reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

W 17 kolejce drużyna Drunk Team rywalizowała z FC Ballers. Pierwsi bramkę już w 3 minucie strzelili zawodnicy gospodarzy. Ładnym podaniem popisał się Tomek Niwiński, który uruchomił Michała Janowskiego a ten drugi bez problemu pokonał golkipera rywala trafiając na 1-0. To prowadzenie utrzymywało się przez następne 12minut, bo już w 15 goście trafili na remis. Aleksiej Zubkowski wykorzystał celne podanie kolegi z drużyny i ładnym strzałem pokonał bramkarza rywala. Po tej akcji obydwie ekipy zaczęły coraz mocniej atakować, czego efektem była walka na całym boisku oraz próba dominacji w środku pola. Sztuka ta udała się ekipie gości. W 18 minucie strzelili oni na 2-1 i spokojnie prowadzili w tym meczu. Faktem jest, że pierwsza połowa trwała jeszcze 7 minut, ale i gospodarze i goście nie chcieli za bardzo ryzykować straty bramki i starali się utrzymać wszystkie swoje zagrania pod kontrolą. Już do końca pierwszej połowy wynik nie zmienił się i sędzia zakończył tę część spotkania. Druga połowa to szybka bramka na 2-2 ekipy Drunk Team. Marcin Puławski wykorzystał celne podanie Tomka Niwińskiego i zmienił wynik. Mieliśmy więc remis i jeszcze wszystko w tym spotkaniu było możliwe. Jednak aż do 49 minuty mecz był spotkaniem walki i każda z ekip mogła wygrać. Piłka nożna bywa przewrotna i nie zawsze sprawiedliwa. Tak też było i tutaj. Po zamieszaniu w polu karnym sędzia podyktował rzut karny dla ekipy gości. Do piłki podszedł Artiom Masakowski i ładnym strzałem pokonał golkipera rywala. Chwilę później arbiter zakończył ten emocjonujący mecz. Drunk Team po tym spotkaniu zajmuje 6 miejsce a FC Ballers znajdują się na miejscu 7. Obydwie ekipy straciły już jednak szansę awansu do TOP 5, a do tego muszą mocno pilnować się w ostatniej kolejce, bo porażka może spowodować spadek do niższej klasy rozgrywkowej.

3
21:00

To spotkanie miało duży wpływ na walkę o medale w 7.lidze. Zaruby musiały wygrać a Bulbez interesował co najmniej remis. Porażka poważnie skomplikowałaby sytuację teamu Michała Rychlika, dlatego od pierwszej minuty obie ekipy niezwykle skoncentrowane podeszły do rywalizacji na arenie AWFu. Strzelanie rozpoczęli goście, ale rywale nie zrazili się początkowym niepowodzeniem, tylko atakowali z pasją bramkę strzeżoną przez Marcina Osowskiego. Zaruby z każdą minutą osiągały coraz większą przewagę i do przerwy zasłużenie prowadziły 3:1. Po zmianie stron Bulbez mądrze nie rzucił się na rywali, lecz spokojnie czekał na swoje okazje. Zresztą już w końcówce pierwszej połowy gdyby Leszek Zalewski wykorzystał swoje szanse, wynik byłby o wiele korzystniejszy. Z nastawieniem na pogoń za rywalem podopieczni Michała Rychlika dość szybko zaczęli odrabiać stracony dystans. Cierpliwość została wynagrodzona i w połowie drugiej odsłony mieliśmy remis. Gdy Marcin Taras z karnego wyprowadził zielonych na prowadzenie, wydawało się, że goście mogą tutaj pokusić się o zwycięstwo. Tym bardziej że w bramce cuda wyprawiał popularny Osa, a że miał też furę szczęścia, bo często ratowały go słupki i poprzeczki, to Bulbez nadal pozostawał przy korzystnym dla siebie rezultacie. Zaruby ilością stworzonych sytuacji mogłyby obdzielić kilka spotkań i ta nawałnica przyniosła efekt w końcówce meczu. Najpierw padła bramka wyrównująca, jednak ten wynik nadal był dobry dla konkurentów. W ostatniej akcji meczu fatalny błąd popełnił jednak golkiper ekipy z Bemowa, co w konsekwencji dało zwycięską bramkę Zarubom. Tym samym to oni są bliżsi medali w tym sezonie, a Bulbez musi liczyć na korzystne wyniki w innych meczach.

4
21:00

Wieczorem o godzinie 21:00 na sektorze B zmierzyły się ze sobą KK Wataha Warszawa oraz Virtualne Ń. Drużyna grająca w czarnych strojach zajmuje środkowe miejsce w tabeli, zaś ekipa w zielonych ma lidera i wygrywając ten mecz mogła zapewnić sobie mistrzostwo. Pierwsza część spotkania była bardzo wyrównana. Ciężko było wytypować kto gra lepiej, może z minimalnym wskazaniem na Watahę, ponieważ zespół gospodarzy miał nieco więcej sytuacji, ale przez dużą nieskuteczność zdobył w pierwszej połowie mniej goli niż oponent. Katem Watahy był Szymon Kolasa, czyli najlepszy strzelec ligi, który w ciągu 25 minut pokonał bramkarza rywali aż 4 razy, w tym raz po rzucie karnym. Ekipa gospodarzy przeprowadzała z kolei zabójcze kontry i do przerwy wynik brzmiał 4:5 na korzyść faworytów. W drugiej części spotkania mecz przyjął zaskakujący obrót. Mimo kilku prób niezakończonych bramkami zespół Marka Giełczewskiego nie miał już zbyt wiele do powiedzenia. Za to kapitalny występ w drugiej połowie zaliczyła drużyna Watahy, która z wyniku 4:5 wyszła na prowadzenie aż 8:5 i ostatecznie niespodziewanie zapisała ten mecz na swoje konto. 

5
22:00

Ostatnim spotkaniem 17 kolejki na sektorze B był mecz FC Tartak kontra Tornado Squad. Obie drużyny niezależnie od rezultatu nie miały już możliwości odmienić swoich losów i czeka je spadek do niższej klasy rozgrywkowej. Lekkim faworytem zdawało się być Tornado i to się potwierdziło, bo mimo że w pierwszej połowie padło stosunkowo niewiele bramek, to pierwsze trzy padły łupem Tornado. Tartak nie chciał się jednak poddać, stawiał opór i na koniec premierowej odsłony Jakub Mitoraj strzelił precyzyjnie na 1:3. Niedługo po rozpoczęciu drugiej połowy ponownie Mitoraj strzela, tym razem lobując bramkarza rywali i dając nadzieję na urwanie punktów przeciwnikowi. Zwłaszcza, że bardzo dobry występ zaliczał bramkarza Tartaku, Patryka Świtaj. Do momentu straty bramki na 2:4 wydawało się, że Tartak jest w stanie coś tutaj ugrać. Niestety ostatnia część meczu należała już do zespołu gości, którzy wygrali to spotkanie 4:6.

Reklama