Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Już w poprzedniej rundzie ekipy FC Almaz i FC Freedom rozegrały ze sobą szalenie wyrównane spotkanie, które upatrywaliśmy nawet jako jedną z najciekawszych rywalizacji zeszłej jesieni. I tym razem ekipy z Ukrainy nie zawiodły i oglądaliśmy niezwykle emocjonujący mecz pełen twardej, ale sportowej walki. Patrząc na przebieg pierwszej połowy ciężko uwierzyć w to, że oba zespoły dzieli niemalże cała wysokość tabeli. Gra przenosiła się z jednej bramki pod drugą, a zawodnicy obu drużyn doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że w tym meczu jeden błąd może zaważyć o ostatecznym zwycięstwie, dlatego nikt nie starał się ani forsować tempa, ani podejmować niepotrzebnego ryzyka. Szczególnie Freedom zagrał pierwszą połowę dość asekuracyjnie, często wykorzystując w rozegraniu swojego bramkarza Aleksandra Gritsaka. W efekcie po 25 minutach było 0:0, co już świadczy o tym, jak wyrównana była to rywalizacja. W drugiej połowie mecz tylko nabrał kolorów, kiedy w 29 minucie ze skrzydła podał Kyrylo Ivashchenko, a niekryty Roman Voitiuk nie dał szans bramkarzowi Almazu i Freedom objął prowadzenie. Gol ten zdecydowanie podbudował ekipę Konstantyna Vasyliuka, bo goście atakowali coraz śmielej i w 36 minucie Kyrylo dołożył drugą bramkę dla swojego zespołu. Dla gospodarzy był to znak, że trzeba podkręcić tempo i rzucić wszystkie siły do ataku, ale mądra i ciasna obrona Freedomu nie pozwalała na oddanie zbyt wielu celnych strzałów. Przełamanie przyszło dopiero w 46 minucie, kiedy Vladyslav Andriutsa wlał nadzieję w serca swoich kolegów zdobywając gola kontaktowego, a gospodarze rzucili się do szaleńczej pogoni za wynikiem. Zanosiło się na zwycięstwo Freedomu, ale gościom zabrakło dosłownie odrobiny szczęścia, bo w ostatniej minucie meczu zamieszanie pod bramką Aleksandra Gritsaka wykorzystaj Jurii Rubashnyi i Almaz rzutem na taśmę wywalczył remis. Patrząc na cały mecz podział punktów wydaje się dość sprawiedliwy, a my po raz kolejny doceniamy rewelacyjny futbol w wykonaniu Almazu i Freedomu i takich spotkań chcielibyśmy oglądać więcej.
W zeszłej kolejce zarówno FC Otamany jak i Gladiatorzy wysoko pokonali swoich przeciwników. Obie drużyny mają duży potencjał strzelecki i spodziewaliśmy się gradu bramek, a ostatecznie bezpośrednia rywalizacja tych zespołów okazała się wyjątkowo wyrównanym widowiskiem. Już w 3 minucie wyśmienitą okazję dostał Kamil Kuźniewski, ale w sytuacji jeden na jeden z bramkarzem fatalnie przestrzelił. Po chwili Michał Dryński minął trzech obrońców i tylko fenomenalna interwencja Olega Bortnyka uchroniła jego zespół przed utratą gola. Otamany nie pozostawały dłużne i wyprowadziły kilka groźnych akcji. Oleksandr Gryb zgrał piłkę do Nazariego Kozlynetsa i tym razem ofiarną interwencją popisał się bramkarz Gladiatorów Dominik Pajda. Zarówno Oleg jak i Dominik pokazali w tym meczu rzemiosło bramkarskie na poziomie światowym i głównie dzięki ich fenomenalnej formie oglądaliśmy zaledwie kilka goli. W 13 minucie potężny strzał z dystansu dobił Yauheni Novik i gospodarze wyszli na prowadzenie 1:0. Otamany zagrały ciasno w obronie nie pozwalając rozpędzić się napastnikom Gladiatorów. Ten styl gry wyraźnie nie leżał ekipie Rafała Osińskiego i wynik nie uległ zmianie aż do końca pierwszej części spotkania. W drugiej połowie obie drużyny szybko zdały sobie sprawę, że jest to mecz, w którym jeden błąd może zaważyć o ostatecznym wyniku i choć nie brakowało sytuacji pod obiema bramkami nikt nie próbował ryzykować otwierania się w defensywie. Gladiatorom coraz bardziej się spieszyło i w 40 minucie dokonali zmiany w bramce – w rolę golkipera lotnego wcielił się Michał Dryński i zmiana ta okazała się strzałem w dychę, bo już po trzech minutach Karol Truszczyński zdobył gola wyrównującego, a po chwili Michał wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Wydawało się, że teraz to goście będą kontrolować przebieg spotkania i powrócili do standardowego ustawienia, ale atomowym strzałem zza połowy boiska popisał się Władysław Lewicki i mieliśmy remis 2:2. Obie drużyny wyprowadziły jeszcze kilka groźnych ataków przed końcowym gwizdkiem, ale podział punktów wydaje się tutaj bardzo sprawiedliwym wynikiem.
