Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Po dotychczasowych występach NieDzielnych, oczywistym faworytem tego starcia były Wombaty. Mogło się wydawać, że spektakularna porażka z ostatniej kolejki podłamie ekipę Marcina Aksamitowskiego, ale okazało się, że gospodarze przynajmniej częściowo wyciągnęli wnioski z poprzednich spotkań. W ich grze pojawiła się lepsza komunikacja i spokojniejszy rytm rozgrywania piłki, co sprawiało gościom spore trudności.
Początkowo nie przekładało się to na gole, ale w 7. minucie Sławomir Godyński urwał się lewym skrzydłem i tylko poprzeczka uchroniła Wombaty przed stratą bramki. Niestety dla NieDzielnych, mimo poprawy w grze, wciąż popełniali błędy, które ofensywa gości wykorzystywała bez litości. W 10. minucie niedokładne podanie Łukasza Kacprzaka przejął Maciej Stąporek i precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza gospodarzy. Dziewięć minut później Jakub Ryś podwyższył prowadzenie Wombatów na 2:0 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
W drugiej części meczu gospodarze w końcu przełamali swoją niemoc strzelecką – Maciej Piątek zdobył gola kontaktowego już w 28. minucie i NieDzielni wyraźnie poczuli, że mogą jeszcze wrócić do gry. Zamknęli rywali na ich połowie, atakowali często i z zaangażowaniem, ale brakowało skuteczności. W 35. minucie Bartosz Kujawiński stanął sam na sam z bramkarzem... i nie trafił nawet w światło bramki. Stare boiskowe porzekadło, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, okazało się boleśnie trafne – w następnej akcji Jakub Pytkowski oddał kapitalny strzał i Wombaty znów miały dwubramkowe prowadzenie. Mecz zaczął przypominać poprzednie starcie tych ekip, w którym NieDzielnym udało się wyrównać w samej końcówce. Tym razem jednak mimo rozpaczliwych ataków, gospodarze zdobyli tylko jedną bramkę – strzeloną przez Kujawińskiego, który zrehabilitował się za wcześniejszą pomyłkę.
Wombaty nie pozwoliły już na więcej. Ich defensywa była ofiarna, ale skuteczna. Ofiarna do tego stopnia, że Jan Śmigielski doznał krwawiącej kontuzji nosa i musiał opuścić boisko, a Jakub Ryś przeponą obronił rzut wolny, po czym potrzebował chwili, by dojść do siebie. Ostatecznie wysiłek się opłacił – Wombaty dowiozły zwycięstwo do końca i dzięki temu opuściły strefę spadkową.
Lider 13. ligi, KS Sandacz, podejmował czwartą drużynę tabeli – Inferno Team III. Goście przystępowali do tego spotkania po serii czterech zwycięstw, co zapowiadało naprawdę ciekawe widowisko.
Początek meczu to typowe badanie sił. Pierwszy groźny strzał oddał Karol Czuba w 5. minucie, lecz piłka minęła słupek bramki strzeżonej przez Antoniego Kowalskiego. Inferno odpowiedziało próbą z rzutu wolnego autorstwa Michała Morycza, ale bez większego zagrożenia. W 8. minucie Damian Rozmarynowski zaliczył skuteczny odbiór i dograł do Konrada Sadziaka – wydawało się, że lider zaczyna przejmować kontrolę. Ale nie minęły dwie minuty, a Łukasz Rysz odpowiedział trafieniem dla Inferno i zrobiło się 1:1.
Na kolejne gole musieliśmy czekać niemal dziesięć minut, ale oba padły w krótkim odstępie czasu. Najpierw KS Sandacz objął prowadzenie, mimo gry w osłabieniu, lecz Inferno Team III błyskawicznie wyrównało – zaledwie pół minuty później.
Nie wiadomo, co dokładnie padło w szeregach gości podczas przerwy, ale druga połowa należała już tylko do nich. Kuligowski, Stanek i ponownie Rysz wpisali się na listę strzelców, zapewniając Inferno komplet punktów. KS Sandacz próbował jeszcze wrócić do gry, kilkukrotnie dochodząc do sytuacji strzeleckich, ale Kowalski w bramce Inferno zachował pełną koncentrację i nie dał się pokonać.
Mimo porażki gospodarze utrzymali pozycję lidera. Inferno Team III z kolei wykorzystało potknięcie CWKS Ferajny Warszawa i awansowało na 3. miejsce w tabeli. Walka o awans nabiera rumieńców!
