Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Po udanym, choć tylko zremisowanym pierwszym meczu na wiosnę, Pogromcy Poprzeczek liczyli po cichu na niespodziankę w starciu z faworyzowanym Inferno Team III. Choć końcowy rezultat tego nie oddaje, przez ponad połowę spotkania gospodarze byli naprawdę blisko sprawienia sensacji. Wszystko dlatego, że Inferno w pierwszej części gry wyraźnie szukało swojego rytmu – niedokładność, brak zgrania i sporo chaosu sprawiały, że mimo przewagi sytuacyjnej długo utrzymywał się wynik 1:1. Dopiero dwa błyskotliwe trafienia Kacpra Krajewskiego tuż przed przerwą pozwoliły gościom zbudować bezpieczną przewagę.
Po przerwie wydawało się, że mecz może się jeszcze wyrównać – obie strony zaczęły grać uważniej, a między słupkami dobrze spisywał się Adam Maj, bramkarz gospodarzy. Niestety, chwilę później Pogromcy Poprzeczek przeżyli dwa bolesne ciosy – najpierw samobójcze trafienie (po akcji, w której obrońca został wepchnięty na piłkę przez napastnika), a potem niewykorzystany rzut karny. To całkowicie podcięło im skrzydła, a Inferno bezlitośnie to wykorzystało. Kolejna bramka ustaliła wynik na 1:5, i choć Marcin Kowalski po podaniu Mateusza Niewiadomego trafił na 2:5, to była to ostatnia chwila radości dla gospodarzy. W końcówce goście już tylko punktowali zrezygnowanego oponenta, kończąc mecz pewnym zwycięstwem 2:8.
W zupełnie odmiennych nastrojach przystępowały do 11. kolejki Ligi Fanów obie strony tego meczu na szczycie 13. Ligi – CWKS po druzgocącej porażce z Green Teamem nie mógł sobie pozwolić na kolejny „wypadek”, chcąc zachować podium, z kolei Gentlemani podbudowani bardzo wysokim zwycięstwem nad Szeregiem Homogenizowanym chcieli wykorzystać zwyżkę formy i sięgnąć po kolejne trzy punkty. Zarówno jednej, jak i drugiej drużynie zależało na szybkim wyjściu na prowadzenie, dzięki czemu mogliśmy oglądać kilka obiecująco zapowiadających się akcji, które jednak do żadnych konkretów nie doprowadziły.
Finalnie, drobne detale przesądziły, że to właśnie gracze Ferajny mogli jako pierwsi cieszyć się z prowadzenia – w ferworze przebitek, piłka odbiła się od nóg Kuby Piątka i trafiła do Bartka Puchalskiego, który umieścił ją w siatce przy bliższym słupku. Można było ulec wrażeniu, że gol ten podziałał na gospodarzy niezwykle motywująco, bo od tej pory to właśnie oni zdawali się coraz bardziej kontrolować spotkanie. Gospodarze natomiast swoich szans musieli szukać raczej w kontratakach, choć z całych sił próbowali dorównywać rywalom w posiadaniu futbolówki. Zbyt wysokie ustawienie obrony Gentlemanów przy aucie dla gospodarzy poskutkowało ostrzeżeniem w postaci sytuacji sam na sam z Augustyniakiem, do której doszedł nowy nabytek CWKS-u, Jakub Cieśluk, obijając jedynie słupek.
Jak się później okazało, był to zwiastun kolejnego gola dla zawodników w zielonych koszulkach – podanie od Szeremety otrzymał na prawej stronie Radek Górnicki i oddał ze znacznej odległości mocny strzał, który wylądował w bramce gości. Pięciu minut forsowania zasieków rywala potrzebowała drużyna wiceliderów 13. Ligi, by strzelić gola kontaktowego – ładną akcję rozpoczętą od wyrzutu bramkarskiego sfinalizował po podaniu Piotra Lozego Michał Dang. Zespół Ferajny nie oddał jednak inicjatywy i wytrwale broniąc się przed stratą bramki wskutek ofensywnych poczynań Gentlemanów ponownie wrócił do „swojego grania”, wymuszając na rywalach pomyłki w ustawieniu. Owocem tego typu zdarzenia było podanie Aureliusza Szeremety do niekrytego w polu karnym Dominika Turosa, który po otrzymaniu piłki przetoczył ją pod podeszwą i precyzyjnym strzałem pokonał Jakuba Augustyniaka.
