reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Po odebraniu dwóch bolesnych lekcji futbolu, ekipie Radosława Sówki przyszło zmierzyć się z zespołem Hetmana. W porównaniu do prostej do oceny formy gospodarzy, sytuacja z dyspozycyjnością gości była o wiele trudniejsza do określenia. Chłopaki zaczęli bowiem sezon wprost wyśmienicie, rzutem na taśmę pokonując Więcej Sprzętu niż Talentu. Niestety podczas następnej kolejki ulegli dość wysoko GLK. Z tego powodu starcie w ramach trzeciej serii gier zapowiadało się niezwykle interesująco. Początek należał do Iglicy, która objęła prowadzenia, jednak reszta meczu przebiegała raczej w jednostronnym stylu. Osłabiony zespół w czarnych strojach występował tego dnia bez swojego nominalnego bramkarza. Jego miejsce próbował godnie zastąpić Piotr Skiba, który dwoił się i troił, by zatrzymać zmasowane ataki drużyny przeciwnej. Niestety dla niego, jak i jego kolegów na nic się to zdało. Wszystko dzięki kapitalnej dyspozycji Oskara Kalickiego, który zdobył tego dnia aż pięć bramek. Mimo relatywnie małego wymiaru kary do przerwy, w drugiej odsłonie tego meczu widzieliśmy prawdziwą deklasację i dużą dysproporcję sił. Z tego powodu mecz zakończył się wysoką porażką KS Iglicy aż 2:13. Miejmy nadzieję, że pierwsze trzy spotkania podziałają mobilizująco na Radka Sówkę i spółkę, ponieważ małymi krokami zbliżamy się do półmetka rundy. Jeżeli chodzi natomiast o Hetmana, był to jasny sygnał, że celują w tym roku w Top3, nie bagatelizując potencjału słabszych ekip.

2
08:00

Liczyliśmy na zacięte zawody pomiędzy Georgian Team a Bartolini Pasta. Od początku spotkania goście mądrze ustawili się w defensywie i czekali na ataki rywala. Gospodarze starali się rozsądnie operować piłką i liczyli, że znajdą słaby punkt w defensywie konkurentów. Cierpliwość ekipy Michała Cholewińskiego opłaciła się i po jednej z kontr Bartolini Pasta objęła prowadzenie. Gruzini po chwili doprowadzili jednak do wyrównania. Po strzale z dystansu Piotr Szczypek wypuścił piłkę  z rąk, a gracz przeciwników nie miał problemu, by skierować futbolówkę do siatki. Bartolini Pasta była jednak konsekwentna w swojej taktyce i nadal czekała na to, co zrobią rywale. Ci nie mieli jednak pomysłu jak sforsować mur obronny konkurentów. Gospodarze jeszcze w pierwszej połowie mieli dwie okazje, ale byli nieskuteczni a ich strzały lądowały daleko od bramki. Goście w końcówce pierwszej połowy dwukrotnie skutecznie wykorzystali swoje szanse i na przerwę zawodnicy schodzili przy stanie 1:3. Po zmianie stron Makaroniarze mieli dwie kapitalne okazje na podwyższenie rezultatu. Niestety zmarnowali niemal stuprocentowe sytuacje, co się zemściło, bo Georgian Team strzelił gola kontaktowego. Od tego momentu wszystko było możliwe i gdyby gospodarze wykorzystali kolejne szanse to kto wie, jak ten mecz by się potoczył. Goście mają jednak tej jesieni niesamowitego Mateusza Brożka, który strzelał, asystował i za jego sprawą faworyci odskoczyli z wynikiem. Przy stanie 2:9 Gruzini strzelili dwa gole, lecz niewiele to zmieniło. Bartolini Pasta w świetnej formie wygrywa trzeci mecz z rzędu, a Gruzini muszą szukać punktów w kolejnym spotkaniu.

3
09:00

W ramach trzeciej kolejki na boiskach warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy odpowiednio z czwartego i piątego miejsca. Tym samym pojedynek pomiędzy Więcej Sprzętu niż Talentu a zespołem Artura Kałuskiego zapowiadał się niezwykle elektryzująco. Popularne "Skorpionki" przewyższyły chyba nawet oczekiwania swojego trenera, pokazując bardzo dobrą, a przede wszystkim skuteczną piłkę. W pierwszej połowie z dużą łatwością otworzyły wynik. Po pierwszej bramce padły kolejne, które zasadniczo zamknęły mecz. Schodząc na przerwę przy wyniku 0:4, raczej nikt nie spodziewa się zmiany o 180 stopni w grze przeciwnika. Tym razem obyło się bez niespodzianek. Mimo że tempo i sama dokładność wyraźnie spadły, to gracze ADS Scorpions spełnili plan minimum, remisując w drugiej odsłonie. Dzięki temu zdobyli swoje kolejne trzy punkty, dzięki którym wyróżnili się spośród pozostałych ekip goniących czołówkę. Z naszej strony należą się serdeczne gratulacje, ponieważ zalążki ciężkiej pracy u podstaw, powoli zdają się przynosić owoce, a wygrana 6:2 jest tego najlepszym przykładem. Jednak przed nimi na horyzoncie o wiele bardziej wymagające wyzwanie. W najbliższy weekend zagrają z liderującym Tonie Majami, w starciu o potencjalne włączenie się do walki o mistrzostwo ligi. Ich przeciwnicy zmierzą się natomiast z drugą niepokonaną ekipą tego poziomu, czyli Bartolini Pasta. Następna kolejka zapowiada się tym samym niesamowicie interesująco.