Dwunasta kolejka rundy wiosennej przyniosła starcie Pogromców Poprzeczek z Szeregiem Homogenizowanym. Gospodarze, po serii nieudanych występów, liczyli na przełamanie i zdobycie trzech punktów, które poprawiłyby ich sytuację w tabeli. Niestety – i tym razem się nie udało.
Początek spotkania był wyrównany, jednak z każdą minutą coraz wyraźniej rozkręcał się zespół Homogenizowanych. Ich rosnąca przewaga szybko przełożyła się na dwubramkowe prowadzenie. Pogromcy Poprzeczek nie zamierzali jednak oddać pola bez walki – świetna postawa, m.in. Marcina Kowalskiego, doprowadziła do kontaktowego gola, potem do wyrównania, a następnie do objęcia prowadzenia 3:2. Tyle, że na krótko. Jakub Myszór, wspierany przez bardzo dobrze dysponowanych kolegów, szybko odwrócił losy spotkania. Do przerwy Szereg Homogenizowany prowadził już 5:3.
W drugiej połowie duet Filip Ptaszek – Jakub Myszór wrzucił wyższy bieg. Ich zgranie i skuteczność pozwoliły zbudować bezpieczną przewagę, która z każdą minutą rosła. Mimo dobrych interwencji Adama Maja, które pozwoliły zmniejszyć rozmiary porażki, Pogromcy nie byli już w stanie powalczyć o punkty. Druga połowa toczyła się całkowicie pod dyktando Szeregu Homogenizowanego, a mecz zakończył się wynikiem 10:4.
Po tym spotkaniu Pogromcy Poprzeczek spadli na ostatnie miejsce w tabeli. Z kolei Szereg Homogenizowany umocnił się na 5. pozycji, powoli odskakując od strefy zagrożenia.
Idealne warunki pogodowe to świetny moment, by skończyć z wymówkami i skupić się wyłącznie na grze – a na boisku przy ul. Grenady zmierzyły się zespoły, które chciały udowodnić, że porażki sprzed tygodnia były tylko wypadkiem przy pracy. Choć to Gentlemani mieli więcej do stracenia w razie kolejnego potknięcia, na murawie absolutnie nie dało się tego odczuć. Wręcz przeciwnie – od początku to Green Team wyglądał na drużynę bardziej zdeterminowaną, by wywieźć korzystny rezultat.
Choć zazwyczaj preferują bardziej defensywne ustawienie, zawodnicy w zielonych koszulkach od pierwszych minut ruszyli do wysokiego pressingu. Już około 5. minuty przyniosło to efekt – nerwowo rozgrywana piłka przez defensorów Gentlemanów trafiła do Marcina Rudnickiego, który oddał strzał. Paweł Margul interweniował niefortunnie, a futbolówkę przejął Daniel Kurowski i wyłożył ją Łukaszowi Jakubowskiemu, który z bliska nie pomylił się – 0:1.
Gospodarze, zasileni szeroką ławką rezerwowych, próbowali odpowiedzieć. Przez dłuższy czas naciskali, ale ani Piotr Loze, ani Michał Dang, ani wszędobylski Paweł Domański nie potrafili znaleźć drogi do siatki. Najbliżej był Domański, ale kapitalnie interweniował bramkarz gości, Oliwier Dołęgowski. Przewaga Gentlemanów w posiadaniu piłki i liczbie akcji nie przełożyła się jednak na konkrety przed przerwą.
Po zmianie stron obraz gry pozostał podobny: gospodarze atakowali, goście bronili się z żelazną dyscypliną i wyczekiwali na swoje szanse. Sebastian Bartosik próbował z dystansu, ale jego strzały były niecelne lub neutralizowane przez świetnie dysponowanego Dołęgowskiego.
To właśnie bramkarz Green Teamu zainicjował akcję na 0:2 – po skutecznej interwencji błyskawicznie wyrzucił piłkę do Rudnickiego, który w pojedynku fizycznym ograł Michała Ostachowskiego i uderzył nie do obrony.
Gentlemani w końcu zdobyli upragnionego gola kontaktowego – Marcel Hamza i Paweł Domański rozegrali efektowną akcję, którą ten drugi wykończył technicznym strzałem „fałszem”. Nadzieja jednak nie trwała długo – po kilku nieudanych próbach gospodarzy i nieporozumieniu w defensywie, Dang stracił piłkę, którą przejął Piotr Waszczuk. Ruszył sam na bramkę i podwyższył wynik na 1:3.
Gospodarze nie rezygnowali – wciąż byli w grze dzięki interwencjom Jakuba Augustyniaka oraz duetowi Loze–Domański. To właśnie oni wypracowali bramkę kontaktową na 2:3, która ponownie rozgrzała emocje na trybunach.