Defensywny talizman gości miał bardzo dużo pracy na początku drugiej połowy, kiedy to zanotował kilka kluczowych interwencji, lecz wcale nie gorsze parady bramkarskie mogliśmy zaobserwować po stronie oponentów w wykonaniu Stanisława Dąbrowskiego – w jednej akcji wybronił on strzał z bliskiej odległości Danga oraz dobitkę Lozego. W formacji ofensywnej Gentlemanów dwoił się i troił Paweł Domański, ale jego ciekawe próby podań czy efektowne dryblingi na nic się zdały wobec słabszej dyspozycji kolegów, na którą bez wątpienia miała również wpływ tytaniczna praca w obronie Górnickiego i Turosa.
I tak druga odsłona zmagań upływała pod znakiem niedokładności w ataku i ofiarności w obronie obu ekip, dopóki nie doczekaliśmy się drugiego w tym meczu trafienia najlepszego strzelca gospodarzy, Dominika Turosa, który po przechwycie Piątka pognał indywidualnie na bramkę przeciwników i ustalił pewnym strzałem wynik spotkania na 4:1. Dzięki temu jakże cennemu zwycięstwu, CWKS Ferajna Warszawa nie tylko zrehabilitowała się po poprzednim słabym występie, lecz również zmniejszyła stratę do zostawionych w pokonanym polu Gentlemanów do zaledwie jednego punktu. Goście muszą więc mieć się teraz na baczności, gdyż każde potencjalne potknięcie będzie oznaczać szansę dla czyhających za plecami rywali.
To było bez dwóch zdań najbardziej zacięte starcie 13. ligi w tej kolejce! Choć w poprzednim meczu to Szereg wyraźnie górował nad rywalem, a dodatkowo miał do dyspozycji dwie pełne jedenastki (i jeszcze zostałoby na wypożyczenia), to tym razem Wombaty postawiły twarde warunki. Goście przyjechali tylko z jednym rezerwowym, ale pokazali, że liczby nie grają – liczy się zaangażowanie, a tego mieli pod dostatkiem.
Początek należał do Szeregu – w 10. minucie wynik otworzył Jan Mitrowski, a po chwili mógł być już 2:0, ale Kacper Mitręga wygrał pojedynek sam na sam i od tej pory bronił jak natchniony. W 16. minucie Piotr Marciniak doprowadził do wyrównania po kontrze, a kilka minut później Filip Ptaszek trafił na 2:1. Jednak brak koncentracji w samej końcówce pierwszej połowy kosztował gospodarzy stratę gola – wyrównał Jakub Ryś i do przerwy mieliśmy remis 2:2.
Po zmianie stron mecz rozkręcił się na dobre – dwa trafienia Macieja Stąporka dały prowadzenie Wombatom, Szereg odpowiedział golem Ptaszka, ale to goście rozkręcili się na dobre. W 39. minucie było już 3:6, a gospodarze znaleźli się pod ścianą. W ofensywie ruszyli do ataku, ale w bramce Wombatów Kacper Mitręga dokonywał cudów – bronił wszystko, co leciało w jego kierunku.
W 42. i 46. minucie skapitulował po strzałach Artura Moczulskiego i Jana Mitrowskiego, ale decydująca była akcja w 49. minucie – Filip Ptaszek wyszedł sam na sam, miał remis na nodze, ale Mitręga wyczuł go perfekcyjnie i odbił piłkę prawą ręką. To był moment meczu! Wombaty dowiozły zwycięstwo do końca i mogły cieszyć się z trzech punktów, które pewnie jeszcze długo będą wspominać.
Spotkania z udziałem lidera 13. Ligi zawsze ułatwiały nam wskazywanie faworyta, bo ekipa KSS grała jesienią praktycznie bezbłędnie – i mimo rozpoczęcia wiosny od blamażu z Old Boys Derby III, czuliśmy, że prędko wrócą na właściwe tory. Aczkolwiek, po wysokiej wygranej z CWKS Ferajna Warszawa, Green Team również miał chrapkę na urwanie kolejnych punktów jednemu z pretendentów do mistrzostwa. Z trzema nowymi nabytkami w zanadrzu, to zespół gospodarzy wszedł w to spotkanie lepiej, otwierając wynik meczu w 7 minucie za sprawą Krzysztofa Rostankowskiego.
