Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
W pierwszym meczu 1 ligi Tylko Zwycięstwo podejmowało nieco rozbity już w tej rundzie i mający problemy kadrowe Drunk Team. Faworytem tego spotkania byli gospodarze i do niespodzianki nie doszło. Goście jeszcze w pierwszej połowie dość dzielnie się trzymali, ale pierwsza bramka dla Tylko Zwycięstwo była tylko kwestią czasu. Wynik otworzył Szymon Jałkowski, którego świetnie wypatrzył Mateusz Górski dośrodkowując w pole karne w taki sposób, że Szymonowi wystarczyło tylko dobrze dołożyć głowę. Ten sam zawodnik podwyższył wynik na 2:0. Jakby było mało złych wieści dla Drunk Teamu, w jednej z akcji ofensywnych problemu mięśniowego nabawił się Łukasz Walo i musiał zejść z boiska. Wrócił co prawda w drugiej części, ale już w roli bramkarza. W międzyczasie do przerwy było już 3:0. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Drunk Team co prawda próbował coś zdziałać w ofensywie, ale był blokowany przez dobrze grających obrońców rywala, przez co bramkarz gospodarzy nie miał tego dnia zbyt wielu okazji do wykazania się. Tylko Zwycięstwo miało znaczną przewagę, co przekuło się na kolejne bramki dla tego teamu. Przy stanie 6:0 w końcu do bramki trafił Andrzej Morawski, któremu bardzo zależało na trafieniu w tym meczu. Szybko okazało się dlaczego, bo po tym, jak piłka trafiła do siatki, zawodnicy gospodarzy wykonali wraz ze swoim napastnikiem kołyskę. Popularny „Andron" chwilę później podwoił swój stan posiadania, ustalając wynik spotkania na 8:0. Rywalizacja zakończyła się pewną wygraną Tylko Zwycięstwo, które w pełni przeważało w tym spotkaniu nad rywalem.
Ukraińskie drużyny przyzwyczaiły nas do tego, że bezpośrednie spotkania między tymi ekipami należą do niezwykle zaciekłych i wyrównanych. Nie inaczej było w przypadku rywalizacji FC Otamanów z FC Almazem. Wprawdzie oba zespoły dzieli w tej chwili niemalże cała wysokość tabeli, to przebieg meczu wcale na to nie wskazywał. Już od pierwszego gwizdka gra przenosiła się od bramki do bramki i zawodnicy obu teamów nie szczędzili sił w nogach. Almaz skupił się na konstruowaniu sytuacji poprzez rozegranie piłki od własnej bramki, Otamany za to nastawiły się na dynamiczne kontry oraz dalekie wyrzuty piłki przez golkipera. Skuteczniej swój plan w życie wprowadzili goście, bo w 13 minucie na trochę zaskakujący strzał z dystansu zdecydował się Oleg Lazovik, a bramkarz Otamanów nie sięgnął piłki i zrobiło się 0:1. Druga bramka padła dopiero w 21 minucie, kiedy podania Ruslana Howtara na gola zamienił niezawodny Roman Chukhach. Chwilę braku komunikacji obrońców Almazu w samej końcówce pierwszej połowy wykorzystał Oleksandr Gryb i drużyny udały się na odpoczynek przy wyniku 1:2. Druga połowa rozpoczęła się od wymiany ciosów z obu stron. Najpierw Vladyslav Adriutsa przejął piłkę w środku boiska i nie dał szans Olegowi Bortnykowi, a już po chwili było 2:3 po trafieniu Yauheniego Novika. Otamany powoli przejmowały inicjatywę i Oleksandr Gryb non-stop dawał się we znaki defensorom Almazu, zmuszając ich do ciasnego krycia. W 38 minucie Jurii Rubashnyi został ukarany żółtym kartonikiem i gospodarze rzucili wszystkie siły do ataku. Nie tylko nie udało się im wykorzystać przewagi liczebnej, to na dodatek stracili gola po jednej z kontr wykończonych potężnym strzałem Tarasa Levytskyiego. W końcówce meczu Otamany zdecydowanie przycisnęły w ataku i dotychczasowa pewność Almazu wyraźnie malała, ale za to Leonid Isayenia wyczyniał cuda między słupkami bramki swojego zespołu i jego fenomenalne obrony były jednym z filarów ostatecznego triumfu gości. Almaz odniósł bardzo ważne zwycięstwo, dzięki któremu zachował pozycję wicelidera, a Otamany by wydostać się ze strefy spadkowej muszą wygrać kolejne spotkanie, licząc jednocześnie na potknięcie Freedomu.
