Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Po fantastycznym triumfie nad ekipą z Brazylii drużynie Bulbez Team Bemowo (zaledwie trzy godziny po meczu) przyszło zagrać zaległą ligową kolejkę. Na sektorze C podjęli oni rywalizację z Tornado Squad. Mimo diametralnej różnicy w ligowych pozycjach (gospodarze zajmowali trzecie miejsce, goście natomiast ostatnie bezpiecznie tuż nad strefą spadkową) spotkanie zapowiadało się niebywale interesująco.
Pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy po kapitalnym podaniu bramkarza, Marcina Osowskiego popisali się bezbłędnym wykończeniem pod polem karnym rywala, którego autorem był bohater poprzedniego spotkania, Rafał Szewczyk. Od tego momentu sytuacja na boisku zdecydowanie się wyrównała. Po straconym golu piłkarze Tornada wyrównali. Niestety dla nich ich rywal kolejny raz zaskoczył. Wszystko za sprawą wybitnego uderzenia z dystansu w wykonaniu wcześniej wspomnianego Marcina Osowskiego. W momencie, kiedy wszystko zaczęło wskazywać na okres dominacji Bulbez’u, w ich szeregi wkradła się doza niedokładności, czego następstwem było oddanie prowadzenia tuż przed przerwą.
Po zmianie stron zarówno jedni, jak i drudzy dwoili się i troili, aby zdominować boiskowe poczynania. Niestety tym razem nikomu nie udało się postawić przysłowiowej „kropki nad i”, co poskutkowało remisem trzy do trzech. Ekipa w zielonych strojach może jednakże uznać przebieg spotkania za udany. Po absolutnie wymagającym meczu z Furduncio Brasil F.C. udało im się w końcu zdobyć jakże cenne punkty, które finalnie mogą mieć bezpośrednie przełożenie na finalny układ tabeli.
To spotkanie od samego początku zapowiadało się bardzo ciekawie. W meczu pomiędzy KK Wataha Warszawa a ekipą TRCH spodziewaliśmy się walki o każdy centymetr boiska. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy gospodarzy, a bramkę na 1-0 strzelił Maciej Lulka. Goście zaliczyli falstart, ale ekipa zawodników z Tarchomina szybko otrząsnęła się z początkowego szoku i zaczęła konstruować groźne ataki a wynik na 1-1 zmienił Kamil Pasik. Kilka minut później ten sam zawodnik podwyższył rezultat meczu. Po tej bramce inicjatywa przeszła wyraźnie na stronę gospodarzy, ale brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a gdy już do takich dochodziło zawodziła skuteczność. Drużyna TRCH nastawiła się na grę w obronie i liczyła na kontrataki swoich szybkich napastników. W końcówce pierwszej połowy Wataha Warszawa nieco przyspieszyła tempo swoich akcji, co przyniosło bramkę wyrównującą. Po składnej akcji całego zespołu Maciej Lulka daje wyrównanie i na pauzę w pierwszej połowie schodziliśmy przy wyniku 2-2. Od początku drugiej odsłony gracze Watahy dyktowali warunki na boisku i atakowali coraz groźniej, ale goście mądrze i ofiarnie bronili się przed stratą bramki, często organizując szybkie kontrataki. Po jednej z takich akcji ponownie na prowadzenie w tym meczu wychodzą goście, strzelcem bramki Mateusz Kozik. Gospodarze po straconej bramce nie poddawali się i starali się kontynuować swoją grę. Wydawało się, że remis jest w zasięgu Watahy, aż wreszcie w końcowych minutach w końcu udaje im się wyrównać stan rywalizacji, a bramkę notuje Miłosz Czarnecki. Wataha nie spoczęła na laurach, poszła za ciosem i za chwilę cieszyła się z kolejnego trafienia. Swoją trzecią bramkę tego dnia zdobył zdecydowanie najlepszy na boisku Maciej Lulka. TRCH próbowało jeszcze zmienić rezultat, ale gościom zwyczajnie zabrakło czasu i mecz zakończył się zwycięstwem KK Watahy Warszawa. Obu ekipom należą się jednak brawa za rozegranie świetnych zawodów i fajną walkę do ostatniego gwizdka.