Stan 1:0 dosyć długo utrzymywał się bez zmian, co nie oznacza, że bramkarze byli całkiem bezrobotni – jedną z ciekawszych interwencji zanotował czubkiem stopy Sebastian Durański, blokując uderzenie strzelca pierwszej bramki. Chwilę nieuwagi rywali przy rzucie z autu wykorzystali gracze Sandacza i za sprawą Aleksandra Olendra mieliśmy już 2:0. Tuż przed końcem pierwszej połowy goście zdołali, co prawda, odpowiedzieć trafieniem Rudnickiego po ładnej zespołowej akcji, lecz w drugiej odsłonie obserwowaliśmy już wyłącznie kanonadę strzelecką w wykonaniu piłkarzy KS Sandacz. Wiele ze zdobytych goli brało się niestety z niewybaczalnych pomyłek Green Teamu, które gospodarze tego meczu bezlitośnie wykorzystywali.
I tak też jedno trafienie dołożył Paweł Podkoń, a dwa gole debiutujący Piotr Lendzion. Następnie, to goście dali o sobie przypomnieć dzięki przeprowadzeniu skutecznego kontrataku, w którym podanie Daniela Kurowskiego na bramkę zamienił Marcin Rudnicki. Głodny kolejnych punktów do klasyfikacji kanadyjskiej Krzysztof Rostankowski szybko jednak sprowadził rywali na ziemię, dokładając kolejne dwa trafienia – pierwsze po asyście Podkonia, a drugie po osobistym przechwycie. Green Team, choć już wyraźnie opadał z sił, dorzucił jeszcze swoje trzy grosze w postaci gola Krystiana Szkopa, któremu z linii końcowej asystował Jacek Gurbiel.
Ostatnie dziesięć minut wyłoniło nam niekwestionowanego bohatera tych zmagań, który postanowił skorzystać z coraz słabszej dyspozycji oponentów i zaczął nabijać indywidualne statystyki jak szalony – 4 gole i asysta przy finałowym trafieniu Lendziona, sprawiły, że Rostankowski miał bezpośredni udział aż przy dziewięciu bramkach swojego zespołu! A goście, poza paroma nieefektywnymi rzutami rożnymi, niczego specjalnego nie zdołali już nam pokazać. Nadzieje Green Teamu na drugą wygraną z rzędu spaliły na panewce, choć zapewne mało kto przypuszczał, że mecz ten przybierze aż tak jednostronny charakter. Sandacz natomiast zasygnalizował, że z potknięć wnioski wyciąga, a odebrać im fotel lidera 13. ligi będzie niezwykle ciężko.
Jedni czekają na El Clasico, ale są też tacy, którzy wiedzą, że największe piłkarskie emocje towarzyszą starciom Niedzielnych z Old Boys Derby III. To mecz przyjaźni, jednak wszyscy wiedzieliśmy, że na boisku poleje się pot i łzy. Oczekiwaliśmy zabójczego tempa od pierwszych sekund, jednak gracze obu ekip ewidentnie nie wyrobili normy w spożyciu kofeiny, gdyż pierwsza połowa rozkręcała się bardzo powoli. Na ożywienie obejrzeliśmy tylko jedno trafienie dla gości, przy którym celnym podaniem popisał się Rafał Bujalski, a piłkę w bramce umieścił Rafał Kordowski. Mimo iż obie ekipy miały jeszcze kilka okazji na zdobycie bramki, to świetna postawa między słupkami Przemka Białego oraz Kamila Jarosza sprawiły, że pierwsze 25 minut zakończyło się wynikiem 0:1.
W przerwie musiały paść ciekawe słowa w obu szatniach, bo drugą połowę oglądaliśmy już w zupełnie innym tempie. Mało kto spodziewał się, że po tak skromnej premierowej odsłonie zobaczymy grad bramek. Niestety dla widowiska, przez większość czasu ta część spotkania była zdominowana przez graczy ODB III. Na niesamowite obroty wskoczył Rafał Bujalski, którego doskonała gra pozwoliła gościom wyjść na prowadzenie aż 0:7. Rafał w tym czasie zanotował aż cztery trafienia i jedną asystę, biorąc udział przy sześciu z siedmiu goli swojego zespołu.
Tak wysokie prowadzenie nieco uśpiło czujność gości, co zaowocowało pechowym niewykorzystaniem rzutu karnego przez Jarka Wołoszyna oraz utratą trzech bramek w końcówce spotkania. Późne przebudzenie należało głównie do duetu Bartosz Kosakowski i Przemek Sosnowski, którzy zarówno strzelali, jak i asystowali przy golach swoich kolegów.
Niestety w meczu ucierpiał Marcin Aksamitowski, któremu życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Old Boys Derby III w stosunku 7:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)