Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Obie ekipy nie zaszalały w kwestii frekwencji, ale obecni na placu zawodnicy postarali się o niezwykle emocjonującą rywalizację, która toczyła się praktycznie do ostatniego gwizdka sędziego. Tempo meczu od samego początku nie było powalające, ale nic w tym dziwnego, skoro obu teamom udało się wystawić po jednej zmianie. Z początku wyraźnie przeważającą drużyną był Bulbez, ale brakowało skuteczności. Najbliżej był Marcin Taras, który w 8 minucie zmarnował stuprocentową okazję. Tartak głęboko zepchnięty na swoją połowę boiska odgryzł się w 10 minucie – wrzutka z rogu i piłkę głową do siatki skierował Piotr Kusaj. Goście nie przestali naciskać w ofensywie, ale w 16 minucie nadziali się na zabójczy kontratak i po golu Jakuba Mitoraja było niespodziewanie 2:0. Mimo początkowej konsternacji Bulbez jeszcze przed przerwą zdołał wyrównać za sprawą Rafała Dobrosza i Marcina Tarasa. Końcówkę pierwszej połowy Tartak kończył w osłabieniu, bo żółty kartonik zarobił Piotr Kusaj, ale Bulbez przewagi nie przekuł na gola, a gospodarze wyprowadzili nawet kontrę, która powinna skończyć się golem, a ostatecznie skończyła się fatalnym pudłem. Na początku drugiej połowy to gospodarze byli w natarciu, a w 28 minucie Marcin Osowski pokazał klasę i najpierw obronił strzał z dystansu, a po chwili zachował czujność i refleks przy rozegraniu rzutu wolnego bez gwizdka. Za to koledzy z ataku nie próżnowali i w 32 minucie Bulbez wyszedł na prowadzenie po golu Mariusza Kretkiewicza, w 34 minucie podwyższył Michał Rychlik, a po chwili Mariusz Kretkiewicz dołożył kolejne trafienie i nagle zrobiło się 2:5 dla gości. Tartak długo dłużny nie pozostawał i po absolutnie kapitalnej akcji gola strzelił Jakub Mitoraj. Bulbez powinien kontrolować grę, ale gospodarze wciąż wywierali presję i zmuszali defensywę gości do popełniania błędów, aż w końcu w 43 minucie gola zdobył Tomasz Biadoń i Zieloni poczuli, że wynik zaczyna uciekać. Wprawdzie w 46 minucie przy samym słupku strzelił Rafał Dobrosz, to Tartak szukał okazji do samego końca. W 49 minucie z rzutu wolnego trafił Piotr Kusaj, a goście mogli odetchnąć dopiero po ostatniej akcji meczu – ostatni zryw Drwali został przerwany przez Marcina Tarasa, który wyłożył piłkę Mariuszowi Kretkiewiczowi, a ten ustalił wynik na 5:7.
Spotkanie pomiędzy drużynami FC Ballers oraz Zaruby United to pojedynek zespołów, które po pierwszych kolejkach posiadały na koncie odpowiednio jeden i sześć punktów. Patrząc na poprzednie spotkania to faworytem na papierze wydawał się zespół gości, jednak pierwsze minuty tego pojedynku były bardzo wyrównane. Obydwie drużyny bardzo mądrze w pierwszej fazie spotkania broniły się, przez co wynik nie ulegał zmianie. Pierwsze trafienie odnotowaliśmy w 13 minucie i było autorstwa zespołu gości. Chwilę później ponownie dał o sobie znać duet Fedyukovich - Rusal, który powtórzył wyczyn sprzed chwili i podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Kolejne minuty to ataki z obydwu stron, czego efektem były dwie strzelone bramki – po jednej dla każdej z drużyn. W pierwszej połowie nic więcej już się nie wydarzyło i zespoły schodziły na przerwę z wynikiem 3:1. Druga połowa rozpoczęła się od podwyższenia wyniku przez zespół Zaruby i od tego czasu drużyna ta spokojnie kontrolowała przebieg boiskowej rywalizacji. W ostatnim fragmencie meczu zespół ten zdołał jeszcze raz pokonać bramkarza rywali i mecz zakończył się ich triumfem w stosunku 5:1. Triumfatorzy kontynuują zwycięski marsz i zasiadają w wygodnym fotelu lidera. Dla zespołu FC Ballers była już to druga porażka w tym sezonie i szansy na pierwszy komplet zdobytych punktów muszą upatrywać w następnej kolejce.