4
10:30

Na początku sezonu 2024/25 ekipy Tonie Majami i Old Eagles Koło dzieliło niemal wszystko. Ci pierwsi mieli komplet punktów, po dwóch przekonujących zwycięstwach, a Orzełki jeszcze swoje dorobku nie otworzyły. Ich atutem w niedzielnym starciu wydawała się za to znajomość boiska na Grenady, bo rywale jeszcze tutaj nie grali, co dało się odczuć. Start meczu należał do miejscowych, którzy naciskali na ekipę Patryka Kamoli, lecz nie udało im się zdobyć bramki. To się zemściło, bo oponenci wyszli na prowadzenie po golu Dawida Zagrodzkiego, potem podwyższyli na 2:0 i myśleliśmy, że powoli zaczynają zabijać marzenia rywali o punktach. Jednak Orzełki nie złożyły broni. Jeszcze w pierwszej połowie ekipa z Koła zmniejszyła straty, a mogła nawet wyrównać, lecz Piotrek Parol trafił w słupek. Wynik 2:1 niczego tutaj nie przesądzał, aczkolwiek im dłużej trwał mecz, tym sytuacja przegrywających stawała się coraz gorsza. Najpierw z defensywy Old Eagles zakpił Filip Motyczyński, potem Dawid Zagrodzki podwyższył na 4:1 i losy spotkania zdawały się być rozstrzygnięte. Zespół Mariusza Żywka nie mając nic do stracenia, podjął słuszną decyzję o przesunięciu do przodu Piotrka Parola i za sprawą tego zawodnika Old Eagles zdobyli dwie bramki z rzędu. I zapowiadało się na kolejne, lecz chwilowo zapał tej ekipy ostudził Patryk Kamola, trafiając na 5:3. Orzełki nie odpuszczały. Znów w roli głównej wystąpił Piotrek Parol, który jako lotny bramkarz dograł do Piotra Ryszawy, ten wpakował piłkę do siatki i końcówka meczu zapowiadała się niesamowicie. Zawodnicy w białych strojach usilnie dążyli do wyrównania i z przebiegu spotkania zasłużyli na to, by tego meczu nie przegrać. Nie udało im się jednak tego potwierdzić za pomocą bramki i przegrali minimalnie w stosunku 4:5. Szkoda, bo wynik był zdecydowanie gorszy niż gra. Rywal miał tylko wielkie oczy, faworyt nie zagrał nic specjalnego i gdyby nie Filip Motyczyński, to tutaj skończyłoby się niespodzianką. Zamiast tego mamy rozstrzygnięcie, którego większość raczej się spodziewała, co jednak nie przeszkadza nam postawić tezy, że gdyby padł remis, to mielibyśmy zdecydowanie lepsze odwzorowanie boiskowej rzeczywistości.

5
15:30

Jedna wygrana i jedna porażka – taki był bilans GLK i Broke Boys przed ich bezpośrednim spotkaniem. Czy w związku z tym mogliśmy spodziewać się fajnego, wyrównanego meczu, który zakręci się wokół remisu? Niewykluczone, że tak, chociaż dla Broke Boys granie na Grenady było stosunkowo dość nowym doświadczeniem, z kolei GLK na Woli gra regularnie i to mógł mały handicap ekipy Mateusza Rozkresa. I pewnie to trochę pomogło, natomiast nie da się ukryć, że różnica w umiejętnościach pomiędzy tymi zespołami była tak duża, że miejsce rozgrywania meczu nie miało wielkiego znaczenia. Liczyliśmy tutaj na zacięty bój, a zamiast tego dostaliśmy rywalizację, która rozstrzygnęła się jeszcze przed upływem 10 minut. GLK zaczęło z wysokiego C i już praktycznie w pierwszej akcji gola zanotował Rafał Zakrzewski. Defensywa Broke Boys była kompletnie pogubiona, co ofensywnie usposobieni przeciwnicy z łatwością wykorzystywali. W 9 minucie wynik brzmiał 4:0, a w powietrzu wisiały kolejne trafienia. Przy stanie 6:0 przegrywający zdecydowali się wymienić bramkarza, co jednak nie było wynikiem braku zaufaniu do pierwszego golkipera, ale widocznie chłopaki uznali, że coś trzeba zmienić. Aliaksandr Kurbatski spisywał się lepiej niż jego poprzednik, co jednak nie miało wpływu na losy meczu. Broke Boys dopiero przy stanie 0:7 otworzyli swój dorobek i właśnie wynikiem 1:7 zakończyła się pierwsza połowa. Druga nie miała wielkiej historii, bo wszystko było rozstrzygnięte, aczkolwiek trzeba pochwalić graczy Władysława Nazaruka, że grali do końca i udało im się chociażby uniknąć dwucyfrówki. Na plus trzeba też zapisać postawę Alpera Inana, który bardzo się starał i był najjaśniejszym punktem przegranych. W obozie GLK wszyscy zagrali na dobrym poziomie i zwycięstwo nie było zagrożone nawet przez chwilę. To pokazuje, że tutaj nikt już nie pamięta o wpadce na inaugurację z Tonie Majami i że GLK w tym sezonie znów interesują tylko najwyższe cele.

Reklama