla ofensywnych graczy GLK. Ryzyko się jednak opłaciło. Jeszcze w pierwszej części Skorpionom udało się nieco odrobić straty i na przerwę schodzili przy stanie 5:3. Szybka reprymenda od trenera i na drugą część goście wyszli podwójnie zmotywowani. Najpierw Tomasz Świeczka zdobył gola na 5:4 z rzutu wolnego, następnie wyrównał Juri Łukjanec i mecz praktycznie zaczął się od początku. Od tego momentu obie ekipy szły cios za cios. Gdy na prowadzenie wyszli zawodnicy GLK, to za chwilę Skorpiony wyrównywały. Ostatecznie skończyło się na remisie 8:8 i podziale punktów, który raczej nikogo tu nie krzywdzi. Goście mogą mieć pretensje do siebie za początek spotkania, ale trzeba też pochwalić ich za to, że potrafili wyjść z tak trudnej sytuacji. Gospodarze natomiast po świetnym początku w dalszej części meczu stracili na animuszu, co finalnie kosztowało ich cenne dwa punkty.
Mające na swoim koncie komplet punktów Tonie Majami podejmowało Broke Boys, którzy po dobrym starcie sezonu już od miesiąca nie potrafią wygrać spotkania. Gospodarze z zabójczym duetem Zagrodzki - Motyczyński na czele ruszyli zdecydowanie do ataków, jakby byli świadomi swojej dominacji nad rywalem. Pierwszą bramkę zdobył niezawodny Filip Motyczyński po zagraniu Patryka Kamoli. Z kolei Dawid Zagrodzki pokazał, że nie można zostawić mu nawet metra wolnej przestrzeni, bo wszystko czego się dotknął, zamieniał na bramkę. Zdobycie trzech goli w meczu jest sporym osiągnięciem, a zdobycie ich w jednej połowie, tak jak zrobił to Dawid, zasługuje na najwyższe słowa uznania. Gospodarze pewnie prowadzili do przerwy 4:0 i nic nie zapowiadało, że Broke Boys będą w stanie pokrzyżować plany oponentom. W drugiej połowie goście zaczęli jednak dochodzić do głosu. Wreszcie odważniej atakowali bramkę swoich rywali, co przyniosło efekt w postaci gola na 4-1, ale niedługo potem znów dał znać o sobie duet Zagrodzki - Motyczyński i za jego sprawą Tonie Majami ponownie prowadziło różnicą czterech trafień. Ozdobą meczu okazała się bramka zdobyta w samej końcówce dla Broke Boys, kiedy to po faulu podyktowanym przez sędziego, do piłki podszedł Tarik Muslu i pięknym uderzeniem zdobył gola, który ustalił wynik tego meczu na 6-3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)