Kulminacja spotkania nastąpiła w końcówce. Najpierw Bartosik, potem Domański – obaj oddali groźne strzały, ale dwukrotnie fenomenalnie interweniował Dołęgowski. Jego podwójna parada przypieczętowała zwycięstwo Green Teamu i – być może – uchroniła Zielonych przed utratą punktów.
Ten wynik sprawił, że sytuacja w 13. Lidze zrobiła się wyjątkowo ciekawa. Green Team, skazywany na porażkę, z meczu na mecz prezentuje się coraz solidniej. Gentlemani, choć wciąż na drugim miejscu, stracili już całą przewagę nad trzecim zespołem – a sezon wkracza właśnie w decydującą fazę.
Powoli zaczynamy się przyzwyczajać do faktu, że wygrana Oldboys Derby III nie jest już takim ewenementem, jak jeszcze wydawało się jesienią. Czerwono-żółci odnieśli właśnie trzecie zwycięstwo z rzędu – i to kolejny raz z rywalem z czołowej trójki tabeli.
Początek spotkania jednak tego nie zapowiadał. CWKS Ferajna Warszawa jako pierwsza pokazała pazur, szybko wychodząc na prowadzenie. Oldboysi nie zamierzali jednak odpuszczać i błyskawicznie doprowadzili do wyrównania – warto pochylić się nad samą akcją. Tuż przed wyrzutem z autu na boisku pojawił się Piotr Cieślak (na wymowne słowa kolegi: „Zostaw telefon i graj mecz!”), wykonał znakomity ruch za plecy obrońców, przyjął piłkę od Krzyśka Mikołajczyka i z woleja przelobował bramkarza Ferajny.
Na odpowiedź CWKS długo czekać nie trzeba było. Dominik Turos, po swoim charakterystycznym dwukrotnym „nawinięciu” rywala, uderzył precyzyjnie obok zasłoniętego bramkarza i było 2:1. Po okresie wzajemnego badania i kilku nieudanych próbach z obu stron, gracze z osiedla Derby zaskoczyli przeciwników sprytnie rozegranym rzutem rożnym – płaskie dogranie Mikołajczyka wykończył mocnym strzałem Kuba Wrzosek, trafiając "pod ladę".
CWKS, po stracie prowadzenia, próbował odzyskać inicjatywę poprzez atak pozycyjny, efektowne akcje kombinacyjne i indywidualne popisy Turosa oraz Piątka. Na przeszkodzie stanęli jednak świetnie dysponowani Piotrek Arendt i jego defensorzy. Tuż przed przerwą szybkie rozegranie rzutu wolnego przez Mikołajczyka zaskoczyło Ferajnę – piłka trafiła pod nogi Rafała Bujalskiego, który precyzyjnym strzałem między nogami Staśka Dąbrowskiego wyprowadził Oldboyów na prowadzenie 3:2.
Na drugą połowę dojechał brakujący element układanki Derby – Rafał Kordowski. Już po dwóch minutach obsłużył podaniem Bujalskiego, a ten z ostrego kąta podwyższył wynik. CWKS nie złożył broni – błyskawicznie odpowiedział dwoma trafieniami Kacpra Waza, który wykorzystał podania od Szeremety i Turosa, doprowadzając do remisu 4:4.
Odpowiedź Oldboysów była równie konkretna – najpierw Bujalski po raz kolejny wpisał się na listę strzelców po asyście Wrzoska, a potem po efektownej akcji z Kordowskim zdobył swoją czwartą bramkę, jakby żywcem wyjętą z meczu z KS Sandacz.
Kiedy wydawało się, że Arendt swoją paradą uratuje wynik, CWKS jeszcze raz zdołał wyrównać – tym razem po samobójczym trafieniu Artura Gaconia, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Ferajna, podkręcana przez doping kibiców, próbowała pójść za ciosem – jednak błędy w rozegraniu zemściły się błyskawicznie.
Najpierw przechwyt Wrzoska, a następnie odważne wyjście Dąbrowskiego zakończył strzałem z własnej połowy Kordowski, który znów dał Oldboysom dwubramkowe prowadzenie. CWKS zdołał jeszcze zmniejszyć straty po rozegranym rzucie wolnym przez Puchalskiego i Szymańskiego, ale było już za późno.
Trzecie zwycięstwo z rzędu Oldboys Derby III stało się faktem, a opuszczenie strefy spadkowej – jak najbardziej realnym scenariuszem. CWKS natomiast spada poza podium i jeśli chcą do niego wrócić, muszą jak najszybciej wrzucić wyższy bieg.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)