Zapowiadaliśmy ten mecz jako jedno z najciekawszych spotkań w pierwszej lidze i nie myliliśmy się! Mieliśmy również rację co do tego, że fantastyczna kadra Deportivo la chickeno zdoła zwyciężyć w tym starciu, choć wcale nie było to takie oczywiste. Początek meczu faktycznie należał do gości, którzy szybko strzelili dwie bramki. Pierwszą zdobył Mateusz Rudnicki po podaniu Kamila Rudnickiego, a drugą - lider swojego zespołu - Eryk Agnyziak. Nieco później kontakt złapała ekipa Niskiego Pressu, której trafienie zapewnił wyróżniający się Bartosz Charyton (ostatecznie spotkanie skończył z dwoma golami). Agnyziak nie zamierzał jednak zostawić sprawy w ten sposób i jeszcze w pierwszej połowie wziął się za poprawianie wyniku. Zaczął od bramki, a chwilę później dołożył asystę, dzięki czemu oba zespoły zamieniły się stronami przy wyniku 1:4. Czy to oznaczało pewne zwycięstwo gości? Nic bardziej mylnego! Zawodnicy NP wykorzystali krótką dekoncentrację swoich rywali i po przerwie znów złapali kontakt. Na 2:4 strzelił Charyton, który okiwał bramkarza DLC, a na 3:4 trafił Robert Dębski. Nie spodobało się to, zajmującym drugie miejsce w tabeli, zawodnikom Deportivo, którzy najpierw strzelili na 3:5 (ponownie Agnyziak, który oprócz bramek wyróżniał się również imponującym dryblingiem i świetnymi podaniami), a niedługo później niejako zamknęli mecz, podwyższając prowadzenie golami na 3:6 i 3:7. W końcówce na listę strzelców wpisał się jeszcze jeden reprezentant gospodarzy - Bartłomiej Flaga. Jego trafienie z najbliższej odległości poprawiło nastroje w zespole Niskiego Pressu, ale nie wystarczyło, by myśleć o gonieniu wyniku.
W spotkaniu pomiędzy drużynami Alpan’a i Green Lantern mieliśmy przyjemność oglądać niezwykle dynamiczne widowisko. Zawodnicy niejednokrotnie wykazywali się niebywałą zwinnością czy chociażby umiejętnością dryblingu. Obydwie ekipy podchodziły do tego meczu ze zgoła odmiennej pozycji. Walczący o mistrzostwo oraz niepokonany gospodarz mierzył się z broniącym przed spadkiem gościem. Niestety gracze bezkompromisowego w tym sezonie Alpan’a nie dopuścili do sensacji. Od początku kontrolowali przebieg spotkania, regularnie punktując swojego rywala. Szybkie prowadzenie, za którym poszło jego jeszcze szybsze powiększenie – tymi słowami zasadniczo można podsumować niedzielną rywalizację. Druga odsłona i przewaga 5:1 nie mogła raczej napawać optymizmem ekipę Green Lantern’u, co za tym idzie nie dziwią kolejne bramki tracone kolejno przez bramkarza, Aleksa Janickiego. Cesarzowi należy oddać co cesarskie, natomiast graczom gości nie można odmówić ambicji i walki do końca spotkania. Podjęli oni rękawicę i nie opuścili głów, co już samo w sobie należy skwitować brawami. Mimo próby rywalizowania stać ich było jednak tylko na dwie bramki. Ich autorami byli odpowiednio Kamil Biliński oraz Jan Wysocki, który notabene został wybrany zawodnikiem meczu. Przed zespołem w zielonych strojach kolejne spotkanie i kolejny trudny do pokonania rywal. Mowa tu o depczącym po piętach liderowi Deportivo la chickeno. Mimo niewielkiej straty do bezpiecznego miejsca, punkty przydałyby się już w najbliższej kolejce, bez wątpienia podbudowałoby to morale beniaminka pierwszej ligi.
Arcyciekawe spotkanie rozegrały między sobą ekipy Cleopartner i Tylko Zwycięstwo. Już w poprzedniej rundzie rywalizacja między tymi drużynami była wyjątkowo wyrównana, a i tym razem oba teamy pokazały walkę do ostatniego gwizdka. W poprzedniej kolejce w ekipie gości zabrakło Andrzeja Morawskiego i wskazywaliśmy ten brak jako jeden z powodów wysokiej porażki. Tym razem Andron dotarł na plac i jego obecność okazała się dla drużyny braci Jałkowskich kluczowa. Wprawdzie inicjatywa z początku była zdecydowanie po stronie Cleopartner, to gospodarze mieli kłopoty ze skutecznym wykończeniem, a niewykorzystane okazje lubią się mścić. W 14 minucie rzut rożny wykonał Łukasz Adamiuk, a Andrzej Morawski urwał się obrońcom, dołożył nogę i skierował piłkę do siatki. Cleopartner błyskawicznie wzięło się do odrobienia straty, ale uważna i ciasna obrona TZu nie dawała się oszukać. W 19 minucie Stanisław Oseledchenko zrobił to, co robi najlepiej – huknął zza połowy w okienko bramki Mateusza Kwaśnego, a ten mimo ofiarnej interwencji nie zdołał sięgnąć piłki i mieliśmy remis, który utrzymał się do przerwy. Po wznowieniu gry Tylko Zwycięstwo dostało okazję do strzału z rzutu wolnego, ale skończyło się dwukrotnym obiciem muru. Cleopartner mocno przycisnęło w ataku i TZ został wyraźnie zepchnięty do defensywy. Świetną robotę w bramce robił Mateusz Kwaśny, którego fenomenalne interwencje uchroniły zespół przed utratą bramki. Goście nie byli w stanie atakować inaczej niż z kontry, ale tutaj ujawnił się boiskowy charakter TZu, który nie upilnowany nawet na moment jest w stanie groźnie atakować. W 43 minucie Maciek Wysocki dośrodkował z rogu i tym razem pięknym strzałem głową Andrzej Morawski wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gospodarze rzucili wszystkie siły do ataku, ale nadzieje na wyrównanie rozwiał w samej końcówce meczu Maciek Dombrowicz – znów rzut rożny, wyłożenie piłki przez Andrzeja Morawskiego i Maciek strzałem głową ustalił wynik meczu na 1:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)