Goście na mecz stawili się zaledwie meczową szóstką i musieli racjonalnie rozłożyć siły, bo przeciwnicy mieli kilka zmian i byli zdeterminowani by zdobyć punkty w tym spotkaniu. Pierwsi na prowadzenie wyszli jednak podopieczni Ernesta Woźniaka. Po znakomitej akcji zespołowej Maks Grabowicz trafił do siatki. Po chwili jednak ekipa z Ukrainy odpowiedziała golem i co więcej poszła za ciosem i nieoczekiwanie prowadziła 2:1. Mecz się wyrównał i goście nie mieli łatwego zadania bo gospodarze dobrze bronili i ciężko było rozmontować ich defensywę. Jednak udało się to najpierw Sebastian Kwaczreliszwili dał remis, a chwilę później Eryk Agnyziak wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gdy wydawało się, że nic już się nie wydarzy w pierwszej połowie to Deportivo za sprawą Mateusza Rudnickiego podwyższyło wynik na 2:4. Taki wynik widniał po 25 minutach rywalizacji. Po zmianie stron goście szybko strzelili na 2:5 i wydawało się, że Fc Freedom już się nie podniesie. Jednak waleczny team z Ukrainy w przeciągu trzech minut strzelił dwa gole. Kirylo Ivanschenko najbardziej kreatywny w zespole dał kontakt i emocje w końcówce. Gospodarze mieli kilka kapitalnych szans na remis, ale niestety piłka mijała bramkę Kacpra Winiarka. Po końcowym gwizdku mieliśmy wynik 4:5 i trzeba pochwalić oba zespoły za emocje i sportową walkę do końca.
Spotkanie między ALPANem I Cleopartnerem zapowiadało się naprawdę dobrze! Obie ekipy to absolutna czołówka 1 ligi, a dodatkowo gospodarze w tym sezonie pozostają niepokonani. Sporym zaskoczeniem była więc postawa Cleopartnera, bo zespół, który złożony jest z reprezentantów Ukrainy, wygrał pierwszą połowę, będąc drużyną lepszą i skuteczniejszą. Wynik mógłby być jeszcze wyższy, ale bardzo dobrze w bramce Alpanu prezentował się Błażej Kaim. Przed przerwą dla gości trafiali Leschenko, Shevtsov i Mikhno, a dla gospodarzy Kania i Marcinkiewicz. Należy zwrócić uwagę na tego ostatniego, bo jego pierwsze minuty w tym spotkaniu nie zapowiadały, że Mateusz zanotuje tak świetny występ. Okazało się jednak, że Marcinkiewicz trzymał swoje atuty na drugą połowę. Zaczęło się od jego bramki, następnie trafił Maciej Kamiński i zrobiło się 4:3. Po bramce na 5:3 obudził się Cleopartner, a drugą bramkę w meczu zdobył Sergey Mikhno. To jednak tylko rozjuszyło Alpana, który postanowił nie pozostawić złudzeń rywalom. Najpierw Mateusz Marcinkiewicz dołożył trafienie z rzutu karnego, potem z akcji, a przy ostatniej bramce wcielił się w rolę asystenta i wyłożył piłkę Maciejowi Kamińskiemu, który ustalił wynik na 8:4. Wspaniała gra Alpana w drugiej połowie spowodowało, że gospodarze pozostają niepokonani w 1 lidze. Tymczasem Cleopartner ma nad czym myśleć, bo o ile w pierwszej połowie byli zdecydowanie lepsi, to nie umieli tego przełożyć na drugą część spotkania i pozostają bez zdobyczy punktowej w tej kolejce.
Bardzo interesująco zapowiadało się spotkanie zespołów Niskiego Pressu oraz Green Lantern. Obie ekipy przed rozpoczęciem meczu dzieliły zaledwie dwa punkty w tabeli, co jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę meczu. Od samego początku obie ekipy stworzyły fantastyczne widowisko. Dużo sportowej walki, ale wszystko w granicach przepisów gry w piłkę nożna. Akcje przenosiły się z jednej pod drugą bramkę, a oba zespoły prezentowały ogromną determinację do zdobycia gola. W pierwszej połowie byliśmy świadkami tylko jednej bramki, którą dla gospodarzy po ładnie rozegranej akcji strzelił Dawid Wichowski. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-0. Druga część spotkania to ponownie walka w środku pola. Swoje robili też bramkarze, którzy popisywali się świetnymi interwencjami. Lepiej w drugą połowę weszli gospodarze i to oni wyszli na trzy bramkowe prowadzenie. Po stracie trzeciej bramki Green Lantern odpowiedział bardzo szybko, piłkę odbitą przez bramkarza dobijał niezawodny w ekipie gości Patryk Podgórski. Kolejne minuty to ponownie przewaga Niskiego Pressu, którzy sukcesywnie odskakiwali rywalom zdobywając kolejne bramki. Pogodzeni z porażką goście w końcówce dołożyli jeszcze dwa trafienia, jednak były one już tylko na otarcie łez. Gospodarze zasłużenie wygrywają te spotkanie 8-3 przedłużając serię zwycięstw do trzech. Warto wspomnieć o znakomitej postawie Bartłomieja Flagi, który trzymał całą linię obrony gospodarzy oraz o Dawidzie Wichowskim który zdobył w tym meczu aż 5 bramek!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)