Patrząc na tabelę w tej lidze zdecydowanym faworytem meczu Furduncio z Tartakiem byli gospodarze. Od początku widać było, że team z Brazylii naładowany jest maksymalnie na zwycięstwo i goście musieli szybko dostosować się do ostrych warunków jakie postawili rywale. Po niespełna pięciu minutach dwóch graczy Tartaka potrzebowało pomocy medycznej po dość twardych starciach z przeciwnikami. Sędzia jednak uznał, że faule gospodarzy to zwykła boiskowa gra na kontakcie i ograniczył się tylko do słownej reprymendy. Goście mimo ciężkich warunków potrafili pierwsi trafić do bramki rywali. To chyba dodatkowo nakręciło Furduncio, bo od tego momentu gol dla nich wisiał w powietrzu. Niezawodny Rafael Andrade asystował przy bramce wyrównującej i od tego momentu to gospodarze dominowali na boisku. Jeszcze przed przerwą udało się wyjść na prowadzenie i ponownie Rafael Andrade dograł piłkę do swojego kolegi a ten nie zmarnował okazji. Do przerwy było 2:1. Po zmianie stron walczący z całych sił Tartak miał ich coraz mniej i to rozwiązało worek z bramkami. Między słupkami gości dwoił się i troił Konrad Dudek, ale wobec tak klarownych sytuacji nie miał szans uchronić zespół przed stratą bramek. Dobre zawody zagrał Mateusz Wodnicki, który kilka razy wręcz wkręcił rywali w murawę, co mogło się dla niego źle skończyć, bo rywale w takich sytuacjach nie przebierali w środkach, by odebrać piłkę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:2 i to gospodarze mogli się cieszyć z kompletu punktów. Goście przegrali, ale nie to ich najbardziej bolało w niedzielny wieczór. Sporo uwag mieli do sędziowania i stylu prowadzenia zawodów, co nie mogło dziwić, gdyż praktycznie każdy zawodnik zaliczył kilka solidnych siniaków po starciach z Brazylijczykami.
W spotkaniu kończącym piątą kolejkę spotkały się ekipy, które plasowały się do tej pory na podium 7 ligi. Zdecydowanym faworytem tego starcia byli wciąż niepokonani goście, którzy wysoko stawiają poprzeczkę przed resztą ekip. Natomiast Drunk Team po dobrym starcie, ostatnio zgubił punkty w pojedynku z Tornado Squad i wciąż szuka stabilizacji swojej formy. Zaruby United nie pierwszy raz w tym sezonie pokazali jak powinno wchodzić się w mecz. Już w 1 minucie spotkania Andriy Voloshchuk wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. W pierwszej połowie goście pokazali, że nie bez przyczyny są stawiani w roli faworyta i po 20 minutach na koncie mieli 4 bramki, nie tracąc przy tym ani jednej. Drunk Team również miał swoje okazje, ale jeśli bramki broni Vitalii Voloshchuk, sprawa wcale nie jest taka łatwa, bo w tym meczu pokazał on kawał bramkarskiego „fachu”, skutecznie utrudniając gospodarzom zadanie. W drugiej odsłonie spotkania znów minuta od gwizdka rozpoczynającego grę wystarczyła, żeby Zaruby United podwyższyli wynik. Oni naprawdę mają na to patent! W 37 minucie Paweł Zalewski zdołał zdobył premierową bramkę dla Drunk Teamu, co musiało niezwykle motywująco podziałać na kolegów z zespołu. Chłopaki rozpoczęli pogoń za wynikiem, a każdy kolejny gol dodawał im wiatru w żagle, jednocześnie działając na rywali deprymująco. Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem udało im się zmniejszyć stratę do zaledwie dwóch bramek. Przy tak rozpędzonych gospodarzach wynik 4-6 nie był już tak bezpieczny i wszystko jeszcze mogło się wydarzyć. Ostatnie minuty należały jednak do gości, którzy ostudzili zapędy Drunkersów dwoma kolejnymi trafieniami. Tym samym zespół Zaruby United śmiało podąża w kierunku mistrzostwa, natomiast Drunk Team po tym spotkaniu wypada poza podium. To jednak ambitny zespół i wiemy, że szybko będą chcieli wrócić na miejsce premiowane awansem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)