Mecz pomiędzy Furduncio Brasil F.C. a Virtualne Ń był widowiskiem pełnym emocji i zwrotów akcji. Po pierwszych dwóch kolejkach sezonu Furduncio miało na swoim koncie dwa remisy, podczas gdy Virtualne Ń imponowało dwiema wygranymi, co pozwoliło im objąć pozycję lidera tabeli. W pierwszej połowie spotkania obie ekipy miały swoje okazje, ale niespodziewanie wynik pozostawał bezbramkowy. Wydawało się, że Furduncio kontroluje grę, mając większe posiadanie piłki w pierwszej połowie. Druga połowa rozpoczęła się od trafień zawodników Virtualnego Ń. Pierwsza bramka padła w 33. minucie, kiedy Bartosz Kaca wykorzystał odbitą piłkę i wpakował ją do siatki. Minutę później Kolasa zdobył drugą bramkę, podnosząc prowadzenie drużyny gości. Brazylijczycy próbowali odrabiać straty, ale ich próby pozostawały bezowocne. Niespodziewanie, po jednym z ataków, Furduncio straciło piłkę, a Szymon Kolasa skorzystał z okazji i zdobył trzecią bramkę, podwyższając prowadzenie Virtualnych na 3-0. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty na korzyść gości, ale Brazylijczycy udowodnili, że nie można ich lekceważyć. W 45 minucie Lukas Silva zdobył bramkę kontaktową dla Furduncio, dając swojej drużynie nadzieję na odrobienie strat. W ciągu zaledwie pięciu minut Brazylijczycy dokonali niesamowitego comebacku, doprowadzając do remisu. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem, Eduardo Kanela strzelił bramkę, która przyniosła niespodziewane zwycięstwo "Canarinhos". Mecz zakończył się wynikiem 4-3 na korzyść gospodarzy. To było starcie pełne niespodzianek, emocji i zwrotów akcji, które udowodniło, że w piłce nożnej nie ma rzeczy niemożliwych. Brazylijczycy potwierdzili swoją determinację i wolę walki. Ogromne brawa za walkę do końca i dostarczenie niezapomnianego widowiska.
W zapowiedziach przewidywaliśmy, że w tym starciu może paść mało bramek, ale napastnicy obu ekip postarali się, aby było zupełnie odwrotnie, a ostre strzelanie rozpoczęło się już w pierwszej części spotkania. Wynik otworzył jak zwykle niezawodny Łukasz Walo, który przeciął dalekie podanie i nie dał szans bramkarzowi. Nie minęło nawet pięć minut, a Drunk Team prowadził już 0:3. Najpierw daleki wyrzut golkipera Drunkersów trafił do Michała Janowskiego, a ten potężnym strzałem z prawego skrzydła zmieścił piłkę pod poprzeczką, a po chwili drużynową akcję wykończył Łukasz Walo. Mając komfortową przewagę goście nieco uspokoili grę i na kolejnego gola czekaliśmy dziesięć minut, a błąd bramkarza gości wykorzystał Maciej Lulka i Wataha wreszcie ruszyła z bloków startowych. Wydawało się, że inicjatywa przejdzie teraz na stronę gospodarzy, jednak Drunk Team bardzo szybko odzyskał kontrolę i na 1:4 trafił Michał Janowski. Gospodarze wzięli się do odrabiania strat i po golach Mikołaja Kuszki i Mateusza Musińskiego zrobiło się 3:4, jednak goście jeszcze przed przerwą wypracowali sobie przewagę, której nie oddali praktycznie do ostatniego gwizdka, a kolejne trafienia zaliczyli Łukasz Walo, Tomasz Redas i wyjątkowo aktywny w tym meczu Michał Janowski. W drugiej części spotkania Drunk Team nie forsował tempa, ale utrzymywał bezpieczną przewagę bramkową, wypracowaną w pierwszej połowie. Wprawdzie na 4:8 trafił Piotr Cieślak, jednak Drunkersi szybko odpowiedzieli golami Łukasza Walo, Michała Figata i Michała Jankowskiego. Gospodarze starali się jak mogli, ale po prostu nie mieli pomysłu na zatrzymanie napastników Drunk Teamu i często zostawiali im wystarczająco dużo miejsca na strzał z dystansu czy rozpędzenie się w pojedynkę. Wataha walczyła do końca, ale Drunk Team był tego dnia wyraźnie lepszy i pewnie zwyciężył w stosunku 7:12.
Mecz pomiędzy Tornado Squad a TRCH obiecywał emocje i walkę, bo gospodarze rywalizowali o pierwsze punkty w sezonie. Początek spotkania był wyrównany, ale to zawodnik Tornado Squad zdobył bramkę z dystansu już w 4 minucie, co okazało się jedynym trafieniem w pierwszej połowie. Bramkarze obu drużyn, Sebastian Szajkowski i Adrian Karas, świetnie spisywali się na swoich pozycjach, co sprawiło, że wynik do przerwy pozostał bez zmian. Druga połowa meczu kontynuowała trend wyrównanej gry. Dopiero w 40 minucie, po podaniu od Huberta Posackiego, piłkę do bramki gospodarzy skierował Kamil Pasik, wyrównując wynik. Jednak Tornado Squad odpowiedziało błyskawicznie, odzyskując prowadzenie w ciągu zaledwie minuty. W końcówce meczu Kamil Pasik ponownie wpisał się na listę strzelców, doprowadzając do remisu, ale historia powtórzyła się, gdy Tornado Squad zdobyło bramkę w ostatnich minutach meczu, zapewniając sobie zwycięstwo 3:2. Mecz był pełen emocji i napięcia, a zwycięstwo Tornado Squad pozwoliło im zdobyć premierowe punkty w rozgrywkach. TRCH również pokazało swoją walkę i ambicję, ale tym razem to oponent cieszył się z wygranej. Obie ekipy po trzeciej kolejce sąsiadują ze sobą tuż nad strefą spadkową, ale po tym meczu jesteśmy pewni, że jedni i drudzy nie powiedzieli jeszcze w tej edycji ostatniego słowa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)